Dodaj do ulubionych

Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów!

    • Gość: Pro-Putin Teraz wiadomo że Putin ma rację. IP: *.freebsd.lublin.pl 24.10.02, 10:31
      Czas skończyć z Czeczenią,czas zmieść ją z powierzchni
      ziemi,cały naród usunąć i zapomnieć że w ogóle istniał.A tak na
      poważnie to pewnie kolejna robota Federalnej Służby Bezp.Rosji.
    • Gość: diabeł kronika śmierci IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 10:42
      Gość portalu: luxx napisał(a):

      > no ladnie. jesli to Czeczeni, to zagrali Putinowi na nosie...
      polityka.onet.pl/artykul.html?DB=162&ITEM=5079
      Kronika śmierci
      Rosja: Uchodźcy z Czeczenii opowiadają o zbrodniach żołnierzy

      – Najpierw postrzelili kota, siedzącego na poboczu drogi – opowiada Jachita
      Daudowa z Groznego, ocierając łzy. – Kot nie od razu zdechł. Wnętrzności
      wywaliły mu się na ziemię i wlókł je za sobą jeszcze kilkadziesiąt metrów. Gdy
      w końcu padł, mojemu ojcu pozostało zaledwie kilka minut życia.


      ANDRZEJ ZAUCHA




      Jachitę zobaczyłem na granicy Czeczenii i Inguszetii. 40-letnia kobieta stała
      obok posterunku rosyjskiego OMON, czyli specjalnych jednostek milicyjnych.
      Wypatrywała znajomych, którzy odważyli się wracać do swoich domów. Chciała
      poprosić o przekazanie wiadomości krewnym, którzy pilnowali jej domu na
      przedmieściach czeczeńskiej stolicy. I szukała kogoś, komu mogłaby opowiedzieć
      o tym, jak rosyjscy milicjanci zabili jej ojca.


      – Oni są gorsi niż faszyści – pokazała wzrokiem na omonowców, którzy uzbrojeni
      po zęby leniwie patrzyli na kręcących się wokół ludzi.

      Kaukaz-1, tak nazywa się miejsce, gdzie spotkałem Jachitę. To jeden z głównych
      rosyjskich posterunków na granicy Czeczenii i Inguszetii. Pracuje tylko pięć
      godzin dziennie i w tym czasie przepuszcza kilkadziesiąt autobusów i
      mikrobusów, które wożą mieszkańców czeczeńskich wiosek i miasteczek do
      Inguszetii i z powrotem. Tutaj kupują żywność i przywożą wieści o życiu w
      strefie działań wojennych.

      O godz. 14.00 rosyjscy milicjanci zamykają przejście. Posterunek zamiera. Tylko
      od czasu do czasu nad głową przelatują ciężkie szturmowe helikoptery Mi-24.
      Patrolują drogę, latając parami tuż nad koronami drzew. Nikt nie zwraca na nie
      uwagi.

      Tamten dzień

      Jachita, która siedzi obok mnie na tylnym siedzeniu rozklekotanej Wołgi, gdzie
      schowaliśmy się przed lodowatym wiatrem z północy, nie słyszy potężnych
      silników nad naszymi głowami. Opowiada o masakrze mieszkańców Aldy,
      przedmieścia Groznego, ściska w ręku chusteczkę i ociera oczy. Wie, że nie
      powinna płakać. Starcy krzyczą na kobiety, gdy płaczą po zmarłych, ale Jachita
      nie może się powstrzymać. Znowu przeżywa tamten dzień, w którym na podwórko ich
      maleńkiego domku przy ulicy Matasza Mazajewa wpadli żołnierze.

      – Tak na was czekaliśmy – powiedział na ich powitanie Ahmet Abulchanow, ojciec
      Jachity, gospodarz domu. Zawsze był wobec nich lojalny. Złorzeczył bandytom i
      narzekał na słabego prezydenta Asłana Maschadowa, który nie mógł sobie z nimi
      poradzić. Ahmet uwierzył zapewnieniom generałów, że armia zaprowadzi porządek.
      Jednak żołnierze, którzy rozglądali się po podwórku, krzyczeli coś i byli
      agresywni.

      – Ojciec wyniósł im nasze dowody osobiste – opowiada Jachita. – Ale nie mieli
      ochoty ich oglądać. Jeden z żołnierzy rzucił je w błoto. Zażądali pieniędzy i
      złota. Ojciec poszedł do mieszkającego po sąsiedzku kuzyna i po chwili
      przyniósł pożyczone

      300 rubli (ok. 10 dolarów). Żołnierze zaczęli straszliwie przeklinać i rzucili
      mu banknoty w twarz. Myślisz, że to są pieniądze? – pytali. Ojciec powiedział,
      że kuzyn ma jeszcze trochę dolarów. To ich ostatecznie rozwścieczyło.
      Zaprowadzili go do domu, w którym mieszkał kuzyn z żoną, przyprowadzili tam
      jeszcze jednego sąsiada. I rozstrzelali całą czwórkę. Później pochowano ich na
      podwórku w zbiorowej mogile
      • Gość: Pro-putin Chyba błazenady IP: *.freebsd.lublin.pl 24.10.02, 10:51
        To tak samo jak z Palestyną.Nędzna arabsko-irańska propaganda.To wszystko to
        pestka w porównaniu z masakrą w Mazar.Z tym że tamto to była zwykła agresja.W
        tym przypadku rachunek jest prosty MY lub ONI.Czas wybierać.To gra o
        przetrwanie pomiędzy cywilzacją europejsko-azjatyck-afrykańską a hołotą arabsko-
        irańsko-pakistańsko-kaukaską
      • Gość: Pro-rosjanin Chyba błazenady IP: *.freebsd.lublin.pl 24.10.02, 10:52
        To tak samo jak z Palestyną.Nędzna arabsko-irańska propaganda.To wszystko to
        pestka w porównaniu z masakrą w Mazar.Z tym że tamto to była zwykła agresja.W
        tym przypadku rachunek jest prosty MY lub ONI.Czas wybierać.To gra o
        przetrwanie pomiędzy cywilzacją europejsko-azjatycko-afrykańską a hołotą
        arabsko-irańsko-pakistańsko-kaukaską
    • Gość: Realista Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: EUENTCHEDCISA* / *.pmintl.ch 24.10.02, 10:54
      Ciekawe czy Ochojska nadal bedzie popierać Czeczeńców?
      • Gość: Carlos Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: *.chello.pl / *.chello.pl 24.10.02, 11:05
        NIEPODLEGŁOŚĆ DLA CZECZENI !!!!!!!!!!
    • Gość: diabeł w poczuciu bezkarności IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 11:10
      www.extremum.republika.pl/liberator/liberator_011.html#03_02
      W poczuciu bezkarności - T.T.S
      - Cieszyłam się, kiedy w Czeczenii wojsko rosyjskie rozpoczęło interwencję, by
      rozprawić się z panującym tu bandytyzmem. Ale szybko się rozczarowałam. Jakżeż
      bowiem tak niezdyscyplinowana armia byłaby w stanie przywrócić porządek - mówi
      Ajlita Czegrenowa, pracownica biura prasowego Ministerstwa Finansów w
      prorosyjskim rządzie Czeczenii.
      Nie jest to wcale wypowiedź odosobniona. Z relacji agencji AFP wynika, że
      obecności armii rosyjskiej mają dosyć wszyscy, nawet ci, którzy w październiku
      1999 roku przychylnie czy wręcz z ulgą przyjęli jej wkroczenie do Czeczenii.
      Żołnierze rabują, kradną, plądrują domy, gwałcą, aresztują, kogo chcą,
      torturują podejrzanych, mordują, strzelają do ludzi na ulicy. I są całkowicie
      bezkarni. Wśród Czeczenów mało kto miałby odwagę domagać się, by pociągnięto
      ich do odpowiedzialności. A władz rosyjskich wyczyny żołnierzy nic a nic nie
      obchodzą.
      W szpitalu w Groznym leży 34-letnia Aida. Ma ranę na nodze. Parę dni temu Aida,
      jej siostra i szwagier jechali do tego właśnie, jedynego w Groznym szpitala.
      Siostra zaczynała rodzić. - Po drodze natknęliśmy się na rosyjski czołg.
      Żołnierze zaczęli strzelać. Gdy zobaczyli, że ktoś jest w samochodzie, uciekli -
      opowiada Aida. - Siostra i jej mąż zostali lekko ranni.
      - Gdyby zostali zabici, powiedziano by, że to ofiary czeczeńskich maruderów.
      Ale to Rosjanie są maruderami. To oni, wiecznie pijani, ciągle tylko kręcą się
      w poszukiwaniu wódki i dziewczyn - dorzuca pacjentka z sąsiedniego łóżka.
      W Czeczenii, według oficjalnych danych, stacjonuje obecnie 90 tysięcy żołnierzy
      rosyjskich. Z finansowego punktu widzenia udział w wojnie to dla nich czysty
      interes. Żołd, jaki otrzymują, jest znacznie wyższy od wypłacanego za służbę w
      innych miejscach i innych jednostkach. W wypadku oficerów to równowartość 500-
      600 dolarów miesięcznie, w wypadku żołnierzy - około 200 dolarów. Jeżeli wojna
      się skończy, a armia rosyjska opuści Czeczenię, wojskowi stracą swe dobre i
      pewne dochody. Więc po co mieliby ją kończyć?
      - Rosyjscy wojskowi nie mają żadnego interesu w tym, by w Czeczenii nastąpiła
      normalizacja - uważa jeden z przedstawicieli prorosyjskich władz, który
      zastrzegł sobie anonimowość. - Czeczenia jest mała, zajmuje połowę powierzchni
      Szwajcarii. Dlaczego mimo to nie zdołano dotąd zatrzymać ani Szamila Basajewa,
      ani Chattaba, ani Asłana Maschadowa? Albo armia rosyjska jest najbardziej
      niesprawną armią, jaką widziała ziemia, albo też wojskowi po prostu nie chcą
      ich zatrzymać.
      Choć o wyczynach żołnierzy rosyjskich wiedzą wszyscy, niewielu pokrzywdzonych
      wnosi przeciw nim skargi. - Trudno jest ustalić, ile dziewcząt zgwałcono. One
      wstydzą się, nie chcą o tym mówić. Jeśli zaś złapią chorobę, w ogóle nie
      przychodzą się leczyć - opowiada Mohammed, pielęgniarz ze szpitala.
      Organizacje pozarządowe próbują zbierać informacje o gwałtach, torturach,
      wszelkich nadużyciach. Ale sama dokumentacja nie jest podstawą do wszczęcia
      postępowania karnego. Do sądu trafiają bardzo nieliczne przypadki, takie jak
      sprawa pewnego oficera, oskarżonego o zgwałcenie i zamordowanie 18-letniej
      Czeczenki. Proces trwa już rok. I końca nie widać. T.T.S., AFP
      • Gość: J.K. Diabel, rozumiem Twoje intencje... IP: *.de / 192.120.171.* 24.10.02, 11:22
        ale, co bys nie pisal o bezkarnosci i zbrodniach Rosjan w czeczenii, pozostaje
        faktem, ze dopiero teraz mordy w Czeczeni zaczna sie na dobre (jezeli czeczency
        wysadza ten teatr w Moskwie, wraz z zakladnikami).

        Odpowiedz prosze, to o co pytalem:
        -Dlaczego Czezency nie podkladaja bomb pod koszary i budynki rzadowe w calej
        Rosji...?
        Moze by sobie zaskarbili nawet sympatie Swiata...

        A tak, doprowadza tylko do pogorszena wlasnej sytuacji.
        • Gość: diabeł Re: Diabel, rozumiem Twoje intencje... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 11:29
          Gość portalu: J.K. napisał(a):

          > ale, co bys nie pisal o bezkarnosci i zbrodniach Rosjan w czeczenii,
          pozostaje
          > faktem, ze dopiero teraz mordy w Czeczeni zaczna sie na dobre (jezeli
          czeczency
          >
          > wysadza ten teatr w Moskwie, wraz z zakladnikami).

          D : myślisz, że Rosjanie są w stanie wymyśleć jeszcze większe zbrodnie od
          dotychczasowych? co zrobią? urzyją broni chemicznej?


          >
          > Odpowiedz prosze, to o co pytalem:
          > -Dlaczego Czezency nie podkladaja bomb pod koszary i budynki rzadowe w calej
          > Rosji...?
          > Moze by sobie zaskarbili nawet sympatie Swiata...

          nie sądze. ataki na organy państwowe wywołałoby podobny skutek.
          narazie nie zabili jeszcze tych cywili.
          natomiast Rosjanie zabili setki cywili :
          wiec nie wiem o co ci wreszcie chodzi?!
          >
          > A tak, doprowadza tylko do pogorszena wlasnej sytuacji.

          widocznie muszą mieć sytuacje już tak beznadziejną, że zdecydowali sie na tak
          desperacki krok.
          • Gość: J.K. Juz Ci mowie, po co mi chodzi... IP: *.de / 192.120.171.* 24.10.02, 11:37
            Zakladam, ze Czeczency wcale nie chca zabic tych zakladnikow,
            tylko chca zmusic Rosjan do negocjacji...

            Ale znasz perfidie rosyjskich specsluzb...

            Dostali teraz doskonale oreze do reki...
            Przypuszczam, ze Rosjanie teraz ich sprowokuja, aby wysadzili ten caly teatr
            z ludzmi... albo i o troche im w tym pomoga...
            I potem... Juz beda mieli calkiem wolne rece w Czeczenii...
            • Gość: diabeł Re: Juz Ci mowie, po co mi chodzi... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 12:28
              Gość portalu: J.K. napisał(a):

              > Zakladam, ze Czeczency wcale nie chca zabic tych zakladnikow,
              > tylko chca zmusic Rosjan do negocjacji...
              >
              > Ale znasz perfidie rosyjskich specsluzb...
              >
              > Dostali teraz doskonale oreze do reki...
              > Przypuszczam, ze Rosjanie teraz ich sprowokuja, aby wysadzili ten caly teatr
              > z ludzmi... albo i o troche im w tym pomoga...
              > I potem... Juz beda mieli calkiem wolne rece w Czeczenii...

              z tym wszystkim się zgadzam. ale mnie interesuje inny aspekt......
              co proponujesz, by powstrzymana ludobójstwo na cywilach w Czeczenii ?

              .../Zarina mówi: - Jutro jedziemy do Groznego. Ucieszyłam się bardziej czy
              przestraszyłam? Cztery lata temu dziennikarzom świata i Rosji powiedziano:
              STOP - wjazd do Czeczenii możliwy tylko za zezwoleniem Kremla, czyli
              niemożliwy, jeśli chcesz mówić prawdę. Andriej Babicki - korespondent
              amerykańskiego Radia Swoboda - chciał. Bito go więc w Czernokozowie, w
              najcięższym wówczas, na początku 2000 r., obozie tortur. Przykład
              poskutkował:
              opuszczona przez kamery telewizyjne Czeczenia kona w osamotnieniu. Bo kto nie
              umiera na ekranie, ten - dla świata - nie umiera wcale./.../

              dzisiaj.dziennik.krakow.pl/redirect/?link=Magazyn/01/01.html



    • Gość: diabeł dla miłośników NKWD IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 11:23
      http://www.chechnya.republika.pl/deport.html
      Deportacja Czeczenów i Inguszów w 1944 r.
      Według informacji aparatu bezpieczeństwa ZSRR w 1943 r. w Czeczeno-Inguskiej
      ASRR zamieszkiwało 731,7 tys. osób, w tym 387,8 tys. Czeczenów, 75 tys.
      Inguszów, 205,8 tys. Rosjan i 57 tys. osób innych narodowości. Ludność ta
      mieszkała w 2288 osadach. Na terytorium republiki działało 412 kołchozów: 321
      czeczeńskich, 67 inguskich, 23 rosyjskie i 1 żydowski.


      Robert Conquest, powołując się na płk. Tokajewa, który miał dostęp do
      informacji z najwyższych kręgów władzy, twierdzi, że decyzja wysiedlenia
      Czeczeńców została podjęta wstępnie na wspólnym posiedzeniu Biura Politycznego
      KC WKP(b) i naczelnego dowództwa już 11 lutego 1943 r. Uznano jednak wówczas,
      że z jej wykonaniem należało zaczekać aż front odsunie się dalej od Kaukazu. Do
      prac przygotowawczych przystąpiono jesienią tegoż roku. W październiku grupa
      specjalistów z zastępcą ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego Bogdanem
      Kobułowem na czele została skierowana do Czeczeno-Inguskiej ASRR w celu
      zbadania sytuacji i zebrania materiałów dotyczących antyradzieckiej aktywności.
      Efektem jej prac była Notatka sprawozdawcza o sytuacji w rejonach Czeczeno-
      Inguskiej ASRR, szczegółowo informująca o strukturze ludności, położeniu
      gospodarczym, działalności instancji partyjnych, życiu religijnym
      społeczeństwa. W listopadzie 1943 r. zastępca ludowego komisarza spraw
      wewnętrznych ZSRR W.W.Czernyszow przeprowadził naradę naczelników zarządów NKWD
      Kraju Ałtajskiego i Kraju Krasnojarskiego oraz obwodów omskiego i
      nowosybirskiego. Uczestniczyli w niej także przewodniczący komitetów
      wykonawczych tych jednostek administracyjnych. Na naradzie owej dokonano
      wstępnego oszacowania ilość osób mających podlegać planowanemu przesiedleniu
      oraz określono sposób ich rozmieszczenia deportowanych. Postanowiono, że do
      Kraju Ałtajskiego, Kraju Krasnojarskiego i do obwodu omskiego zostanie
      skierowanych po 35-40 tys. ludzi, natomiast 20 tys. osób zamierzano wysłać do
      obwodu nowosybirskiego. Następnym posunięciem nakazanym przez Berię było
      skierowanie do republiki grup operacyjnych, składających się z 8-12 osób każda,
      które na miejscu miały szczegółowo rozpracować poszczególne elementy operacji.
      Sporządzano spisy ludności, ustalano stan dróg, rozpoznawano leśne dukty i
      szlaki górskie, którymi ewentualnie mogliby uciekać deportowani. Oficjalnie
      pojawienie się tych grup uzasadniano procesem ujawniania się i "legalizacji"
      członków zbrojnych grup i współpracowników niemieckich okupantów. 18 listopada
      Beria zatwierdził plan działań operacyjnych związanych z przygotowaniami do
      przewidywanej deportacji. Plan ten przewidywał m.in. wprowadzenie w górskie
      rejony republiki znacznych sił wojsk NKWD pod szyldem zwykłych oddziałów Armii
      Czerwonej, prowadzących jakoby ćwiczenia w warunkach górskich.

      Ostatecznie plan przymusowego przesiedlenia został opracowany w połowie grudnia
      1943 r. W stosunku do pierwotnych zamierzeń w istotny sposób zmieniono
      przewidywane miejsca osiedlenia deportowanych. Zrezygnowano z wysyłania ich do
      wcześniej wskazywanych obwodów i krajów, lecz postanowiono skierować do
      Kazaskiej SRR. Przewidywano wysłanie 27 tys. osób do obwodu aktiubińskiego, po
      50 tys. do obwodów: północnokazachstańskiego, kustanajskiego, ałmaackiego,
      pawłodarskiego i akmolińskiego, 30 tys. do obwodu karagandyjskiego, 33 tys. do
      obwodu semipałatyńskiego, 45 tys. do obwodu wschodniokazachstańskiego, 15 tys.
      do obwodu kzyłordyńskiego. 35 tys. osób zamierzano wysłać do obwodu oszskiego w
      Kirgizji, 23 tys. do obwodu dżałałabadzkiego, 7 tys. do obwodu tianszańskiego i
      29 tys. do obwodu frunzeńskiego. Przewidywano użycie 14 200 wagonów i 1 000
      platform, co samo w sobie określało rozmach projektowanej operacji. Przyjęto,
      że przesiedleńcy będą mogli zabrać po 500 kg bagażu na rodzinę.

      29 stycznia Beria zatwierdził "Instrukcję o trybie przeprowadzenia wysiedlenia
      Czeczeńców i Inguszów" i jednocześnie powołał kierownictwo operacji w składzie:
      pierwszy zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych Siergiej Krugłow,
      zastępcy ludowego komisarza spraw wewnętrznych Iwan Sierow i Arkadij Appołonow
      oraz zastępca ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego Bogdan Kobułow. To
      zestawienie nazwisk i rang dowodziło jak wielką wagę kierownictwo ZSRR
      przywiązywało do planowanej operacji.

      Formalną decyzję o likwidacji Czeczeno-Inguskiej ASRR i przesiedleniu jej
      czeczeńskich i inguskich mieszkańców podjął Państwowy Komitet Obrony dopiero 31
      stycznia 1944 r., a więc w momencie, gdy przygotowania do deportacji były
      bliskie zakończenia. Natomiast odpowiedni dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRR
      wydało 7 marca 1944 r., a zatem już po przeprowadzeniu całej operacji
      wysiedleńczej. Dekret ów zawierał postanowienie o przesiedleniu wszystkich
      Czeczeńców i Inguszów mieszkających na terytorium Czeczeno-Inguskiej ASRR (a
      także w przylegających do niej rejonach) do innych części ZSRR, oraz o
      likwidacji samej tej republiki. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR została
      zobowiązana do przydzielenia wysiedlonym ziemi w nowych miejscach zamieszkania
      oraz do udzielenia im pomocy w zagospodarowaniu się. Dekret ów uzasadniał
      powzięte decyzje tym, że w czasie wojny, a zwłaszcza w okresie niemieckich
      działań na Kaukazie, liczni Czeczeńcy i Ingusze zdradzili ojczyznę,
      przechodzili na stronę faszystów, wstępowali do oddziałów dywersyjnych i
      zwiadowczych kierowanych przez Niemców na tyły Armii Czerwonej, tworzyli na
      polecenie Niemców zbrojne bandy w celu walki przeciw władzy radzieckiej, a
      także tym, że na przestrzeni wielu lat liczni Czeczeńcy i Ingusze uczestniczyli
      w antyradzieckich wystąpieniach zbrojnych i miast zajmować się uczciwą pracą
      podejmowali bandyckie napady na kołchozy sąsiednich obwodów, grabiąc i
      zabijając wielu ludzi. Wiele światła na rzeczywiste motywy decyzji o deportacji
      rzuca raport Sz.Cerietelego, kierującego w republice czeczeno-inguskiej
      zwalczaniem "bandytyzmu". Informował on Berię: "W ciągu sześciu miesięcy przed
      wysiedleniem działalność bandycko-powstańcza sił antyradzieckich w Czeczenii i
      Inguszetii była niemal całkowicie sparaliżowana, zarówno na drodze legalizacji,
      jak i likwidacji dużych band [...]". Z tegoż dokumentu wynika zresztą, że skala
      owego "bandytyzmu" była w istocie niewielka: od września 1942 r. do lutego 1944
      r. zlikwidowano 87 grup liczących 720 członków, w toku tych operacji zabito 24
      osoby, aresztowano 191, zalegalizowano 505 osób.

      17 lutego 1944 r. Ławrientij Beria poinformował Państwowy Komitet Obrony, że
      przygotowania do operacji deportacyjnej dobiegały końca. Na listach
      przewidzianych do wywiezienia znajdowało się 453 486 osób. Było to więc o ok.
      40 tys. mniej niż przewidywano w grudniu.

      Data deportacji została ostatecznie naznaczona na 23 lutego 1944 r. Do jej
      przeprowadzenia i zabezpieczenia ściągnięto z innych obwodów 19 tys.
      funkcjonariuszy NKWD, NKGB i "Smiersza", 100 tys. oficerów i żołnierzy wojsk
      NKWD, z których część brała wcześniej udział w wysiedlaniu Karaczajów i
      Kałmuków. Przygotowano odpowiednią ilość koni, wyremontowano niezbędne odcinki
      dróg i mostów. Jeszcze na początku stycznia 1944 r. do osad czeczeńskich i
      inguskich przybyły pododdziały wojskowe, rzekomo w celu zwalczania band i
      odbywania ćwiczeń, faktycznie dla rozpoznania lokalnej sytuacji oraz dokładnego
      przygotowania się do operacji wysiedleńczej.

      O przygotowywanej operacji wiedzieli nie tylko jej projektanci i przyszli
      realizatorzy, ale także przynajmniej część kierownictwa republiki czeczeno-
      inguskiej i kierownictwo aparatu bezpieczeństwa sąsiedniego Dagestanu. Pogłoski
      o nadchodzacej deportacji krążyły także wśród mieszkańców republiki.

      20 lutego 1944 r. do Groznego przybyli Ławrientij Beria, Iwan Sierow, naczelnik
      sekretariatu NKWD Stiepan Mamułow oraz Bogdan Kobułow. Mieli na mi
      • Gość: diabeł i dla miłośników Stalina i Putina IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 11:33
        20 lutego 1944 r. do Groznego przybyli Ławrientij Beria, Iwan Sierow, naczelnik
        sekretariatu NKWD Stiepan Mamułow oraz Bogdan Kobułow. Mieli na miejscu
        nadzorować ostatnie przygotowania. Uzupełniono siły przewidziane do
        zabezpieczenia operacji i sformowano eszelony kolejowe. Do przewozu
        wysiedleńców do miejsc formowania eszelonów wykorzystano samochody przekazane
        Związkowi Radzieckiemu przez USA w ramach pomocy wojennej. Przewidziano
        wysiedlenie w pierwszym etapie 310 620 Czeczenów i 81 100 Inguszów, tj. ludność
        z nizinnych i łatwiej dostępnych górskich rejonów republiki. Beria, który
        zdecydował się osobiście nadzorować całą operację, w telegramie do Stalina
        wysłanym 17 lutego zapowiadał wysiedlenie 456 486 ludzi, włączając w to także
        Czeczenów i Inguszów zamieszkałych w rejonach Dagestanu graniczących z Czeczeno-
        Inguszetią oraz we Władykawkazie. Uwzględniając pozostające do dyspozycji siły
        i środki oraz specyfikę działania w rejonach górskich, przewidywano, że cała
        operacja potrwa 8 dni, przy czym w ciągu pierwszych 3 dni miała zakończyć się
        na terenach nizinnych i przedgórzu, obejmując w tym okresie ponad 300 tys.
        osób. W kolejnych dniach przewidywano wysiedlenie pozostałych 150 tys. z
        obszarów górskich. W toku przygotowań do wysiedlenia dokonywano
        swoistej "racjonalizacji" organizacji. Skoro odnotowano wśród podlegających
        deportacji wielką liczbę dzieci, postanowiono zwiększyć zagęszczenie w
        wagonach. Przecież dzieci potrzebowały mniej miejsca niż dorośli. Salomon
        Milsztejn, szef III Zarządu NKGB poinformował więc swego zwierzchnika Bogdana
        Kobułowa, że w każdym wagonie ulokuje się nie 40 - jak pierwotnie planowano -
        lecz 45 osób, a wobec niewielkiej ilości rzeczy, jakie pozwalano zabrać
        wysiedlanym zrezygnowano z praktykowanego wcześniej włączania do eszelonów
        odrębnych wagonów bagażowych.

        Operacja zaczęła się 23 lutego o świcie. Aby ułatwić sobie zadanie,
        organizatorzy deportacji na godziny ranne wyznaczyli w poszczególnych
        miejscowościach i osadach uroczyste obchody rocznicy powstania Armii Czerwonej.
        Pozwoliło to na zgromadzenie w określonych miejscach całej męskiej ludności i
        skierowanie jej - praktycznie bez oporu - do punktów zbornych. "Rankiem 23
        lutego 1944 roku na wszystkich placach i na skrajach osad na górali skierowano
        automaty i karabiny maszynowe: ogłaszano rozkaz PKO, rewidowano i kierowano na
        stacje kolejowe. Następnie zaczynała się druga część 'scenariusza': do
        wszystkich gospodarstw wchodzili uzbrojeni w automaty żołnierze na czele z
        oficerem lub podoficerem, dawali 10-15 minut na spakowanie się i wyganiali
        bezbronnych starców, dzieci i kobiety z domów, chorych ściągali z łóżek. Za
        ujawnienie niezadowolenia - rozstrzelanie! Za próbę ucieczki - rozstrzelanie!
        Za nieprawidłowe zrozumienie rozkazu - rozstrzelanie! Ogłaszano to po rosyjsku,
        chociaż wielu tego języka nie rozumiało". Zdając sprawę z pierwszego dnia
        deportacji, Beria informował Stalina, że już do 11 rano z miejsc zamieszkania
        wywieziono 94741 osób, spośród których ponad 20 tys. zdołano załadować do
        eszelonów. "Wysiedlenie przebiega normalnie" - pisał. - "Zdarzeń zasługujących
        na uwagę nie było. Miało miejsce 6 przypadków prób sprzeciwu ze strony
        pojedynczych osób, które ukrócono aresztowaniami i użyciem broni". Z różnych
        powodów aresztowano 842 osoby. Następnego dnia Beria telegrafował do Stalina z
        następującą informacją: "Do rana 24.02. wywieziono z punktów zamieszkania 333
        tys. 739 osób, z której to liczby załadowano do transportów kolejowych 176 tys.
        950 osób. W drugiej połowie dnia 23 lutego prawie we wszystkich rejonach
        Czeczeno-Inguszetii spadł obfity śnieg, w związku z czym powstały utrudnienia w
        przewozie ludzi, szczególnie w rejonach górskich". 26 lutego Beria doniósł zaś,
        że do wieczora poprzedniego dnia do eszelonów załadowano 342647 osób i 86
        transportów zostało odprawionych do miejsc przeznaczenia. Po raz kolejny
        zapewniał przy tym Stalina, że operacja przebiegała "normalnie".

        W rzeczywistości dni te obfitowały w krwawe zbrodnie. Ofiarami padali i ci,
        którzy po prostu nie chcieli porzucić ojcowizny, i ci, którzy usiłowali uciec
        przed wywiezieniem, i ci, którzy źle wykonywali rozkazy, i ci, którzy nie byli
        w stanie w odpowiednim tempie maszerować do punktów zbornych. Już pierwszego
        dnia operacji, gdy wysiedlano mieszkańców nizinnych terenów Czeczenii, zginęły
        setki niewinnych ludzi. Zwłaszcza w górskich rejonach, gdzie fizyczną
        niemożliwością było usunięcie ludności w ciągu zaplanowanego czasu, dochodziło
        do masowych zbrodni: kobiety, dzieci, starców i nielicznych mężczyzn
        rozstrzeliwano, topiono w jeziorach, palono i zakopywano żywcem. To wszystko
        Beria nazywał "normalnym" przebiegiem operacji. Trudno dokładnie ocenić
        wielkość strat poniesionych przez ludność w trakcie samej operacji wysiedlania.
        Wiadomo, że w jednej tylko miejscowości Chajbach 27 lutego zamordowano ok. 700
        osób, wśród nich zarówno ponad 100-letnich starców, jak i noworodki, mężczyzn w
        sile wieku, kobiety i dzieci. Przejmujący opis tej zbrodni pozostawił oficer
        NKWD: "Ponieważ stałem przed samym wejściem, dokładnie wiem, że w stajni
        zebrało się nie mniej niż 650-700 osób. Górale przychodzili niczego nie
        podejrzewając. [...] Kiedy wszyscy mieszkańcy okolicznych chutorów zebrali się,
        wrota stajni silnie zamknięto. Naczelnik Dalekowschodniego Zarządu Krajowego
        NKWD komisarz bezpieczeństwa państwowego 3 rangi Gwisziani wydał rozkaz
        podpalenia. Uświadomiłem sobie nagle co stanie się z tymi ludźmi. Podskoczyłem
        do Gwisziani i mówię: ŤZatrzymajcie ludzi, co wy robicie?!ť Gwisziani spokojnie
        odpowiedział: ŤCi ludzie są niezdatni do transportu, ich należy unicestwić...ť
        [...] Gdy stajnie objęły płomienie, wielkie, silnie umocnione wrota pod
        naciskiem ludzi runęły i poprzez ogień tłum oszalałych ludzi wysypał się na
        zewnątrz. Gwisziani dał rozkaz: ŤOgnia!ť Z dziesiątków luf rozległa się
        automatyczna i maszynowa palba. Biegnący na przedzie padając tarasowali
        wyjście, cała góra trupów przegrodziła drogę biegnącym. Nikt nie wyrwał się z
        ognia i blokady automatów. Ani jeden się nie uratował". W innych miejscach
        zaginęły dalsze dziesiątki i setki ofiar - w sumie zapewne parę tysięcy, choć
        do dziś dokładnego zestawienia nie udało się sporządzić. Podawana przez
        rosyjskich badaczy liczba 50 zabitych w czasie operacji z pewnością nie jest
        wiarygodna.

        Jakkolwiek grupy deportacyjne działały nadzwyczaj sprawnie i z wielką
        brutalnością, to jednak operacja przeciągnęła się ponad zaplanowane 8 dni. 1
        marca Beria donosił Stalinowi, że do 29 lutego wysiedlono 478 479 osób, w tej
        liczbie 91 250 Inguszów. Już 159 eszelonów odprawiono do miejsc przeznaczenia.
        Wysiedlonych było zatem znacznie więcej niż pierwotnie przewidywano. A w
        niedostępnych okolicach górskich pozostało jeszcze ok. 6 tys. Czeczenów,
        których zamierzano objąć operacją w ciągu najbliższych dwóch dni. Beria
        informował też Stalina, że w toku przygotowań do deportacji i w trakcie jej
        prowadzenia łącznie aresztowano 2016 osób oraz skonfiskowano 20 072 sztuki
        broni palnej, w tym 479 karabinów maszynowych i automatów.

        29 lutego specjalnym transportem, bez konwoju, do Ałma Aty wysłano kierownictwo
        republiki autonomicznej z przewodniczacym rady komisarzy ludowych i
        przewodniczącym prezydium rady najwyższej na czele. Mieli być wykorzystani w
        Kazachstanie w do dalszej pracy.

        Transport odbywał się prawie miesiąc, w bydlęcych wagonach, w tłoku, w bardzo
        złych warunkach sanitarnych, czego efektem była epidemia tyfusu. Gdy pociągi
        zatrzymywały się na postojach, wzdłuż torów, w śniegu chowano umarłych.

        Pierwsze eszelony na miejsce przeznaczenia docierały w połowie marca. Z
        datowanego 17 marca 1944 r. meldunku zastępcy naczelnika zarządu transportu
        NKGB ZSRR Wołkowa i naczelnika oddziału przewozów NKWD ZSRR D.W.Arkadjewa
        wynikało, że spośród 180 odprawio
        • Gość: kika Re: i dla miłośników Stalina i Putina IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.10.02, 11:47
          Bardzo trudno akceptowac jakikolwiek gwalt i terror, mozna
          jedynie miec nadzieje,ze gotowi na wszystko Czeczeni chca
          zwrocic na siebie uwage, a nie zamordowac zakladnikow.W ostatnim
          roku stracili wszystkich sprzymierzencow, Putin zaskarbil sobie
          powszechna akceptacje i cokolwiek rosjanie zrobia w Czeczenii
          zrobia to calkowicie bezkarnie. Rosyjscy oficerowie, ktorzy na
          wojnie w Cz. zbijaja fortuny na pewno sa zainteresowani zeby ta
          wojna trwala w nieskonczonosc. Ciekawe sa opinie jakie mozna
          uslyszec od dawnych "afgancow" - oficerow, na temat
          konkurencyjnych oficerow "czeczencow" i na temat samej wojny.
          My o tej wojnie wiemy tak malo.
          Rozumiem desperacje narodu, ktory jak wiele innych malych
          narodow pod panowaniem rosyjskim ulegnie zagladzie przy
          zadowolonej aprobacie calego swiata, ale bardzo trudno
          zaakceptowac to co moze sie stac w najblizszych dniach.
        • Gość: diabeł historia konfliktu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 12:15

          U progu czasów nowożytnych Północny Kaukaz był regionem o niezwykle złożonym
          układzie etnicznym. Na zachodzie mieszkały plemiona czerkiesko-adygejskie,
          Kabardyjczycy i inni, w środkowej części Karaczajowie, Bałkarzy i
          Kabardyjczycy, na wschodzie - Ingusze i Czeczeni, w Dagestanie - Kumykowie i
          inne plemiona. Walka między Turcją a Persją o podporządkowanie sobie ludów
          Kaukazu i wojny feudalne między niewielkimi księstwami kaukaskimi ułatwiły
          ustanowienie wpływów rosyjskich. Już w drugiej połowie XVI w. Moskwa dokonała
          pierwszych kroków ku podporządkowaniu sobie całego Północnego Kaukazu, gdyż
          niektórzy książęta czerkiescy i kabardyjscy uznali się jej wasalami w celu
          uzyskania pomocy przed Turcją i Persją. Wzmocnieniu pozycji Rosji na wschodzie
          regionu służyła wyprawa Piotra I w 1722 r. wzdłuż wybrzeży Morza Kaspijskiego.
          W jej wyniku pod zwierzchnictwo Rosji przeszła sąsiadująca z Czeczenią część
          Dagestanu. Ostatecznie w końcu XVIII w. granica imperium rosyjskiego oparta
          została na linii rzeki Terek. Czeczenia i niektóre inne terytoria
          północnokaukaskie pozostawały swoistą wyspą na styku posiadłości rosyjskich,
          tureckich i perskich.

          Na początku XIX w. ustrój Czeczenii zdominowany był przez "wolne gromady"
          oparte na stosunkach patriarchalno-rodowych. Rozwijające się elementy
          feudalizmu prowadziły już jednak do dyferencjacji socjalnej i wykształcania się
          sprzeczności między warstwami społecznymi.


          Opanowanie Północnego Kaukazu przez Rosję
          W 1815 r. carat przystąpił do systematycznego podboju północnego i wschodniego
          Kaukazu. Świadomie dążono przy tym do wyparcia miejscowej ludności z żyznej
          doliny rzeki Sunży w góry, nie stroniąc od palenia aułów i mordowania ich
          mieszkańców. Na równinach budowano drogi i twierdze, m.in. Grozny. Na szeroką
          skalę stosowano rozdawnictwo ziemi oficerom i urzędnikom carskim, a zwłaszcza
          Kozakom, których stanice stawały się punktem oparcia dla polityki kolonialnej.
          Jakkolwiek Kaukaz wschodni i północny uważano już za formalnie podbity, to
          ludność górska w rzeczywistości stawiała nieustanny opór. Pomyślne dla Rosji
          zakończenie wojen z Persją i Turcją oraz umocnienie pozycji na Zakaukaziu
          umożliwiło rozwinięcie na szeroką skalę działaś mających raz na zawsze złamać
          opór górali. Odpowiedzią na to ze strony rodzimych mieszkańców tych obszarów
          była walka o niepodległość podjęta pod religijnymi sztandarami tzw. murydyzmu.

          murydyzm był odłamem islamu głoszącym konieczność moralnego doskonalenia się i
          całkowitą równość wszystkich "prawowiernych". Naukę tę łączono z
          hasłami "świętej wojny" o powszechne zwycięstwo islamu. Na terenie Kaukazu
          przybierało to specyficzny charakter, przyoblekając się w postulat zrzucenia
          panowania "niewiernych" kolonizatorów rosyjskich. Wśród muzułmańskiej ludności
          Północnego Kaukazu murydyzm zyskał znaczną popularność. W 1827 r. na jego czoło
          wysunął się Gazi Mohammed. W latach 1830-1832 dokonał wielu pomyślnych operacji
          wojennych, podejmując zarazem dzieło stworzenia sprawnego organizmu państwowego
          Uzyskując tytuł imama, skupił w swym ręku władzę wojskową, religijną i cywilną.
          Gazi Mochammed poległ wprawdzie w 1832 r. w walce z Rosjanami, a wkrótce
          zamordowany został jego następca Gamzat-bek, lecz kolejny imam Osman Szamil
          okazał się najwybitniejszym przywódcą walki wyzwoleńczej przeciw caratowi.
          Szamil zmobilizował kilkudziesięciotysięczną armię, podporządkował sobie niemal
          całą Czeczenię i górny Dagestan. Lgnęły do niego masy ludowe, spodziewając się
          zniesienia ucisku feudalnego.

          Szamil stworzył system teokratyczno-militarny, w ramach którego zlikwidował
          odwieczne przywileje miejscowych chanów i beków, skasował władzę
          administracyjną i sądowniczą feudałów, przejął na rzecz pastwa ziemię należącą
          do meczetów. Starał się popierać handel, zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny,
          a także rozwój rzemiosła. Splatanie się elementów scentralizowanego pastwa z
          patriarchalną demokracją rodziło jednak sprzeczności, sprzyjające odradzaniu
          się form feudalnych, zwłaszcza ze strony lokalnych namiestników imama.
          Długoletnia walka z Rosją wyczerpała ekonomiczne i wojskowe bojowników
          północnokaukaskich. Po zakończeniu w 1856 r. wojny krymskiej na Kaukaz
          przerzucono nowe wojskowe siły rosyjskie, które do połowy 1859 r. opanowały
          Czeczenię, spichlerz państwa Szamila. W sierpniu 1859 r. padł ostatni punkt
          oporu Szamila, a on sam dostał się do niewoli rosyjskiej. Praktycznie
          zakończyło to podbój przez Rosję północno-wschodniego Kaukazu i Czeczenia stała
          się częścią imperium rosyjskiego. Nastąpiła intensyfikacja procesów
          kolonizacyjnych. Wiosną 1877 r. na wieść o niepowodzeniach rosyjskich w wojnie
          z Turcją na wschodnim Kaukazie ponownie wybuchło powstanie, którego ośrodkiem
          była Czeczenia. Zmiana sytuacji na froncie rychło jednak przekreśliła nadzieje
          na pomoc turecką, a jesienią wojska carskie stłumiły insurekcję. Opór górali
          jednak tlił się nieustannie, podsycany przez emigrantów oraz sułtańską Turcję.


          Zmiany etniczno-demograficzne
          Częste wojny oraz świadome działania kolonizacyjne wydatnie wpływały na oblicze
          etniczno-demograficzne Północnego Kaukazu. Nakładały się na to czynniki
          ekonomiczne, a zwłaszcza głód ziemi, który ujawnił się już wyraźnie w XVIII w.,
          a w wieku następnym przybrał dramatyczny charakter, skłaniając ludy górskie do
          przenoszenia się na równiny.

          Wojna kaukaska przyniosła zmiany na mapie etnicznej północno-wschodniego
          Kaukazu, a zwłaszcza uwidoczniły się one w zachodniej części Czeczenii, w tzw.
          Małej Czeczenii. Od przełomu lat 40. i 50. znaczna część ludności tej krainy w
          rezultacie działaś wojennych uciekała w góry oraz przenosiła się do tzw.
          Wielkiej Czeczenii, wskutek czego rosła w tej ostatniej rosła liczba ludności,
          a jednocześnie następował jej ruch ku równinom, gdzie powstawały nowe osady. Po
          zakończeniu wojny nastąpiła masowa migracja rdzennej ludności do Turcji,
          wymuszona po części przez zwycięski carat, a częściowo będąca skutkiem
          poszukiwania lepszych warunków bytu. W sumie w latach 1858-1865 przesiedliło
          się z Kaukazu do Turcji niemal 500 tys. osób. Migracja ta objęła przede
          wszystkim ludy zachodniokaukaskie, ale i ok. 39 tys. Czeczenów. Wobec trudnych
          warunków życia w Turcji wielu przesiedleńców usiłowało później wracać do
          ojczyzny, także nielegalnie przekraczając granicę.

          Wspomniany już brak ziemi w górskich okolicach, datujący już z poprzednich
          wieków, w drugiej połowie XIX w. przybrał nader znaczące rozmiary. W efekcie
          nastąpił proces przesiedlania górali na równiny. Migracja Czeczenów szczególnie
          intensywnie występowała we wschodnich rejonach Czeczenii. Ruch ku równinom
          powodował tworzenie osiedli odmiennych w swym charakterze od górskich osad,
          wykraczających poza ramy związków rodzinno-rodowych, nie zmieniał natomiast
          struktury rdzennej ludności. W 1897 r. wśród Czeczenów 99,7 % była to ludność
          wiejska. Równocześnie w ostatnim trzydziestoleciu XIX w. nasilił się proces
          osadnictwa na Północnym Kaukazie przedstawicieli różnych narodowości
          pochodzących spoza tego regionu, zwłaszcza Rosjan i Ukraińców Ludność rosyjska
          napływała na te tereny już od XVI w., początkowo żywiołowo, od XVIII w. w dużym
          stopniu w sposób zorganizowany. Byli to wówczas głównie Kozacy dońscy, ale
          także chłopi z centralnej Rosji. Procesy migracyjne z jednej strony, a
          arbitralne ustanawianie granic administracyjnych z drugiej powodowało, iż
          większość jednostek terytorialnych nie miało jednorodnego składu etnicznego.


          Pod radzieckim panowaniem
          Rewolucja lutowa w 1917 r. obaliła carat, co zdawało się zapowiadać lepsze
          czasy dla uciemiężonych przezeń ludów. Rewolucja bolszewicka, wypisawszy na
          swych sztandarach prawo narodów do samostanowienia, zdawała się potwierdzać
          rozpad dawnego imperium. Zresztą bolszewicy zajęci walką o utrwalenie swej
          władzy w Rosji i nie dysponujący na Północnym Kaukazie wpły
          • Gość: diabeł historia konfliktu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 12:19
            Zresztą bolszewicy zajęci walką o utrwalenie swej władzy w Rosji i nie
            dysponujący na Północnym Kaukazie wpływami nie wydawali się zagrożeniem dla
            ruchów wyzwoleńczych na tym terenie. Już wiosną 1917 r. reprezentanci narodów
            północnokaukaskich podjęli działania na rzecz stworzenia odrębnego organizmu
            państwowego, które w listopadzie tegoż roku zaowocowały powołaniem do życia
            Republiki Górskich Narodów Północnego Kaukazu. Mimo współpracy z Kozakami
            kubańskimi, Nogajcami i Kałmukami nie udało się powstrzymać naporu wojsk
            bolszewickich, które na początku 1918 r. zajęły Północny Kaukaz. Liderzy ruchu
            wyzwoleńczego uzyskali jednak pomoc Turcji. Bazując na tym ponownie ogłosili
            niepodległość Północnego Kaukazu w maju 1918 r., a następnie korzystając z
            pomocy wojsk sułtańskich oczyścili ojczyznę z bolszewików. Rychło jednak
            większa część Północnego Kaukazu znalazła się w rękach Armii Ochotniczej
            Denikina, której celem było restaurowanie Rosji w jej przedwojennych granicach,
            co kolidowało z wolnościowymi dążeniami narodów ujarzmionych przez carską
            Rosję. Zimą 1919/1920 w walce z wojskami Denikina do Północnego Kaukazu doszła
            ponownie Armia Czerwona. Republika północnokaukaska znalazła się w ten sposób w
            obliczu dwóch przeciwników, z których każdy dążył do opanowania całego
            terytorium dawnego imperium.

            Latem 1920 r. Armia Czerwona zajęła Republikę Północnokaukaską ustanawiając tam
            panowanie bolszewików. Na miejsce zlikwidowanej republiki stworzyli tam oni
            dwie jednostki państwowe: Radziecką Republikę Dagestanu i Radziecką Republikę
            Górską, do której włączyli Czeczono-Inguszetię, Czerkiesję, Osetię i Karaczajo-
            Bałkarię. W pierwszym okresie panowania na Północnym Kaukazie bolszewicy
            zabiegali o realizację niektórych przynajmniej interesów rdzennej ludności,
            m.in. podejmując działania na rzecz zaspokojenia głodu ziemi i zwiększenie
            możliwości migracji górali na równinę. Powiązano to z uderzeniem w kozactwo
            terskie, podejrzewane o wrogość wobec nowego reżimu. Już w 1920 r. dokonano
            przymusowego wysiedlenia w większości rosyjskiej z pochodzenia ludności stanic
            sunżańskich, a ziemię po niej przekazano w znacznej części Czeczenom. Bojąc się
            równocześnie narodowej i politycznej konsolidacji górali w pojedynczym
            organizmie państwowym, bolszewicy poczęli dzielić Republikę Górską. We wrześniu
            1921 r. od Górskiej ASRR odłączono Kabardę, tworząc z niej obwód autonomiczny.
            Na początku 1922 r. dołączono do niego Bałkarię ustanawiając autonomiczny obwód
            kabardyjsko-bałkarski. Na podstawie kolejnych dekretów Centralnego Komitetu
            Wykonawczego Rosyjskiej FSRR w latach 1922-1924 powstały dalsze obwody
            autonomiczne: karaczajo-czerkieski, adygejski, czeczeński, inguski i
            północnoosetyński. Formalnie było to zgodne z hasłami narodowościowymi
            bolszewickiej rewolucji, faktycznie jednak autonomia była nominalna, a o
            składzie i poczynaniach miejscowych władz rozstrzygała Moskwa. W kwietniu 1926
            r. karaczajo-czerkieski obwód autonomiczny podzielono, a zjednoczono we
            wspólnym obwodzie Czeczenów z Inguszami. W grudniu 1936 r. obwody autonomiczne
            kabardyjsko-bałkarski, czeczeńsko-inguski i północnoosetyński przemianowane
            zostały na republiki autonomiczne. Taka struktura administracyjna przetrwała do
            1943 r. Te podejmowane arbitralnie decyzje, nie liczące się z rzeczywistym
            układem narodowościowym i dążeniami zainteresowanych społeczeństw świadczyły o
            kolonialnym charakterze polityki Moskwy wobec Północnego Kaukazu kierującej się
            zasadą "divide et impera" maskowaną pięknymi hasłami. W latach dwudziestych,
            gdy realizowano politykę tzw. autochtonizacji (korenizacji) dbano jeszcze o
            odpowiedni odsetek miejscowej ludności we władzach partyjnych i państwowych,
            starano się stwarzać warunki rozwoju lokalnej kultury narodowej. Już pod koniec
            tej dekady politykę narodowościową zdominowały hasła walki z nacjonalizmem, pod
            który podciągano niemal każdy przejaw patriotyzmu, dumy narodowej i troski o
            tożsamość etniczną, nawet jeśli był on związany ideologicznie i politycznie z
            komunizmem. Postępował stały napływ na tereny Północnego Kaukazu ludności
            rosyjskiej, co komplikowało miejscowe stosunki zarówno w sensie etnicznym, jak
            i socjalnym.


            Terror w latach trzydziestych
            Przymusowa kolektywizacja rolnictwa rozpoczęta w 1929 r. wywołała na Północnym
            Kaukazie zdecydowany opór. Rozpętana zaś wówczas walka z tzw. kułakami na
            obszarze Czeczenii w istocie rzeczy nie miała żadnego sensu, bowiem na
            równinnych obszarach tej krainy ziemia, woda i lasy były z reguły wspólną
            własnością i tylko w górach rodziny miały swą odrębną własność, w olbrzymiej
            większości przypadków z trudem zapewniającą im egzystencję. Tymczasem przy
            akompaniamencie siejącej nienawiść propagandy na szeroką skalę przebiegały
            konfiskaty, aresztowania i deportacje całych rodzin. Czeczeni dzielili losy
            całej tzw. kułackiej zsyłki. Odpowiedzią na kolektywizację i związaną z nią
            falę represji stanowił czynny opór, który wiosną 1932 r. w górach Czeczenii
            przybrał formę walki zbrojnej. Spory wśród historyków budzi określanie tych
            wydarzeń mianem powstania, co tłumaczyć można obawą przed uleganiem optyce
            władz bezpieczeństwa, które celowo wyolbrzymiały zakres walk, by usprawiedliwić
            masowe represje. Faktem pozostaje, że do złamania oporu górali użyto nie tylko
            formacji policyjnych, ale regularnych oddziałów Armii Czerwonej: pięciu dywizji
            piechoty, pododdziałów ze szkół kawalerii z Władykawkazu i Krasnodaru,
            jednostek strzelców górskich, artylerii i lotnictwa. Spotkały się one w górach
            i lasach z przeciwnikiem stosującym taktykę partyzancką. Równolegle stosowano
            propagandę zapewniającą o poszanowaniu zasady dobrowolności przy tworzeniu
            kołchozów i zapowiadającą amnestię dla uczestników walk, jeśli złożą oni broń i
            wrócą do domu. W obliczu przytłaczającej przewagi przeciwnika, stosowania na
            masową skalę brutalnych represji i braku nadziei na zmianę sytuacji większość
            powstańców dała wiarę tym obietnicom i zaprzestała walki. Jednakże niezwłocznie
            po powrocie bojowników do domów rozpoczęły się aresztowania, które w samej
            tylko Czeczeno-Inguszetii objęły ok. 35 tys. osób.

            Kolektywizacja, tak jak w całym ZSRR, została wszakże przeprowadzona. Do
            początków 1938 r. na terenie Czeczeno-Inguszetii formalnie powstało 490
            kołchozów obejmujących 69 400 domostw i 3/4 użytków rolnych republiki.
            Faktycznie jednak w tymże roku ponad 17 % kołchoźników nie przepracowało ani
            jednej dniówki, a dalsze 46 % najwyżej 50 dniówek. Oznaczało to uchylanie się
            od pracy w kołchozach i było formą oporu przeciw narzuconym rozwiązaniom.
            Równocześnie w wielu wypadkach struktura kołchozowa była tylko kamuflażem dla
            trwania wcześniejszych form stosunków społeczno-gospodarczych, wywodzących się
            z organizacji rodowej. W górach, w tarasowym systemie uprawy, mimo formalnego
            istnienia 158 kołchozów obejmujących 99,8 % gospodarstw, faktycznie nadal
            podstawową formą była gospodarka indywidualna.

            Następne lata przyniosły tylko minimalne uspokojenie. Elita narodowego
            sprzeciwu została wytępiona lub izolowana, tzw. klasy eksploatatorskie
            zniszczono, oporni znaleźli się na Syberii. Wydawało się, że terror na wielką
            skalę nie miał już nawet teoretycznego uzasadnienia. W 1936 r. wchodzi w
            życie "najbardziej demokratyczna", tzw. stalinowska konstytucja ZSRR. W grudniu
            tegoż roku dotychczasowe obwody autonomiczne kabardyjsko-bałkarski, czeczeńsko-
            inguski i północnoosetyński zostają podniesione do rangi republik
            autonomicznych. Jest to wszakże gest bez większego znaczenia. Autonomia była
            nominalna, a odgrywający główną rolę we władaniu tymi regionami funkcjonariusze
            partyjni i państwowi byli wyznaczani przez Moskwę i przed nią odpowiedzialni.
            Era autochtonizacji (korenizacji) należała już do przeszłości. Co więcej - w
            latach trzydziestych intensywnie zwalczano jej efekty, a zwłaszcza skłonnoś
            • Gość: diabeł historia konfliktu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 12:22
              Co więcej - w latach trzydziestych intensywnie zwalczano jej efekty, a
              zwłaszcza skłonność narodowych kadr komunistycznych do dbałości ograniczone
              choćby respektowanie interesów narodowych i do łączenia idei komunistycznych z
              narodowymi tradycjami, do rzeczywistej autonomii narodowo-kulturalnej.

              Pół roku po utworzeniu republik autonomicznych Północny Kaukaz objęła kolejna
              fala terroru. 31 lipca 1937 r. NKWD na podstawie z góry przygotowanych list
              dokonuje masowych aresztowań Transportowano ich do Groznego. W tamtejszym
              więzieniu znalazło się ok. 5 tys. aresztowanych, kolejne 5 tys. zgrupowano w
              pomieszczeniach trustu naftowego, ponad 3 tys. w innych miejscach. Po tym
              zmasowanym uderzeniu aresztowania na mniejszą skalę kontynuowano aż do
              początków 1938 r. Dotknęły w pierwszej kolejności nową, narodową inteligencję
              ukształtowaną już w systemie radzieckim, zwłaszcza w dobie "korenizacji".
              Ofiarą terroru padli członkowie obwodowych komitetów partyjnych, rządów
              republikańskich, rad różnych szczebli i komitetów wykonawczych, dziennikarze,
              pisarze, naukowcy. Wysuwano pod ich adresem najbardziej absurdalne oskarżenia o
              działalność antypartyjną i antyradziecką. NKWD sformułowało tezę o istnieniu w
              Czeczeno-Inguszetii nacjonalistycznego ośrodka kontrrewolucyjnego. Bezpośrednio
              o przynależność do owego centrum kontrrewolucyjnego oskarżono 137 osób. Wielu
              nie przeżyło długotrwałego śledztwa, wielu skazano na śmierć, innych na
              pozbawienie wolności od 7 do 25 lat. Pod rozmaitymi innymi zarzutami
              represjonowano tysiące ludzi. NKWD masowo aresztowało także bezpartyjnych
              przedstawicieli stosunkowo nielicznej przedrewolucyjnej inteligencji, lojalnie
              pracujących w różnych instytucjach od czasu zajęcia przez bolszewików
              Północnego Kaukazu.

              Represje skierowane były nie tylko przeciw ludziom, ale i przeciw kulturze, a
              zwłaszcza literaturze. Pod pretekstem likwidacji owoców działania wrogów ludu,
              burżuazyjnych nacjonalistów, reprezentantów panturkizmu i panislamizmu,
              trockistów i bucharinowców niszczono literaturę w językach narodowych, zarówno
              oryginalną, jak i tłumaczoną, włączając w to podręczniki szkolne, beletrystykę,
              literaturę naukową i techniczną, publikacje polityczne i propagandowe, w tym
              przekłady klasyków marksizmu. Ukoronowaniem tego mordu na kulturze narodów
              Północnego Kaukazu było narzucenie cyrylicy w miejsce alfabetu łacińskiego
              Nie należy zapominać także o walce z religią muzułmańską W 1921 r. na Północnym
              Kaukazie otwartych było jeszcze 4 tys. meczetów, 2 tys. elementarnych, średnich
              i wyższych szkół religijnych, działało ponad 10 tys. mułłów i nauczycieli. W
              końcu lat trzydziestych pozostało ledwie 150 meczetów i tyluż starych mułłów i
              muezinów. Szkoły religijne zostały zamknięte już w latach 1925-26. W 1929 r.
              zamknięto większość świątyń, zamieniając je w sklepy, kluby, magazyny, a wielka
              część duchownych została poddana represjom.

              Centralizacja państwa radzieckiego, dyskryminacja i wręcz niszczenie kultury
              narodowej, destrukcja tradycyjnych układów społecznych i instalowanie przemocą
              nowych form ekonomicznych były zjawiskami odciskającymi się na stosunkach
              między narodami. Jakkolwiek Rosjanie w nie mniejszym stopniu doświadczali
              wszystkich nieszczęść stalinizmu, to przecież dla ludów Północnego Kaukazu oni
              właśnie byli narodem panującym, uprzywilejowanym i uciskającym inne.
              Wielkorosyjski nacjonalizm kryjący się za wieloma elementami polityki Kremla
              wbrew internacjonalistycznym hasłom propagandowym, był obok totalitarnej
              praktyki państwowej głównym elementem zniewolenia narodów północnokaukaskich.


              Deportacja narodu czeczeńskiego
              Tlący się cały czas opór ludów północnokaukaskich ponownie zintensyfikował się
              w 1939 r., najpierw w Bałkarii i Karaczaju, a od wiosny 1940 r. także w
              Czeczono-Inguszetii, gdzie nasiliły się działania zbrojnych grup, zwłaszcza w
              górach. Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej i szybkie postępy wojsk
              hitlerowskich stały się czynnikiem stymulującym zachowania znacznej części
              narodów Północnego Kaukazu. Perspektywa niemieckiego zwycięstwa stwarzała im
              nadzieję na zmianę dotychczasowego położenia i zniesienia zależności od Moskwy.
              Część aktywnych politycznie środowisk podjęła współpracę z Niemcami, gdy ci
              znaleźli się na Północnym Kaukazie w wyniku letniej ofensywy w 1942 r. Czeczeno-
              Inguska ASRR w znacznej większości znalazła się poza zasięgiem niemieckiej
              okupacji. Nasiliły się tam wszakże działania grup zbrojnych występujących
              przeciw władzy radzieckiej, a także oddziałów dywersyjnych przerzucanych przez
              linię frontu. Dużą skalę osiągnęła dezercja z Armii Czerwonej. Także po
              zatrzymaniu naporu niemieckiego i po przejściu Armii Czerwonej do ofensywy
              zagrożenie na terenie Czeczeno-Inguszetii władze uważały za poważne, przy czym
              częstokroć okazywało się, iż działania traktowane jako antyradzieckie
              czy "bandyckie" były w dużej mierze aktami rozpaczy ze strony ludzi niewinnie
              represjonowanych. Równocześnie wbrew faktom funkcjonariusze radzieccy
              przekazywali do Moskwy meldunki o rzekomo masowo występującym wśród Czeczenów i
              Inguszów "bandytyzmie", by uzasadnić w ten sposób podejmowanie działaś
              terroryzujących ludność i zarazem podnieść własne znaczenie "obrońców władzy
              radzieckiej".

              W takiej atmosferze w lutym 1943 r. zapadła wstępna decyzja o wysiedleniu
              całego narodu czecześskiego z Północnego Kaukazu. Ostatecznie plan przymusowego
              przesiedlenia został opracowany w połowie grudnia 1943 r. Decyzję o likwidacji
              Czeczeno-Inguskiej ASRR podjął Państwowy Komitet Obrony 31 stycznia 1944 r.,
              zaś 7 marca 1944 r., a zatem już po przeprowadzeniu wysiedlenia, Prezydium Rady
              Najwyższej ZSRR wydało odpowiedni dekret, regulujący także sprawę ustroju
              administracyjnego terytorium likwidowanej republiki. Dekret ów uzasadniał
              powzięte decyzje rzekomą zdradą ojczyzny ze strony Czeczenów i Inguszów,
              współpracą z faszystami i walką z władzą radziecką.

              Deportacja zaczęła się 23 lutego 1944 r. W trakcie jej przeprowadzania miały
              miejsce brutalne mordy na ludności. Ofiarami ich padali ludzie nie chcący
              porzucić ojcowizny, usiłujący uciec przed wywiezieniem, nie będący w stanie w
              odpowiednim tempie maszerować do punktów zbornych. Zwłaszcza w rejonach
              górskich dochodziło do masowych zbrodni, także na kobietach, dzieciach,
              starcach. Trudno dokładnie ocenić wielkość strat poniesionych przez ludność w
              trakcie samej operacji wysiedlania, zapewne było to co najmniej parę tysięcy
              istnień Transport odbywał się prawie miesiąc, w bydlęcych wagonach, w tłoku, w
              bardzo złych warunkach sanitarnych, czego efektem była epidemia tyfusu. Ze
              źródeł urzędowych wynika, iż ogółem przesiedlono wówczas niemal 400 tys.
              Czeczenów. W trakcie transportu i w pierwszych 18 miesiącach pobytu w miejscach
              przymusowego osiedlenia zmarło ponad 18 % deportowanych. Warunki panujące na
              zesłaniu były tragicznie trudne, co przyznawały nawet w oficjalnych ocenach
              ówczesne władze. W wyniku stałego niedożywienia, chorób, niezwykle złych
              warunków bytowania szybko zmieniał się genotyp narodu czecześskiego: w miejsce
              wysokich, pięknych, zdrowych górali żyjących po sto i więcej lat, rodziły się
              dzieci chorowite, cherlawe, których wielka część umierała krótko po przyjściu
              na świat lub w wieku niemowlęcym. Szacuje się, iż w sumie w ciągu zesłania, tj.
              w latach 1944-1957 straty narodowości czecześskiej sięgnęły 200 tys. osób.

              Równolegle z deportacją ludności odbywał się masowy rabunek mienia: wywożono
              wszystko - począwszy od odzieży, skór i wyrobów skórzanych, zabytkowej broni
              białej i palnej, po bezcenne dobra kultury umysłowej: ocalałe z wcześniejszych
              zniszczeń rękopisy, arabskojęzyczne traktaty filozoficzne, medyczne i
              matematyczne, dzieła literatury pięknej. Wielka ich część uległa zniszczeniu.
              Ten sam los spotkał czecześskie cmentarze, pomniki, zabytki sztuki i
              architektury. W ramach zac
    • Gość: antirobbie@op.pl Śmierć terrorystom IP: 217.97.135.* 24.10.02, 11:54
      Mam wielką nadzieję, że skoro Bushowi wolno napaść na Irak,
      który w zasadzie żadnych antyamerykańskich czynności nie
      podejmuje, to Świat pozwoli wreszcie Rosji rozprawić się z
      bandą czeczeńskich tchórzy, którzy boją się walczyć z rosyjską
      armią i biorą niewinnych ludzi na celowniki. Mam nadzieję, że
      Putin zrówna Czeczenię z ziemią. Albo lepiej: wycofać wojska z
      Czeczenii, szczelnie zablokować granice i niech brudasy
      zdychają z głodu. A każdemu, kto ma tylko pół mózgu i popiera
      terrorystów życzę, by ktoś z jego bliskich był jedną z ofiar
      pierwszych zamachów w Polsce. Bo takich należy oczekiwać po
      deklaracjach poparcia dla USA wygłaszanych przez polskich
      polityków.
    • Gość: jp100 Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: *.zsz2.nowaruda.pl 24.10.02, 12:11
      Jeżeli będą ofiary, to ruski walec zacznie równać
      Czeczenię.Rosjanie walczą z Czeczenią od czasów carskich(nawet
      Stalin sobie nie poradził mimo deportacji).
    • Gość: Hakenbu "W życiu nie poszedłbym do teatru!" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.02, 12:12
      Przypomniał mi się właśnie ten cytat wypowiedziany przez postać
      graną przez Marka Siudyma w filmie "Miś".
      Okazuje się, że i wdzisiejszych czasach bezpieczniej byc menelą
      i stronić od kultury (terroryści w Moskwie), od drogich kurortów
      (zamach na Bali), czy nowoczesnych centów biznesu (atak na WTC).
      Moze wreszcie przestać tak uganiać się za kasą? Same z tego
      później nieszczęścia...
    • Gość: Michal Czeczenia - to juz koniec... IP: *.comarch.pl 24.10.02, 14:05
      Nie dajcie sie zwiesc iluzji - Rosjanie posluguja sie takimi
      samymi metodami - tylko na terenie Czeczenii.

      Morduja kobiety, dzieci, tortutuja jencow, stosuja
      odpowiedzialnosc zbiorowa, zakladaja obozy koncentracyjne,
      zabijaja bez sadu.

      Wojny takie jak ta prowadzone sa w tym rejonie swiata wlasnie
      takimi metodami.

      A jak Czeczeni przenosza ta walke na terytorium Rosji to sa BE!

      Hipokryzja Panie i Panowie, hipokryzja.

      No bo teraz Putin jak Stalin wyrznie Czeczenow w pien. A Swiat
      bedzie klaskac...
    • Gość: Michal Wolna Czeczenia - to juz koniec... IP: *.comarch.pl 24.10.02, 14:07
      Nie dajcie sie zwiesc iluzji - Rosjanie posluguja sie takimi
      samymi metodami - tylko na terenie Czeczenii.

      Morduja kobiety, dzieci, tortutuja jencow, stosuja
      odpowiedzialnosc zbiorowa, zakladaja obozy koncentracyjne,
      zabijaja bez sadu.

      Wojny takie jak ta prowadzone sa w tym rejonie swiata wlasnie
      takimi metodami.

      A jak Czeczeni przenosza ta walke na terytorium Rosji to sa BE!

      Hipokryzja Panie i Panowie, hipokryzja.

      No bo teraz Putin jak Stalin wyrznie Czeczenow w pien. A Swiat
      bedzie klaskac...
    • Gość: Michal Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: *.comarch.pl 24.10.02, 14:25
      Nie dajcie sie zwiesc iluzji - Rosjanie posluguja sie takimi
      samymi metodami - tylko na terenie Czeczenii.

      Morduja kobiety, dzieci, tortutuja jencow, stosuja
      odpowiedzialnosc zbiorowa, zakladaja obozy koncentracyjne,
      zabijaja bez sadu.

      Wojny takie jak ta prowadzone sa w tym rejonie swiata wlasnie
      takimi metodami.

      A jak Czeczeni przenosza ta walke na terytorium Rosji to sa BE!

      Hipokryzja Panie i Panowie, hipokryzja.

      No bo teraz Putin jak Stalin wyrznie Czeczenow w pien. A Swiat
      bedzie klaskac...
    • Gość: Michal To juz koniec... IP: *.comarch.pl 24.10.02, 14:26
      Nie dajcie sie zwiesc iluzji - Rosjanie posluguja sie takimi
      samymi metodami - tylko na terenie Czeczenii.

      Morduja kobiety, dzieci, tortutuja jencow, stosuja
      odpowiedzialnosc zbiorowa, zakladaja obozy koncentracyjne,
      zabijaja bez sadu.

      Wojny takie jak ta prowadzone sa w tym rejonie swiata wlasnie
      takimi metodami.

      A jak Czeczeni przenosza ta walke na terytorium Rosji to sa BE!

      Hipokryzja Panie i Panowie, hipokryzja.

      No bo teraz Putin jak Stalin wyrznie Czeczenow w pien. A Swiat
      bedzie klaskac...


      • Gość: J.K. Jak sie jest slabym, to nie wolno byc glupim... IP: *.de / 192.120.171.* 24.10.02, 14:41
        Mieli juz niepodleglosc 2 lata...
        To zachcialo im sie wprowadzac Szariat i jeszcze do tego
        zabrali sie za wyzwalanie Kaukazu...

        Zamiast cicho siedziec i pokazywac Rosjanom, ze im nie beda szkodzic...
        I przyzwyczajac ich do swojej niepodleglosci...
        • Gość: diabeł Jak sie jest silnym, to wolno byc ludobójcą. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 15:34
          Gość portalu: J.K. napisał(a):

          > Mieli juz niepodleglosc 2 lata...
          > To zachcialo im sie wprowadzac Szariat i jeszcze do tego
          > zabrali sie za wyzwalanie Kaukazu...
          >
          > Zamiast cicho siedziec i pokazywac Rosjanom, ze im nie beda szkodzic...
          > I przyzwyczajac ich do swojej niepodleglosci...

          -www.glos.com.pl/archiwum/036/03swia/swia.htm
          10 lat niepodległości - Iczkeria w cieniu rosyjskiego ludobójstwa
          Święto narodowe Czeczenii
          Szósty września jest świętem narodowym Czeczenów. W 1991 roku, tego właśnie
          dnia, wybrany w demokratycznych wyborach prezydent Dżochar Dudajew proklamował
          niepodległość republiki. Od tego pamiętnego dnia cały czas trwa permanentna
          wojna z łamiącą wszystkie prawa człowieka imperialną Rosją.
          Trwa krwawy i bezlitosny proces eksterminacji małego narodu pragnącego wolności
          i niepodległości. Armia rosyjska stosuje przeciwko cywilom zakazane środki
          bojowe, m.in. bomby kulkowe, chemiczne, fosforowe i próżniowe. Z mapy wymazano
          przez doszczętne zniszczenie ponad 200 miejscowości. Stołeczny Grozny wygląda
          tak, jak Warszawa w styczniu 1945 roku - to tylko morze ruin i zgliszcz.
          Infrastruktura tego 600-tysięcznego miasta uległa całkowitemu zniszczeniu.
          Straty w ludności cywilnej przekroczyły 140 tysięcy osób. 1/4 ludności przebywa
          w obozach dla uchodźców poza obszarem Czeczenii (głównie na terenie sąsiedniej
          Inguszetii).
          Wstrząsające sceny potwornych ataków bombowo-rakietowych na czeczeńskie osiedla
          obiegły cały świat, a załamane ręce czeczeńskich kobiet i dzieci nad trupami
          bliskich stały się cząstką zbiorowej świadomości medialnego społeczeństwa. A
          ile jest okropnych, związanych z tą wojną spraw, których z powodu rosyjskiej
          blokady informacyjnej świat nie ujrzał, choć wielu o tym mówi?
          �Obozy filtracyjne� - pod tą przewrotną nazwą kryją się współczesne rosyjskie
          obozy koncentracyjne. Aż trudno pojąć, że państwo uczestniczące w szczytach
          międzynarodowej grupy G-8 dopuszcza się zbrodni ludobójstwa. W celu wymuszenia
          zeznań torturuje się tam domniemanych czeczeńskich bojowników przy pomocy
          wszystkich dostępnych środków. Do ulubionych przez Rosjan tortur należy rażenie
          prądem, łamanie kości oraz indywidualne działania zależne od upodobań
          zwyrodnialców w mundurach. Obozowe pomieszczenia są tak przepełnione, że można
          w nich tylko stać i nawet spać trzeba na stojąco. Od stania puchną nogi a potem
          całe ciało robi się sztywne. Z powodu braku tlenu, dużej wilgotności oraz
          temperatur zbliżonych do tych na zewnątrz (bez względu na porę roku) wielu
          zatrzymanych w obozach umiera, najczęściej na atak serca. Ciało umarłego
          wydawane jest rodzinie dopiero po uiszczeniu taryfowej zapłaty.
          �Zindana� to potoczna nazwa więziennej jamy wykopanej przy każdym garnizonie
          rosyjskim w Czeczenii. Przetrzymuje się w niej zakładników w celu wymuszenia
          okupu od rodzin. Cena zależy od wieku zatrzymanego. Rabunek i gwałty to
          codzienność. Niejeden rosyjski oficer dorobił się fortuny na �łupach
          wojennych�.
          Przykład narodu czeczeńskiego po raz kolejny na przestrzeni dziejów pokazuje,
          że wobec imperium ewidentnie łamiącego prawa człowieka słabsze narody - także w
          trzecim tysiącleciu - są zdane same na siebie. Czemu? Zachodnim demokracjom
          łatwiej przecież i taniej dla uspokojenia swoich opinii publicznych potępić
          Birmę niż Chiny; Serbię niż Rosję. Przy braku zdecydowanych działań cały świat
          staje się biernym i bezstronnym świadkiem zaplanowanego ludobójstwa. Wielcy
          tego świata zapomnieli, że najnowsza historia już nie raz pokazała, iż
          wcześniej czy później bierni i bezstronni świadkowie przemieniają się we
          współuczestników zbrodni.

          RAFAŁ
          WAWRZYNOWSKI
          • Gość: J.K. W polityce lepiej byc bandyta niz idiota... IP: *.de / 192.120.171.* 24.10.02, 15:42
            Hitler byl ludobojca i bandyta...
            Ale wielu bandytow rzadzilo na tym swiecie...
            Hitler przegral wojne nie dlatego, ze byl bandyta,
            tylko dlatego, ze byl IDIOTA,
            ktory nie umial ocenic miedzynarodowego ukladu sil
            i rzucil sie na Europe, Rosje i USA...

            Czy dalej mam wykladac, co znaczy realizm w polityce...?

            Czeczency, na poczatku lat 90-tych, powinni sobie za cel stawiac autonomie,
            (bo ta byla osiagalna) a nie niepodleglosc...
            • Gość: diabeł dać się wymordować czy podjąć desperacką akcje? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 18:29
              Gość portalu: J.K. napisał(a):

              > Hitler byl ludobojca i bandyta...
              > Ale wielu bandytow rzadzilo na tym swiecie...
              > Hitler przegral wojne nie dlatego, ze byl bandyta,
              > tylko dlatego, ze byl IDIOTA,
              > ktory nie umial ocenic miedzynarodowego ukladu sil
              > i rzucil sie na Europe, Rosje i USA...
              >
              > Czy dalej mam wykladac, co znaczy realizm w polityce...?
              >
              > Czeczency, na poczatku lat 90-tych, powinni sobie za cel stawiac autonomie,
              > (bo ta byla osiagalna) a nie niepodleglosc...

              rozumiem że bandytyzm i ludobójstwa rosyjskich żołnierzy są mądre...

              fakty są takie ,że są eksterminowani, jakbyś był na ich miejscu to byś nie
              pisał o real politik tylko walczyłbyś każdym sposobem z okupantem.

              dla nich real politik to dać się wymordować lub podejmowąć desperackie akcje.

              Ty wybierasz samobójstwo. Oni jeszcze próbóją walczyć.

              A odpowiedzialny jest za to tak zwany cywilizowany świat i Ty też....
              jak się milczy i pozwala na ludobójstwo ta takie sa potem skutki.

    • Gość: diabeł Czy powinniśmy pomagać Czeczenii? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 14:55
      Gość portalu: luxx napisał(a):

      > no ladnie. jesli to Czeczeni, to zagrali Putinowi na nosie...
      Czy powinniśmy pomagać Czeczenii?
      www.prawicapolska.pl/pp/16/czeczenia16.html
      Obecna wojna czeczeńska toczy się o 2000 tys. km od granic Polski. Bliżej nam
      do Groznego niż do Madrytu. Toczy ją nasz sąsiad. W Europie. Stosując broń
      zakazaną konwencjami i uprawiając tylekroć potępianą politykę eksterminacji
      ludności cywilnej. Czy powinniśmy milczeć? Czy jest to, cynicznie pytając, w
      naszym interesie?

      Czeczeni mają prawo do niepodległości wynikające z faktu, iż są wspólnotą
      narodową o odrębnym języku, kulturze i wielowiekowej historii związanej z
      jednym i tym samym, zwartym terytorium. Oczywiście, nie są jedynym narodem
      uporczywie i z ogromnymi stratami walczącym o suwerenność polityczną. Jednakże
      tylko w przypadku Tybetańczyków proporcja sił na korzyść agresora jest równie
      przygniatająca. Przypomnijmy: 1 do 150 milionów przed wojną 1994-1996, w której
      zginęło kilkadziesiąt tysięcy Czeczenów (różne źródła szacują tę liczbę na 40
      do 90 tys.).

      USA i Unia Europejska nie wykazują żadnych konkretnych posunięć w celu
      wywierania realnego wpływu na politykę Rosji w tym rejonie Kaukazu. Rezolucje
      Rady Europy mają znaczenie czysto propagandowe, konieczne w krajach, które
      zaledwie kilka miesięcy przed agresją rosyjską na Czeczenię zaatakowały
      Jugosławię pod hasłem obrony mniejszości przed czystkami etnicznymi. Jedynie
      niektóre agendy organizacji międzynarodowych, zajmujące się prawami człowieka,
      krytykują na forum publicznym rosyjskie zbrodnie wojenne.

      Protesty wobec tej wojny poddaje się ostatnio w wątpliwość, podsycaną zwłaszcza
      przez opcję polityczną od zawsze związaną z byłym Związkiem Sowieckim. Że
      zagraża to polskiej racji stanu, drażni Rosję, jest wtrącaniem się w sprawy
      wewnętrzne suwerennego państwa, może szkodzić polskiemu eksportowi na wschodnie
      rynki, wreszcie... że rosyjskie prawosławie w istocie broni Europy przed
      islamem! Rosja Putina jako „przedmurze chrześcijaństwa”!!!

      Wydaje się, że chłodne stosunki polsko-rosyjskie, o które prezydent Kwaśniewski
      troszczy się tak bardzo, że odbierając telefony od Putina krytykuje publicznie,
      jakby na zamówienie, polski rząd i jego politykę zagraniczną, są po prostu
      następstwem długofalowej koncepcji polityki rosyjskiej wobec Europy, a nie
      naszych „uchybień” lub złej woli. Rosja nie chce traktować Polski jako partnera
      na arenie międzynarodowej, chce rozmawiać z Niemcami, Anglią i Francją tylko
      ponad naszymi głowami, chce na koniec pokazać NATO, że każdy nowy kraj
      środkowowschodniej Europy przyjęty do sojuszu (na co czeka Ukraina i kraje
      bałtyckie) będzie, jak Polska, źródłem potencjalnych zatargów z Rosją. Ma
      odwlec przyjęcie tych państw do NATO.

      W Czeczenii odbywa się eksterminacja małego narodu. Nie tylko pamięć o
      powstańcach, o Polakach wywożonych na Sybir, zwłaszcza po agresji sowieckiej i
      po 1944 roku, o planowej eksterminacji elity narodu, której symbolem jest Katyń
      nakazuje wyrażać protest wobec zbrodni rosyjskich w tym kraju. Milcząca
      akceptacja brutalnej i całkowicie bezkarnej polityki siły pokazuje Rosji, że
      taka właśnie jej polityka jest skuteczna, także na arenie międzynarodowej.
      Sprzyja to aktywizacji tendencji dyktatorskich w Rosji, umocnieniu dawnego KGB
      i armii, stopniowej likwidacji struktur przedstawicielskich lub ich
      podporządkowania pionowi wojskowo-policyjnemu - czego jesteśmy już świadkami!
      Czy to jest dla Polski korzystne? Jaki kraj będzie następny w kolejce?
      Białoruś? Mołdawia?

      Należy zauważyć, że wzrost tendencji fundamentalistycznych w Czeczenii, kraju
      stosunkowo „otwartego” islamu, związany był z zawiedzeniem nadziei na
      jakąkolwiek pomoc Europy w latach wojny w obronie niepodległości 1994-96.
      Jedyna zauważalna pomoc płynęła wówczas z krajów arabskich. To Europa w istocie
      rzeczy nadal wpycha Czeczenów w ramiona integrystów islamskich, jedynych,
      którzy mają im cokolwiek do zaoferowania. Nawet jeśli jest to już tylko śmierć
      w ”świętej wojnie”.

      Wątpię, by Kościół prawosławny, jak ostatnio znów wyraźnie widać, wierny sługa
      tronu opanowanego przez polityków z byłego KGB, z hierarchią często wywodzącą
      się wprost ze szkół tejże organizacji, miał moralną siłę niezbędną, by stać
      się „przedmurzem chrześcijaństwa”. My, Polacy, pamiętamy natomiast, że Kościół
      prawosławny ten, eksterminowany przez bolszewików, zdobył się jednak w 1920
      roku na oficjalne poparcie najazdu na Polskę w duchu wielkoruskiego
      imperializmu. Tak jak to zrobił teraz, w przypadku Czeczenii.

      Istnieje jeszcze czynnik etyczny, który każe nam zająć stanowisko wobec zbrodni
      ludobójstwa, dotykającej, co należy podkreślić, nie tylko Czeczenów, ale i
      żyjących wśród nich Rosjan. Winni jesteśmy pomoc humanitarną ofiarom tej wojny,
      niezależnie od tego, co możemy zrobić, lub co sądzimy o jej aspektach
      politycznych.

      Krzysztof Rogala




      redakcja@prawicapolska.pl
    • Gość: diabeł Okrucieństwo skrywane w jamach IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.10.02, 15:01
      Rozmowa z Olegiem Orłowem z moskiewskiego Memoriału o czystkach i torturach w
      Czeczenii

      Okrucieństwo skrywane w jamach
      Antyrosyjski protest w obozie dla czeczeńskich uchodźców w miejscowości
      Slepcowskaja
      http://arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2001/01/20010122/200101220049.html
      (C) AP

      JAN STRZAŁKA: - Z najnowszych badań opinii publicznej dowiadujemy się, że
      zaledwie 22 procent Rosjan wierzy tym mediom, które krytykują wojnę w Czeczenii
      i donoszą, że armia nadal popełnia tam zbrodnie przeciw cywilom. To, iż w Rosji
      wojnę się w ogóle krytykuje, jest między innymi zasługą takich organizacji jak
      Memoriał. 22 stycznia Rada Europy zajmie się polityką Rosji wobec Czeczenii.
      Memoriał, w którego imieniu monitoruje pan sytuację na Kaukazie, przygotował
      materiał dowodowy, mogący znów narazić władze Rosji na poważne kłopoty...


      OLEG ORŁOW: - Memoriał od dawna współpracuje ze Zgromadzeniem Parlamentarnym
      Rady Europy. Apelujemy dziś do parlamentarzystów europejskich, by powstrzymali
      Rosję przed dalszym łamaniem praw człowieka w Czeczenii. Już wiosną 2000 roku
      rosyjskie organizacje walczące o prawa człowieka domagały się od Rady
      potępienia Rosji i Rada ostro skrytykowała poczynania Moskwy na Kaukazie, a
      nawet nałożyła na nią sankcje.

      Memoriał oraz inne organizacje rosyjskie, w tym Komitet Matek Żołnierzy i Human
      Rights Watch, wezwali wówczas ministrów spraw zagranicznych, reprezentujących
      państwa należące do Rady, aby poparli nasze żądanie wszczęcia międzynarodowego
      śledztwa w sprawie przestępstw wojennych w Czeczenii. Rządy
      zachodnioeuropejskie nie zareagowały jednak na ten apel. Rozumiemy, że zachodni
      przywódcy kierują się pragmatyzmem.

      Z czym należy się pogodzić...

      Owszem, nie można się jednak pogodzić z cynizmem politycznym. Prawa człowieka w
      Rosji okazują się bowiem dla Zachodu mniej istotne niż stosunki gospodarcze z
      Moskwą, budowa gazociągu, itd. Kiedy my, rosyjscy obrońcy praw człowieka,
      spotykamy się z zachodnimi dyplomatami bądź politykami, słyszymy, że Zachód
      nigdy nie zapomni o prawach człowieka w naszym kraju, lecz to są tylko słowa.

      Ale chwalimy sobie na przykład współpracę z Trybunałem Praw Człowieka.
      Złożyliśmy w Strasburgu kilkadziesiąt indywidualnych wniosków dotyczących
      przestępstw popełnionych przez armię rosyjską w Czeczenii. Część wniosków
      została już wstępnie rozpatrzona, więc Trybunał poinformował Rosję, że proces
      się zaczyna. Nasze władze odpowiedziały, że rozpatrywanie tych spraw nie
      podlega kompetencji Trybunału. A przecież Trybunał istnieje właśnie po to, by
      zajmować się między innymi gwałtami dokonywanymi na bezbronnych cywilach. Co
      ciekawe, władze Rosji przyznają się, że owe przestępstwa zostały popełnione.
      Nie chcą jedynie, by zajmował się nimi niezależny sąd. Pośród spraw sądzonych
      przed Trybunałem mamy trzy wielkie zbrodnie: rozstrzelanie przez żołnierzy
      rosyjskich co najmniej kilkudziesięciu cywili w groznieńskiej dzielnicy
      Staropromysłowska, zbombardowanie kolumny uchodźców z Szamijurtu i artyleryjski
      ostrzał Katyrjurtu, gdzie rosyjscy dowódcy wciągnęli w zasadzkę bojowników
      opuszczających Grozny. W Katyrjurcie schroniło się wielu uchodźców, bo
      generałowie zapewnili ich, że będą tam całkowicie bezpieczni.

      Czeczenia przeżyła wiele tragedii, lecz nie każdy świadek czy krewny ofiar
      zamierza szukać sprawiedliwości w sądach. Większość wątpi w sens jej
      dochodzenia lub boi się o własne życie. Niemniej znalazło się paru odważnych
      gotowych oskarżać Rosję. Memoriał reprezentuje ich interesy w Strasburgu. Mam
      nadzieję, że wspomniane trzy sprawy to zaledwie początek, że po nich przed
      Trybunałem odbędą się kolejne rozprawy przeciw Rosji.


      Tych zbrodni dopuszczono się przed rokiem. Czy w ostatnich miesiącach coś się
      zmieniło w Czeczenii na lepsze? Jak się żyje w Groznym?

      Niektórzy uchodźcy wracają do Groznego, choć czeka ich tam wegetacja.
      Mieszkańcy nie mają światła i wody. Dostępna jest woda przemysłowa, za którą
      jednak trzeba płacić. Jest gaz, ale rury bywają nieszczelne, więc często
      zdarzają się eksplozje i giną ludzie. Miasto zostało tak zniszczone, że dziś
      nie ma nawet co myśleć o odbudowie. Na powrót decydują się nieliczni, większość
      odstraszają zniszczenia, brak pracy czy dachu nad głową, ale przede wszystkim
      poczucie zagrożenia. Wszechobecny strach. Nikt bowiem nie powstrzymuje
      żołnierzy federalnych i współpracowników milicji przed samowolą oraz przemocą
      wobec cywili. W Groznym - i nie tylko - nieustannie prowadzone są czystki.


      Co właściwie oznacza "czystka"?

      Morderstwa, grabież i przemoc. Już nikogo nie dziwi, że żołnierze albo milicja
      w biały dzień włamują się do domów, w których coś zostało do ukradzenia. Zdarza
      się, że giną ludzie. Są uprowadzani, a potem odnajduje się ich ciała ze śladami
      tortur. Wspomnę tylko o jednej z niezliczonych zbrodni: podczas czystki w
      Starych Atagach aresztowano młodego człowieka, który przebywał na leczeniu w
      szpitalu. Wcześniej, podczas bombardowania, stracił całą rodzinę, a sam został
      ciężko ranny. Do szpitala odwieźli go zresztą żołnierze rosyjscy. Po kilku
      miesiącach inni żołnierze uznali go za bojownika, bo skoro jest ranny, musi być
      partyzantem. Później jego zwłoki odnaleziono na obrzeżach wsi. Memoriał żądał
      wyjaśnienia sprawy, zwracaliśmy się do prokuratury, do Władimira Kałamanowa,
      specjalnego przedstawiciela prezydenta Rosji do spraw ochrony praw i wolności
      człowieka w Czeczenii. Prokuratura nie odpowiedziała dotąd ani nam, ani
      parlamentarzystom z Dumy, którzy interesowali się tą sprawą, nie odpowiedziała
      nawet samemu Kałamanowowi!


      Co się dzieje w tak zwanych punktach filtracyjnych?

      Oficjalnie punkty filtracyjne istniały podczas pierwszej wojny, podczas drugiej
      zastąpiły je "areszty tymczasowego zatrzymania" czy "areszty śledcze", na
      przykład słynny areszt w Czernokozowie. Gromadzi się w nich podejrzanych,
      zatrzymanych zazwyczaj podczas czystek, i "pracuje" nad nimi: torturuje, gnębi
      moralnie, zmusza niewinnych do przyznania się, że są partyzantami, lub do
      złożenia donosu na bliskich, by poszerzyć krąg prześladowanych. Kiedy "praca"
      nad więźniem jest skończona, krewnym proponuje się, by go wykupili...


      Jak to wykupili?

      Normalnie, za pieniądze. Albo za broń. Jeśli rodziny jej nie mają, oprawcy
      mówią: to wasz interes! Krewni muszą ją więc gdzieś kupić, a najprościej
      właśnie od tych, od których zależy życie ich bliskich. Dzięki temu żołnierze
      pieką dwie pieczenie na jednym ogniu, bo czerpią nielegalne zyski, a przy
      okazji mogą się pochwalić w raportach, że ludność dobrowolnie zdaje broń. Ta
      przestępcza praktyka dowodzi, że cywile odgrywają rolę zakładników - zatrzymuje
      się ich głównie po to, by później żądać za nich okupu.

      Wracając do punktów filtracyjnych. Oprócz oficjalnych aresztów istnieje wiele
      tajnych i całkowicie nielegalnych w świetle prawa więzień. Coś już wiemy o
      niektórych tajnych ośrodkach. Na przykład w bazie wojskowej w Chankale, na
      przedmieściach Groznego, więźniów przetrzymuje się w jamach wykopanych w ziemi.
      A ponieważ nie figurują w żadnych ewidencjach, oprawcy mogą ich bezkarnie bić,
      mogą zabijać. Nikt nie wie, ilu ludzi trzyma się w owych jamach. Armia i
      machina propagandowa zaprzeczają ich istnieniu, ale żołnierze zawodowi, z
      którymi wielokrotnie rozmawiałem, zapewniali, że przy każdym ośrodku wojskowym
      są jamy i że więzi się w nich nie tylko cywili. Przetrzymywani są tam też
      żołnierze karani za drobne wykroczenia, za to, że się upili, zadarli z
      oficerem, itd. Mamy więc do czynienia z wielkim systemem filtracyjnym.

      Wspomniałem o cieszącym się ponurą sławą areszcie w Czernokozowie. Nie jest on
      już ośrodkiem zamkniętym. Mogą tam dotrzeć zagraniczni obserwatorzy i
      dziennikarze. Rosyjskie służby prasowe organizują nawet dla nich wycieczki do
      Czernokozowa. Trzeba przyznać, że dzięki zainteresowaniu opinii międzynarodowej
      sytuacja przetrzymywanych
    • Gość: NYorker ZA 1 ZAKŁADNIKA SPALIĆ CZECZEŃSKĄ WIOSKĘ IP: *.he.net 24.10.02, 16:13
      WYRZUCIĆ CZECZENÓW Z POLSKI
      • tadzioo! Re: ZA 1 ZAKŁADNIKA SPALIĆ CZECZEŃSKĄ WIOSKĘ 24.10.02, 17:30
        Gość portalu: NYorker napisał(a):

        > WYRZUCIĆ CZECZENÓW Z POLSKI

        >>No coz... Zycze powrotu do zdrowia (psychicznego). Gdy ktos wyglasza takie
        herezje, to zaluje, ze nie ma u nas na powrot cenzury.

        NIE pozdrawiam,

        Tadzioo
      • Gość: |v|rowa A ZA SNAJPERA SPALIC WASZYNGTON; n/t IP: 134.174.196.* 24.10.02, 21:33
    • Gość: Violetta Re: Teatr w Moskwie opanowany przez terrorystów! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.10.02, 21:05
      Czas zakonczyc te "zapomiana" wojne trwajaca nota bene od 1994
      roku, ktora ma na swoi koncie 100 tysiecu ofiar ze strony
      czeczenskiej, 200 tysiecy ludzi, ktorzy musieli emigrowac z
      Czeczeni i ok 11 tysiecy zabitych po stronie rosyjskiej.
      Dlacego swiat do wczoraj milczal?
    • Gość: Obserwator Rosjanie i zydzi to najgorsi BANDYCI IP: *.25.208.62.Dial1.Detroit1.Level3.net 25.10.02, 04:59
      Okradli slabsze narody z ziemi i probuja te narody terez wymordowac w mysl
      talmudzkej "etyki" ze slabych mozna zabijac.

      ruska BANDYCKA nacjo precz z Czeczeni !!!!

      zydoscy MORDERCY precz z Palestyny !!!!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka