Gość: Who cares
IP: *.CHCGILGM.covad.net
23.01.04, 04:47
"Osoba, która obawia się, że mogłaby mieć jakiekolwiek problemy z
przekroczeniem polskiej granicy, powinna zwrócić się z zapytaniem do
polskiej placówki dyplomatycznej zanim tutaj przyjedzie."
Dopraaawdy???
Probowalem. Polska placowka dyplomatyczna (Konsulat Generalny RP w Sydney)
odpowiedziala jak Pytia delficka" "Nie POWINIEN pan miec klopotow".
Na dalsze pytanie, co mam zrobic, gdybym jednak MIAL klopoty z wyjazdem z
Polski na australijskim paszporcie, odpowiedz konsula byla "To nie my, to
Straz Graniczna; my nie odpowiadamy za to, co moze zrobic Straz Graniczna,
jesli ma dokladniejsze dane niz my." (chodzilo naturalnie o to, czy Straz
Graniczna moze mnie nie wypuscic z Polski, jesli dojdzie do wniosku na
podstawie wlasneych baz danych, ze jestem obywatelem polskim - ustawa o
paszportach stanowi, ze jak najbardziej!).
Rodacy, nie dajcie sie nabierac na zapewnienia konsulatow udzielane
wylacznie NA GEBE, nigdy na pismie! Konsulaty podlegaja MSZ, Straz Graniczna
podlega MSWiA, zas kazde z tych ministerstw udaje glupiego, prawdopodobnie w
mysl tej samej instrukcji, odsylajac petenta do tego drugiego:
- "To pytanie nie do nas, prosze pytac Strazy Granicznej" (Konsulat)
"To pytanie nie do nas, prosze zwrocic sie z zapytaniem do polskiej placowki
dyplomatycznej" (Straz Graniczna)
Nikomu te przepychanki i obiecanki nic nie pomoga, kiedy usmiechniety kapral
SG RP na lotnisku zapyta "a paszporcik polski? bo jak pan nie ma, to pan nie
wyjedzie..."
Relacji swiadkow z tego rodzaju konwersacji na Okeciu jest do tej pory pod
dostatkiem. Warto pamietac, ze bez wzgledu na umizgi, obiecanki i gadanie w
konsulatach, prawo Rzeczypospolitej stoi w takim sporze po stronie kaprala.