e.va15
30.11.13, 00:21
Za komuny wyśmiewano wykłady z ekonomii politycznej na uczelniach. Wierzono naiwnie, skutkiem zachodniego zaczadzenia (via np. Wolna Europa) , że ekonomia na Zachodzie jest jedna, bezprzymiotnikowa. NIC bardziej błędnego.
Ekonomia mocarstw jest zawsze ekonomią polityczną - władza i finanse/tzw. rynki finansowe/ koncerny to jedność w kapitaliźmie. Nie ma jednego bez drugiego. To właśnie w socjaliźmie tej jedności nie było, bo nie było potęgi ekonomii.
W kapitaliźmie jest i dlatego to tam panuje ekonomia polityczna:
USA nakładają jako państwo (władza) embarga ekonomiczne na kraje, które US-władzy nie chcą się podporządkować. Poczynając od Kuby poprzez wiele krajów a kończąc na najbardziej znanym przykładzie Iranu - kontakty gospodarcze są pochodną splotu polityki i biznesu. Raz jedno jest ważniejsze, raz drugie, długofalowa oba.
Tym instrumentem USA posługują się od lat, ostatnio coraz intensywniej . Dają tym, którzy ich poipierają klauzule najwyższego uprzywilejowania a tych, którzy są oporni, karzą sankcjami ekonomicznymi
Do polskich bystrzaków nie dociera, że rosyjska polityka , np. odnośnie cen gazu, importu (nie) polskiego, (nie) świeżego mięsa czy warzyw też może podlegać tym samym regułom. W Polsce naiwnie wierzono, że Rosja nie ma prawa do ekonomii politycznej. Tymczasen ona uważa inaczej i płacze różnych wtopków, wojtusiów i innych bystrzaków nic tu nie pomogą.
Polska jest i będzie karana gospodarczo za swą polityczną postawę wobec Rosji.
Dostęp do chłonnego rynku rosyjskiego staje się pochodną dobrych, a przynajmniej poprawnych stosunków politycznych z tym krajem lub ich braku.