wojo!!!!
31.10.02, 13:37
Powstrzymanie teroryzmu , tak by sie moglo wydawac ale czy tak jest ?
Dla przywódców arabskich wrogiem jest Izrael, ale jeszcze większym islamski
fanatyzm
Bratnie kraje arabskie przez lata nie chciały pomóc Palestyńczykom, bo
potrzebny był ich gniew. Ale dziś ten gniew rodzi bardzo niebezpieczne
owoce. Fanatyzm i terroryzm. A nic bardziej nie spędza snu z powiek
okolicznym dyktatorom niż gotowi na śmierć żołnierze Allaha.
ROMAN FRISTER
Korespondencja z Jerozolimy
O czwartej nad ranem, tuż przed brzaskiem, ponad pięćset rodzin koczowało
koło mostu nad Jordanem, na wschód od Jerycha. Przejście otwiera się dopiero
o szóstej, ale władze jordańskie ograniczają liczbę Palestyńczyków, którym
wolno przekroczyć granicę z Zachodniego Brzegu do królestwa haszymidzkiego.
Do stu pięćdziesięciu osób dziennie. Kto pierwszy, ten lepszy. Ponad połowa
mieszkańców Jordanii to obywatele pochodzenia palestyńskiego. Nic więc
dziwnego, że każdego nowego przybysza z terenów administrowanych przez
Arafata, nawet jeśli deklaruje, że jest tylko turystą, kupcem lub osobą
udającą się w rodzinne odwiedziny, podejrzewa się o tendencje wywrotowe.
Dwór królewski w Ammanie nie szuka nowych kłopotów. Każdy dodatkowy
Palestyńczyk to dodatkowe zagrożenie.
(Cos tam palestynow nie lubian bo kto chce zaraze miec u siebie zaraze)
Marionetka Arafat
Tego samego dnia, dwie godziny po otwarciu mostu granicznego, wylądował na
lotnisku im. Ben Guriona samolot egipskich linii lotniczych Air Sinaj.
Jedynie wąska grupa wtajemniczonych wiedziała, że przyleciał szef egipskiego
wywiadu Omar Sulejman. O dziewiątej miał spotkanie z izraelskim ministrem
obrony narodowej Ben-Eliezerem; na popołudnie zaplanowano wizytę u Jasera
Arafata w Ramalli.
Mniej więcej o tej samej godzinie (w Waszyngtonie była północ) prezydent
George Bush połączył się telefonicznie z saudyjskim następcą tronu emirem
Abdallą. Tematem rozmowy była konieczność wprowadzenia w życie reformy
palestyńskich służb bezpieczeństwa oraz pozycja Arafata w planowanych nowych
układach pokojowych. Przewodniczący Autonomii Palestyńskiej potraktowany
został trochę jak marionetka w cudzym przedstawieniu.
Późnym wieczorem, po odprawieniu Sulejmana, Jaser Arafat zwołał najbliższych
współpracowników, aby wyrazić swoje niezadowolenie z brutalnych, jak to
określił, nacisków Egiptu i Arabii Saudyjskiej. Poirytowany był
informacjami, że arabscy, amerykańscy i izraelscy soliści polityczni
śpiewają chórem tę samą piosenkę. Nazajutrz wyprawił swego zaufanego
współpracownika Abu Mazena z tajną misją do Riadu. Jaser Arafat nie zalicza
się do ludzi, którzy łatwo rezygnują.