polski_francuz
23.06.16, 19:43
Dzien czy dwa temu dostalem E-mail od szefa departamentu jednego z uniwersytetow z drugiej strony Atlantyku. Chodzilo o to by dac opinie o jednym koledze, ktory pracuje po czesci w mojej dziedzinie. Opinie, ktora pomoze w przejsciu z jednej pozycji na druga. Troche wyzsza i lepiej platna.
Pomyslalem troche i powiedzialem "yes" tylko nie za szybko bo mam duzo roboty. No i dostalem CV i kilka publikacji. W CV ani zdjecia, ani daty i miejsca urodzenia. Zaciekawiony popatrzylem na Google'a i zobaczylem twarz kolegi.
Ale, napisalem szefowi departamentu by mi wyslal zdjecie i date i miejsce urodzenia. Nie chcial. Napisal, ze nie sa wazne do dania opinii.
I pomyslale sobie, ze szef jest troche naiwny (moglby zgadnac ze zrobie co zrobie) i troche (nawet bardzo) politpoprawny.
Co mysle? Ano mysle, ze jak ktos jest zdolny to sie wybije. Czy Poljak, Arab czy Rusek. Nie ma co sie wstydzic miejsca urodzenia, plci czy rasy.
Ale chyba wielu tak nie mysli.
PF