polski_francuz
30.05.15, 09:16
Kilkadziesiat lat temu, za czasow PRL, dostalem mieszkanie spoldzielcze w bloku na nowym osiedlu we Wroclawiu. Pewnego dnia uslyszalem, ze ktos rozwala drzwi mieszkania sasiedniego, jeszcze nie zamieszkanego. Wlamali sie dzicy lokatorzy i zamieszkali tam na kilka tygodni, zanim mojemu sasiadowi i wlascicielowi mieszkania udalo sie ich wyrzucic.
Dosc podobna sytuacja przezyla mieszkanka Rennes w Bretanii Maryvonne, 83 lat, ktora mieszkala przez jakis u swego przyjaciela a jak on zmarl to chciala wrocic do swego domu. Nie mogla, bo zostal on zajety przez dzikich lokatorow, ktorzy zmienili zamki i nie chcieli jej wpuscic.
Francuskie prawo mowi, ze dzikich lokatorow mozna wyrzucic przez policje jesli zajecie domu zostanie zgloszone w ciagu 48 godzin. Potem, wyrzucenie moze nastapic tylko poprzez procedure sadowa.
Maryvonne jest dzielna Bretonka i zwrocila sie do sadu i dom odzyskala. Inna rzecz niepokoi bardzo. A mianowicie upolitycznienie sprawy przez dzikich lokatorow, ktorzy chcieli pokazac sie jako obroncy biednych ludzi przeciwko banksterom, jako rewolucjonisci i obroncy biednych ludzi przeciwko Kapitalowi. Czytelnicy tego forum latwo zrozumieja te mentalnosc bo wystarczy poczytac wpisy forumowiczow jak kaszebe czy misterpee (boavista).
Tylko, ze tym banksterem, kapitalista i zbojem zyjacym z niedoli innych byla starsza pani, nalezaca do klasy sredniej a moglby byc jakikolwiek, przecietny obywatel. Prawo francuskie bierze zbyt czesto pod ochrone tych, ktorzy nic nie robia tylko o swoje prawa sie dopominaja a jednoczesnie utrudnia zycie tym obywatelom, ktorzy pracuje i staraja sie jakos dorobic.
Troche jak w PRL-u wlasnie.
PF