Dodaj do ulubionych

USA zabilo ruskich w Syrii -Putin nas jest monoga

13.02.18, 19:28
Amerykanie zabili Rosjan w Syrii. Putin udaje, że nic się nie stało

Lotnictwo USA zbombardowało w Syrii wojskowych z Rosji. Różne źródła mówią o kilkudziesięciu, a nawet ponad stu ofiarach. Grigorij Jawliński, demokratyczny kandydat na prezydenta, wzywa Putina, by wytłumaczył się z "masowej śmierci Rosjan".

Do wydarzeń, których rosyjskie ministerstwo obrony wciąż nie komentuje, doszło 7 lutego na wschodzie Syrii, ok. 80 km od Dajr az Zaur, na bogatym w ropę i gaz lewym brzegu Eufratu. Oddziały walczące po stronie Baszara al-Asada, za którym stoi Moskwa, atakowały tam sztab kurdyjskich Syryjskich Sił Demokratycznych wspieranych przez USA

Jak pisze „Washington Post”, powołując się na gen. Hasana, dowódcę oddziałów SSR, amerykański oficer łącznikowy znajdujący się w kwaterze powstańców miał się łączyć ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, uprzedzając go, że powinien powstrzymać ludzi szykujących się do ataku.
Obserwuj wątek
    • wiktor_jerofiejew roSSja gnije i slabnie - dla Polski bardzo dobrze 13.02.18, 19:59
      Ekspert: Rosja wpadła w pułapkę

      "W poszukiwaniu własnej tożsamości Rosja wpadła w pułapkę. Jej model rozwoju już nie gwarantuje rozwoju i stabilności, ale zmiana paradygmatu mogłaby zagrozić jej państwowości" - napisała rosyjska politolog Lilia Szewcowa we wtorkowym "Financial Timesie".

      Analityczka, która obecnie pracuje dla Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Chatham House, odniosła się przede wszystkim do zbliżających się wyborów prezydenckich w Rosji 18 marca. Jej zdaniem mogą one wzmocnić rządy obecnego szefa państwa Władimira Putina, ale przy jednoczesnym "braku realnej konkurencji oraz zależności Putina od aparatu państwowego mogą doprowadzić do tego, że (Putin) stanie się zakładnikiem własnego otoczenia, rządząc na zasadzie swoistej +bezsilnej wszechmocy+".

      Zdaniem Szewcowej Rosjanie nadal poszukują odpowiedzi na pytanie o polityczną przyszłość swojego kraju, wybierając między autokratycznymi rządami Putina i jego otoczenia a niepewną wizją rosyjskiej demokracji. "Zdezorientowani i zdemoralizowani ludzie wolą polegać na państwie - nawet takim, któremu nie ufają" - oceniła.

      "Brak instytucjonalnych kanałów, za pośrednictwem których opinia publiczna mogłaby wyrażać swe interesy, sprawia, że Rosjanie ponownie wychodzą na ulice, przekonani, że sposobem na zmianę rzeczywistości jest rewolucja. Pojawienie się (prawnika i walczącego z korupcją blogera) Aleksieja Nawalnego jako lidera przyszłego ruchu nieposłuszeństwa obywatelskiego sprawiło, że fala gniewu otrzymała twarz" - analizowała politolożka.

      Jak zaznaczyła, aneksja należącego do Ukrainy Krymu w 2014 roku dała Kremlowi okazję do pobudzenia patriotyzmu wśród Rosjan, ale też doprowadziła do nałożenia na kraj uciążliwych sankcji. "Ten entuzjazm powoli spada: według badań (niezależnego rosyjskiego ośrodka badań opinii społecznej) Centrum Lewady 55 proc. ankietowanych uważa, że wykorzystywanie krajowego budżetu na wspieranie Krymu jest błędem" - napisała.

      Jednocześnie dodała, że choć wielu Rosjan nadal wierzy, że ich kraj otoczony jest wrogami i powinien zajmować "asertywne" stanowisko w polityce międzynarodowej, to "nie są gotowi na globalne potyczki".
      "59 proc. Rosjan uważa, że celem polityki zagranicznej powinno być zapewnienie pokojowego i bezpiecznego istnienia Rosji, a jedynie 19 proc. popiera konfrontację z Zachodem. Większość nie zgadza się także z agresywnymi aspiracjami imperialnymi Kremla; 65 proc. uważa, że Rosja nie powinna kontrolować dawnych republik sowieckich" - przytaczała.

      Szewcowa zaznaczyła, że jednym z paradoksów rosyjskiego systemu władzy jest fakt, że elity "znacząco skorzystały na globalizacji, która pozwoliła im na większą integrację z Zachodem, ale jednocześnie sprawiła, że są bardziej podatne na zachodnie sankcje". "Ich lojalność osłabła, odkąd Putin przestał gwarantować im dobrobyt i rozpoczął proces wybiórczej czystki w klasie rządzącej" - ostrzegła.

      Zdaniem analityczki kluczowe są cztery elementy, które "podtrzymują istnienie starego systemu i powstrzymują przemiany" oraz są względnie niezależne od samej osoby rosyjskiego prezydenta.

      "Pierwszym czynnikiem jest lęk, nawet wśród krytyków Putina, powtórki z 1991 roku, tj. rozpadu państwa po upadku reżimu. Panuje wielka niepewność, czy demokratyczne rządy byłyby w stanie utrzymać jedność państwa jako sumy różnych regionalnych elementów" - napisała Szewcowa.

      Ponadto - jej zdaniem - Rosjanie mają poczucie, że liberalizm zdyskredytował się w Rosji przez "stagnację liberalnych demokracji, udział Zachodu w rosyjskiej kleptokracji i rolę, jaką rosyjscy +systemowi liberałowie+ odegrali w funkcjonowaniu autokratycznego reżimu", a "wydarzenia na Ukrainie pokazały, że transformacja postkomunistycznych reżimów jest znacznie bardziej skomplikowana niż jedynie odejście od komunizmu".

      "Po czwarte, istnieje kwestia suwerenności. Czy rosyjska demokracja byłaby możliwa bez normatywnego dyktatu Zachodu, sprowadzającego się do ograniczenia suwerenności Rosji? Zaakceptowanie takiego rozwiązania nawet dla opozycji byłoby politycznym samobójstwem. Moskwa radzi sobie, wykorzystując wieloznaczności i wciągając Zachód do gry w udawanie, ale jak długo to mogłoby trwać?" - zastanawia się Szewcowa.

      "Rosjanie jeszcze nie uznali, że rozkład spowodowany przez autokratyczne rządy jest gorszy od ich lęku przed chaosem. Następna kadencja Putina może pomóc im dojść do tego wniosku. W przeciwnym razie kwestia rosyjska na długo pozostanie wielką niewiadomą XXI wieku" - puentuje politolożka.
    • kolpik124 Re: 100 czy 200 ofiar ? 13.02.18, 21:19
      Do wydarzeń, których rosyjskie ministerstwo obrony wciąż nie komentuje, doszło 7 lutego na wschodzie Syrii, ok. 80 km od Dajr az Zaur, na bogatym w ropę i gaz lewym brzegu Eufratu. Oddziały walczące po stronie Baszara al-Asada, za którym stoi Moskwa, atakowały tam sztab kurdyjskich Syryjskich Sił Demokratycznych wspieranych przez USA.

      Jak pisze „Washington Post”, powołując się na gen. Hasana, dowódcę oddziałów SSR, amerykański oficer łącznikowy znajdujący się w kwaterze powstańców miał się łączyć ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, uprzedzając go, że powinien powstrzymać ludzi szykujących się do ataku.

      Rosjanin jednak zapewniał go, że nic się nie szykuje. Kiedy wkrótce potem, mimo ostrzeżeń, doszło do szturmu, do akcji włączyły się amerykańskie uzbrojone drony, samoloty i helikoptery. I wtedy to z kolei rosyjski oficer łącznikowy połączył się z Amerykaninem, prosząc o przerwanie nalotu w celu zebrania „naszych zabitych i rannych”. Według gen. Hasana zginęło ok. stu szturmujących. Według doniesień agencji Bloomberg - aż 200.

      O poważnej liczbie zabitych Rosjan jako pierwszy w Rosji powiedział Igor Girkin (vel Striełkow), były oficer rosyjskich sił specjalnych, weteran wielu wojen, w których Moskwa potajemnie brała udział. To on w 2014 r. dowodził siłami prorosyjskich separatystów Donbasu walczących z armią Ukrainy.

      Girkin już 9 lutego, powołując się na „dane z pewnego źródła”, napisał w internecie:
      „Oficjalnych wojskowych rosyjskich w strefie, którą bombardowały siły powietrzne USA, nie ma (być może – już nie ma). Jednak pod bombami Amerykanów znalazły się tam udające Syryjczyków dwa oddziały Wagnera”.
      Wagner, a właściwie Prywatna Spółka Wojskowa „Wagner”, to rosyjska firma zbierająca, szkoląca i wysyłająca na różne fronty najemników, co w myśl prawa rosyjskiego jest zakazane i karane. Chodzi jednak o to, że nie jest aż tak bardzo prywatna.

      Formacja założona przez ppłk. GRU Dmitrija Utkina „Wagnera” (pseudonim wzięty od nazwiska ulubionego kompozytora Hitlera) jest uważana za rosyjską „zastępczą” armię posyłaną przez Kreml tam, gdzie oficjalne siły zbrojne działać nie powinny.

      Jej kuratorem i sponsorem jest nazywany powszechnie „kucharzem Putina” Jewgienij Prigożin, człowiek bardzo bliski prezydentowi. To on zarządza też sławną petersburską „fabryką trolli”, która sieje zamieszanie w internecie na Zachodzie.

      Kilka miesięcy temu agencja „ontanka.ru i moskiewski dziennik „RBK” informowały, iż rząd Syrii zobowiązał się oddawać należącej do biznesmena firmie Ewro-Polis 25 proc. ropy i gazu wydobytych w rejonach, które jego „wagnerowcy” „oczyszczą” i ochronią przed przeciwnikami reżimu w Damaszku.

      „Wagner” działał też w Donbasie przeciw Ukrainie. A jego oddziały walczyły po stronie Asada, jeszcze zanim we wrześniu 2015 r. Moskwa oficjalnie włączyła się do syryjskiej wojny.

      Najemnicy z Rosji ginęli już na froncie w Syrii, kilku z nich dostało się też do niewoli Państwa Islamskiego (ISIS) i najprawdopodobniej zostało zamordowanych.

      To, co jako pierwszy ogłosił Girkin, w poniedziałek potwierdził Maksim Buga, ataman samodzielnego bałtyckiego kręgu kozackiego. Dowódca Kozaków w rozmowie z internetową lokalną agencją „Nowy Kaliningrad” przyznał, że wśród poległych pod bombami amerykańskimi „wagnerowców” znalazł się 52-letni Władimir Łoginow. – To jeden z tych, na których trzyma się Rosja. Służył w siłach zbrojnych ZSRR, potem w organach spraw wewnętrznych. W latach 90. brał udział w wojnach. W Donbasie też walczył. A do Syrii wyruszył wiosną 2017 r. – tak ataman scharakteryzował swego towarzysza.

      To, że zabity Kozak z Kaliningradu należał do rosyjskiej armii najemników, potwierdzili też eksperci Confict Inteligence Team, grupy rosyjskich specjalistów prowadzącej śledztwa w sprawie przestępstw związanych z wojną na Ukrainie i w Syrii. CIT opublikował już dane i fotografie czterech innych „wagnerowców” zabitych tydzień temu na wschodzie Syrii.

      Według atamana Bugi pod bombami amerykańskimi zginęły tam jednak „dziesiątki” najemników z Rosji. W internetowych mediach rosyjskich we wtorek pojawiły się informacje o tym, że na podmoskiewskie lotnisko wojskowe Czkałowsk przylatują z Syrii jeden za drugim samoloty przywożące rannych Rosjan.

      – Oni nas po prostu rozgnietli – powiedział gazecie „Komsomolska Prawda” anonimowy „wagnerowiec”, przyznając, że Rosjanie dostali się pod bomby Amerykanów, kiedy szli odbijać zajętą przez Kurdów rafinerię.

      Rosyjskie ministerstwo obrony konsekwentnie zapewnia, że w rejonie ataku Amerykanów „wojskowych Federacji Rosyjskiej nie było”. Dmitrij Pieskow, rzecznik Putina, poradził dziennikarzom, by nie opierali się na tym, co mówią i piszą „różne media”, ale brali pod uwagę jedynie komunikaty resortu obrony. Dodał przy tym:– Na Kremlu nie dysponujemy informacjami o Rosjanach, którzy rzekomo zginęli w czasie działań wojennych w Syrii.
      Z żądaniem wyjaśnienia, jak i dlaczego miało dojść do „masowej śmierci Rosjan”, zwrócił się do Putina założyciel demokratycznej partii Jabłoko, kandydat na prezydenta Grigorij Jawliński.

      Polityk w specjalnym oświadczeniu przypomniał, że gospodarz Kremla jeszcze 11 grudnia ogłosił, iż ISIS zostało rozgromione, a wojna w Syrii się skończyła. Rozkazał też rozpocząć wycofywanie z tego kraju rosyjskich sił. „Żądam wyjaśnienia, dlaczego rosyjscy obywatele biorą udział w lądowych operacjach w Syrii wbrew temu, co ogłaszali prezydent i minister obrony” – napisał do Putina Jawliński.
    • kylax4 Najemnicy nie mają dużych szans w starciu z 13.02.18, 21:27
      lotnictwem. Bez względu na narodowość. Gdyby najemnicy byli amerykańscy, a lotnictwo rosyjskie, rezultat byłby taki sam.

      Taka natura bycia piechurem. Samoloty rozniosą Cię w pył.
      • xystos Re: Najemnicy nie mają dużych szans w starciu z 13.02.18, 21:45
        może skończymy głaskać Uncle Sam z włosem i zaczniemy działac
        dla stworzenia Konfederacji Słowianskiej na wzór Konfederacji Szwajcarskiej ,ja biore na siebie zslawizować szwedów nawet tych bez napletków,finowie mądry volk
        i sam sie przylączy.
        Pozostaje qwestia stolicy,ja typuje
        Miasto Bohater Wołgograd,co wy nato?

        Azje sie podzieli na Chińska i na Indyjska a połwysep arabski bedziemy wysylać misjonarzy by
        saracenów chrzciły.

        wtedy jedynymi terrorystkami bedą
        nasze żony gdy połowe wypłaty na
        pniu przepijemy
        bedzie swojsko i radosno i zadem
        amerykan nam niepodskoczy
        załapujecie sie nato?
        • kylax4 Wania, weź wielki młotek i walnij się w nieumytego 13.02.18, 21:57
          ogóra.
          www.theatlantic.com/health/archive/2015/02/how-often-people-in-various-countries-shower/385470/
        • kolpik124 Re: Najemnicy nie mają dużych szans w starciu z 13.02.18, 22:05
          a co jest takiego fascynującego w tej "słowiańskości"?

          wolałbym stolicę w Lubljanie, ładne miasto i cywilizowani ludzie
          • wiktor_jerofiejew 200 sztuk GRUZU 14.02.18, 19:20
            Bloomberg: ranni rosyjscy najemnicy są w wojskowych szpitalach w Rosji

            Dziesiątki rosyjskich najemników rannych 7 lutego w wyniku nalotu sił pod wodzą USA w prowincji Dajr az-Zaur na wschodzie Syrii przewieziono do wojskowych szpitali na terenie Rosji - informuje w środę serwis Bloomberg.
            "Rannych przewieziono do szpitali wojskowych w Moskwie i Petersburgu" - pisze Bloomberg, powołując się na dwie osoby będące z nimi w kontakcie. Dodaje, że łącznie w wyniku nieudanej próby ataku na bazę sił pod dowództwem USA 7 lutego zginęło ponad 200 osób, a liczba ofiar śmiertelnych wzrasta ze względu na odniesione rany.

            Jak podaje serwis, powołując się na dwóch Rosjan, w próbie ataku na bazę wzięły udział "setki rosyjskich i ukraińskich najemników, walczących dla sił syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada". Bojownicy nie mieli osłony powietrznej do obrony podczas nalotu - dodano.

            Bloomberg informował we wtorek, że w wyniku nalotu sił pod wodzą USA zginęło od 100 do 200 "rosyjskich najemników". Portal cytował amerykańskiego urzędnika, który mówił o 100 zabitych i 200-300 rannych, oraz trzy źródła w Rosji, które informowały o 200 ofiarach śmiertelnych.

            Rosyjski dziennik "Wiedomosti" napisał w środę, że w ataku zginęło co najmniej pięciu Rosjan, najprawdopodobniej z prywatnej rosyjskiej spółki wojskowej Wagner. Według gazety najemnicy z Wagnera wraz z syryjskimi wojskami rządowymi próbowali odbić pole naftowe kontrolowane przez sprzymierzoną z USA arabsko-kurdyjską milicję Syryjskie Siły Demokratyczne.

            Były towarzysz broni kilku bojowników tzw. grupy Wagnera, którzy zginęli 7 lutego, powiedział gazecie "Kommiersant", że rozmawiał z rannymi świadkami walk pod Dajr az-Zaur w jednym z rosyjskich szpitali wojskowych. Jak poinformował, tego dnia oddział tzw. grupy Wagnera liczył ok. 600 osób uzbrojonych w broń ręczną i wspieranych czołgami.
            Jak zaznacza Bloomberg, nie wiadomo, kto opłaca rosyjski kontyngent najemników. Niektóre rosyjskie media twierdzą, że tzw. grupa Wagnera została zatrudniona przez Asada lub jego sojuszników, by ochraniać syryjskie zasoby energetyczne w zamian za koncesje na wydobycie ropy.

            Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że nie może wykluczyć obecności w Syrii rosyjskich cywilów, zapewnił jednak, że nie mają oni związków z rosyjskimi siłami zbrojnymi.

            W grudniu agencja AP przypominała, że blisko 3 tys. rosyjskich najemników zakontraktowanych przez tzw. grupę Wagnera walczyło w Syrii od 2015 roku, zanim jeszcze kampania sił zbrojnych Rosji pomogła oddziałom syryjskiego prezydenta przejąć kontrolę nad strefami konfliktu.

            Media zachodnie i rosyjskie wielokrotnie pisały o tzw. grupie Wagnera, informując, iż formacja ta walczy w Syrii; podawano, że ta prywatna firma najemnicza prowadziła też działania zbrojne na wschodzie Ukrainy. Nieoficjalna nazwa "grupy Wagnera" pochodzić ma od pseudonimu dowódcy, którym jest - jak przekazują media - przyjmowany na Kremlu pułkownik rezerwy Dmitrij Utkin.

            Utkin został objęty w czerwcu 2017 roku amerykańskimi sankcjami; resort finansów USA uznał, że rekrutował on byłych żołnierzy na front hybrydowej wojny, jaką Rosja prowadzi na Ukrainie.

            Rosyjskie prawo zabrania zatrudniania najemników wojskowych, co nie przeszkodziło Moskwie posłużyć się potajemnie żołnierzami Wagnera w Syrii.(PAP)
            • wiktor_jerofiejew Siły USA i Turcji będą stacjonowały razem 16.02.18, 19:22
              Turcja zaproponowała USA, by kurdyjska milicja Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) wycofała się na wschód od Eufratu w Syrii oraz by siły tureckie i amerykańskie razem stacjonowały w rejonie miasta Manbidż - powiedział w piątek przedstawiciel władz w Ankarze.

              Według tego źródła taką propozycję przedstawiono amerykańskiemu sekretarzowi stanu Rexowi Tillersonowi, który przebywa z dwudniową wizytą w Ankarze. Anonimowy przedstawiciel tureckich władz dodał, że Stany Zjednoczone rozważają tę ofertę.

              Tillerson w czwartek przybył do Turcji na trudne rozmowy z tureckimi sojusznikami, z którymi relacje są ostatnio wyjątkowo napięte m.in. z powodu wsparcia udzielanego przez USA Kurdom z YPG.

              W czwartek wieczorem szef amerykańskiej dyplomacji spotkał się z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem. Rzeczniczka Departamentu Stanu USA poinformowała, że były to "produktywne i otwarte" rozmowy. Jak podaje "Wall Street Journal", spotkanie trwało 3,5 godziny i Tillerson był jedynym przedstawicielem USA biorącym w nim udział. Szef tureckiego MSZ Mevlut Cavusoglu pełnił rolę tłumacza - donosi gazeta, powołując się na amerykańskich urzędników.

              Pod koniec stycznia Turcja wszczęła zbrojną ofensywę przeciw Kurdom w regionie Afrin na północnym zachodzie Syrii przy granicy tureckiej, obawiając się, że Kurdowie skonsolidują tereny odbite tam z rąk bojowników Państwa Islamskiego.
              • wiktor_jerofiejew Rosja potwierdza że udzieliła pomocy rannym 20.02.18, 17:34
                MSZ Rosji oświadczyło we wtorek, że w niedawnym starciu zbrojnym w Syrii zginęli obywatele Rosji i państw WNP, a rany odniosło kilkadziesiąt osób. Rannym udzielono pomocy w powrocie do Rosji, gdzie są leczeni w placówkach medycznych - podało ministerstwo.
                W swoim komunikacie MSZ przyznało, że - jak mówiono wcześniej - w starciu w Syrii zginęli obywatele Rosji i poradzieckiej Wspólnoty Niepodległych Państw.

                Dodało następnie, że "są też ranni i jest ich kilkudziesięciu". Rannym tym "udzielono pomocy w powrocie do Rosji, gdzie - o ile nam wiadomo - odbywają leczenie w rozmaitych instytucjach medycznych" - głosi komunikat.

                W związku z medialnymi doniesieniami o nawet dwustu poległych w Syrii domniemanych rosyjskich najemnikach władze Rosji dotąd oficjalnie oświadczyły, iż w Syrii zginęło pięciu ludzi, którzy prawdopodobnie byli obywatelami Rosji. Dane te również podało MSZ. Resort obrony nie wypowiedział się w sprawie ofiar nalotu sił lotniczych pod wodzą USA, do którego - według mediów zachodnich - doszło 7 lutego.
                Potwierdzenie śmierci Rosjan oznaczałoby, że po raz pierwszy w Syrii doszło do bezpośredniego incydentu zbrojnego pomiędzy siłami amerykańskimi a walczącymi w Syrii Rosjanami. Media rosyjskie i zachodnie oceniają, iż chodzi o najemników z tzw. grupy Wagnera, prywatnej firmy najemniczej.

                Szef MSZ Siergiej Ławrow oznajmił w poniedziałek, że doniesienia o setkach zabitych są "próbą frymarczenia wojną" w Syrii. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że nie może wykluczyć obecności w Syrii rosyjskich cywilów, zapewnił jednak, że nie mają oni związków z rosyjskimi siłami zbrojnymi.

                Według mediów do Syrii najemnicy z "grupy Wagnera" udawali się na podstawie umowy z firmą Evro Polis związaną z biznesmenem Jewgienijem Prigożynem. Media zachodnie podawały, że firma ta zawarła kontrakt bezpośrednio z władzami Syrii, dotyczący odzyskania i ochrony pól naftowych, zajętych przez bojowników walczących z syryjskimi siłami rządowymi.

                Agencja Bloomberga podała w minionym tygodniu, że do szpitali wojskowych w Moskwie i Petersburgu przewieziono dziesiątki rannych najemników.

                Media zachodnie i rosyjskie wielokrotnie pisały o "grupie Wagnera", informując, iż formacja ta walczy w Syrii; podawano, że ta prywatna firma najemnicza prowadziła też działania zbrojne na wschodzie Ukrainy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka