hanni
04.04.03, 12:44
Wokol faktu rozpoczecia przez Busha wojny przeciw Irakowi panuja na tym forum
bardzo rozbiezne opinie.
Wiele powiedziano juz na ten temat ale jedno porownanie, rzucone juz tutaj
wydaje mi sie bardzo trafne.
Otoz Bush mialby byc tym kims, kto wreszcie zdecydowanie wkracza w obronie
kobiety tyranizowanej i bitej "sznurem" przez swego meza w ich wlasnym domu.
Dobre porownanie. Ktoz by tego nie pragnal? Przyzwalanie na cos takiego to
przeciez "sredniowiecze".
Ale rozwinmy to dalej. Kto wlasciwie powinien w cywilizowanym kraju polozyc
kres maltretowaniu kobiety przez jej meza? Czy powinien to byc sasiad, ktory,
jako ze najsilniejszy w calej wsi decyduje dac temu tyranowi nauczke za
pomoca siekiery?
Nie. Tym kims powinna byc policja. Bo to ona ma byc bezstronnicza i tylko ona
ma prawo stosowac srodki karne dopuszczone prawem i TAK SAMO OBOWIZUJACE
WSZYSTKICH.
To czego dokonal rosly sasiad swoja siekiera mialo z pewnoscia dobre strony
ale bylo samosadem. A samosad jest i pozostanie BEZPRAWIEM, przestepstwem.
I na tym polega chyba glowny problem. Od rozwiazywania konfliktow i karania w
cywilizowanych spolecznosciach nie sa sasiedzi z siekiera a wlasnie policja i
sady, bezstronnicze i respektowane przez wszystkich.
Jesli najsilniejszy ciolek we wsi wezmie "sprawiedliwosc" w swoje
rece - nawet w dobrej wierze - to tylko kwestia czasu jest, kiedy deprawacji
ulegnie cala wies.