wiktor_jerofiejew
20.05.16, 16:54
Tajemnica Putina. Jak nabrał ruskich
Jak to możliwe, że mimo kryzysu i biedy Putin cieszy się niemal 90-procentowym poparciem? Wyjaśnia Iwan Preobrażenski, politolog.
Jak pokazuje afera Panama Papers najbliżsi przyjaciele Putina wyprowadzili miliardy dolarów z Rosji do rajów podatkowych, a prezydent powtarza, że to prowokacja Zachodu. Rosjanie mu wierzą?
Iwan Preobrażenski*: Przekaz jest taki: to prowokacja zorganizowana przeciwko Rosji, która ma zablokować decyzję o zdjęciu sankcji nałożonych po wojnie na Ukrainie. Poza tym, jak przekonuje Kreml, tylu światowych liderów brało udział w aferze i wyprowadziło znacznie większe sumy. Bo co znaczą marne 2 mld dolarów w skali całej Rosji? Jeśli byłyby to 2 mld, które ktoś komuś ukradł, wyjął z kieszeni, to pewnie wzburzyłoby Rosjan, ale przecież pieniądze publiczne to niczyje. Afera nie zaszkodziła więc Putinowi, co więcej, mało kogo ona w ogóle zainteresowała.
I wciąż cieszy się on prawie 90-procentowym poparciem...
Z tym poparciem, to ostrożnie, bo wynik nie jest odbiciem miłości do Putina, tylko skutkiem jego polityki. Po prostu nie ma innego wyboru, więc nie ma się co dziwić, że ponad 80 proc. Rosjan mówi: głosowalibyśmy na Putina. Kreml dołożył wszelkich starań, by tej alternatywy nie było. Jeśli jednak zapytamy konkretnie, kto popiera działania Putina, to będzie to ok. 60 proc. ankietowanych.
Rosjanie są aż tak ślepo zapatrzeni w wodza?
To kwestia podejścia do polityki, a raczej zdystansowania się od niej. W Rosji panuje przeświadczenie, że polityka to brudna sprawa i jest nie do ogarnięcia przez obywatela. Łatwo to zauważyć na przykładzie wojny w Donbasie. Przeciętny Rosjanin w rozmowie powie, że rosyjskich wojsk tam nie ma. A gdy będzie pani dowodzić, że są, usłyszy pani zdawkowe: „ech, polityka to brudna sprawa”. Czyli ludzie wiedzą, o co chodzi, ale nie chcą się w to mieszać. Dodatkowo „brudna polityka” oznacza też, że „nieczyste” intencje ma również opozycja i każdy, kto walczy o władzę.
Wyjątek stanowi Putin, który nie jest politykiem w rozumieniu gracza o władzę, bo tę władzę już ma. Rosjanie widzą w nim nie lidera, jak to jest postrzegane na Zachodzie, ale emanację państwa, monarchę, jedyną państwową instytucję i autorytet. Poza nim niczego już nie ma. To jedyny polityk, który w rozumieniu Rosjan nie zajmuje się „brudną polityką”, robi to za niego co najwyżej otoczenie. A jeśli już ktoś przyjmie do wiadomości, że Putin zajmuje się „brudami”, myśli: to nic strasznego, bo robi to ku chwale Rosji.
Tak jak doceniają Stalina, który też popełniał zbrodnie „ku chwale ojczyzny”?
Tak, mamy do czynienia z logiką neostalinizmu. Owszem, Rosjanie przyznają, że Stalina trudno jednoznacznie ocenić, ale nie wierzą, że zniszczył on miliony ludzkich istnień dla samej władzy. Co najwyżej jego otoczenie maczało w tym palce. Tak samo jest z Putinem.
Co jeszcze wpływa na umacnianie się Putina?
Po pierwsze, on świetnie wyczuwa nastroje ludzi i jako wytrawny populista wie, czego się od niego oczekuje. Zresztą, administracja na bieżąco śledzi sondaże i analizy społeczne, na których opiera swoje argumenty. Druga sprawa, to stuprocentowa dominacja w środkach masowego przekazu. Owszem, istnieją media opozycyjne, ale docierają one do małej liczby odbiorców. Ponadto podczas kryzysu krymskiego zmieniła się struktura zaufania do źródeł informacji. Kiedyś Rosjanie polegali przede wszystkim na opinii rodziny i znajomych, media były na dalszym planie. Od dwóch lat jednak podstawowym, jedynym i wszechobecnym źródłem informacji i opinii jest telewizja. Dostęp do niej mają niemal wszyscy, przyzwyczaili się do jej śledzenia w ciągu dnia, począwszy od serwisów propagandowych, po seriale, które również kształtują opinię.
Jak działa ta machina informacyjna?
Weźmy taką sytuację: Obama mówi, że sankcje nie zostaną zdjęte, jeśli Rosja nie wypełni mińskich porozumień. Potem agencja informacyjna ubiera to w słowa, stosunkowo obiektywnie, same suche fakty i cytaty. Następnie rozpoczyna się proces interpretacji i wieczorem, podczas serwisu informacyjnego, wypowiedzi nadawany jest nowy sens: Obama powiedział, że jak tylko mińskie porozumienia zostaną wypełnione – a będą wypełnione już jutro - sankcje z Rosji będą zdjęte. No i do tego komentarz, że Zachód szuka pretekstu, by sankcji nie znieść, bo przecież warunek jest praktycznie spełniony.
No ale przecież jest jeszcze internet...
Owszem, rośnie liczba użytkowników internetu, ale to nijak nie wpływa na ich opinię. Są niejako zaprogramowani do odbioru konkretnego typu newsów. Nawet jeśli mieszkaniec Moskwy mówi, że czerpie informacje jedynie z internetu, to gdy zacznie pani z nimi rozmawiać, okaże się, że przekazuje on te same tezy co inni. Z czego to wynika? Poniekąd z przyzwyczajeń. Wszyscy czytają rosyjskojęzyczną prasę. Nawet jeśli znają obce języki, mają nawyk szukania informacji po rosyjsku i z rosyjskich źródeł.
Wpływ na postawę ma ponadto syndrom owczego pędu, w myśl którego ludziom niewygodnie jest iść pod wiatr i wbrew opinii większości. Najpierw odbiorca alternatywnych treści zaczyna przemilczać pewne opinie, a potem przyjmować wolę większości. Nie dlatego, że się z nimi zgadza, ale dlatego, że tak łatwiej funkcjonować. Przecież trudno ciągle wchodzić w konflikt ze swoimi bliskimi. Dodatkowo obywateli do aktywności zniechęciły doświadczenia z lat 2011-2012, kiedy doszło do masowych antyputinowskich wystąpień. Tłumy na Placu Błotnym zostały wówczas rozgromione przez władzę, a opozycję nazwano ekstremistami i terrorystami, bo „organizowała masowe niepokoje”.
System nie chroni ludzi myślących inaczej.
To przez całkowity brak demokratycznych instytucji. Parlament to parodia parlamentu, sąd konstytucyjny to parodia sądu, do tego mnóstwo quasi-instytucji, których w ustawie zasadniczej nie ma, ale imitują działalność demokratycznych urzędów. Erozja systemu wynika m.in. z rozczarowania reformami lat 90. W Rosji jest ono jeszcze silniejsze niż w Polsce, bo wiąże się nie tyle z nierównościami, co ze skrajnym ubóstwem znacznej części społeczeństwa. Poczucie dziejowej niesprawiedliwości nasiliło się w okresie kryzysu. To oczywiście słaby ruch. Ludzie jeszcze nie zdają sobie sprawy, co ich nie zadowala. Póki co dają się przekonać, że wszystkiemu winny jest Zachód: USA, UE, Ukraina, sankcje, wszystko, tylko nie rosyjskie władze.
Kiedy przeglądam rosyjskie media, to mam wrażenie, że wszystko kręci się w nich wokół zagrożenia z zewnątrz.
To celowa polityka władz. Problem w tym, że politycy sami zaczęli wierzyć w to, co mówią. O ile jeszcze pięć lat temu można było powiedzieć, że tylko straszyli obywateli Unią Europejską, NATO czy USA, to teraz widać, że szykują się do starcia.