Prima aprilis na Placu Czerwonym. Na czym polegał dowcip? FILM
Pewnie na tym, że znów wszystkich zwinęli.
Zaczęło się od tego, że władze zamknęły Plac Czerwony. Po to, by uniknąć antyputinowskiej demonstracji. Spacerowicze i niedoszli demonstranci zaczęli domagać się od policji otworzenia bram. Krzyczeli „to nasze miasto”. Śmiali się z policjantów. Niektórzy nawet wtedy, gdy policja wlokła ich do radiowozów. Sami policjanci, dodajmy, nie czuli się w tej sytuacji zbyt poważnie. Momentami protest przybierał absurdalny wydźwięk. Ale skończyło się jak zwykle.
swiatowidz.pl/?p=5369