Gość: Pro-Putin Teraz wiadomo że Putin ma rację. IP: *.freebsd.lublin.pl 24.10.02, 10:31 Czas skończyć z Czeczenią,czas zmieść ją z powierzchni ziemi,cały naród usunąć i zapomnieć że w ogóle istniał.A tak na poważnie to pewnie kolejna robota Federalnej Służby Bezp.Rosji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł kronika śmierci IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 10:42 Gość portalu: luxx napisał(a): > no ladnie. jesli to Czeczeni, to zagrali Putinowi na nosie... polityka.onet.pl/artykul.html?DB=162&ITEM=5079 Kronika śmierci Rosja: Uchodźcy z Czeczenii opowiadają o zbrodniach żołnierzy – Najpierw postrzelili kota, siedzącego na poboczu drogi – opowiada Jachita Daudowa z Groznego, ocierając łzy. – Kot nie od razu zdechł. Wnętrzności wywaliły mu się na ziemię i wlókł je za sobą jeszcze kilkadziesiąt metrów. Gdy w końcu padł, mojemu ojcu pozostało zaledwie kilka minut życia. ANDRZEJ ZAUCHA Jachitę zobaczyłem na granicy Czeczenii i Inguszetii. 40-letnia kobieta stała obok posterunku rosyjskiego OMON, czyli specjalnych jednostek milicyjnych. Wypatrywała znajomych, którzy odważyli się wracać do swoich domów. Chciała poprosić o przekazanie wiadomości krewnym, którzy pilnowali jej domu na przedmieściach czeczeńskiej stolicy. I szukała kogoś, komu mogłaby opowiedzieć o tym, jak rosyjscy milicjanci zabili jej ojca. – Oni są gorsi niż faszyści – pokazała wzrokiem na omonowców, którzy uzbrojeni po zęby leniwie patrzyli na kręcących się wokół ludzi. Kaukaz-1, tak nazywa się miejsce, gdzie spotkałem Jachitę. To jeden z głównych rosyjskich posterunków na granicy Czeczenii i Inguszetii. Pracuje tylko pięć godzin dziennie i w tym czasie przepuszcza kilkadziesiąt autobusów i mikrobusów, które wożą mieszkańców czeczeńskich wiosek i miasteczek do Inguszetii i z powrotem. Tutaj kupują żywność i przywożą wieści o życiu w strefie działań wojennych. O godz. 14.00 rosyjscy milicjanci zamykają przejście. Posterunek zamiera. Tylko od czasu do czasu nad głową przelatują ciężkie szturmowe helikoptery Mi-24. Patrolują drogę, latając parami tuż nad koronami drzew. Nikt nie zwraca na nie uwagi. Tamten dzień Jachita, która siedzi obok mnie na tylnym siedzeniu rozklekotanej Wołgi, gdzie schowaliśmy się przed lodowatym wiatrem z północy, nie słyszy potężnych silników nad naszymi głowami. Opowiada o masakrze mieszkańców Aldy, przedmieścia Groznego, ściska w ręku chusteczkę i ociera oczy. Wie, że nie powinna płakać. Starcy krzyczą na kobiety, gdy płaczą po zmarłych, ale Jachita nie może się powstrzymać. Znowu przeżywa tamten dzień, w którym na podwórko ich maleńkiego domku przy ulicy Matasza Mazajewa wpadli żołnierze. – Tak na was czekaliśmy – powiedział na ich powitanie Ahmet Abulchanow, ojciec Jachity, gospodarz domu. Zawsze był wobec nich lojalny. Złorzeczył bandytom i narzekał na słabego prezydenta Asłana Maschadowa, który nie mógł sobie z nimi poradzić. Ahmet uwierzył zapewnieniom generałów, że armia zaprowadzi porządek. Jednak żołnierze, którzy rozglądali się po podwórku, krzyczeli coś i byli agresywni. – Ojciec wyniósł im nasze dowody osobiste – opowiada Jachita. – Ale nie mieli ochoty ich oglądać. Jeden z żołnierzy rzucił je w błoto. Zażądali pieniędzy i złota. Ojciec poszedł do mieszkającego po sąsiedzku kuzyna i po chwili przyniósł pożyczone 300 rubli (ok. 10 dolarów). Żołnierze zaczęli straszliwie przeklinać i rzucili mu banknoty w twarz. Myślisz, że to są pieniądze? – pytali. Ojciec powiedział, że kuzyn ma jeszcze trochę dolarów. To ich ostatecznie rozwścieczyło. Zaprowadzili go do domu, w którym mieszkał kuzyn z żoną, przyprowadzili tam jeszcze jednego sąsiada. I rozstrzelali całą czwórkę. Później pochowano ich na podwórku w zbiorowej mogile Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pro-putin Chyba błazenady IP: *.freebsd.lublin.pl 24.10.02, 10:51 To tak samo jak z Palestyną.Nędzna arabsko-irańska propaganda.To wszystko to pestka w porównaniu z masakrą w Mazar.Z tym że tamto to była zwykła agresja.W tym przypadku rachunek jest prosty MY lub ONI.Czas wybierać.To gra o przetrwanie pomiędzy cywilzacją europejsko-azjatyck-afrykańską a hołotą arabsko- irańsko-pakistańsko-kaukaską Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pro-rosjanin Chyba błazenady IP: *.freebsd.lublin.pl 24.10.02, 10:52 To tak samo jak z Palestyną.Nędzna arabsko-irańska propaganda.To wszystko to pestka w porównaniu z masakrą w Mazar.Z tym że tamto to była zwykła agresja.W tym przypadku rachunek jest prosty MY lub ONI.Czas wybierać.To gra o przetrwanie pomiędzy cywilzacją europejsko-azjatycko-afrykańską a hołotą arabsko-irańsko-pakistańsko-kaukaską Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Realista Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: EUENTCHEDCISA* / *.pmintl.ch 24.10.02, 10:54 Ciekawe czy Ochojska nadal bedzie popierać Czeczeńców? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Carlos Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: *.chello.pl / *.chello.pl 24.10.02, 11:05 NIEPODLEGŁOŚĆ DLA CZECZENI !!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł w poczuciu bezkarności IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 11:10 www.extremum.republika.pl/liberator/liberator_011.html#03_02 W poczuciu bezkarności - T.T.S - Cieszyłam się, kiedy w Czeczenii wojsko rosyjskie rozpoczęło interwencję, by rozprawić się z panującym tu bandytyzmem. Ale szybko się rozczarowałam. Jakżeż bowiem tak niezdyscyplinowana armia byłaby w stanie przywrócić porządek - mówi Ajlita Czegrenowa, pracownica biura prasowego Ministerstwa Finansów w prorosyjskim rządzie Czeczenii. Nie jest to wcale wypowiedź odosobniona. Z relacji agencji AFP wynika, że obecności armii rosyjskiej mają dosyć wszyscy, nawet ci, którzy w październiku 1999 roku przychylnie czy wręcz z ulgą przyjęli jej wkroczenie do Czeczenii. Żołnierze rabują, kradną, plądrują domy, gwałcą, aresztują, kogo chcą, torturują podejrzanych, mordują, strzelają do ludzi na ulicy. I są całkowicie bezkarni. Wśród Czeczenów mało kto miałby odwagę domagać się, by pociągnięto ich do odpowiedzialności. A władz rosyjskich wyczyny żołnierzy nic a nic nie obchodzą. W szpitalu w Groznym leży 34-letnia Aida. Ma ranę na nodze. Parę dni temu Aida, jej siostra i szwagier jechali do tego właśnie, jedynego w Groznym szpitala. Siostra zaczynała rodzić. - Po drodze natknęliśmy się na rosyjski czołg. Żołnierze zaczęli strzelać. Gdy zobaczyli, że ktoś jest w samochodzie, uciekli - opowiada Aida. - Siostra i jej mąż zostali lekko ranni. - Gdyby zostali zabici, powiedziano by, że to ofiary czeczeńskich maruderów. Ale to Rosjanie są maruderami. To oni, wiecznie pijani, ciągle tylko kręcą się w poszukiwaniu wódki i dziewczyn - dorzuca pacjentka z sąsiedniego łóżka. W Czeczenii, według oficjalnych danych, stacjonuje obecnie 90 tysięcy żołnierzy rosyjskich. Z finansowego punktu widzenia udział w wojnie to dla nich czysty interes. Żołd, jaki otrzymują, jest znacznie wyższy od wypłacanego za służbę w innych miejscach i innych jednostkach. W wypadku oficerów to równowartość 500- 600 dolarów miesięcznie, w wypadku żołnierzy - około 200 dolarów. Jeżeli wojna się skończy, a armia rosyjska opuści Czeczenię, wojskowi stracą swe dobre i pewne dochody. Więc po co mieliby ją kończyć? - Rosyjscy wojskowi nie mają żadnego interesu w tym, by w Czeczenii nastąpiła normalizacja - uważa jeden z przedstawicieli prorosyjskich władz, który zastrzegł sobie anonimowość. - Czeczenia jest mała, zajmuje połowę powierzchni Szwajcarii. Dlaczego mimo to nie zdołano dotąd zatrzymać ani Szamila Basajewa, ani Chattaba, ani Asłana Maschadowa? Albo armia rosyjska jest najbardziej niesprawną armią, jaką widziała ziemia, albo też wojskowi po prostu nie chcą ich zatrzymać. Choć o wyczynach żołnierzy rosyjskich wiedzą wszyscy, niewielu pokrzywdzonych wnosi przeciw nim skargi. - Trudno jest ustalić, ile dziewcząt zgwałcono. One wstydzą się, nie chcą o tym mówić. Jeśli zaś złapią chorobę, w ogóle nie przychodzą się leczyć - opowiada Mohammed, pielęgniarz ze szpitala. Organizacje pozarządowe próbują zbierać informacje o gwałtach, torturach, wszelkich nadużyciach. Ale sama dokumentacja nie jest podstawą do wszczęcia postępowania karnego. Do sądu trafiają bardzo nieliczne przypadki, takie jak sprawa pewnego oficera, oskarżonego o zgwałcenie i zamordowanie 18-letniej Czeczenki. Proces trwa już rok. I końca nie widać. T.T.S., AFP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J.K. Diabel, rozumiem Twoje intencje... IP: *.de / 192.120.171.* 24.10.02, 11:22 ale, co bys nie pisal o bezkarnosci i zbrodniach Rosjan w czeczenii, pozostaje faktem, ze dopiero teraz mordy w Czeczeni zaczna sie na dobre (jezeli czeczency wysadza ten teatr w Moskwie, wraz z zakladnikami). Odpowiedz prosze, to o co pytalem: -Dlaczego Czezency nie podkladaja bomb pod koszary i budynki rzadowe w calej Rosji...? Moze by sobie zaskarbili nawet sympatie Swiata... A tak, doprowadza tylko do pogorszena wlasnej sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł Re: Diabel, rozumiem Twoje intencje... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 11:29 Gość portalu: J.K. napisał(a): > ale, co bys nie pisal o bezkarnosci i zbrodniach Rosjan w czeczenii, pozostaje > faktem, ze dopiero teraz mordy w Czeczeni zaczna sie na dobre (jezeli czeczency > > wysadza ten teatr w Moskwie, wraz z zakladnikami). D : myślisz, że Rosjanie są w stanie wymyśleć jeszcze większe zbrodnie od dotychczasowych? co zrobią? urzyją broni chemicznej? > > Odpowiedz prosze, to o co pytalem: > -Dlaczego Czezency nie podkladaja bomb pod koszary i budynki rzadowe w calej > Rosji...? > Moze by sobie zaskarbili nawet sympatie Swiata... nie sądze. ataki na organy państwowe wywołałoby podobny skutek. narazie nie zabili jeszcze tych cywili. natomiast Rosjanie zabili setki cywili : wiec nie wiem o co ci wreszcie chodzi?! > > A tak, doprowadza tylko do pogorszena wlasnej sytuacji. widocznie muszą mieć sytuacje już tak beznadziejną, że zdecydowali sie na tak desperacki krok. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J.K. Juz Ci mowie, po co mi chodzi... IP: *.de / 192.120.171.* 24.10.02, 11:37 Zakladam, ze Czeczency wcale nie chca zabic tych zakladnikow, tylko chca zmusic Rosjan do negocjacji... Ale znasz perfidie rosyjskich specsluzb... Dostali teraz doskonale oreze do reki... Przypuszczam, ze Rosjanie teraz ich sprowokuja, aby wysadzili ten caly teatr z ludzmi... albo i o troche im w tym pomoga... I potem... Juz beda mieli calkiem wolne rece w Czeczenii... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł Re: Juz Ci mowie, po co mi chodzi... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 12:28 Gość portalu: J.K. napisał(a): > Zakladam, ze Czeczency wcale nie chca zabic tych zakladnikow, > tylko chca zmusic Rosjan do negocjacji... > > Ale znasz perfidie rosyjskich specsluzb... > > Dostali teraz doskonale oreze do reki... > Przypuszczam, ze Rosjanie teraz ich sprowokuja, aby wysadzili ten caly teatr > z ludzmi... albo i o troche im w tym pomoga... > I potem... Juz beda mieli calkiem wolne rece w Czeczenii... z tym wszystkim się zgadzam. ale mnie interesuje inny aspekt...... co proponujesz, by powstrzymana ludobójstwo na cywilach w Czeczenii ? .../Zarina mówi: - Jutro jedziemy do Groznego. Ucieszyłam się bardziej czy przestraszyłam? Cztery lata temu dziennikarzom świata i Rosji powiedziano: STOP - wjazd do Czeczenii możliwy tylko za zezwoleniem Kremla, czyli niemożliwy, jeśli chcesz mówić prawdę. Andriej Babicki - korespondent amerykańskiego Radia Swoboda - chciał. Bito go więc w Czernokozowie, w najcięższym wówczas, na początku 2000 r., obozie tortur. Przykład poskutkował: opuszczona przez kamery telewizyjne Czeczenia kona w osamotnieniu. Bo kto nie umiera na ekranie, ten - dla świata - nie umiera wcale./.../ dzisiaj.dziennik.krakow.pl/redirect/?link=Magazyn/01/01.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł dla miłośników NKWD IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 11:23 http://www.chechnya.republika.pl/deport.html Deportacja Czeczenów i Inguszów w 1944 r. Według informacji aparatu bezpieczeństwa ZSRR w 1943 r. w Czeczeno-Inguskiej ASRR zamieszkiwało 731,7 tys. osób, w tym 387,8 tys. Czeczenów, 75 tys. Inguszów, 205,8 tys. Rosjan i 57 tys. osób innych narodowości. Ludność ta mieszkała w 2288 osadach. Na terytorium republiki działało 412 kołchozów: 321 czeczeńskich, 67 inguskich, 23 rosyjskie i 1 żydowski. Robert Conquest, powołując się na płk. Tokajewa, który miał dostęp do informacji z najwyższych kręgów władzy, twierdzi, że decyzja wysiedlenia Czeczeńców została podjęta wstępnie na wspólnym posiedzeniu Biura Politycznego KC WKP(b) i naczelnego dowództwa już 11 lutego 1943 r. Uznano jednak wówczas, że z jej wykonaniem należało zaczekać aż front odsunie się dalej od Kaukazu. Do prac przygotowawczych przystąpiono jesienią tegoż roku. W październiku grupa specjalistów z zastępcą ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego Bogdanem Kobułowem na czele została skierowana do Czeczeno-Inguskiej ASRR w celu zbadania sytuacji i zebrania materiałów dotyczących antyradzieckiej aktywności. Efektem jej prac była Notatka sprawozdawcza o sytuacji w rejonach Czeczeno- Inguskiej ASRR, szczegółowo informująca o strukturze ludności, położeniu gospodarczym, działalności instancji partyjnych, życiu religijnym społeczeństwa. W listopadzie 1943 r. zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR W.W.Czernyszow przeprowadził naradę naczelników zarządów NKWD Kraju Ałtajskiego i Kraju Krasnojarskiego oraz obwodów omskiego i nowosybirskiego. Uczestniczyli w niej także przewodniczący komitetów wykonawczych tych jednostek administracyjnych. Na naradzie owej dokonano wstępnego oszacowania ilość osób mających podlegać planowanemu przesiedleniu oraz określono sposób ich rozmieszczenia deportowanych. Postanowiono, że do Kraju Ałtajskiego, Kraju Krasnojarskiego i do obwodu omskiego zostanie skierowanych po 35-40 tys. ludzi, natomiast 20 tys. osób zamierzano wysłać do obwodu nowosybirskiego. Następnym posunięciem nakazanym przez Berię było skierowanie do republiki grup operacyjnych, składających się z 8-12 osób każda, które na miejscu miały szczegółowo rozpracować poszczególne elementy operacji. Sporządzano spisy ludności, ustalano stan dróg, rozpoznawano leśne dukty i szlaki górskie, którymi ewentualnie mogliby uciekać deportowani. Oficjalnie pojawienie się tych grup uzasadniano procesem ujawniania się i "legalizacji" członków zbrojnych grup i współpracowników niemieckich okupantów. 18 listopada Beria zatwierdził plan działań operacyjnych związanych z przygotowaniami do przewidywanej deportacji. Plan ten przewidywał m.in. wprowadzenie w górskie rejony republiki znacznych sił wojsk NKWD pod szyldem zwykłych oddziałów Armii Czerwonej, prowadzących jakoby ćwiczenia w warunkach górskich. Ostatecznie plan przymusowego przesiedlenia został opracowany w połowie grudnia 1943 r. W stosunku do pierwotnych zamierzeń w istotny sposób zmieniono przewidywane miejsca osiedlenia deportowanych. Zrezygnowano z wysyłania ich do wcześniej wskazywanych obwodów i krajów, lecz postanowiono skierować do Kazaskiej SRR. Przewidywano wysłanie 27 tys. osób do obwodu aktiubińskiego, po 50 tys. do obwodów: północnokazachstańskiego, kustanajskiego, ałmaackiego, pawłodarskiego i akmolińskiego, 30 tys. do obwodu karagandyjskiego, 33 tys. do obwodu semipałatyńskiego, 45 tys. do obwodu wschodniokazachstańskiego, 15 tys. do obwodu kzyłordyńskiego. 35 tys. osób zamierzano wysłać do obwodu oszskiego w Kirgizji, 23 tys. do obwodu dżałałabadzkiego, 7 tys. do obwodu tianszańskiego i 29 tys. do obwodu frunzeńskiego. Przewidywano użycie 14 200 wagonów i 1 000 platform, co samo w sobie określało rozmach projektowanej operacji. Przyjęto, że przesiedleńcy będą mogli zabrać po 500 kg bagażu na rodzinę. 29 stycznia Beria zatwierdził "Instrukcję o trybie przeprowadzenia wysiedlenia Czeczeńców i Inguszów" i jednocześnie powołał kierownictwo operacji w składzie: pierwszy zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych Siergiej Krugłow, zastępcy ludowego komisarza spraw wewnętrznych Iwan Sierow i Arkadij Appołonow oraz zastępca ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego Bogdan Kobułow. To zestawienie nazwisk i rang dowodziło jak wielką wagę kierownictwo ZSRR przywiązywało do planowanej operacji. Formalną decyzję o likwidacji Czeczeno-Inguskiej ASRR i przesiedleniu jej czeczeńskich i inguskich mieszkańców podjął Państwowy Komitet Obrony dopiero 31 stycznia 1944 r., a więc w momencie, gdy przygotowania do deportacji były bliskie zakończenia. Natomiast odpowiedni dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRR wydało 7 marca 1944 r., a zatem już po przeprowadzeniu całej operacji wysiedleńczej. Dekret ów zawierał postanowienie o przesiedleniu wszystkich Czeczeńców i Inguszów mieszkających na terytorium Czeczeno-Inguskiej ASRR (a także w przylegających do niej rejonach) do innych części ZSRR, oraz o likwidacji samej tej republiki. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR została zobowiązana do przydzielenia wysiedlonym ziemi w nowych miejscach zamieszkania oraz do udzielenia im pomocy w zagospodarowaniu się. Dekret ów uzasadniał powzięte decyzje tym, że w czasie wojny, a zwłaszcza w okresie niemieckich działań na Kaukazie, liczni Czeczeńcy i Ingusze zdradzili ojczyznę, przechodzili na stronę faszystów, wstępowali do oddziałów dywersyjnych i zwiadowczych kierowanych przez Niemców na tyły Armii Czerwonej, tworzyli na polecenie Niemców zbrojne bandy w celu walki przeciw władzy radzieckiej, a także tym, że na przestrzeni wielu lat liczni Czeczeńcy i Ingusze uczestniczyli w antyradzieckich wystąpieniach zbrojnych i miast zajmować się uczciwą pracą podejmowali bandyckie napady na kołchozy sąsiednich obwodów, grabiąc i zabijając wielu ludzi. Wiele światła na rzeczywiste motywy decyzji o deportacji rzuca raport Sz.Cerietelego, kierującego w republice czeczeno-inguskiej zwalczaniem "bandytyzmu". Informował on Berię: "W ciągu sześciu miesięcy przed wysiedleniem działalność bandycko-powstańcza sił antyradzieckich w Czeczenii i Inguszetii była niemal całkowicie sparaliżowana, zarówno na drodze legalizacji, jak i likwidacji dużych band [...]". Z tegoż dokumentu wynika zresztą, że skala owego "bandytyzmu" była w istocie niewielka: od września 1942 r. do lutego 1944 r. zlikwidowano 87 grup liczących 720 członków, w toku tych operacji zabito 24 osoby, aresztowano 191, zalegalizowano 505 osób. 17 lutego 1944 r. Ławrientij Beria poinformował Państwowy Komitet Obrony, że przygotowania do operacji deportacyjnej dobiegały końca. Na listach przewidzianych do wywiezienia znajdowało się 453 486 osób. Było to więc o ok. 40 tys. mniej niż przewidywano w grudniu. Data deportacji została ostatecznie naznaczona na 23 lutego 1944 r. Do jej przeprowadzenia i zabezpieczenia ściągnięto z innych obwodów 19 tys. funkcjonariuszy NKWD, NKGB i "Smiersza", 100 tys. oficerów i żołnierzy wojsk NKWD, z których część brała wcześniej udział w wysiedlaniu Karaczajów i Kałmuków. Przygotowano odpowiednią ilość koni, wyremontowano niezbędne odcinki dróg i mostów. Jeszcze na początku stycznia 1944 r. do osad czeczeńskich i inguskich przybyły pododdziały wojskowe, rzekomo w celu zwalczania band i odbywania ćwiczeń, faktycznie dla rozpoznania lokalnej sytuacji oraz dokładnego przygotowania się do operacji wysiedleńczej. O przygotowywanej operacji wiedzieli nie tylko jej projektanci i przyszli realizatorzy, ale także przynajmniej część kierownictwa republiki czeczeno- inguskiej i kierownictwo aparatu bezpieczeństwa sąsiedniego Dagestanu. Pogłoski o nadchodzacej deportacji krążyły także wśród mieszkańców republiki. 20 lutego 1944 r. do Groznego przybyli Ławrientij Beria, Iwan Sierow, naczelnik sekretariatu NKWD Stiepan Mamułow oraz Bogdan Kobułow. Mieli na mi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł i dla miłośników Stalina i Putina IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 11:33 20 lutego 1944 r. do Groznego przybyli Ławrientij Beria, Iwan Sierow, naczelnik sekretariatu NKWD Stiepan Mamułow oraz Bogdan Kobułow. Mieli na miejscu nadzorować ostatnie przygotowania. Uzupełniono siły przewidziane do zabezpieczenia operacji i sformowano eszelony kolejowe. Do przewozu wysiedleńców do miejsc formowania eszelonów wykorzystano samochody przekazane Związkowi Radzieckiemu przez USA w ramach pomocy wojennej. Przewidziano wysiedlenie w pierwszym etapie 310 620 Czeczenów i 81 100 Inguszów, tj. ludność z nizinnych i łatwiej dostępnych górskich rejonów republiki. Beria, który zdecydował się osobiście nadzorować całą operację, w telegramie do Stalina wysłanym 17 lutego zapowiadał wysiedlenie 456 486 ludzi, włączając w to także Czeczenów i Inguszów zamieszkałych w rejonach Dagestanu graniczących z Czeczeno- Inguszetią oraz we Władykawkazie. Uwzględniając pozostające do dyspozycji siły i środki oraz specyfikę działania w rejonach górskich, przewidywano, że cała operacja potrwa 8 dni, przy czym w ciągu pierwszych 3 dni miała zakończyć się na terenach nizinnych i przedgórzu, obejmując w tym okresie ponad 300 tys. osób. W kolejnych dniach przewidywano wysiedlenie pozostałych 150 tys. z obszarów górskich. W toku przygotowań do wysiedlenia dokonywano swoistej "racjonalizacji" organizacji. Skoro odnotowano wśród podlegających deportacji wielką liczbę dzieci, postanowiono zwiększyć zagęszczenie w wagonach. Przecież dzieci potrzebowały mniej miejsca niż dorośli. Salomon Milsztejn, szef III Zarządu NKGB poinformował więc swego zwierzchnika Bogdana Kobułowa, że w każdym wagonie ulokuje się nie 40 - jak pierwotnie planowano - lecz 45 osób, a wobec niewielkiej ilości rzeczy, jakie pozwalano zabrać wysiedlanym zrezygnowano z praktykowanego wcześniej włączania do eszelonów odrębnych wagonów bagażowych. Operacja zaczęła się 23 lutego o świcie. Aby ułatwić sobie zadanie, organizatorzy deportacji na godziny ranne wyznaczyli w poszczególnych miejscowościach i osadach uroczyste obchody rocznicy powstania Armii Czerwonej. Pozwoliło to na zgromadzenie w określonych miejscach całej męskiej ludności i skierowanie jej - praktycznie bez oporu - do punktów zbornych. "Rankiem 23 lutego 1944 roku na wszystkich placach i na skrajach osad na górali skierowano automaty i karabiny maszynowe: ogłaszano rozkaz PKO, rewidowano i kierowano na stacje kolejowe. Następnie zaczynała się druga część 'scenariusza': do wszystkich gospodarstw wchodzili uzbrojeni w automaty żołnierze na czele z oficerem lub podoficerem, dawali 10-15 minut na spakowanie się i wyganiali bezbronnych starców, dzieci i kobiety z domów, chorych ściągali z łóżek. Za ujawnienie niezadowolenia - rozstrzelanie! Za próbę ucieczki - rozstrzelanie! Za nieprawidłowe zrozumienie rozkazu - rozstrzelanie! Ogłaszano to po rosyjsku, chociaż wielu tego języka nie rozumiało". Zdając sprawę z pierwszego dnia deportacji, Beria informował Stalina, że już do 11 rano z miejsc zamieszkania wywieziono 94741 osób, spośród których ponad 20 tys. zdołano załadować do eszelonów. "Wysiedlenie przebiega normalnie" - pisał. - "Zdarzeń zasługujących na uwagę nie było. Miało miejsce 6 przypadków prób sprzeciwu ze strony pojedynczych osób, które ukrócono aresztowaniami i użyciem broni". Z różnych powodów aresztowano 842 osoby. Następnego dnia Beria telegrafował do Stalina z następującą informacją: "Do rana 24.02. wywieziono z punktów zamieszkania 333 tys. 739 osób, z której to liczby załadowano do transportów kolejowych 176 tys. 950 osób. W drugiej połowie dnia 23 lutego prawie we wszystkich rejonach Czeczeno-Inguszetii spadł obfity śnieg, w związku z czym powstały utrudnienia w przewozie ludzi, szczególnie w rejonach górskich". 26 lutego Beria doniósł zaś, że do wieczora poprzedniego dnia do eszelonów załadowano 342647 osób i 86 transportów zostało odprawionych do miejsc przeznaczenia. Po raz kolejny zapewniał przy tym Stalina, że operacja przebiegała "normalnie". W rzeczywistości dni te obfitowały w krwawe zbrodnie. Ofiarami padali i ci, którzy po prostu nie chcieli porzucić ojcowizny, i ci, którzy usiłowali uciec przed wywiezieniem, i ci, którzy źle wykonywali rozkazy, i ci, którzy nie byli w stanie w odpowiednim tempie maszerować do punktów zbornych. Już pierwszego dnia operacji, gdy wysiedlano mieszkańców nizinnych terenów Czeczenii, zginęły setki niewinnych ludzi. Zwłaszcza w górskich rejonach, gdzie fizyczną niemożliwością było usunięcie ludności w ciągu zaplanowanego czasu, dochodziło do masowych zbrodni: kobiety, dzieci, starców i nielicznych mężczyzn rozstrzeliwano, topiono w jeziorach, palono i zakopywano żywcem. To wszystko Beria nazywał "normalnym" przebiegiem operacji. Trudno dokładnie ocenić wielkość strat poniesionych przez ludność w trakcie samej operacji wysiedlania. Wiadomo, że w jednej tylko miejscowości Chajbach 27 lutego zamordowano ok. 700 osób, wśród nich zarówno ponad 100-letnich starców, jak i noworodki, mężczyzn w sile wieku, kobiety i dzieci. Przejmujący opis tej zbrodni pozostawił oficer NKWD: "Ponieważ stałem przed samym wejściem, dokładnie wiem, że w stajni zebrało się nie mniej niż 650-700 osób. Górale przychodzili niczego nie podejrzewając. [...] Kiedy wszyscy mieszkańcy okolicznych chutorów zebrali się, wrota stajni silnie zamknięto. Naczelnik Dalekowschodniego Zarządu Krajowego NKWD komisarz bezpieczeństwa państwowego 3 rangi Gwisziani wydał rozkaz podpalenia. Uświadomiłem sobie nagle co stanie się z tymi ludźmi. Podskoczyłem do Gwisziani i mówię: ŤZatrzymajcie ludzi, co wy robicie?!ť Gwisziani spokojnie odpowiedział: ŤCi ludzie są niezdatni do transportu, ich należy unicestwić...ť [...] Gdy stajnie objęły płomienie, wielkie, silnie umocnione wrota pod naciskiem ludzi runęły i poprzez ogień tłum oszalałych ludzi wysypał się na zewnątrz. Gwisziani dał rozkaz: ŤOgnia!ť Z dziesiątków luf rozległa się automatyczna i maszynowa palba. Biegnący na przedzie padając tarasowali wyjście, cała góra trupów przegrodziła drogę biegnącym. Nikt nie wyrwał się z ognia i blokady automatów. Ani jeden się nie uratował". W innych miejscach zaginęły dalsze dziesiątki i setki ofiar - w sumie zapewne parę tysięcy, choć do dziś dokładnego zestawienia nie udało się sporządzić. Podawana przez rosyjskich badaczy liczba 50 zabitych w czasie operacji z pewnością nie jest wiarygodna. Jakkolwiek grupy deportacyjne działały nadzwyczaj sprawnie i z wielką brutalnością, to jednak operacja przeciągnęła się ponad zaplanowane 8 dni. 1 marca Beria donosił Stalinowi, że do 29 lutego wysiedlono 478 479 osób, w tej liczbie 91 250 Inguszów. Już 159 eszelonów odprawiono do miejsc przeznaczenia. Wysiedlonych było zatem znacznie więcej niż pierwotnie przewidywano. A w niedostępnych okolicach górskich pozostało jeszcze ok. 6 tys. Czeczenów, których zamierzano objąć operacją w ciągu najbliższych dwóch dni. Beria informował też Stalina, że w toku przygotowań do deportacji i w trakcie jej prowadzenia łącznie aresztowano 2016 osób oraz skonfiskowano 20 072 sztuki broni palnej, w tym 479 karabinów maszynowych i automatów. 29 lutego specjalnym transportem, bez konwoju, do Ałma Aty wysłano kierownictwo republiki autonomicznej z przewodniczacym rady komisarzy ludowych i przewodniczącym prezydium rady najwyższej na czele. Mieli być wykorzystani w Kazachstanie w do dalszej pracy. Transport odbywał się prawie miesiąc, w bydlęcych wagonach, w tłoku, w bardzo złych warunkach sanitarnych, czego efektem była epidemia tyfusu. Gdy pociągi zatrzymywały się na postojach, wzdłuż torów, w śniegu chowano umarłych. Pierwsze eszelony na miejsce przeznaczenia docierały w połowie marca. Z datowanego 17 marca 1944 r. meldunku zastępcy naczelnika zarządu transportu NKGB ZSRR Wołkowa i naczelnika oddziału przewozów NKWD ZSRR D.W.Arkadjewa wynikało, że spośród 180 odprawio Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika Re: i dla miłośników Stalina i Putina IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.10.02, 11:47 Bardzo trudno akceptowac jakikolwiek gwalt i terror, mozna jedynie miec nadzieje,ze gotowi na wszystko Czeczeni chca zwrocic na siebie uwage, a nie zamordowac zakladnikow.W ostatnim roku stracili wszystkich sprzymierzencow, Putin zaskarbil sobie powszechna akceptacje i cokolwiek rosjanie zrobia w Czeczenii zrobia to calkowicie bezkarnie. Rosyjscy oficerowie, ktorzy na wojnie w Cz. zbijaja fortuny na pewno sa zainteresowani zeby ta wojna trwala w nieskonczonosc. Ciekawe sa opinie jakie mozna uslyszec od dawnych "afgancow" - oficerow, na temat konkurencyjnych oficerow "czeczencow" i na temat samej wojny. My o tej wojnie wiemy tak malo. Rozumiem desperacje narodu, ktory jak wiele innych malych narodow pod panowaniem rosyjskim ulegnie zagladzie przy zadowolonej aprobacie calego swiata, ale bardzo trudno zaakceptowac to co moze sie stac w najblizszych dniach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł historia konfliktu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 12:15 U progu czasów nowożytnych Północny Kaukaz był regionem o niezwykle złożonym układzie etnicznym. Na zachodzie mieszkały plemiona czerkiesko-adygejskie, Kabardyjczycy i inni, w środkowej części Karaczajowie, Bałkarzy i Kabardyjczycy, na wschodzie - Ingusze i Czeczeni, w Dagestanie - Kumykowie i inne plemiona. Walka między Turcją a Persją o podporządkowanie sobie ludów Kaukazu i wojny feudalne między niewielkimi księstwami kaukaskimi ułatwiły ustanowienie wpływów rosyjskich. Już w drugiej połowie XVI w. Moskwa dokonała pierwszych kroków ku podporządkowaniu sobie całego Północnego Kaukazu, gdyż niektórzy książęta czerkiescy i kabardyjscy uznali się jej wasalami w celu uzyskania pomocy przed Turcją i Persją. Wzmocnieniu pozycji Rosji na wschodzie regionu służyła wyprawa Piotra I w 1722 r. wzdłuż wybrzeży Morza Kaspijskiego. W jej wyniku pod zwierzchnictwo Rosji przeszła sąsiadująca z Czeczenią część Dagestanu. Ostatecznie w końcu XVIII w. granica imperium rosyjskiego oparta została na linii rzeki Terek. Czeczenia i niektóre inne terytoria północnokaukaskie pozostawały swoistą wyspą na styku posiadłości rosyjskich, tureckich i perskich. Na początku XIX w. ustrój Czeczenii zdominowany był przez "wolne gromady" oparte na stosunkach patriarchalno-rodowych. Rozwijające się elementy feudalizmu prowadziły już jednak do dyferencjacji socjalnej i wykształcania się sprzeczności między warstwami społecznymi. Opanowanie Północnego Kaukazu przez Rosję W 1815 r. carat przystąpił do systematycznego podboju północnego i wschodniego Kaukazu. Świadomie dążono przy tym do wyparcia miejscowej ludności z żyznej doliny rzeki Sunży w góry, nie stroniąc od palenia aułów i mordowania ich mieszkańców. Na równinach budowano drogi i twierdze, m.in. Grozny. Na szeroką skalę stosowano rozdawnictwo ziemi oficerom i urzędnikom carskim, a zwłaszcza Kozakom, których stanice stawały się punktem oparcia dla polityki kolonialnej. Jakkolwiek Kaukaz wschodni i północny uważano już za formalnie podbity, to ludność górska w rzeczywistości stawiała nieustanny opór. Pomyślne dla Rosji zakończenie wojen z Persją i Turcją oraz umocnienie pozycji na Zakaukaziu umożliwiło rozwinięcie na szeroką skalę działaś mających raz na zawsze złamać opór górali. Odpowiedzią na to ze strony rodzimych mieszkańców tych obszarów była walka o niepodległość podjęta pod religijnymi sztandarami tzw. murydyzmu. murydyzm był odłamem islamu głoszącym konieczność moralnego doskonalenia się i całkowitą równość wszystkich "prawowiernych". Naukę tę łączono z hasłami "świętej wojny" o powszechne zwycięstwo islamu. Na terenie Kaukazu przybierało to specyficzny charakter, przyoblekając się w postulat zrzucenia panowania "niewiernych" kolonizatorów rosyjskich. Wśród muzułmańskiej ludności Północnego Kaukazu murydyzm zyskał znaczną popularność. W 1827 r. na jego czoło wysunął się Gazi Mohammed. W latach 1830-1832 dokonał wielu pomyślnych operacji wojennych, podejmując zarazem dzieło stworzenia sprawnego organizmu państwowego Uzyskując tytuł imama, skupił w swym ręku władzę wojskową, religijną i cywilną. Gazi Mochammed poległ wprawdzie w 1832 r. w walce z Rosjanami, a wkrótce zamordowany został jego następca Gamzat-bek, lecz kolejny imam Osman Szamil okazał się najwybitniejszym przywódcą walki wyzwoleńczej przeciw caratowi. Szamil zmobilizował kilkudziesięciotysięczną armię, podporządkował sobie niemal całą Czeczenię i górny Dagestan. Lgnęły do niego masy ludowe, spodziewając się zniesienia ucisku feudalnego. Szamil stworzył system teokratyczno-militarny, w ramach którego zlikwidował odwieczne przywileje miejscowych chanów i beków, skasował władzę administracyjną i sądowniczą feudałów, przejął na rzecz pastwa ziemię należącą do meczetów. Starał się popierać handel, zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny, a także rozwój rzemiosła. Splatanie się elementów scentralizowanego pastwa z patriarchalną demokracją rodziło jednak sprzeczności, sprzyjające odradzaniu się form feudalnych, zwłaszcza ze strony lokalnych namiestników imama. Długoletnia walka z Rosją wyczerpała ekonomiczne i wojskowe bojowników północnokaukaskich. Po zakończeniu w 1856 r. wojny krymskiej na Kaukaz przerzucono nowe wojskowe siły rosyjskie, które do połowy 1859 r. opanowały Czeczenię, spichlerz państwa Szamila. W sierpniu 1859 r. padł ostatni punkt oporu Szamila, a on sam dostał się do niewoli rosyjskiej. Praktycznie zakończyło to podbój przez Rosję północno-wschodniego Kaukazu i Czeczenia stała się częścią imperium rosyjskiego. Nastąpiła intensyfikacja procesów kolonizacyjnych. Wiosną 1877 r. na wieść o niepowodzeniach rosyjskich w wojnie z Turcją na wschodnim Kaukazie ponownie wybuchło powstanie, którego ośrodkiem była Czeczenia. Zmiana sytuacji na froncie rychło jednak przekreśliła nadzieje na pomoc turecką, a jesienią wojska carskie stłumiły insurekcję. Opór górali jednak tlił się nieustannie, podsycany przez emigrantów oraz sułtańską Turcję. Zmiany etniczno-demograficzne Częste wojny oraz świadome działania kolonizacyjne wydatnie wpływały na oblicze etniczno-demograficzne Północnego Kaukazu. Nakładały się na to czynniki ekonomiczne, a zwłaszcza głód ziemi, który ujawnił się już wyraźnie w XVIII w., a w wieku następnym przybrał dramatyczny charakter, skłaniając ludy górskie do przenoszenia się na równiny. Wojna kaukaska przyniosła zmiany na mapie etnicznej północno-wschodniego Kaukazu, a zwłaszcza uwidoczniły się one w zachodniej części Czeczenii, w tzw. Małej Czeczenii. Od przełomu lat 40. i 50. znaczna część ludności tej krainy w rezultacie działaś wojennych uciekała w góry oraz przenosiła się do tzw. Wielkiej Czeczenii, wskutek czego rosła w tej ostatniej rosła liczba ludności, a jednocześnie następował jej ruch ku równinom, gdzie powstawały nowe osady. Po zakończeniu wojny nastąpiła masowa migracja rdzennej ludności do Turcji, wymuszona po części przez zwycięski carat, a częściowo będąca skutkiem poszukiwania lepszych warunków bytu. W sumie w latach 1858-1865 przesiedliło się z Kaukazu do Turcji niemal 500 tys. osób. Migracja ta objęła przede wszystkim ludy zachodniokaukaskie, ale i ok. 39 tys. Czeczenów. Wobec trudnych warunków życia w Turcji wielu przesiedleńców usiłowało później wracać do ojczyzny, także nielegalnie przekraczając granicę. Wspomniany już brak ziemi w górskich okolicach, datujący już z poprzednich wieków, w drugiej połowie XIX w. przybrał nader znaczące rozmiary. W efekcie nastąpił proces przesiedlania górali na równiny. Migracja Czeczenów szczególnie intensywnie występowała we wschodnich rejonach Czeczenii. Ruch ku równinom powodował tworzenie osiedli odmiennych w swym charakterze od górskich osad, wykraczających poza ramy związków rodzinno-rodowych, nie zmieniał natomiast struktury rdzennej ludności. W 1897 r. wśród Czeczenów 99,7 % była to ludność wiejska. Równocześnie w ostatnim trzydziestoleciu XIX w. nasilił się proces osadnictwa na Północnym Kaukazie przedstawicieli różnych narodowości pochodzących spoza tego regionu, zwłaszcza Rosjan i Ukraińców Ludność rosyjska napływała na te tereny już od XVI w., początkowo żywiołowo, od XVIII w. w dużym stopniu w sposób zorganizowany. Byli to wówczas głównie Kozacy dońscy, ale także chłopi z centralnej Rosji. Procesy migracyjne z jednej strony, a arbitralne ustanawianie granic administracyjnych z drugiej powodowało, iż większość jednostek terytorialnych nie miało jednorodnego składu etnicznego. Pod radzieckim panowaniem Rewolucja lutowa w 1917 r. obaliła carat, co zdawało się zapowiadać lepsze czasy dla uciemiężonych przezeń ludów. Rewolucja bolszewicka, wypisawszy na swych sztandarach prawo narodów do samostanowienia, zdawała się potwierdzać rozpad dawnego imperium. Zresztą bolszewicy zajęci walką o utrwalenie swej władzy w Rosji i nie dysponujący na Północnym Kaukazie wpły Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł historia konfliktu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 12:19 Zresztą bolszewicy zajęci walką o utrwalenie swej władzy w Rosji i nie dysponujący na Północnym Kaukazie wpływami nie wydawali się zagrożeniem dla ruchów wyzwoleńczych na tym terenie. Już wiosną 1917 r. reprezentanci narodów północnokaukaskich podjęli działania na rzecz stworzenia odrębnego organizmu państwowego, które w listopadzie tegoż roku zaowocowały powołaniem do życia Republiki Górskich Narodów Północnego Kaukazu. Mimo współpracy z Kozakami kubańskimi, Nogajcami i Kałmukami nie udało się powstrzymać naporu wojsk bolszewickich, które na początku 1918 r. zajęły Północny Kaukaz. Liderzy ruchu wyzwoleńczego uzyskali jednak pomoc Turcji. Bazując na tym ponownie ogłosili niepodległość Północnego Kaukazu w maju 1918 r., a następnie korzystając z pomocy wojsk sułtańskich oczyścili ojczyznę z bolszewików. Rychło jednak większa część Północnego Kaukazu znalazła się w rękach Armii Ochotniczej Denikina, której celem było restaurowanie Rosji w jej przedwojennych granicach, co kolidowało z wolnościowymi dążeniami narodów ujarzmionych przez carską Rosję. Zimą 1919/1920 w walce z wojskami Denikina do Północnego Kaukazu doszła ponownie Armia Czerwona. Republika północnokaukaska znalazła się w ten sposób w obliczu dwóch przeciwników, z których każdy dążył do opanowania całego terytorium dawnego imperium. Latem 1920 r. Armia Czerwona zajęła Republikę Północnokaukaską ustanawiając tam panowanie bolszewików. Na miejsce zlikwidowanej republiki stworzyli tam oni dwie jednostki państwowe: Radziecką Republikę Dagestanu i Radziecką Republikę Górską, do której włączyli Czeczono-Inguszetię, Czerkiesję, Osetię i Karaczajo- Bałkarię. W pierwszym okresie panowania na Północnym Kaukazie bolszewicy zabiegali o realizację niektórych przynajmniej interesów rdzennej ludności, m.in. podejmując działania na rzecz zaspokojenia głodu ziemi i zwiększenie możliwości migracji górali na równinę. Powiązano to z uderzeniem w kozactwo terskie, podejrzewane o wrogość wobec nowego reżimu. Już w 1920 r. dokonano przymusowego wysiedlenia w większości rosyjskiej z pochodzenia ludności stanic sunżańskich, a ziemię po niej przekazano w znacznej części Czeczenom. Bojąc się równocześnie narodowej i politycznej konsolidacji górali w pojedynczym organizmie państwowym, bolszewicy poczęli dzielić Republikę Górską. We wrześniu 1921 r. od Górskiej ASRR odłączono Kabardę, tworząc z niej obwód autonomiczny. Na początku 1922 r. dołączono do niego Bałkarię ustanawiając autonomiczny obwód kabardyjsko-bałkarski. Na podstawie kolejnych dekretów Centralnego Komitetu Wykonawczego Rosyjskiej FSRR w latach 1922-1924 powstały dalsze obwody autonomiczne: karaczajo-czerkieski, adygejski, czeczeński, inguski i północnoosetyński. Formalnie było to zgodne z hasłami narodowościowymi bolszewickiej rewolucji, faktycznie jednak autonomia była nominalna, a o składzie i poczynaniach miejscowych władz rozstrzygała Moskwa. W kwietniu 1926 r. karaczajo-czerkieski obwód autonomiczny podzielono, a zjednoczono we wspólnym obwodzie Czeczenów z Inguszami. W grudniu 1936 r. obwody autonomiczne kabardyjsko-bałkarski, czeczeńsko-inguski i północnoosetyński przemianowane zostały na republiki autonomiczne. Taka struktura administracyjna przetrwała do 1943 r. Te podejmowane arbitralnie decyzje, nie liczące się z rzeczywistym układem narodowościowym i dążeniami zainteresowanych społeczeństw świadczyły o kolonialnym charakterze polityki Moskwy wobec Północnego Kaukazu kierującej się zasadą "divide et impera" maskowaną pięknymi hasłami. W latach dwudziestych, gdy realizowano politykę tzw. autochtonizacji (korenizacji) dbano jeszcze o odpowiedni odsetek miejscowej ludności we władzach partyjnych i państwowych, starano się stwarzać warunki rozwoju lokalnej kultury narodowej. Już pod koniec tej dekady politykę narodowościową zdominowały hasła walki z nacjonalizmem, pod który podciągano niemal każdy przejaw patriotyzmu, dumy narodowej i troski o tożsamość etniczną, nawet jeśli był on związany ideologicznie i politycznie z komunizmem. Postępował stały napływ na tereny Północnego Kaukazu ludności rosyjskiej, co komplikowało miejscowe stosunki zarówno w sensie etnicznym, jak i socjalnym. Terror w latach trzydziestych Przymusowa kolektywizacja rolnictwa rozpoczęta w 1929 r. wywołała na Północnym Kaukazie zdecydowany opór. Rozpętana zaś wówczas walka z tzw. kułakami na obszarze Czeczenii w istocie rzeczy nie miała żadnego sensu, bowiem na równinnych obszarach tej krainy ziemia, woda i lasy były z reguły wspólną własnością i tylko w górach rodziny miały swą odrębną własność, w olbrzymiej większości przypadków z trudem zapewniającą im egzystencję. Tymczasem przy akompaniamencie siejącej nienawiść propagandy na szeroką skalę przebiegały konfiskaty, aresztowania i deportacje całych rodzin. Czeczeni dzielili losy całej tzw. kułackiej zsyłki. Odpowiedzią na kolektywizację i związaną z nią falę represji stanowił czynny opór, który wiosną 1932 r. w górach Czeczenii przybrał formę walki zbrojnej. Spory wśród historyków budzi określanie tych wydarzeń mianem powstania, co tłumaczyć można obawą przed uleganiem optyce władz bezpieczeństwa, które celowo wyolbrzymiały zakres walk, by usprawiedliwić masowe represje. Faktem pozostaje, że do złamania oporu górali użyto nie tylko formacji policyjnych, ale regularnych oddziałów Armii Czerwonej: pięciu dywizji piechoty, pododdziałów ze szkół kawalerii z Władykawkazu i Krasnodaru, jednostek strzelców górskich, artylerii i lotnictwa. Spotkały się one w górach i lasach z przeciwnikiem stosującym taktykę partyzancką. Równolegle stosowano propagandę zapewniającą o poszanowaniu zasady dobrowolności przy tworzeniu kołchozów i zapowiadającą amnestię dla uczestników walk, jeśli złożą oni broń i wrócą do domu. W obliczu przytłaczającej przewagi przeciwnika, stosowania na masową skalę brutalnych represji i braku nadziei na zmianę sytuacji większość powstańców dała wiarę tym obietnicom i zaprzestała walki. Jednakże niezwłocznie po powrocie bojowników do domów rozpoczęły się aresztowania, które w samej tylko Czeczeno-Inguszetii objęły ok. 35 tys. osób. Kolektywizacja, tak jak w całym ZSRR, została wszakże przeprowadzona. Do początków 1938 r. na terenie Czeczeno-Inguszetii formalnie powstało 490 kołchozów obejmujących 69 400 domostw i 3/4 użytków rolnych republiki. Faktycznie jednak w tymże roku ponad 17 % kołchoźników nie przepracowało ani jednej dniówki, a dalsze 46 % najwyżej 50 dniówek. Oznaczało to uchylanie się od pracy w kołchozach i było formą oporu przeciw narzuconym rozwiązaniom. Równocześnie w wielu wypadkach struktura kołchozowa była tylko kamuflażem dla trwania wcześniejszych form stosunków społeczno-gospodarczych, wywodzących się z organizacji rodowej. W górach, w tarasowym systemie uprawy, mimo formalnego istnienia 158 kołchozów obejmujących 99,8 % gospodarstw, faktycznie nadal podstawową formą była gospodarka indywidualna. Następne lata przyniosły tylko minimalne uspokojenie. Elita narodowego sprzeciwu została wytępiona lub izolowana, tzw. klasy eksploatatorskie zniszczono, oporni znaleźli się na Syberii. Wydawało się, że terror na wielką skalę nie miał już nawet teoretycznego uzasadnienia. W 1936 r. wchodzi w życie "najbardziej demokratyczna", tzw. stalinowska konstytucja ZSRR. W grudniu tegoż roku dotychczasowe obwody autonomiczne kabardyjsko-bałkarski, czeczeńsko- inguski i północnoosetyński zostają podniesione do rangi republik autonomicznych. Jest to wszakże gest bez większego znaczenia. Autonomia była nominalna, a odgrywający główną rolę we władaniu tymi regionami funkcjonariusze partyjni i państwowi byli wyznaczani przez Moskwę i przed nią odpowiedzialni. Era autochtonizacji (korenizacji) należała już do przeszłości. Co więcej - w latach trzydziestych intensywnie zwalczano jej efekty, a zwłaszcza skłonnoś Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł historia konfliktu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 12:22 Co więcej - w latach trzydziestych intensywnie zwalczano jej efekty, a zwłaszcza skłonność narodowych kadr komunistycznych do dbałości ograniczone choćby respektowanie interesów narodowych i do łączenia idei komunistycznych z narodowymi tradycjami, do rzeczywistej autonomii narodowo-kulturalnej. Pół roku po utworzeniu republik autonomicznych Północny Kaukaz objęła kolejna fala terroru. 31 lipca 1937 r. NKWD na podstawie z góry przygotowanych list dokonuje masowych aresztowań Transportowano ich do Groznego. W tamtejszym więzieniu znalazło się ok. 5 tys. aresztowanych, kolejne 5 tys. zgrupowano w pomieszczeniach trustu naftowego, ponad 3 tys. w innych miejscach. Po tym zmasowanym uderzeniu aresztowania na mniejszą skalę kontynuowano aż do początków 1938 r. Dotknęły w pierwszej kolejności nową, narodową inteligencję ukształtowaną już w systemie radzieckim, zwłaszcza w dobie "korenizacji". Ofiarą terroru padli członkowie obwodowych komitetów partyjnych, rządów republikańskich, rad różnych szczebli i komitetów wykonawczych, dziennikarze, pisarze, naukowcy. Wysuwano pod ich adresem najbardziej absurdalne oskarżenia o działalność antypartyjną i antyradziecką. NKWD sformułowało tezę o istnieniu w Czeczeno-Inguszetii nacjonalistycznego ośrodka kontrrewolucyjnego. Bezpośrednio o przynależność do owego centrum kontrrewolucyjnego oskarżono 137 osób. Wielu nie przeżyło długotrwałego śledztwa, wielu skazano na śmierć, innych na pozbawienie wolności od 7 do 25 lat. Pod rozmaitymi innymi zarzutami represjonowano tysiące ludzi. NKWD masowo aresztowało także bezpartyjnych przedstawicieli stosunkowo nielicznej przedrewolucyjnej inteligencji, lojalnie pracujących w różnych instytucjach od czasu zajęcia przez bolszewików Północnego Kaukazu. Represje skierowane były nie tylko przeciw ludziom, ale i przeciw kulturze, a zwłaszcza literaturze. Pod pretekstem likwidacji owoców działania wrogów ludu, burżuazyjnych nacjonalistów, reprezentantów panturkizmu i panislamizmu, trockistów i bucharinowców niszczono literaturę w językach narodowych, zarówno oryginalną, jak i tłumaczoną, włączając w to podręczniki szkolne, beletrystykę, literaturę naukową i techniczną, publikacje polityczne i propagandowe, w tym przekłady klasyków marksizmu. Ukoronowaniem tego mordu na kulturze narodów Północnego Kaukazu było narzucenie cyrylicy w miejsce alfabetu łacińskiego Nie należy zapominać także o walce z religią muzułmańską W 1921 r. na Północnym Kaukazie otwartych było jeszcze 4 tys. meczetów, 2 tys. elementarnych, średnich i wyższych szkół religijnych, działało ponad 10 tys. mułłów i nauczycieli. W końcu lat trzydziestych pozostało ledwie 150 meczetów i tyluż starych mułłów i muezinów. Szkoły religijne zostały zamknięte już w latach 1925-26. W 1929 r. zamknięto większość świątyń, zamieniając je w sklepy, kluby, magazyny, a wielka część duchownych została poddana represjom. Centralizacja państwa radzieckiego, dyskryminacja i wręcz niszczenie kultury narodowej, destrukcja tradycyjnych układów społecznych i instalowanie przemocą nowych form ekonomicznych były zjawiskami odciskającymi się na stosunkach między narodami. Jakkolwiek Rosjanie w nie mniejszym stopniu doświadczali wszystkich nieszczęść stalinizmu, to przecież dla ludów Północnego Kaukazu oni właśnie byli narodem panującym, uprzywilejowanym i uciskającym inne. Wielkorosyjski nacjonalizm kryjący się za wieloma elementami polityki Kremla wbrew internacjonalistycznym hasłom propagandowym, był obok totalitarnej praktyki państwowej głównym elementem zniewolenia narodów północnokaukaskich. Deportacja narodu czeczeńskiego Tlący się cały czas opór ludów północnokaukaskich ponownie zintensyfikował się w 1939 r., najpierw w Bałkarii i Karaczaju, a od wiosny 1940 r. także w Czeczono-Inguszetii, gdzie nasiliły się działania zbrojnych grup, zwłaszcza w górach. Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej i szybkie postępy wojsk hitlerowskich stały się czynnikiem stymulującym zachowania znacznej części narodów Północnego Kaukazu. Perspektywa niemieckiego zwycięstwa stwarzała im nadzieję na zmianę dotychczasowego położenia i zniesienia zależności od Moskwy. Część aktywnych politycznie środowisk podjęła współpracę z Niemcami, gdy ci znaleźli się na Północnym Kaukazie w wyniku letniej ofensywy w 1942 r. Czeczeno- Inguska ASRR w znacznej większości znalazła się poza zasięgiem niemieckiej okupacji. Nasiliły się tam wszakże działania grup zbrojnych występujących przeciw władzy radzieckiej, a także oddziałów dywersyjnych przerzucanych przez linię frontu. Dużą skalę osiągnęła dezercja z Armii Czerwonej. Także po zatrzymaniu naporu niemieckiego i po przejściu Armii Czerwonej do ofensywy zagrożenie na terenie Czeczeno-Inguszetii władze uważały za poważne, przy czym częstokroć okazywało się, iż działania traktowane jako antyradzieckie czy "bandyckie" były w dużej mierze aktami rozpaczy ze strony ludzi niewinnie represjonowanych. Równocześnie wbrew faktom funkcjonariusze radzieccy przekazywali do Moskwy meldunki o rzekomo masowo występującym wśród Czeczenów i Inguszów "bandytyzmie", by uzasadnić w ten sposób podejmowanie działaś terroryzujących ludność i zarazem podnieść własne znaczenie "obrońców władzy radzieckiej". W takiej atmosferze w lutym 1943 r. zapadła wstępna decyzja o wysiedleniu całego narodu czecześskiego z Północnego Kaukazu. Ostatecznie plan przymusowego przesiedlenia został opracowany w połowie grudnia 1943 r. Decyzję o likwidacji Czeczeno-Inguskiej ASRR podjął Państwowy Komitet Obrony 31 stycznia 1944 r., zaś 7 marca 1944 r., a zatem już po przeprowadzeniu wysiedlenia, Prezydium Rady Najwyższej ZSRR wydało odpowiedni dekret, regulujący także sprawę ustroju administracyjnego terytorium likwidowanej republiki. Dekret ów uzasadniał powzięte decyzje rzekomą zdradą ojczyzny ze strony Czeczenów i Inguszów, współpracą z faszystami i walką z władzą radziecką. Deportacja zaczęła się 23 lutego 1944 r. W trakcie jej przeprowadzania miały miejsce brutalne mordy na ludności. Ofiarami ich padali ludzie nie chcący porzucić ojcowizny, usiłujący uciec przed wywiezieniem, nie będący w stanie w odpowiednim tempie maszerować do punktów zbornych. Zwłaszcza w rejonach górskich dochodziło do masowych zbrodni, także na kobietach, dzieciach, starcach. Trudno dokładnie ocenić wielkość strat poniesionych przez ludność w trakcie samej operacji wysiedlania, zapewne było to co najmniej parę tysięcy istnień Transport odbywał się prawie miesiąc, w bydlęcych wagonach, w tłoku, w bardzo złych warunkach sanitarnych, czego efektem była epidemia tyfusu. Ze źródeł urzędowych wynika, iż ogółem przesiedlono wówczas niemal 400 tys. Czeczenów. W trakcie transportu i w pierwszych 18 miesiącach pobytu w miejscach przymusowego osiedlenia zmarło ponad 18 % deportowanych. Warunki panujące na zesłaniu były tragicznie trudne, co przyznawały nawet w oficjalnych ocenach ówczesne władze. W wyniku stałego niedożywienia, chorób, niezwykle złych warunków bytowania szybko zmieniał się genotyp narodu czecześskiego: w miejsce wysokich, pięknych, zdrowych górali żyjących po sto i więcej lat, rodziły się dzieci chorowite, cherlawe, których wielka część umierała krótko po przyjściu na świat lub w wieku niemowlęcym. Szacuje się, iż w sumie w ciągu zesłania, tj. w latach 1944-1957 straty narodowości czecześskiej sięgnęły 200 tys. osób. Równolegle z deportacją ludności odbywał się masowy rabunek mienia: wywożono wszystko - począwszy od odzieży, skór i wyrobów skórzanych, zabytkowej broni białej i palnej, po bezcenne dobra kultury umysłowej: ocalałe z wcześniejszych zniszczeń rękopisy, arabskojęzyczne traktaty filozoficzne, medyczne i matematyczne, dzieła literatury pięknej. Wielka ich część uległa zniszczeniu. Ten sam los spotkał czecześskie cmentarze, pomniki, zabytki sztuki i architektury. W ramach zac Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antirobbie@op.pl Śmierć terrorystom IP: 217.97.135.* 24.10.02, 11:54 Mam wielką nadzieję, że skoro Bushowi wolno napaść na Irak, który w zasadzie żadnych antyamerykańskich czynności nie podejmuje, to Świat pozwoli wreszcie Rosji rozprawić się z bandą czeczeńskich tchórzy, którzy boją się walczyć z rosyjską armią i biorą niewinnych ludzi na celowniki. Mam nadzieję, że Putin zrówna Czeczenię z ziemią. Albo lepiej: wycofać wojska z Czeczenii, szczelnie zablokować granice i niech brudasy zdychają z głodu. A każdemu, kto ma tylko pół mózgu i popiera terrorystów życzę, by ktoś z jego bliskich był jedną z ofiar pierwszych zamachów w Polsce. Bo takich należy oczekiwać po deklaracjach poparcia dla USA wygłaszanych przez polskich polityków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jp100 Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: *.zsz2.nowaruda.pl 24.10.02, 12:11 Jeżeli będą ofiary, to ruski walec zacznie równać Czeczenię.Rosjanie walczą z Czeczenią od czasów carskich(nawet Stalin sobie nie poradził mimo deportacji). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hakenbu "W życiu nie poszedłbym do teatru!" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.02, 12:12 Przypomniał mi się właśnie ten cytat wypowiedziany przez postać graną przez Marka Siudyma w filmie "Miś". Okazuje się, że i wdzisiejszych czasach bezpieczniej byc menelą i stronić od kultury (terroryści w Moskwie), od drogich kurortów (zamach na Bali), czy nowoczesnych centów biznesu (atak na WTC). Moze wreszcie przestać tak uganiać się za kasą? Same z tego później nieszczęścia... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Czeczenia - to juz koniec... IP: *.comarch.pl 24.10.02, 14:05 Nie dajcie sie zwiesc iluzji - Rosjanie posluguja sie takimi samymi metodami - tylko na terenie Czeczenii. Morduja kobiety, dzieci, tortutuja jencow, stosuja odpowiedzialnosc zbiorowa, zakladaja obozy koncentracyjne, zabijaja bez sadu. Wojny takie jak ta prowadzone sa w tym rejonie swiata wlasnie takimi metodami. A jak Czeczeni przenosza ta walke na terytorium Rosji to sa BE! Hipokryzja Panie i Panowie, hipokryzja. No bo teraz Putin jak Stalin wyrznie Czeczenow w pien. A Swiat bedzie klaskac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Wolna Czeczenia - to juz koniec... IP: *.comarch.pl 24.10.02, 14:07 Nie dajcie sie zwiesc iluzji - Rosjanie posluguja sie takimi samymi metodami - tylko na terenie Czeczenii. Morduja kobiety, dzieci, tortutuja jencow, stosuja odpowiedzialnosc zbiorowa, zakladaja obozy koncentracyjne, zabijaja bez sadu. Wojny takie jak ta prowadzone sa w tym rejonie swiata wlasnie takimi metodami. A jak Czeczeni przenosza ta walke na terytorium Rosji to sa BE! Hipokryzja Panie i Panowie, hipokryzja. No bo teraz Putin jak Stalin wyrznie Czeczenow w pien. A Swiat bedzie klaskac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: *.comarch.pl 24.10.02, 14:25 Nie dajcie sie zwiesc iluzji - Rosjanie posluguja sie takimi samymi metodami - tylko na terenie Czeczenii. Morduja kobiety, dzieci, tortutuja jencow, stosuja odpowiedzialnosc zbiorowa, zakladaja obozy koncentracyjne, zabijaja bez sadu. Wojny takie jak ta prowadzone sa w tym rejonie swiata wlasnie takimi metodami. A jak Czeczeni przenosza ta walke na terytorium Rosji to sa BE! Hipokryzja Panie i Panowie, hipokryzja. No bo teraz Putin jak Stalin wyrznie Czeczenow w pien. A Swiat bedzie klaskac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal To juz koniec... IP: *.comarch.pl 24.10.02, 14:26 Nie dajcie sie zwiesc iluzji - Rosjanie posluguja sie takimi samymi metodami - tylko na terenie Czeczenii. Morduja kobiety, dzieci, tortutuja jencow, stosuja odpowiedzialnosc zbiorowa, zakladaja obozy koncentracyjne, zabijaja bez sadu. Wojny takie jak ta prowadzone sa w tym rejonie swiata wlasnie takimi metodami. A jak Czeczeni przenosza ta walke na terytorium Rosji to sa BE! Hipokryzja Panie i Panowie, hipokryzja. No bo teraz Putin jak Stalin wyrznie Czeczenow w pien. A Swiat bedzie klaskac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J.K. Jak sie jest slabym, to nie wolno byc glupim... IP: *.de / 192.120.171.* 24.10.02, 14:41 Mieli juz niepodleglosc 2 lata... To zachcialo im sie wprowadzac Szariat i jeszcze do tego zabrali sie za wyzwalanie Kaukazu... Zamiast cicho siedziec i pokazywac Rosjanom, ze im nie beda szkodzic... I przyzwyczajac ich do swojej niepodleglosci... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł Jak sie jest silnym, to wolno byc ludobójcą. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 15:34 Gość portalu: J.K. napisał(a): > Mieli juz niepodleglosc 2 lata... > To zachcialo im sie wprowadzac Szariat i jeszcze do tego > zabrali sie za wyzwalanie Kaukazu... > > Zamiast cicho siedziec i pokazywac Rosjanom, ze im nie beda szkodzic... > I przyzwyczajac ich do swojej niepodleglosci... -www.glos.com.pl/archiwum/036/03swia/swia.htm 10 lat niepodległości - Iczkeria w cieniu rosyjskiego ludobójstwa Święto narodowe Czeczenii Szósty września jest świętem narodowym Czeczenów. W 1991 roku, tego właśnie dnia, wybrany w demokratycznych wyborach prezydent Dżochar Dudajew proklamował niepodległość republiki. Od tego pamiętnego dnia cały czas trwa permanentna wojna z łamiącą wszystkie prawa człowieka imperialną Rosją. Trwa krwawy i bezlitosny proces eksterminacji małego narodu pragnącego wolności i niepodległości. Armia rosyjska stosuje przeciwko cywilom zakazane środki bojowe, m.in. bomby kulkowe, chemiczne, fosforowe i próżniowe. Z mapy wymazano przez doszczętne zniszczenie ponad 200 miejscowości. Stołeczny Grozny wygląda tak, jak Warszawa w styczniu 1945 roku - to tylko morze ruin i zgliszcz. Infrastruktura tego 600-tysięcznego miasta uległa całkowitemu zniszczeniu. Straty w ludności cywilnej przekroczyły 140 tysięcy osób. 1/4 ludności przebywa w obozach dla uchodźców poza obszarem Czeczenii (głównie na terenie sąsiedniej Inguszetii). Wstrząsające sceny potwornych ataków bombowo-rakietowych na czeczeńskie osiedla obiegły cały świat, a załamane ręce czeczeńskich kobiet i dzieci nad trupami bliskich stały się cząstką zbiorowej świadomości medialnego społeczeństwa. A ile jest okropnych, związanych z tą wojną spraw, których z powodu rosyjskiej blokady informacyjnej świat nie ujrzał, choć wielu o tym mówi? �Obozy filtracyjne� - pod tą przewrotną nazwą kryją się współczesne rosyjskie obozy koncentracyjne. Aż trudno pojąć, że państwo uczestniczące w szczytach międzynarodowej grupy G-8 dopuszcza się zbrodni ludobójstwa. W celu wymuszenia zeznań torturuje się tam domniemanych czeczeńskich bojowników przy pomocy wszystkich dostępnych środków. Do ulubionych przez Rosjan tortur należy rażenie prądem, łamanie kości oraz indywidualne działania zależne od upodobań zwyrodnialców w mundurach. Obozowe pomieszczenia są tak przepełnione, że można w nich tylko stać i nawet spać trzeba na stojąco. Od stania puchną nogi a potem całe ciało robi się sztywne. Z powodu braku tlenu, dużej wilgotności oraz temperatur zbliżonych do tych na zewnątrz (bez względu na porę roku) wielu zatrzymanych w obozach umiera, najczęściej na atak serca. Ciało umarłego wydawane jest rodzinie dopiero po uiszczeniu taryfowej zapłaty. �Zindana� to potoczna nazwa więziennej jamy wykopanej przy każdym garnizonie rosyjskim w Czeczenii. Przetrzymuje się w niej zakładników w celu wymuszenia okupu od rodzin. Cena zależy od wieku zatrzymanego. Rabunek i gwałty to codzienność. Niejeden rosyjski oficer dorobił się fortuny na �łupach wojennych�. Przykład narodu czeczeńskiego po raz kolejny na przestrzeni dziejów pokazuje, że wobec imperium ewidentnie łamiącego prawa człowieka słabsze narody - także w trzecim tysiącleciu - są zdane same na siebie. Czemu? Zachodnim demokracjom łatwiej przecież i taniej dla uspokojenia swoich opinii publicznych potępić Birmę niż Chiny; Serbię niż Rosję. Przy braku zdecydowanych działań cały świat staje się biernym i bezstronnym świadkiem zaplanowanego ludobójstwa. Wielcy tego świata zapomnieli, że najnowsza historia już nie raz pokazała, iż wcześniej czy później bierni i bezstronni świadkowie przemieniają się we współuczestników zbrodni. RAFAŁ WAWRZYNOWSKI Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J.K. W polityce lepiej byc bandyta niz idiota... IP: *.de / 192.120.171.* 24.10.02, 15:42 Hitler byl ludobojca i bandyta... Ale wielu bandytow rzadzilo na tym swiecie... Hitler przegral wojne nie dlatego, ze byl bandyta, tylko dlatego, ze byl IDIOTA, ktory nie umial ocenic miedzynarodowego ukladu sil i rzucil sie na Europe, Rosje i USA... Czy dalej mam wykladac, co znaczy realizm w polityce...? Czeczency, na poczatku lat 90-tych, powinni sobie za cel stawiac autonomie, (bo ta byla osiagalna) a nie niepodleglosc... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł dać się wymordować czy podjąć desperacką akcje? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 18:29 Gość portalu: J.K. napisał(a): > Hitler byl ludobojca i bandyta... > Ale wielu bandytow rzadzilo na tym swiecie... > Hitler przegral wojne nie dlatego, ze byl bandyta, > tylko dlatego, ze byl IDIOTA, > ktory nie umial ocenic miedzynarodowego ukladu sil > i rzucil sie na Europe, Rosje i USA... > > Czy dalej mam wykladac, co znaczy realizm w polityce...? > > Czeczency, na poczatku lat 90-tych, powinni sobie za cel stawiac autonomie, > (bo ta byla osiagalna) a nie niepodleglosc... rozumiem że bandytyzm i ludobójstwa rosyjskich żołnierzy są mądre... fakty są takie ,że są eksterminowani, jakbyś był na ich miejscu to byś nie pisał o real politik tylko walczyłbyś każdym sposobem z okupantem. dla nich real politik to dać się wymordować lub podejmowąć desperackie akcje. Ty wybierasz samobójstwo. Oni jeszcze próbóją walczyć. A odpowiedzialny jest za to tak zwany cywilizowany świat i Ty też.... jak się milczy i pozwala na ludobójstwo ta takie sa potem skutki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł Czy powinniśmy pomagać Czeczenii? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 14:55 Gość portalu: luxx napisał(a): > no ladnie. jesli to Czeczeni, to zagrali Putinowi na nosie... Czy powinniśmy pomagać Czeczenii? www.prawicapolska.pl/pp/16/czeczenia16.html Obecna wojna czeczeńska toczy się o 2000 tys. km od granic Polski. Bliżej nam do Groznego niż do Madrytu. Toczy ją nasz sąsiad. W Europie. Stosując broń zakazaną konwencjami i uprawiając tylekroć potępianą politykę eksterminacji ludności cywilnej. Czy powinniśmy milczeć? Czy jest to, cynicznie pytając, w naszym interesie? Czeczeni mają prawo do niepodległości wynikające z faktu, iż są wspólnotą narodową o odrębnym języku, kulturze i wielowiekowej historii związanej z jednym i tym samym, zwartym terytorium. Oczywiście, nie są jedynym narodem uporczywie i z ogromnymi stratami walczącym o suwerenność polityczną. Jednakże tylko w przypadku Tybetańczyków proporcja sił na korzyść agresora jest równie przygniatająca. Przypomnijmy: 1 do 150 milionów przed wojną 1994-1996, w której zginęło kilkadziesiąt tysięcy Czeczenów (różne źródła szacują tę liczbę na 40 do 90 tys.). USA i Unia Europejska nie wykazują żadnych konkretnych posunięć w celu wywierania realnego wpływu na politykę Rosji w tym rejonie Kaukazu. Rezolucje Rady Europy mają znaczenie czysto propagandowe, konieczne w krajach, które zaledwie kilka miesięcy przed agresją rosyjską na Czeczenię zaatakowały Jugosławię pod hasłem obrony mniejszości przed czystkami etnicznymi. Jedynie niektóre agendy organizacji międzynarodowych, zajmujące się prawami człowieka, krytykują na forum publicznym rosyjskie zbrodnie wojenne. Protesty wobec tej wojny poddaje się ostatnio w wątpliwość, podsycaną zwłaszcza przez opcję polityczną od zawsze związaną z byłym Związkiem Sowieckim. Że zagraża to polskiej racji stanu, drażni Rosję, jest wtrącaniem się w sprawy wewnętrzne suwerennego państwa, może szkodzić polskiemu eksportowi na wschodnie rynki, wreszcie... że rosyjskie prawosławie w istocie broni Europy przed islamem! Rosja Putina jako „przedmurze chrześcijaństwa”!!! Wydaje się, że chłodne stosunki polsko-rosyjskie, o które prezydent Kwaśniewski troszczy się tak bardzo, że odbierając telefony od Putina krytykuje publicznie, jakby na zamówienie, polski rząd i jego politykę zagraniczną, są po prostu następstwem długofalowej koncepcji polityki rosyjskiej wobec Europy, a nie naszych „uchybień” lub złej woli. Rosja nie chce traktować Polski jako partnera na arenie międzynarodowej, chce rozmawiać z Niemcami, Anglią i Francją tylko ponad naszymi głowami, chce na koniec pokazać NATO, że każdy nowy kraj środkowowschodniej Europy przyjęty do sojuszu (na co czeka Ukraina i kraje bałtyckie) będzie, jak Polska, źródłem potencjalnych zatargów z Rosją. Ma odwlec przyjęcie tych państw do NATO. W Czeczenii odbywa się eksterminacja małego narodu. Nie tylko pamięć o powstańcach, o Polakach wywożonych na Sybir, zwłaszcza po agresji sowieckiej i po 1944 roku, o planowej eksterminacji elity narodu, której symbolem jest Katyń nakazuje wyrażać protest wobec zbrodni rosyjskich w tym kraju. Milcząca akceptacja brutalnej i całkowicie bezkarnej polityki siły pokazuje Rosji, że taka właśnie jej polityka jest skuteczna, także na arenie międzynarodowej. Sprzyja to aktywizacji tendencji dyktatorskich w Rosji, umocnieniu dawnego KGB i armii, stopniowej likwidacji struktur przedstawicielskich lub ich podporządkowania pionowi wojskowo-policyjnemu - czego jesteśmy już świadkami! Czy to jest dla Polski korzystne? Jaki kraj będzie następny w kolejce? Białoruś? Mołdawia? Należy zauważyć, że wzrost tendencji fundamentalistycznych w Czeczenii, kraju stosunkowo „otwartego” islamu, związany był z zawiedzeniem nadziei na jakąkolwiek pomoc Europy w latach wojny w obronie niepodległości 1994-96. Jedyna zauważalna pomoc płynęła wówczas z krajów arabskich. To Europa w istocie rzeczy nadal wpycha Czeczenów w ramiona integrystów islamskich, jedynych, którzy mają im cokolwiek do zaoferowania. Nawet jeśli jest to już tylko śmierć w ”świętej wojnie”. Wątpię, by Kościół prawosławny, jak ostatnio znów wyraźnie widać, wierny sługa tronu opanowanego przez polityków z byłego KGB, z hierarchią często wywodzącą się wprost ze szkół tejże organizacji, miał moralną siłę niezbędną, by stać się „przedmurzem chrześcijaństwa”. My, Polacy, pamiętamy natomiast, że Kościół prawosławny ten, eksterminowany przez bolszewików, zdobył się jednak w 1920 roku na oficjalne poparcie najazdu na Polskę w duchu wielkoruskiego imperializmu. Tak jak to zrobił teraz, w przypadku Czeczenii. Istnieje jeszcze czynnik etyczny, który każe nam zająć stanowisko wobec zbrodni ludobójstwa, dotykającej, co należy podkreślić, nie tylko Czeczenów, ale i żyjących wśród nich Rosjan. Winni jesteśmy pomoc humanitarną ofiarom tej wojny, niezależnie od tego, co możemy zrobić, lub co sądzimy o jej aspektach politycznych. Krzysztof Rogala redakcja@prawicapolska.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: diabeł Okrucieństwo skrywane w jamach IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 15:01 Rozmowa z Olegiem Orłowem z moskiewskiego Memoriału o czystkach i torturach w Czeczenii Okrucieństwo skrywane w jamach Antyrosyjski protest w obozie dla czeczeńskich uchodźców w miejscowości Slepcowskaja http://arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2001/01/20010122/200101220049.html (C) AP JAN STRZAŁKA: - Z najnowszych badań opinii publicznej dowiadujemy się, że zaledwie 22 procent Rosjan wierzy tym mediom, które krytykują wojnę w Czeczenii i donoszą, że armia nadal popełnia tam zbrodnie przeciw cywilom. To, iż w Rosji wojnę się w ogóle krytykuje, jest między innymi zasługą takich organizacji jak Memoriał. 22 stycznia Rada Europy zajmie się polityką Rosji wobec Czeczenii. Memoriał, w którego imieniu monitoruje pan sytuację na Kaukazie, przygotował materiał dowodowy, mogący znów narazić władze Rosji na poważne kłopoty... OLEG ORŁOW: - Memoriał od dawna współpracuje ze Zgromadzeniem Parlamentarnym Rady Europy. Apelujemy dziś do parlamentarzystów europejskich, by powstrzymali Rosję przed dalszym łamaniem praw człowieka w Czeczenii. Już wiosną 2000 roku rosyjskie organizacje walczące o prawa człowieka domagały się od Rady potępienia Rosji i Rada ostro skrytykowała poczynania Moskwy na Kaukazie, a nawet nałożyła na nią sankcje. Memoriał oraz inne organizacje rosyjskie, w tym Komitet Matek Żołnierzy i Human Rights Watch, wezwali wówczas ministrów spraw zagranicznych, reprezentujących państwa należące do Rady, aby poparli nasze żądanie wszczęcia międzynarodowego śledztwa w sprawie przestępstw wojennych w Czeczenii. Rządy zachodnioeuropejskie nie zareagowały jednak na ten apel. Rozumiemy, że zachodni przywódcy kierują się pragmatyzmem. Z czym należy się pogodzić... Owszem, nie można się jednak pogodzić z cynizmem politycznym. Prawa człowieka w Rosji okazują się bowiem dla Zachodu mniej istotne niż stosunki gospodarcze z Moskwą, budowa gazociągu, itd. Kiedy my, rosyjscy obrońcy praw człowieka, spotykamy się z zachodnimi dyplomatami bądź politykami, słyszymy, że Zachód nigdy nie zapomni o prawach człowieka w naszym kraju, lecz to są tylko słowa. Ale chwalimy sobie na przykład współpracę z Trybunałem Praw Człowieka. Złożyliśmy w Strasburgu kilkadziesiąt indywidualnych wniosków dotyczących przestępstw popełnionych przez armię rosyjską w Czeczenii. Część wniosków została już wstępnie rozpatrzona, więc Trybunał poinformował Rosję, że proces się zaczyna. Nasze władze odpowiedziały, że rozpatrywanie tych spraw nie podlega kompetencji Trybunału. A przecież Trybunał istnieje właśnie po to, by zajmować się między innymi gwałtami dokonywanymi na bezbronnych cywilach. Co ciekawe, władze Rosji przyznają się, że owe przestępstwa zostały popełnione. Nie chcą jedynie, by zajmował się nimi niezależny sąd. Pośród spraw sądzonych przed Trybunałem mamy trzy wielkie zbrodnie: rozstrzelanie przez żołnierzy rosyjskich co najmniej kilkudziesięciu cywili w groznieńskiej dzielnicy Staropromysłowska, zbombardowanie kolumny uchodźców z Szamijurtu i artyleryjski ostrzał Katyrjurtu, gdzie rosyjscy dowódcy wciągnęli w zasadzkę bojowników opuszczających Grozny. W Katyrjurcie schroniło się wielu uchodźców, bo generałowie zapewnili ich, że będą tam całkowicie bezpieczni. Czeczenia przeżyła wiele tragedii, lecz nie każdy świadek czy krewny ofiar zamierza szukać sprawiedliwości w sądach. Większość wątpi w sens jej dochodzenia lub boi się o własne życie. Niemniej znalazło się paru odważnych gotowych oskarżać Rosję. Memoriał reprezentuje ich interesy w Strasburgu. Mam nadzieję, że wspomniane trzy sprawy to zaledwie początek, że po nich przed Trybunałem odbędą się kolejne rozprawy przeciw Rosji. Tych zbrodni dopuszczono się przed rokiem. Czy w ostatnich miesiącach coś się zmieniło w Czeczenii na lepsze? Jak się żyje w Groznym? Niektórzy uchodźcy wracają do Groznego, choć czeka ich tam wegetacja. Mieszkańcy nie mają światła i wody. Dostępna jest woda przemysłowa, za którą jednak trzeba płacić. Jest gaz, ale rury bywają nieszczelne, więc często zdarzają się eksplozje i giną ludzie. Miasto zostało tak zniszczone, że dziś nie ma nawet co myśleć o odbudowie. Na powrót decydują się nieliczni, większość odstraszają zniszczenia, brak pracy czy dachu nad głową, ale przede wszystkim poczucie zagrożenia. Wszechobecny strach. Nikt bowiem nie powstrzymuje żołnierzy federalnych i współpracowników milicji przed samowolą oraz przemocą wobec cywili. W Groznym - i nie tylko - nieustannie prowadzone są czystki. Co właściwie oznacza "czystka"? Morderstwa, grabież i przemoc. Już nikogo nie dziwi, że żołnierze albo milicja w biały dzień włamują się do domów, w których coś zostało do ukradzenia. Zdarza się, że giną ludzie. Są uprowadzani, a potem odnajduje się ich ciała ze śladami tortur. Wspomnę tylko o jednej z niezliczonych zbrodni: podczas czystki w Starych Atagach aresztowano młodego człowieka, który przebywał na leczeniu w szpitalu. Wcześniej, podczas bombardowania, stracił całą rodzinę, a sam został ciężko ranny. Do szpitala odwieźli go zresztą żołnierze rosyjscy. Po kilku miesiącach inni żołnierze uznali go za bojownika, bo skoro jest ranny, musi być partyzantem. Później jego zwłoki odnaleziono na obrzeżach wsi. Memoriał żądał wyjaśnienia sprawy, zwracaliśmy się do prokuratury, do Władimira Kałamanowa, specjalnego przedstawiciela prezydenta Rosji do spraw ochrony praw i wolności człowieka w Czeczenii. Prokuratura nie odpowiedziała dotąd ani nam, ani parlamentarzystom z Dumy, którzy interesowali się tą sprawą, nie odpowiedziała nawet samemu Kałamanowowi! Co się dzieje w tak zwanych punktach filtracyjnych? Oficjalnie punkty filtracyjne istniały podczas pierwszej wojny, podczas drugiej zastąpiły je "areszty tymczasowego zatrzymania" czy "areszty śledcze", na przykład słynny areszt w Czernokozowie. Gromadzi się w nich podejrzanych, zatrzymanych zazwyczaj podczas czystek, i "pracuje" nad nimi: torturuje, gnębi moralnie, zmusza niewinnych do przyznania się, że są partyzantami, lub do złożenia donosu na bliskich, by poszerzyć krąg prześladowanych. Kiedy "praca" nad więźniem jest skończona, krewnym proponuje się, by go wykupili... Jak to wykupili? Normalnie, za pieniądze. Albo za broń. Jeśli rodziny jej nie mają, oprawcy mówią: to wasz interes! Krewni muszą ją więc gdzieś kupić, a najprościej właśnie od tych, od których zależy życie ich bliskich. Dzięki temu żołnierze pieką dwie pieczenie na jednym ogniu, bo czerpią nielegalne zyski, a przy okazji mogą się pochwalić w raportach, że ludność dobrowolnie zdaje broń. Ta przestępcza praktyka dowodzi, że cywile odgrywają rolę zakładników - zatrzymuje się ich głównie po to, by później żądać za nich okupu. Wracając do punktów filtracyjnych. Oprócz oficjalnych aresztów istnieje wiele tajnych i całkowicie nielegalnych w świetle prawa więzień. Coś już wiemy o niektórych tajnych ośrodkach. Na przykład w bazie wojskowej w Chankale, na przedmieściach Groznego, więźniów przetrzymuje się w jamach wykopanych w ziemi. A ponieważ nie figurują w żadnych ewidencjach, oprawcy mogą ich bezkarnie bić, mogą zabijać. Nikt nie wie, ilu ludzi trzyma się w owych jamach. Armia i machina propagandowa zaprzeczają ich istnieniu, ale żołnierze zawodowi, z którymi wielokrotnie rozmawiałem, zapewniali, że przy każdym ośrodku wojskowym są jamy i że więzi się w nich nie tylko cywili. Przetrzymywani są tam też żołnierze karani za drobne wykroczenia, za to, że się upili, zadarli z oficerem, itd. Mamy więc do czynienia z wielkim systemem filtracyjnym. Wspomniałem o cieszącym się ponurą sławą areszcie w Czernokozowie. Nie jest on już ośrodkiem zamkniętym. Mogą tam dotrzeć zagraniczni obserwatorzy i dziennikarze. Rosyjskie służby prasowe organizują nawet dla nich wycieczki do Czernokozowa. Trzeba przyznać, że dzięki zainteresowaniu opinii międzynarodowej sytuacja przetrzymywanych Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker ZA 1 ZAKŁADNIKA SPALIĆ CZECZEŃSKĄ WIOSKĘ IP: *.he.net 24.10.02, 16:13 WYRZUCIĆ CZECZENÓW Z POLSKI Odpowiedz Link Zgłoś
tadzioo! Re: ZA 1 ZAKŁADNIKA SPALIĆ CZECZEŃSKĄ WIOSKĘ 24.10.02, 17:30 Gość portalu: NYorker napisał(a): > WYRZUCIĆ CZECZENÓW Z POLSKI >>No coz... Zycze powrotu do zdrowia (psychicznego). Gdy ktos wyglasza takie herezje, to zaluje, ze nie ma u nas na powrot cenzury. NIE pozdrawiam, Tadzioo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: |v|rowa A ZA SNAJPERA SPALIC WASZYNGTON; n/t IP: 134.174.196.* 24.10.02, 21:33 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Violetta Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.10.02, 21:05 Czas zakonczyc te "zapomiana" wojne trwajaca nota bene od 1994 roku, ktora ma na swoi koncie 100 tysiecu ofiar ze strony czeczenskiej, 200 tysiecy ludzi, ktorzy musieli emigrowac z Czeczeni i ok 11 tysiecy zabitych po stronie rosyjskiej. Dlacego swiat do wczoraj milczal? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Rosjanie i zydzi to najgorsi BANDYCI IP: *.25.208.62.Dial1.Detroit1.Level3.net 25.10.02, 04:59 Okradli slabsze narody z ziemi i probuja te narody terez wymordowac w mysl talmudzkej "etyki" ze slabych mozna zabijac. ruska BANDYCKA nacjo precz z Czeczeni !!!! zydoscy MORDERCY precz z Palestyny !!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś