explicit
12.03.06, 22:20
Czyli rozgrywki w PZPR - Nie trzeba byc geniuszem zeby wydedukowac kto
naprawde trzymal za morde i modowal pierwsze 12 lat po wojnie zanim chamy
dobrali im sie do dupy ,...
uklony
============================================================================
Ludzie, którzy faktycznie rządzili Polską w czasach Stalina, to przede
wszystkim Bolesław Bierut, Roman Zambrowski, Jakub Berman, Hilary Minc i
Franciszek Mazur. Ta piątka miała oczywiście całą armię dependentów, którzy
zapewniali jej większość, gdzie tylko było potrzeba. Po śmierci Bieruta na
czoło grupy wysuwa się wyraźnie Zambrowski. Natomiast Mazur, który zaczyna
zerkać na stronę przeciwną, próbując, zresztą bezskutecznie coś z łaski
Kremla dla siebie wyżebrać, zostaje przez grupę wyraźnie odsunięty.
W sztabie grupy znajdują się w tym czasie m.in.: Jerzy Albrecht, Antoni
Alster, Tadeusz Daniszewski, Ostap Dłuski, Maria Federowa, Romana Granas,
Piotr Jaroszewicz, Helena Jaworska, Leon Kasman, Julian Kole, Wincenty
Kraśko, Władysław Matwin, Jerzy Morawski, Marian Naszkowski, Mateusz Oks,
Józef Olszewski, Jerzy Putrament, Mieczysław Rakowski, Adam Schaff, Artur
Starewicz, Jerzy Sztacheiski, Roman Werfel i Janusz Zarzycki.
Niewątpliwie zbliżona do tej grupy jest większość byłych PPS-owców w K.C.,
konkretnie Józef Cyrankiewicz, nieżyjący już dziś Tadeusz Dietrich, Henryk
Jabłoński, Oskar Lange, Lucjan Motyka, Adam Rapacki, Marian Rybicki i może
przede wszystkim Andrzej Werblan. W swoim czasie poważną rolę odgrywali, dziś
już całkowicie odsunięci sekretarze komitetów wojewódzkich największych
miast: Stefan Staszewski i Stanisław Kuziński z Warszawy, Michalina
Tatarkówna-Majkowska z Łodzi oraz Jan Kowarz z Wrocławia.
Grupa przeciwna składa się przeważnie z młodszych stażem członków K.C.,
zbuntowanych przeciwko piątce i gorliwych w zaprowadzaniu w Polsce nowego
kursu, wymarzonego przez Moskwę. Na czoło grupy wybija się Zenon Nowak. Na
nieco niższym szczeblu jest kilku energicznych, ale wyjątkowo brutalnych i
wyjątkowo nie doświadczonych działaczy jak Stanisław Brodziński, Wiktor
Kłosiewicz, Władysław Kruczek, Stanisław Łapot, Kazimierz Mijal, Bolesław
Rumiński, Jan Trusz i Kazimierz Witaszewski.
Poparcie Moskwy zapewnia tej grupie automatycznie posłuszną solidarność ze
strony niedotkniętej ekskomuniką Chruszczowa części Politbiura: stąd w tym
czasie z grupą tą sympatyzują tacy starsi działacze jak Aleksander Zawadzki,
Konstanty Rokossowski, Franciszek Jóźwiak, Hilary Chełchowski i Stefan
Matuszewski. Wszystkich ich razem nazywano później "Natolińczykami".
Natomiast na określenie pierwszej grupy w żargonie partyjnym utarła się
nazwa "Grupa Puławska". Nazwa ta nigdy jednak nie spopularyzowała się tak
dalece jak poprzednia i o ile przeciętny Polak potrafiłby z łatwością
odpowiedzieć na pytanie, co to jest "Natolin", rzadko kiedy umiałby wyjaśnić,
co to są "Puławy". Ale menadżerzy tych grup nazywają się wzajemnie od dawna
inaczej. Dla Puławian Natolińczycy to "chamy", a dla Natolińczyków Puławianie
to "żydy". Obie nazwy świadczą chlubnie o ideologicznym wyrobieniu i głębi
socjalistycznych przekonań jednych i drugich.
============================================================================
Umożliwienie żydom polskim emigracji do Izraela było zapewne inicjatywą
Puławian. Puławianom musiało zależeć na tym, żeby raz na zawsze pozbawić
swoich przeciwników okazji do manewrowania antysemityzmem; usunięcie ludności
żydowskiej z Polski było najlepszym środkiem, prowadzącym do tego celu. Za to
żydostwo całego świata może być Puławianom tylko wdzięczne. Tylko, że cały
ten plan został wykonany może z nieco przesadną konsekwencją. Tel-Aviv czy
Haifa są dzisiaj miastami, które pod względem odsetka mieszkańców mówiących
po polsku śmiało mogą konkurować z Chicago czy Detroit. Tylko w
przeciwieństwie do Chicago czy Detroit żadne polskie dziecko z Tel-Avivu czy
Haify nie zostanie nigdy zaproszone do Polski na kolonie wakacyjne, nikt w
Warszawie się nie zatroszczy, żeby do tych miast docierały polskie książki i
polska prasa, a śmiałkom, którzy decydują się iść do konsulatu P.R.L. w Tel-
Avivie prosić o wizę, niemal zawsze pokazuje się drzwi, i to bez względu na
to, jaką ilością dewiz petenci ci dysponują. Jak widać z powyższego władzom
P.R.L. nie zawsze jest obojętne, kto jest ochrzczony, a kto obrzezany. I to
jest skutek polityki Puławian, a nie Natolińczyków ani żadnych innych sił w
P.Z.P.R.
www.polonica.net/chamy_i_zydy.htm