maurycy
17.08.04, 08:56
Jest to zwykły szyicki populista, próbujący na ciemnocie ludzkiej zrobic
karierę polityczną. Różni się tym od naszego Andrew, że wysyła ludzi do raju
ku swojej chawle.
Wedle konwencji genewskeij, miejsce kultu, uzywane do celów strategicznych
(obronnych) przestaje byc miejscem kultu.
W kilku wątkach przewija sie pogląd, że walki w Nadżafie to jak Powstanie
Warszawskie. Warszawa walczyła z niemieckim okupantem, którego ideologią było
fizyczne wyniszczenie polskiego narodu. Gdyby "obrońcy" uciskanego przez siły
koalicji narodu irackiego dali szansę koniecznym reformom, które są konieczne
po kilku dekadach panowania Saddama, i siedzieli cicho, amerykanie nie
musieliby stosowac siły w obronie tych, którzy chcą nowego, laickiego Iraku.
Działania tzw. obrońców - to sabotaż, niszczenie własnego kraju w imię czego -
utraconej lub nie zdobytej władzy.
Sukces Iraku jest im nie na rękę. Wystarczy popatrzeć się na sąsiadów Iraku.
Jedynym państwem, o którym mozna powiedzieć, że cieszy się swobodami
obywatelskimi to królestwo Jordanii. W Kuwejcie, nie mają prawa głosu. W
Arabii Saudyjskiej swobody obywatelskie nie istnieją, a kobiety nie mogą
prowadzić samochodu, wyjść same na miasto - nie mają żadnych praw. W Iranie
rządzą ajatollachy - reżim teokratyczny. W Syrii - Assad junior prześladuje
mniejszości narodowe i na wzór p.koreański wprowadza kult jednostki - czyli
samego siebie.
Wolny, niepodległy i swiecki Irak jest dla reżimów muzułmańskich straszakiem
nie do przyjęcia. Jest to wojna sił postępu społecznego z ciemnotą,
zacofaniem, religijnym fanatyzmem i plemiennymi dążeniami do dominacji.