czlowiek_ksiazka
27.06.11, 20:46
Dysydenci to zawodowi obrońcy praw człowieka.
Tak jak się te prawa rozumie na Zachodzie.
Czyli praw tzw. Człowieka Zachodniego.
Z punktu widzenia interesów społeczeństw Europy Środkowej a nawet Wschodniej zasługi dysydentów są duże. Chodzi o udział w pokojowej w większości przyp. transformacji ustrojowej w latach 1989-1991.
W dobie postmodernizmu, szalejącego za oknem neoliberalizmu - czyli w epoce pozimnowojennej, dysydenci przekształcają się stopniowo w kastę tzw. dyżurnych autorytetów moralnych funkcjonujących w ramach europejsko-amerykańskiej poprawności politycznej. Ciasny gorsecik!
Dysydenci apelują często do USA - rozumianego jako Imperium Dobra, które zajmuje się charytatywnie zwalczaniem wszelkiego zła na świecie.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9852434,Wegierscy_dysydenci_apeluja_o_pomoc_do_Hillary_Clinton.html
Węgierscy dysydenci mogą np. skarżyć się na swojego premiera - wybranego w końcu demokratycznie - u zagranicznych możnych tego świata.
W tym przyp. pani Clintonowej, żony jednego z prezydentów USA. W Stanach tak już jest - tam częst dochodzi się do zaszczytów w ramach jednej, paru rodzin: syn-ojciec, mąż-żona czy inny brat-wujek-kuzyn, itp.
Tak już mają te Stany, dlatego się niedościgłym wzorem Wolności i Demokracji.
Skarżenie się na swoich szefowi dyplomacji Imperium Dobra to jedno. Ciekawy fakt, zasługuje na wszechstronną analizę naukowo-socjologiczną.
O co dysydenci oskarżają Orbana, z którym ja - jako Eskimos - mam mniej wspólnego niż z baletem moskiewskim?
O to, że nie potrafi porozumieć się w "kwestiiach decydujących o losach demokracji".
Trzeba przyznać, że to enigmatyczny zarzut, tym bardziej że centrum, które będzie otwierać Clintonowa "powstało dzięki porozumieniu węgierskiego rządu i partii demokratycznych" (SIC!?).
O co jeszcze oskarżają dysydenci Orbana?
O to, że się oddala. Od demokracji. Mimo, że dzięki niej rządzi.
"oddala się od hierarchii wartości zachodnich demokracji, którą uznaje za przestarzałą"
Czy zakaz oddalania się od hierarchii wartości demokracji zachodniej musi być w demokratycznym(!) społeczeństwie rozumiany kategorycznie?
Strasznie mi to przypomina czasy komunistyczne - wtedy też nie wolno się było oddalać ani na jotę od powszechnie obowiązujących wzorców.
A hierarchia wartości demokracji węgierskiej, też w sumie zachodniej, ale ze swoim smaczkiem jest nie do przyjęcia?
A co to znaczy, że nowa konstytucja węgierska "ogranicza prawa podstawowe"?
Dla mnie prawa podstawowe - NAJważniejsze - to te społeczno-gospodarcze, a więc prawo do pracy, opieki medycznej, bezpłatnego wykształcenia, itp. Te prawa ograniczane są we wszystkich krajach Europy, nie tylko na Węgrzech.
Orban ponoć "systematycznie usuwa konstytucyjne gwarancje rozdziału wł. wykonawczej" oraz różne "hamulce i siły". Też je usuwa jak rozumiem. Strasznie to wszystko skomplikowane i mało zrozumiałe, rozmyte.
Tak samo jak zarzut, że "na Węgrzech powstaje ustrój autokratyczny".
W czym to się przejawia?
W "ograniczaniu wolności prasy i kompetencji Trybunału Konstytucyjnego".
Wszyscy na forum wiedzą, że moja wiara w zakresie tzw. "wolności" prasy jest bardzo chybotliwa.
Coś co nie jest i nie może być z definicji oraz zdrowego rozsądku "wolne", nie może być w "wolnościowistycznym" zakresie ograniczane.
Jeśli na Węgrzech prasa ma być bardziej odpowiedzialna i będzie ważyć słowa przed ciskaniem kalumni, jak to ma miejsce w innych krajach, to trzeba się z tego chyba tylko cieszyć? A może się mylę?
Ograniczanie kompetencji Trybunału Konstytucyjnego to jedyny w moim przekonaniu zrozumiały zarzut. Powinni się o tym jednak wypowiedzieć prawnicy, a nie dysydenci.
Zdaje się, że w kraju pani Clintonowej, do której apelują zdesperowani dysydenci, a więc w USA nie ma zresztą Trybunału Konstytucyjnego - tak jak to ma miejsce w większości krajów w Europie. Jest Sąd Najwyższy, który sprawdza m. in., jeśli się dobrze orientuję, czy dany akt lub prawo jest zgodne z konstytucją.
A w jaki sposób Orban ogranicza Trybuał Konstytucyjny na Węgrzech, który też się zresztą zwie Sąd Konstytucyjny jeśli dobrze pamiętam? Mniejsza z nazewnictwem, bo nie o to chodzi.
Znalazłem takie info w necie:
wiadomosci.onet.pl/swiat/wegry-ograniczenie-uprawnien-trybunalu-konstytucyj,1,3783767,wiadomosc.html
Ja bardzo przepraszam, może jestem eskimoską totalitarystą, ale z tego co widzę, to rząd Orbana postąpił mądrze ograniczając demokratycznie i konstytucyjnie prerogatywy Trybuału.
Nie powinien działać prawnie wstecz, ale opodatkowanie wysokich odpraw w sytuacji kiedy wali się budżet, a w Europie panuje kryzys jest chyba nieodzowne.
Ja bym na miejscu Orbana uważał.
Jeśli zaprosi na Węgry dajmy na to takiego Putina i podpisze z nim jakieś porozumienie w kwestii rurek, to dysydenci będą jeszcze bardziej zniesmaczeni.
Wtedy przyłączą się do nich rosyjscy dysydenci. I polscy też.