lubat
03.08.14, 20:43
Czy to tylko manewr odwracający uwagę w stylu "łapać złodzieja"?
"Spiegel" donosi, że sekretarz stanu USA John Kerry był podsłuchiwany w czasie pobytu na Bliskim Wschodzie przez przyjaciół z Mossadu.
Trudno ocenić to doniesienie, bo z jednej strony stosunki amerykańsko-izraelskie są najlepszą ilustracją powiedzenia, że w polityce nie ma przyjaciół, są tylko interesy. (Nota bene: w Polsce dla odmiany nikt o tym nie pamięta, a tym bardziej nie stosuje.)
Z drugiej strony to może być także amerykański manewr odwracający uwagę od swoich afer podsłuchowych - coś w rodzaje: widzicie, nie tylko my podsłuchujemy, nas także podsłuchują. Wydaje się to tym bardziej prawdopodobne, że aby nie "obciążać" za bardzo samych Żydów, podano, że podsłuchiwał go także jakiś inny wywiad. Któż, ach któż to mógł być??? Tego nie podano, ale borraty z pewnością wiedzą, albo się domyślają:)
Trochę to dziwaczne podsłuchy, bo część rozmów (podobno poufnych) Kerry prowadził niezaszyfrowanym połączeniem.
www.spiegel.de/politik/ausland/israel-hoerte-us-aussenminister-kerry-ab-a-984176.html