Dodaj do ulubionych

Dlaczego Kerry ma większe szanse w starciu z Bu...

22.02.04, 18:51
Zatem suchej nitki Weglarczyk nie zostawil na BYLYM kandydacie Demokratow na
prezydenta H. Deanie.
Ale to o czym pisze autor o tym bozyszcze lewakow i pacyfistow bylo i jest
oczywiste dla kazdego normalnego czlowieka. Tacy lewicowi kretyni nigdy nie
mieli i mam nadzieje nigdy nie beda mieli zadnych szans wyborczych w USA.
Clinton spieprzyl wystarczajaco duzo w zakresie polityki bezpieczenstwa na
swiecie i Amerykanie pamietaja to doskonale.
A Kerry musi bardzo uwazac w swojej krytyce Busha jesli nie chce odpasc w
przedbiegach. Zdaje sie, ze on to rozumie. Zreszta tak na dobra sprawe
reprezentuje on poglady duzo blizsze Republikanom niz Demokratom i rownie
dobrze moglby byc kandydatem Republikanow na prezydenta np. w 2008.
Niemniej zaslugi Busha sa bezsporne i tylko kataklizm moze pozbawic go
prezydentury.
Doskonale rozumie to inny bozyszcze Demokratow, H.Clinton.
Ona nawet nie probowala podjac ryzyka starcia z Bushem choc jej ambicje
prezydenckie sa bezsporne. Swoja droga mezulek tyle zepsul calkiem niedawno,
ze musi troche odczekac liczac na krotka pamiec wyborcow.
Obserwuj wątek
    • Gość: mountain vole kataklizm IP: *.dn183.umontana.edu 22.02.04, 23:28
      Piszesz: "tylko kataklizm moze pozbawic Busha prezydentury".

      Bush to kataklizm: klamie w sprawie WMD (albo jest niedoinformowany - nie
      wiadomo, co gorsze), mydli oczy (vide "healthy forest"), lamie prawa
      obywatelskie ("patriot act" - sic!), siedzi w kieszeni lobby przemyslowego
      (niedawno rtec przestala byc substancja niebezpieczna!!!), antagonizuje USA i
      Europe, wchodzi w tylek Chinom (sprawa Tajwanu, czyli "wolnosc tak, ale nie dla
      kazdego"), nie panuje nad deficytem budzetowym... Taaaaa, zaslugi Busha sa
      bezsporne...
      • Gość: zb Re: kataklizm IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.02.04, 04:04
        wiesz wszystko z detalami - jeden problem: nie mozesz brac udzialu w tych
        wyborach...
    • marcus_crassus wlasnie to mi sie podoba w Kerrym,ze wiem 23.02.04, 00:22
      ze ktokolwiek zwyciezy te wybory lewactwo je juz przegralo.ze ktokolwiek
      zwyciezy wybory jedyne zagrozenie dla US jakim byl Dean juz nie istnieje...

      to cieszy :)
    • Gość: felusiak Weglarczyka na zbity ryj, na bruk IP: *.nyc.rr.com 23.02.04, 04:55
      Demokraci w wiekszosci popierali Deana gdyz jego poglady sa im bliskie, leza
      przy samym sercu. Kerry i Edwards z koniecznosci przeszli na lewo aby pozyskac
      glosy.
      W pewnym momencie, zdaje sie po Deana szczerych choc niesamowitych
      wypowiedziach, jego zwolennicy z ostudzonymi glowami przejrzeli na oczy i doszli
      do wniosku, ze ten facet nie ma cienia szans z maszyna wyborcza Busha. Wtedy
      zwrocili sie niejako z koniecznosci w strone Kerry'ego. Stal sie ich idolem,
      wyniesinym do oltarza.
      Nie, nie dlatego, ze jego program jest atrakcyjny gdyz nie ma on programu. Li
      tylko dlatego, ze w ich oczach reprezentuje on nadzieje na wyborcze zwyciestwo.
      Bohater Wietnamu z medalami, dlugoletni senator jednym slowem duzy kaliber.
      Pamietam gdy w 1996 roku podobna sytuacja miala miejsce wsrod republikanow.
      Bob Dole byl tym idolem, ktory mial szanse. Pozniej okazalo sie, ze takiej
      szansy nie bylo. Przegral z kretesem. Ten sam blad popelniaja bracia demokraci.
      Nawet nie chca slyszec o Edwardsie, ktory moim zdaniem ma znacznie wieksze
      szanse na prezydenture. Malo tego, w kolach republikanskich bardziej boja sie
      Edwardsa ze wzgledu na pewne podobienstwa do Clintona. Znakomity mowca
      potrafiacy z latwoscia nawiazac kontakt z widownia. Kerry jest sztywny i zimny
      jak Gore. Tymczasem kierownictwo partii mocno popycha w kierunku Kerry'ego.
      A moze za tym kryje sie reka Clintona? Przegrana demokratow otwiera droge do
      kandydatury malzonki za cztery lata. Cheney nie bedzie kandydowal, a tym samym
      republikanie nie beda mieli kandydata, ktorego nazwisko byloby znane szerokim
      masom.
      • Gość: Michał Barcikowski A Jeb Bush? :) IP: 193.0.117.* 23.02.04, 18:05
        • indris Jeb Bush 24.02.04, 14:59
          Przyjemnie wygląda. Zwłaszcza dla Polaka nieznającego angielskiego...
          • Gość: Jebujebu Re: Jeb Bush IP: *.kabelA.oprit.rug.nl 04.03.04, 06:27
            Zjeb Bush: Jeb assured me. We have Florida!
    • Gość: Tysprowda Doskonala prognoza pogody na jesien..... IP: 203.190.193.* 23.02.04, 05:39
      Jesien plecien,
      to przeplata,
      troche zimy,
      troche lata.

      Po wyborach,
      oprocz lisci,
      spadna do rynsztoka,
      wszyscy buszysci.
      • Gość: ale-jaja Re: Doskonala prognoza pogody na jesien..... IP: *.sympatico.ca 24.02.04, 13:50
        Jak to dobrze sobie pomarzyć ;)
    • indris A Węglarczyk ma coraz mniejsze szanse... 23.02.04, 13:31
      ...na przekonanie polskich czytelników,do irackiej awantury. Tak naprawdę w
      swoim tekście nie tyle analizuje sprawy amerykańskie, co usprawiedliwia swoje
      wściekle prowojenne komentarze sprzed wojny.
      Czy większość Amerykanów jest istotnie aż tak ciemna, że wierzy, iż atak na
      Irak miał cokolwiek wspólnego z walką z międzynarodowym terroryzmem - tego nie
      wiem. W każdym razie w Europie już się tych bajeczek nie serwuje. Najbardziej
      zagorzali zwolennicy interwencji w Iraku (jak francuski filozof A. Glucksmann)
      powołują się wyłącznie na okrutny charakter dyktatury Husajna. W Polsce
      próbowano wyeksponować oprócz tego zyski z poparcia takiej potęgi jak USA, czy
      to bezpośrednie (to ostatnio jakby mniej), czy to perspektywiczne. Ale nikt nie
      uważa Polaków za tak głupich, żeby im jeszcze wciskać kit o rzekomych związkach
      Husajna z międzynarodowym terroryzmem, czy zagrożeniu, jakim miałby być Irak
      dla świata w ogóle a dla USA w szczególności. Takich bredni nie wypisuje już
      nawet marcus_crassus na tym forum.
      Jeżeli Węglarczyk chce przedstawić Amerykanów, jako społeczeństwo, w którym
      większość stanowią idioci albo ludzie łatwi do ogłupienia, to nie oddaje im
      dobrej przysługi.
      • Gość: wwkorab do Indris'a IP: *.dpcdsb.org 23.02.04, 16:24
        Niechec do Busha ma wiele powodow. jeden to akurat to, ze Bush kieruje sie
        systemem wartosci. Widzi swiat jako pole walki dobra i zla. Na przyklad uwaza
        tak zwana "partial-abortion" (barbarzynstwo szczegolne, zapytaj lekarzy!) za
        cos zlego. Hey, to niebezpieczne! Dzis chcemy politykow wolnych od wartosci
        wszelakich, pustych ideowo, rozrywkowych wrecz. Tak przynjamiej dyktuja media.

        W Polsce bardzo mnie to zastanawia, ta wiara w europejski idealizm, zwlaszcza
        francuski. Paryz mial z Saddamam wieksze interesy niz ktokolwiek inny. I bronil
        Saddama jak swego, a Ameryka to rywal wielkich mocarstwowych planow
        francuskiego karla.

        Poza tym, mysle, ze przeceniasz tak zwany "rozsadek" europejczykow
        w "awanturze" irackiej. To nie rozsadek, to abdykacja odpowiedzialnosci. Triumf
        socjalizmu. Europejczycy ze swooja obecna mentalnosci nawet nie widza, jak im
        sie zaklada lewacko-postepowy kaganiec, jak traca drmokratyczne prawa na rzecz
        nieobieralnych i nieodpowiedzialnych euro-kratow.

        Co zas do samej wojny prewencyjnej. (Pilsudski sie klania, prawda? ale to dla
        nas bylo czytelne i do dzis zachodzimy w glowe, czemu nikt Hitlera nie bral
        powaznie. Bo mysmy "wiedzieli", a w Paryzu myslano tylko, jak uniknac
        jakiejkolwiek akcji!!!)

        Irak byl niebezpieczny w regione, potencjalnie stanowil baze dla operacji
        przeciw interesom amerykanskim, a bardzo powaznie dla Izraela. SOjusz ten
        Ameryka traktuje powaznie, za co jej akurat chwala, bo wynika z tego, ze
        Waszyngton i inne sojusze traktuje powaznie!

        Przyklad nuklearnych ambicji Iranu i zakupow "sprzetu" w Pakistanie pokazuje,
        jak iluzoryczne sa zobowiazania tych rezymow i jak malo mozna cokolwiek
        skontrolowac. Oczywiscie, argumenty na rzecz akcji zbrojnej dobrano takie a nie
        inne, bo WMD sprzedaja sie lepiej niz np. prawa czlowieka. Czy wyobrazasz sobie
        te dekegacje swiatowych kacykow uzasadniajace akcje ONZ obrona praw czlowieka?!
        Kto, Mugabe? ChRL?

        Ciekawe, ze Polacy, ktorzy tak zawsze podkreslaja swe prawa do pomocy
        miedzynarodowej z uwagi na przesladowania wolnosci, nie widza nic zlego w
        rezymie Saddamama, jednym z najkrwawszych w powojennej historii.

        Amerykanie przez lata podtrzymywali ten system, bo grali w innym nieco swiecie
        realiow miedzynarodowych. Obecna ekipa ma inny oglad swiata, i trzeba przyznac,
        ze go konsekwentnie realizuje. Europejczycy nie sa i nie beda dlugo w stanie
        zdobyc sie na zadna aktywna polityke miedzynarodowa. Czy to kres Europy? Nie!
        ALe obecnie przewodza kontynentowi neurasteniczne, zagubione w ewlasnym
        kompleksie "winy" i strachu elitki. Co widac najlepiej na przkladzie
        bezradnosci wobec ludobojstwa w b. Jugoslawii, z mordem w Srebrenicy jako
        dowodem koronnym europejskiej zbrodniczej wrecz nieczulosci na cierpienia
        europejskich sasiadow.

        Mow co chcesz, indris, ale w dzisiejszym swiecie jeszcze dlugo gwarantem
        bezpieczenstwa narodow bedzie sila militarna. A nienawisc fundamentalistow do
        Zachodu nie bierze sie z biedy, ale z ideologii. Nie biedni i uposledzeni tez
        dokonali ataku 11/09 ale "aktyw" arabski, z doskonale wyksztalconych i niezle
        prosprujacych rodzin.
        Moralna opozycja wobec wojny? Gdzie, u Chiraca i Putina? Jezeli szukasz
        przykladu, to popatrz na Czeczenie. Rosja robi tam, co chce, i nikt w Europie
        nie ma z tego powodu sobie nic do zarzucenia!

        z powazaniem

        WW
        • indris Moralna opozycja wobec wojny... 23.02.04, 17:11
          ...wystąpiła NIE u przywódców europejskich (a w kazdym razie można ją poddawać
          wątpliwość), ale u tych MILIONÓW Europejczyków, Azjatów, Australijczyków i
          Amerykanów (Kanada i Ameryka Łacińska to też Ameryka), którzy manifestowali
          przeciw wojnie. Zgodne relacje poświadczają, że owe demonstracje gromadziły
          niespotykane wcześniej spektrum: klas społecznych i poglądów politycznych. Z
          całą pewnością nie miał ów sprzeciw nic wspólnego ze stanowiskiem w sprawie
          aborcji. Przecież Jana Pawła II NIKT przy zdrowych zmysłach nie uważa za kogoś
          kto miałby do Busha pretensje o stanowisko w sprawie aborcji.
          Był to moralny sprzeciw wobec zarówno oczywistego jak i wyczuwalnego kłamstwa i
          wobec "idei" wojny NAPASTNICZEJ. Taka wojna została już w Norymberdze określona
          jako AGRESJA, a jej przygotowanie - jako zbrodnia przeciw pokojowi.
          Piłsudski wg wielu historyków NIE planował żadnej wojny prewencyjnej a jedynie
          sprowokował plotkę. Żadna wojna prewencyjna nie była zresztą potrzebna,
          wystarczyło w 1939 zareagować na atak na Polskę, a jeszcze lepiej wcześniej nie
          przyjmować żądań Hitlera.
          Zauważ, że w r. 1991 po agresji Iraku na Kuwejt sprzeciw wobec wojny przeciw
          Irakowi był nieporównanie słabszy. Sam byłem wtedy równie zdecydowanym jej
          zwolennikiem jak obecnie byłem i jestem przeciwnikiem bushowskich awantur.
          Tzw niesłusznie "pacyfizm" obecny NIE jest więc pacyfizmem klasycznym, czyli
          sprzeciwem wobec KAŻDEJ wojny. Jest sprzeciwem wobec wojny NAPASTNICZEJ.
          Jest też sprzeciwem wobec KŁAMSTWA.
          A także wobec "logiki" którą wydajesz się prezentować: oto nie tylko wtedy,
          gdy ktoś zagraża interesom amerykańskim, ale i wtedy gdy MOŻE im kiedyś
          zagrozić, USA mają prawo (jakie ?) go zaatakować. Oczywiście taka logika
          oznacza albo ordynarny imperializm, albo autoryzację prawa dżungli.
          A jest nieusuwalną sprzecznością "kierowanie się systemem wartości" i
          jednoczesne posługiwanie się kłamstwem i oszustwem. Tego pogodzić się nie da i
          na tym - mam nadzieję - Bush się ostatecznie przewróci.
          • galaxy2099 Re: Moralna opozycja wobec wojny... 05.03.04, 22:58
            Nie wiem czy pekac ze smiechu czy obrzydzenia na teksty w stylu ..."ale u tych
            MILIONÓW Europejczyków, Azjatów, Australijczyków i Amerykanów (Kanada i Ameryka
            Łacińska to też Ameryka), którzy manifestowali przeciw wojnie."
            A ktoz to sa te MILIONY ???
            Sa to zmanipulowane, prowadzone jak bydlo na rzez, niewiele wiedzace tlumy.
            A jakim to sposobem Europejczycy mieli nie wyskc MILIONAMI na ulice skoro cala
            prasa i politycy europejscy serwowali im propagandowa kicz antyamerykanska !!!
            Do tej pory serwuja, czego efektem sa tak wstydliwie ukrywane przez
            EUrobiurokratow wyniki sondazow o antysemityzmie i antyamerykanizmie w Europie.
            Tak tak to jest efekt skutecznosci PROPAGANDY pismakow i politykow a nie
            wrazliwosci i intelektualnych przemyslen tlumow i calych spoleczenstw.
            Tlumy sa glupie wszedzie na swiecie i latwo manipulowalne.
            Wiec nie posuwaj tu smutnych kawalkow. Jakos te same wrazliwe tlumy
            europejczykow nie kiwnie palcem aby pomoc narodowi koreanskiemu. Ba nawet
            szkoda im czasu aby wyjsc na ulice i wyrazic solidarnosc. A dlaczego ?
            Bo ta sama prasa europejska i ci sami politycy europejscy nie "nakrecaja" tych
            tlumow do takich dzialan.
            Tacy jak ty bardzo latwo manipuluja takimi stwierdzxeniami jak MILIONY LUDZI
            ROBILY TO, MANIFESTOWALY PRZECIW TEMU, jakby to mialo miec jakies ogromne
            znaczenie, ze MILIONY ludzi cos tam chce.
            Ale ci sami ludzie jak ty jakos nie kwapia sie w podkreslaniu, ze MIOLONY ludzi
            w kazdym kraju europejskim chce np. przywrocenia kary smierci za najciezsze
            przestepstwa. Tutaj juz MILIONY nie maja prawa glosu, prawda. Bo
            pseudointelektualisci z sal wykladpwych wiedza lepiej i nie maja za dobrej
            opinii o tychze tlumach czy milionach.
            Widzisz kolego, maz stanu tym rozni sie od polityka, ze nie patrzy w sondaze
            albo poparcie milionow tylko ma wizje, charakter i sile aby dazyc do celu. A
            polityk tylko patrzy w sondaze. Historia pamieta nazwiska mezow stanu nawet po
            uplywie setek lub tysiecy lat, nikt nie pamieta nazwisk politykow.
            Za pol wieku nikt nie bedzie pamietal nazwiska Schroeder czy Chirac.
            Ameryka ma prawo odpowiedziec na to co sie wydarzylo 9/11 czy to sie lewackiej
            Europie podoba czy nie bo kazdy narod ma prawo sie bronic. Ameryka ma prawo
            tropic Al Kaide w kazdym panstwie swiata czy to sie komus podoba czy nie. Ma
            prawo moralne i ma prawo wynikajace z jej sily i potegi. Saddam mial wybor i z
            niego nie skorzystal. Prawo miedzynarodowe jest kulawe i chore jesli pozwala na
            to aby mozna bylo atakowac dowolne panstwo swiata petajac jednoczesnie
            mozliwoaci odpowiedzi. A poza tym narod iracki za Saddamem nie placze. Narod
            iracki nie stanal w jego obronie, wiec juz chociazby z tego tytulu racja jest
            po stronie Busha. Zyskaly dwie strony. A to, ze Chirac placze ...
            Powod propagandowy (BMR) byl kruchy i nieszczegolnie dobrze dobrany przez
            Busha. Ale kazdy rozsadny czlowiek wie, na czym polega polityka, KAZDA polityka.
            Bush uzywal jezyka propagandy jak i cala Europa Zachodnia uzywala jezyka
            propagandy. Bo tlumy choc glupie to glosuja raz na 4 lata.



            indris napisał:

            > ...wystąpiła NIE u przywódców europejskich (a w kazdym razie można ją
            poddawać
            > wątpliwość), ale u tych MILIONÓW Europejczyków, Azjatów, Australijczyków i
            > Amerykanów (Kanada i Ameryka Łacińska to też Ameryka), którzy manifestowali
            > przeciw wojnie. Zgodne relacje poświadczają, że owe demonstracje gromadziły
            > niespotykane wcześniej spektrum: klas społecznych i poglądów politycznych. Z
            > całą pewnością nie miał ów sprzeciw nic wspólnego ze stanowiskiem w sprawie
            > aborcji. Przecież Jana Pawła II NIKT przy zdrowych zmysłach nie uważa za
            kogoś
            > kto miałby do Busha pretensje o stanowisko w sprawie aborcji.
            > Był to moralny sprzeciw wobec zarówno oczywistego jak i wyczuwalnego kłamstwa
            i
            >
            > wobec "idei" wojny NAPASTNICZEJ. Taka wojna została już w Norymberdze
            określona
            >
            > jako AGRESJA, a jej przygotowanie - jako zbrodnia przeciw pokojowi.
            > Piłsudski wg wielu historyków NIE planował żadnej wojny prewencyjnej a
            jedynie
            > sprowokował plotkę. Żadna wojna prewencyjna nie była zresztą potrzebna,
            > wystarczyło w 1939 zareagować na atak na Polskę, a jeszcze lepiej wcześniej
            nie
            >
            > przyjmować żądań Hitlera.
            > Zauważ, że w r. 1991 po agresji Iraku na Kuwejt sprzeciw wobec wojny przeciw
            > Irakowi był nieporównanie słabszy. Sam byłem wtedy równie zdecydowanym jej
            > zwolennikiem jak obecnie byłem i jestem przeciwnikiem bushowskich awantur.
            > Tzw niesłusznie "pacyfizm" obecny NIE jest więc pacyfizmem klasycznym, czyli
            > sprzeciwem wobec KAŻDEJ wojny. Jest sprzeciwem wobec wojny NAPASTNICZEJ.
            > Jest też sprzeciwem wobec KŁAMSTWA.
            > A także wobec "logiki" którą wydajesz się prezentować: oto nie tylko wtedy,
            > gdy ktoś zagraża interesom amerykańskim, ale i wtedy gdy MOŻE im kiedyś
            > zagrozić, USA mają prawo (jakie ?) go zaatakować. Oczywiście taka logika
            > oznacza albo ordynarny imperializm, albo autoryzację prawa dżungli.
            > A jest nieusuwalną sprzecznością "kierowanie się systemem wartości" i
            > jednoczesne posługiwanie się kłamstwem i oszustwem. Tego pogodzić się nie da
            i
            > na tym - mam nadzieję - Bush się ostatecznie przewróci.
      • Gość: Jaga Re: A Węglarczyk ma coraz mniejsze szanse... IP: *.206.onewest.net 24.02.04, 09:08
        Rzeczywiscie ten artykul Weglarczyka jest zupelnie bez sensu. Nie wiem za co my
        w ogole Gazeta placi. Przeciez Dean nie jest szalencem za jakiego Weglarczyk go
        przedstawia. Weglarczyk po prostu posluchal troche tu i troche tam a potem
        dodal swoj komentarz zamiast przedstawic fakty, z ktorych oczywiscie ma wynikac
        ze tylko ciemni murzyni popieraja demokratow.
        Dean przegral rzeczywiscie troche dtalego, ze jego poglady sa za bardzo
        ekstremalne jak na opinie przecietnego Amerykanina. Dean tez mowil prawde - np.
        stwierdzal, ze ulgi podatkowe wprowadzone przez Busha nie moga byc utrzymane
        jezeli mamy splacic deficyt budzetowy a to sie nie wszystkim podoba, wola
        takich ktorzy po prostu obiecuja rzeczy ktorych poznije nie da sie wykonac.
        Weglarczyk nie dokonal zadnej glebszej analizy, swierdza, ze Kadafi poddal
        sie ... dzieki 9-11. Nie ma pojecia albo po prostu nie chce wiedziec, ze Kadafi
        juz pertraktowal z Europejczykami o wiele wczesniej niz Bush zaatakowal Irak.

        jestem rozczarowana co do poziomu artykulow na tematy polityki zagranicznej w
        Gazecie Wyborczej

        Jaga
        Polish Culture
        www.bellaonline.com/site/polishculture
        • Gość: padalec Re: A Węglarczyk ma coraz mniejsze szanse... IP: *.kabelA.oprit.rug.nl 04.03.04, 06:31
          a ja jestem w ogóle rozczarowany GW
    • Gość: bk Re: Dlaczego Kerry ma większe szanse w starciu z IP: 12.24.244.* 23.02.04, 16:53
      Jak dlugo na tragedii 9/11 moze sie slizgac Bush i spolka, ba podobno od 9/11
      Dzieki tej "spolce" nie bylo drugiego 9/11. Zastanawiam sie tylko dlaczego
      obecna ekipa z bialego domu nigdy nie przeprowadzila rozliczenia winnych tej
      tragediii wiele faktow nigdy nie zostalo ujawnionych.


      • Gość: wredny Re: Dlaczego Kerry ma większe szanse w starciu z IP: *.proxy.aol.com 23.02.04, 17:18
        za bk,wlasnie co jesli chodzi o dochodzenie w sprawie 9/11,nigdy oficjalnego
        nie bylo,poprostu typkom z bialego domu byly te wydarzenia na reke w
        realizowaniu swych bandyckich planow w swiecie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka