negevmc
26.04.05, 17:26
Świadectwo
Elżbieta Isakiewicz
Gazeta Polska, 20 sierpnia 2003
Gdyby nie uparty Żyd z Krakowa, dyplomata izraelski, Henryk Zvi Zimmermann,
nikt by dziś nie wiedział, że Polak Henryk Sławik ocalił w czasie wojny
tysiące Żydów. - Nie rozumiem Polaków - mówi Zimmermann - mieć taki atut i
nie wykorzystać go dla obrony dobrego imienia Polski w czasach, kiedy opinie
o polskim antysemityzmie rozpowszechniane są na świecie bez oporów. To dziwne.
(...)
Kiedy Henryka Zimmermanna pytają, ilu Żydów uratował Henryk Sławik, wylicza:
* Około 10 procent uchodźców Armii Polskiej miało pochodzenie żydowskie. W
najgorętszym okresie mogło to być jakieś 10 tysięcy ludzi.
* Setka dzieci z sierocińca Vac.
* Kiedy Niemcy zarządzili wyodrębnienie z obozów dla uchodźców - jednego
tylko dla Żydów, w miejscowości Vamoszmikola - Sławik stawał na głowie, żeby
obóz zamknięto. Jak się nie udało - żeby zmienić komendanta, węgierskiego
nazistę. Ale przede wszystkim prowadził akcję, która miała nie dopuścić, by
do Vamoszmikola trafiali nowi oficerowie. Akcja polegała na zaopatrywaniu w
aryjskie papiery - we współpracy z Komitetem Uchodźców Polskich Żydowskiego
Pochodzenia - wszystkich nowo przybyłych z okupowanej Polski Żydów. Zmiana
komendanta zaowocowała zaś tym, że jak weszli Niemcy, kazał wszystkim
internowanym opuścić koszary. Wyprowadził ich w stronę granicy austriackiej.
Tak się uratowali. To następne dwieście osób.
* A jeszcze obóz w Mohaczu nad Dunajem, na samej granicy jugosłowiańskiej, do
którego przyjechało trzydzieścioro młodych Żydów, głównie studentów. Na
pomysł zorganizowania w tym miejscu kolonii polskiej Zimmermann wpadł
dlatego, że mnóstwo młodych rwało się do walki w partyzantce. Stamtąd można
było łatwiej przerzucać ludzi do lasu, a także przemycać uciekinierów. Sławik
mianował komendantem kolonii Józefa Rosenberga, który po polsku nazywał się
Kuba Żelazo. Cała trzydziestka ocalała.
* A jeszcze Rumunia. W gorączkowych poszukiwaniach dróg ratowania Żydów hasło
Rumunia pojawiło się już wtedy, kiedy Niemcy szaleli w Budapeszcie. Chodziło
o to, żeby przerzucić tam jak najwięcej zarówno polskich, jak i węgierskich
Żydów z papierami Polaków wyznania katolickiego pod pretekstem, że uciekają
przed bolszewikami, którzy wypychają Niemców ze wschodnich terenów Polski.
Akcję miał koordynować Zimmermann. Sławik wręczył mu tajny list do szefa
Delegatury polskiej w Rumunii wyjaśniający cały plan, z prośbą o wsparcie. -
Komu innemu by tego grypsu nie powierzył - jest przekonany Zimmermann. - Ufał
mi całkowicie. Raz, że byłem polecony przez rząd londyński, dwa - że
współpracowaliśmy przy tylu akcjach ratujących i Żydów, i Polaków.
Pomagaliśmy sobie.
W ten sposób ocalało kolejnych kilkuset Żydów.
Na pytanie, ile istnień uratował
Henryk Sławik, odpowiedź więc brzmi: tysiące. Może kilka, może kilkanaście,
może kilkadziesiąt.
Tysiące.
(...)
Henryk Zvi Zimmermann wylądował na lotnisku Okęcie w Warszawie po raz
pierwszy po wojnie, gdy miał 75 lat, a za sobą aktywne życie jako prawnik i
polityk, przed sobą zaś pewną ważną misję. Był rok 1987. System totalitarny
już się sypał, można było w miarę normalnie przekraczać polską granicę.
(...)
Ale w Polsce nikt o Henryku Sławiku-bohaterze, nie słyszał. Próbował w
Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w końcu prezesowanie Komitetowi
Obywatelskiemu to była funkcja
państwowa - ale nic. Oświadczyli,
że w dokumentach taki nie figuruje. Jak to możliwe, zastanawiał się, jak to
się mogło stać, ale nie znajdował odpowiedzi.
- Pojedziemy do Budapesztu - powiedział do Miri, wspólniczki od poszukiwań.
Szli ulicami miasta, podziwiając jego urodę i dostojeństwo, a Zimmermann
zastanawiał się, czy to możliwe, żeby i tu, w Budapeszcie, który odegrał taką
rolę w życiu Sławika, też nikt nic o nim nie słyszał.
W ambasadzie polskiej attaché prasowy wiedział tylko tyle, że Niemcy Sławika
rozstrzelali. Radził iść do Towarzystwa Przyjaźni Węgiersko-Polskiej - może
tam wiedzą więcej.
To był przełom.
W biurze Towarzystwa młoda kobieta o nazwisku Klara Hess powiedziała: -
Jestem wnuczką Józefa Antalla. Znam Sławika z opowiadań dziadka. - Wiedziała,
że Sławik zginął w Mauthausen. Torturowany na gestapo nie wsypał Antalla,
którego też aresztowali. Tak uratował Antallowi życie. Żona i córka Sławika,
zdaje się, wróciły do Polski, na Śląsk.
--------
Henryk Zvi Zimmermann, dyplomata izraelski, ur. 1913, ukończył prawo na
Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie wojny należał do ruchu oporu. W latach
1944-48 członek Rady Miejskiej Haify, a potem jej burmistrz. W 1959-73 poseł
do Knesetu z ramienia partii Likud, jego wiceprzewodniczący. Członek m.in.
komisji spraw zagranicznych i obrony. W latach 1978-83 ambasador Izraela w
Nowej Zelandii. Działacz Instytutu YAD VASHEM w Jerozolimie, który
dokumentuje historie ocalonych z Holocaustu i przyznaje tytuły Sprawiedliwych
wśród Narodów Świata.
Członek m.in. Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawników. Odznaczony za udział
w wojnie i antynazistowskim ruchu oporu na terenie Polski, Węgier i Rumunii.
Autor m.in. głośnej w Izraelu książki "Między młotem parlamentu a kowadłem
partii" i licznych artykułów w prasie polskiej, izraelskiej i
nowozelandzkiej. Miłośnik Krynicy Górskiej.
polish-jewish-heritage.org/Pol/wrzesien_03_swiadectwo.htm