de_oakville
14.02.14, 18:08
Pamietam, ze kiedy bylem jeszcze w szkole sredniej i pozniej, czasy II-giej Wojny Swiatowej wydawaly mi sie stosunkowo bliskie, natomiast "Epoka napoleonska" bardzo odlegla. Pewnie dlatego, ze chociaz wojna dawno sie skonczyla, to ciagle o niej mowiono i pokazywano ja w srodkach masowegp przekazu. "Czterej pancerni", "Stawka wieksza niz zycie", wspomnienia ludzi, ktorzy to pieklo przezyli. Jeszcze z nich znacznie wiecej niz dzis wtedy zylo. A zatem choc urodzilismy sie juz po wojnie, bylismy "spoufaleni" duchowo z czasami wczesniejszymi.
Jak daleko wczesniejszymi? Wydaje sie, ze im czlowiek staje sie starszy, tym rownoczesnie staje sie bardziej zdolny do "spoufalenia sie" z czasami odleglejszymi w czasie liczac od momentu od jego urodzenia. Kiedy sie ma 20 lat, okres stu lat albo nawet piecdziesieciu lat wydaje sie strasznie dlugi. Natomiast 100-latkowi wydaje sie pewnie, ze cale jego
zycie to czas bardzo krotki, jak chwilka. Ma wiec odczucie, ze w sumie niewiele sie wydarzylo podczas jego zycia, chcialby wiecej. A w zwiazku z tym 100 lat przed jego urodzeniem musialo trwac rowniez bardzo krotko. Im czlowiek starszy tym coraz bardziej odrywa sie od rzeczywistosci, stajac sie stopmiowo "wapniakiem". Nie rozumie wspolczesnej muzyki, nie rozmumie wspolczesnej mody. Nie chce rozumiec. Za mlodu sluchalem Beatlesow i Abby, a obecnie "doroslem" juz do sluchania Chevaliera i Marleny Dietrich. Ktos kto dzis (2014) konczy 100 lat, dorosl juz do tego aby dobrze wczuc sie w atmosfere czasow napoleonskich (ur.1914 - 100 = 1814).
Wszystkim uczestnikom forum swiat zycze z okazji "Walentynek" dozycia czasow, aby mogli sie rowniez "spoufalac" z tak odleglym okresem historii.