bartos29
15.06.09, 21:25
Nie obejrzałem "Chrystusa z Montrealu", ale obejrzałem film Mike'a
Leigh pt. "Happy-Go- Lucky" i bardzo mnie wzruszył i podbudował.
Jego bohaterka ma w sobie rodzaj nieuleczalnego optymizmu, który
pozwala jej wciąż przyjmować z dziecięcą ufnością to wszystko co
przynosi jej życie i nie zrażać się do ludzi, którzy nie szczędzą
jej rozmaitych ciosów...
Przypomina mi się "Kandyd czyli optymizm"...