galaxy2099
04.06.05, 23:21
Jeśli tym samym lekiem, którym będzie można leczyć z alkoholizmu, nikotynizmu
i narkomanii (vide: "Wyłącznik nałogów"), da się leczyć także z euroholizmu,
a zwłaszcza z jego najcięższej postaci - eurokonstytucjoholizmu, to Europa
jest uratowana. Jeśli jednak nie, to niech Bóg, Polacy i narody pozostałych
dziewięciu przyjętych przed rokiem do Unii Europejskiej państw -
reanimujących teraz starą, stetryczałą UE za pomocą ożywczej konkurencji -
mają Europę w swojej opiece!
Eurokonstytucjoholizm to uzależnienie od spreparowanej we francusko-
niemieckim laboratorium doktora d`Estaing ekstatycznej wizji Stanów
Zjednoczonych Europy (USE) - sterowanych z Brukseli, czyli z Paryża i
Berlina, odartych z wartości chrześcijańskich i cementowanych tanim
antyamerykanizmem; eurokonstytucjoholizm to też uzależnienie od ekstatycznej
wizji USE odgrodzonych od świata (czyli od życiodajnej konkurencji) murem z
ceł,
z identycznie wysokimi podatkami we wszystkich krajach, z regularnie (do
śmierci systemu) dozowanymi wysokimi świadczeniami socjalnymi i niewielką
liczbą pragnących pracować. Eurokonstytucjoholizm nie leczony - o czym warto
pamiętać - prowadzi najpierw do ciężkiej niewydolności twórczej wszystkich
ludzi kreatywnych i przedsiębiorczych, a później do ucieczki za ocean części
z nich i do wyginięcia reszty, zaś w wypadku pozostałych - do powolnego,
trwającego kilka, kilkanaście dziesięcioleci wymierania, m.in. właśnie z
powodu niedostatku ludzi kreatywnych przedsiębiorczych (vide: "Trzecia droga
donikąd" i "Klucz amerykański").
Ofiarą zabójczego w skutkach eurokonstytucjoholizmu padły ostatnio dziesiątki
milionów Europejczyków, czemu trudno się dziwić, jeśli zważyć, że najarani
dilerzy eurokonstytucji są dosłownie wszechobecni - szprycują działkami
eurokonstytucji z ekranów telewizorów, z głośników radiowych, z łamów
dzienników i tygodników, z billboardów. Dilerzy eurokonstytucji przemierzają
państwa UE wzdłuż wszerz. Pojawiając się na konferencjach naukowych i
prasowych, na spotkaniach z juniorami i seniorami, na wiecach i majówkach, na
uniwersytetach i w szkołach, starają się uzależnić od eurokonstytucji kogo
się tylko da. Zawodowych unijnych dilerów wspierają naspidowani komunałami o
eurokonstytucji dilerzy amatorzy, z których część eurokonstytucji zapewne
nawet nie przekartkowała. A ofiarami dilowanej unijnymi kanałami
eurokonstytucji padają nie tylko pojedynczy ludzie, ale też grupy społeczne;
na przykład w Polsce w szpony eurokonstytucjoholizmu jak śliwki w kompot
wpadały, jedna po drugiej, całe partie - PD, SLD, SDPL i reszta nafukanego
eurokonstytucją lewicowego planktonu politycznego.
Na szczęście dziesiątki milionów Europejczyków wciąż opierają się dilerom
eurokonstytucji. Możemy więc mieć cichą nadzieję, że jeśli fali
eurokonstytucjoholizmu nie powstrzymają ci przytomni Francuzi, którzy do
końca uparcie walczą z uzależnieniem (piszę te słowa w przeddzień
referendum), uczynią to Holendrzy, Brytyjczycy, Duńczycy, Irlandczycy, Czesi,
Portugalczycy i Polacy (vide: "Poprawni niepoprawni"), ratując w ten sposób
Europę przed śmiercią z przedawkowania ekstatycznej wizji doktora d`Estaing.
Jeśli tak się stanie, wtedy po modzie na ten kolejny euroholizm pozostanie co
prawda trochę ofiar, skupiających się - wzorem Anonimowych Alkoholików - w
klubach Anonimowych Eurokonstytucjoholików, ale za to co nieco wzrosną szanse
na przeżycie pozostałych setek milionów Europejczyków (vide: "Trik
brukselski").
Gdyby rzeczywiście wzrosły nasze szanse na przeżycie, czyli na życie w unii
wolnych państw, spojonych prawdziwym wolnym rynkiem, wolnym od dyktatu
brukselokracji, wzrósłby też w rezultacie najpewniej m.in. współczynnik
dzietności Europejek, wynoszący dziś średnio 1,5, podczas gdy Amerykanek
(tych z USA) wynosi 2,1. A przecież - jak dowodzą ostatnie wyniki badań
Brytyjczyków - sukces ma nie tylko wielu ojców; ma także, a może przede
wszystkim, wiele dzieci. Oznacza to, że bez wielu wielodzietnych rodzin,
składających się z rodziców i dzieci z ambicjami, nie ma odnoszących sukcesy
narodów. Te dzieci najpierw są ojcami sukcesu, a potem jego dziećmi, czyli
sukcesorami (vide: "Dzieci sukcesu"). O czym doskonale musi wiedzieć Lech
Wałęsa, sam pochodzący z wielodzietnej rodziny i zarazem ojciec ośmiorga
dzieci - wspaniały człowiek na dobre i na złe, czyli na każde czasy, który
czasami popełnia błędy, na przykład zabiegając o certyfikat moralności u
człowieka (Wojciecha Jaruzelskiego), dla którego zaszczytem powinno być
podanie mu przez Wałęsę ręki (vide: "Prawda kłamstw" i "Wałęsa przeciw
Wałęsie"). Ale prezydentowi Wałęsie - jak każdemu bohaterowi - ze skazą nawet
bardziej do twarzy.