Dodaj do ulubionych

Debil amerykanski.

IP: *.pppool.de 05.04.03, 23:40
DEBIL AMERYKANSKI

Wyniki zaszokowaly
amerykanska opinie publiczna; okazalo sie, ze w USA zyje 27 mln analfabetow i
45 mln tzw. analfabetow funkcjonalnych. Prawie polowa ze 191 milionow
doroslych Amerykanow nie jest w stanie wykonac tak prostej czynnosci jak
wypelnienie przekazu bankowego. Tylko 4 proc. potrafi przy uzyciu
elektronicznego kalkulatora obliczyc koszt wykladziny, majac podana cene
metra kwadratowego i rozmiary pokoju.
Naukowcy przeprowadzajacy
badania zmuszeni byli zastosowac nowa definicje analfabetyzmu. W tradycyjnym
pojeciu analfabeta byl osobnik podpisujacy sie krzyzykiem. Testy Departamentu
Edukacji dowiodly, ze wiele osob umie czytac w technicznym tego slowa
znaczeniu, tzn. sa w stanie rozszyfrowac slowa, ale brak im umiejetnosci
koniecznych do korzystania z tej informacji (sa to owi analfabeci
funkcjonalni, ktorych liczbe szacuje sie na 45 mln). Co ciekawe, polowa osob,
ktore osiagnely najgorsze wyniki, to absolwenci High School. Niektorzy z
dyplomami tych uczelni nie umieli w ogole ani czytac, ani pisac.
Poziom nauczania w USA
jest o wiele nizszy niz w Europie Zachodniej, np. 40 proc. uczniow
europejskich szkol srednich jest w stanie rozwiazac zadania matematyczne,
ktorych 90 proc. amerykanskich uczniow na tym samym poziomie nie umie
rozwiazac.
W 1947 r. 45 proc.
uczniow w USA bylo w stanie odnalezc na mapie Europe, w 1988 r. bylo ich
zaledwie 25 proc. Podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r., kiedy to 500
tys. zolnierzy amerykanskich znajdowalo sie na froncie, az 80 proc.
Amerykanow nie wiedzialo, gdzie lezy Irak, natomiast 92 proc. wiedzialo, ze
prezydent Bush nie lubi i nie bedzie jadl brokul.
Dzieje sie tak
pomimo, ze w latach 80. USA zainwestowaly w edukacje 420 mld dol. (czyli o 29
proc.) wiecej niz kiedykolwiek w historii. W wielkosci wydatkow na
ksztalcenie studenta Stany ustepuja na swiecie jedynie Szwajcarii. Okazuje
sie jednak, ze wysokie naklady finansowe nie gwarantuja rownie wysokiego
poziomu nauczania.

W USA nie ma matury,
jedynie SAT dla tych, ktorzy chca studiowac. SAT to skladajacy sie z dwoch
czesci - matematycznej i werbalnej - egzamin, okreslajacy kwalifikacje do
studiow wyzszych. Jest on dla uniwersytetow praktycznie tym samym, co Dow-
Jones-Index dla Wall Street. Dla tych, ktorzy nie chca studiowac, nie jest on
istotny. Dyplom High School otrzymuje sie niezaleznie od SAT-u. Wystarczy
zaliczyc dana liczbe kursow (credits).

Szkoly upodobnily
sie przez to do centrow handlowych, tzw. shopping malls, ktore przyciagaja
szerokie spektrum konsumentow o roznych gustach. Przegladajac katalog jednej
ze szkol (nota bene, liczacy 65 stron i zawierajacy 400 kursow) znajdziemy
tam takie przedmioty nauczania, jak: astrologia, cheerleading, higiena
dziecka, mass media, zywnosc, football amerykanski, prostytucja, sztuka
kulinarna, rysowanie komiksow, bron, gra na gitarze, nauka jazdy, ogien i my,
szycie plecakow, smierc, jak uzyskac skuteczne srodki antykoncepcyjne itd.
Jednoczesnie oferta uzalezniona jest od zapotrzebowania uczniow, np. jesli na
kurs z matematyki nie zapisze sie odpowiednia liczba chetnych, jest on
skreslony z rejestru.
W katalogu znalazlem
tez "jezyk angielski dla klasy 8". Oferowane byly 3 kursy o roznym stopniu
trudnosci: najwyzszy "dla tych, ktorzy chca i sa w stanie przeczytac 2 albo 3
ksiazki kwartalnie, i ktorzy napisza o swoich przezyciach czy tez o ksiazce
raz na tydzien"; sredni "dla uczniow, ktorzy czytaja i pisza tylko wtedy,
kiedy musza"; najnizszy "dla tych, ktorzy maja klopoty z czytaniem i
pisaniem. Wiekszosc czytania bedzie wykonywana podczas lekcji." Te ostatnie
zajecia zdominowane sa przez lekture "Piotrusia Pana" i "Czlowieka Pajaka".
W Stanach nie istnieje
cos takiego jak powtarzanie klasy, powtarza sie jedynie nie zaliczony kurs w
roku nastepnym.
Co piaty
publiczny college ma obowiazek przyjac kazdego absolwenta szkoly sredniej bez
wzgledu na jego wyniki w nauce, jezeli jest obywatelem danego stanu. Oznacza
to, ze obojetnie, czy uczen zakonczy kurs rysowania komiksow i gotowania
obiadow, czy fizyki i chemii - i tak zostanie przyjety na studia.

KLASOWKA CZYLI GWALT

Swoj wklad w
obnizanie poziomu wyksztalcenia Amerykanow wniosly tez podreczniki. Badania
dowiodly, ze uczniowie byli w stanie poradzic sobie z 80 proc. materialu
zawartego w podrecznikach, zanim w ogole je otworzyli. Bierze sie to stad, ze
drukowanie podrecznikow stalo sie lukratywnym biznesem. Ponad 20 stanow
kupuje hurtowo podreczniki dla szkol na swoim terenie. Sprzedanie miastu Los
Angeles swojego elementarza oznacza zarobienie kilku milionow dolarow.
Wydawcy nie moga wiec sobie pozwolic na ryzyko, ze ich podreczniki wywolaja
czyjes niezadowolenie czy protest. Cale sztaby ludzi pisza i kontroluja
teksty, aby, bron Boze, kogos nie obrazic i nie zgorszyc. Wszelkie kwestie
kontrowersyjne sa natychmiast wycinane, stad np. w podreczniku historii USA
brak jakichkolwiek informacji o Thomasie Jeffersonie.
Powolana przez
Reagana komisja zwrocila tez uwage na inflacje stopni dokonywana przez
nauczycieli. Okazalo sie, ze nauczyciele przestawali stawiac zle stopnie,
poniewaz w spoleczenstwie, ktore kocha cenzurki ponad wszystko, byloby to
rownoznaczne ze skazywaniem uczniow na niepowodzenie. Wprowadzaloby to
niezdrowy podzial na obiecujacych sukces i na nieudacznikow, ktorzy mieliby
pozniej klopoty na rynku pracy.

CHRYSTUS MOWIL PO ANGIELSKU

Innym powodem
kryzysu edukacji w USA, ktorego powolana przez Reagana komisja nie podaje,
jest niski poziom wyksztalcenia samych nauczycieli. W zawodzie tym wystepuje
selekcja negatywna; bardziej atrakcyjna jest profesja adwokata lub biznesmena.
Dosyc znana byla
sprawa pewnej nauczycielki klas piatych z Chicago, ktora w 1980 r. wniosla
oskarzenie do sadu, poniewaz szkola nie przedluzyla jej kontraktu. Podczas
rozprawy poddano ja sprawdzianowi znajomosci slow. Znaczenie
slowa "suffrage" - czyli prawo do glosowania - podala ona jako: "kiedy ludzie
z jakiegos powodu cierpia", mylac to slowo z "suffer", co oznacza
rzeczywiscie "cierpiec". Podobnie wypadla reszta testu. Pomimo to, sedzia
nakazal przedluzenie jej kontraktu. Zdecydowal sie na to, poniewaz na
swiadectwie zwolnienia doszukal sie bledu ortograficznego i zlej skladni, zas
na 82 stronach oficjalnego katalogu szkoly znalazl 77 bledow ortograficznych.
Nauczycielka, zapytana na ulicy przez
reportera TV, jakiego przedmiotu uczy, odpowiada: "I teaches English" - "ja
nauczac angielskiego".
Obserwuj wątek
    • Gość: john Re: Debil amerykanski. IP: *.dip.t-dialin.net 05.04.03, 23:46
      To normalne. Masa ma zapierniczac a nie myslec.
    • Gość: traianus Debil amerykański, polski idiota? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.04.03, 23:50
      Nie ma co psioczyć na Amerykanów - Polacy sa jeszcze gorsi,
      niestety


      "WPROST"
      aż 80 proc. z nas nie rozumie prostych informacji i pojęć. Z czym chcemy wejść
      do Europy, skoro 81 proc. Polaków nie potrafi formułować krótkich komunikatów?
      Jak mamy wykorzystać szanse stwarzane przez procesy globalizacji, jeśli 93
      proc. nie umie korzystać z nowych technik bankowych, zaś 95 proc. ma kłopoty z
      komputerem i Internetem? Co wreszcie wnieśliśmy do NATO, jeśli aż 68 proc. nie
      rozumie wewnętrznych zarządzeń i poleceń służbowych - armię niedostosowanych?

      Wyłaniający się obraz cywilizacyjnego zapóźnienia Polski jest wstrząsający -
      wypadamy cztery, pięć razy gorzej niż społeczeństwa Zachodu, choć i tam
      przecież cywilizacyjny i funkcjonalny analfabetyzm jest problemem niepokojącym
      rządy i parlamenty.

      - Proces popadania w funkcjonalny analfabetyzm zaczyna się tuż po ukończeniu
      szkoły podstawowej: 20 proc. absolwentów podstawówek ma kłopoty ze zrozumieniem
      prostych czytanek - mówi prof. Zbigniew Kwieciński z UAM w Poznaniu. Czy może
      zatem dziwić, że ponad trzy czwarte rodaków nie rozumie nawet instrukcji
      obsługi golarki? - Większość klientów składa reklamacje, bo nie radzi sobie z
      dostrojeniem wideo do telewizora, nie mówiąc już o programowaniu - opowiada
      Ryszard Nycz z serwisu firmy Panasonic. - Jeden z klientów reklamował golarkę,
      a nie zauważył, że nie zdjął folii ochraniającej tarcze tnące - dodaje Marian
      Przybylski z serwisu firmy Braun.




      Więcej:
      www.wprost.pl/ar/?O=8749
    • Gość: Alik Re: Debil amerykanski. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.03, 23:51
      Sama prawda. Zaśmiewałem się do łez gdy kolega mieszkający w Kaliforni
      opowiadał o amerykańskim systemie edukacyjnym. Czy wiecie że w szkołach
      podstawowych nie ma czegoś takiego jak powtarzanie klasy? Ważne jest aby uczeń
      przyszedł chociaż RAZ do szkoły w ciągu roku, żeby można mu było wręczyć
      promocję.
      Liczy się jedynie kilkanaście wyższych uczelni które są na poziomie. Reszta to
      szkółki po których jedyną pracę jaką można dostać to w smażalni hamburgerów
      (chyba że przyjedzie się z takim "dyplomem" do Polski, a to co innego...).
      Na poczcie pracują murzyńscy analfabeci (nie muszą umieć czytać bo listy
      segregują automaty) ale jak coś się zatnie, poczta unieruchomiona.
      Gdy ktoś ogląda w NBC talk show Jay Leno, to wie jaką wiedzą mogą pochwalic się
      zaczepiani przez niego na ulicy ludzie.
    • Gość: samanta Re: Debil amerykanski. IP: *.kabel.telenet.be 06.04.03, 00:52
      A ja lubie popatrzec sobie na tych "normalnych" Amerykanow z programu Jerry
      Springer Show
    • Gość: . Wszyscy wiedza, ze Polacy sa najmadrzejsi IP: *.newt1.ct.charter.com 06.04.03, 01:05
      na swiecie zwlaszcza ci mieszkajacy w Belgii czy w Niemczech, ujadajac na
      cokolwiek co amerykanskie.
    • Gość: Pantera Re: Debil amerykanski. IP: 152.19.37.* 06.04.03, 02:54
      Bardzo rozsadne wypowiedzi. Zgadzam sie ze poziom edukacji w Stanach jest niski, ze sa matolki, ktore nie potrafia
      czytac i temu podobne. Zawsze jednak najpierw sprawdzmy jak to jest u nas. Jesli Amerykanie sa tacy durni to
      dlaczego ten kraj wyglada tak, jak wyglada? Durnie nie potrafiliby zbudowac takiego kraju. Owszem, kiedy Jay Leno
      wychodzi na ulice i zadaje najprostsze pytania, to odpowiedzi sa przerazajce. Czy jednak na naszej ulicy
      wygladaloby to inaczej? Dlatego zamiast sie wysmiewac (latwe) wezmy sie do solidnej pracy i nauki i jezeli bedziemy
      lepsi nasz kraj bedzie sto razy lepszy niz Ameryka (trudne i pracochlonne).
      Teraz troche o przyczynach tego stanu rzeczy. Prosze panstwa winne jest lewactwo! Dawniej jak ktos byl matolkiem
      to mowilo mu sie ze ma sie wziac do pracy bo inaczej bedzie dalej matolkiem. Lewactwo jednak uwaza ze nie wolno
      urazac oceny wlasnej ucznia (self esteem) i dlatego kazdy matolek musi przejsc do nastepnej klasy. Dawniej w
      szkole byla dyscyplina i szacunek dla nauczycieli (jacy byli tacy byli ale uczen mial ich sluchac). Teraz to uczen
      decyduje co robi na lekcji i czy wogole cos robi, a nauczyciel ma siedziec cicho. Opisy zachowania uczniow w
      szkolach to relacje z pogranicza kryminalu i farsy. Tak dalej byc nie moze jesli nasze szkoly maja ksztalcic.
      Podobnie w Stanach. Zwiazek zawodowy nauczycieli to komunistyczna organizacja z domieszkami feminizmu,
      homoseksualizmy i temu podobnych zboczen.Jakie sa rezultaty-kazdy widzi.
    • Gość: rybak Re: Debil amerykanski. IP: *.client.attbi.com 06.04.03, 04:16
      27 milionow analfabetow to zasrani emigranci, przewaznie nielegalni.
      jak wiekszosc polaczkow. mowie mu "you stupid pollak" i slysze : ok,thank you.
      hahahaha
      • Gość: rick Re: Debil amerykanski. IP: *.ip.van.radiant.net 06.04.03, 05:58
        Hey,Rybak cos ty taki do przodu i wyksztalcony,nie wiem czy mature zrobiles za
        jajka lub czy blisko Ameryki mieszkasz,te zasrane miliony wedlug ciebie
        analfabetow zbudowaly naprzyklad Kalifornie od podstaw zbierajac arbuzy po
        piec centow za sztuke,od rana do wieczora,jestem pewien,ze ty sie do tego nie
        nadajesz....
    • Gość: U Re: Debil amerykanski. IP: *.214.113.108.Dial1.Boston1.Level3.net 06.04.03, 06:17
      To nie jest kwestia narodowosci.To wynik manipulacji
      dokonanych na umyslach narodu od dziecinstwa do starosci.
      To slady odciskow lapek zion'cow.Zobaczcie,co sie stalo z
      Polska.To jest regula,ze gdzie nie dojdzie do wladzy
      herzl,wyniki sa takie same.Nastepuje rozklad
      rodziny,kultury,historii,moralnosci...
      W Rosji,we Wsch.Europie,gdzie ludzie byli nosnikami tych
      skladnikow humanizmu,za duzo czasu poswiecono by na
      wymodelowanie narodu do wlasnych oczekiwan,wiec herzle
      uciekly sie do Holocaustu fizycznego wytepienia
      najlepszych w narodach.
      Ludek amerykanski urodzil sie w tym burdelu i nie trzeba
      tu nic zmieniac.Jest modelowany od kolyski.Z takimi
      mozgowcami mozna zdobyc caly swiat.Co mozemy dzisiaj
      obserwowac wokol siebie.Przygotujcie sie na ponure czasy.
      Zacznijcie planowac egzystencje w piekle stworzonym przez
      wybranych psies YHWH.
    • Gość: DSD Re: Debil amerykanski. IP: 212.33.88.* 06.04.03, 10:36

      > okazalo sie, ze w USA zyje 27 mln analfabetow

      Prawie tyle co w Polsce.
      • Gość: G.W. Bush Me ? Debil amerykanski? Absolutely impossible ! IP: *.rasserver.net 06.04.03, 10:45
        • Gość: as Debil amerykanski cd. IP: *.pool.mediaWays.net 06.04.03, 11:12
          TELEWIZOR NA STRAZY RODZINY

          Jeszcze jednym
          powodem paralizu systemu edukacji, o ktorym komisja prezydencka nie wspomniala,
          jest "brak dyscypliny". Jeszcze w 1940 r. siedem najpowazniejszych problemow w
          amerykanskich szkolach to: rozmawianie podczas lekcji, zucie gumy, halasowanie,
          bieganie po korytarzu, przepychanie sie w kolejce do stolowki, smiecenie i brak
          obowiazujacego stroju szkolnego. W 1990 r. siedem najpowazniejszych problemow
          wygladalo nastepujaco: narkomania, alkoholizm, ciaza, samobojstwo, gwalt,
          rozboj i kradziez. Dosc powiedziec, ze rocznie 110 tys. nauczycieli w USA
          melduje o atakach przemocy na lekcjach, kazdego dnia 135 tys. uczniow przynosi
          do szkoly oprocz drugiego sniadania pistolet, zas trzecia co do wielkosci
          jednostka policji w Stanach pelni sluzbe wylacznie w szkolach miasta Los
          Angeles.
          Ogromna role w
          kryzysie oswiaty odgrywa rowniez telewizja. Amerykanin, ktory konczy szkole, ma
          za soba 15-18 tys. godzin ogladania TV i tylko 11 tys. godzin lekcji. Obejrzy
          przez ten czas 18 tys. morderstw i pol miliona reklamowek. Na 1000 godzin
          spedzonych przed ekranem przypada 30 stron slowa drukowanego. W 1983 r.
          legislatura stanu Nowy Jork uznala telewizor za "narzedzie konieczne do
          przetrwania rodziny w spoleczenstwie" i nie podlegajace zarekwirowaniu przez
          komornika. Telewizor uznany tez zostal za podstawowe narzedzie edukacyjne, a
          jako wzorcowy program oswiatowy podawana jest "Ulica Sezamkowa".
          Tymczasem
          "telewizyjny system nauczania" w rzeczywistosci jest wrogiem nauczania
          szkolnego. Po pierwsze: glosi on idee, ze nauka i rozrywka sa nierozlaczne, co
          jest koncepcja nieznana w zadnym dyskursie o edukacji, od Konfucjusza do Johna
          Dewey'a. Wynika to z faktu, ze program edukacyjny musi byc maksymalnie zabawny,
          aby zniechecony uczen nie wylaczyl telewizora. Po drugie: poniewaz kazdy
          program telewizyjny jest zamknietym w sobie produktem, zaklada sie, ze nie
          mozna wymagac od ucznia zadnej wiedzy wstepnej, slowem: przekresla sie idee
          porzadku rzeczy i ciaglosci w procesie nauczania. Po trzecie: wszelkie
          komentarze, teorie, hipotezy itd. podawane sa w formie maksymalnie
          uproszczonej, najczesciej z dynamicznymi obrazkami i szybka muzyka w tle, co w
          rzeczywistosci wypacza istote przekazu. Pojawiajace sie od czasu do czasu
          reklamowki odbieraja dodatkowo programowi resztek jego powagi. Ciekaw jestem,
          jakbyscie Szanowni Czytelnicy, zareagowali, gdybym w tym miejscu zawiesil nagle
          swoj wyklad i zaczal reklamowac McDonalda albo PKO.

          PRZEMYSL UNIWERSYTETOWY

          Przejdzmy teraz
          do omowienia szkolnictwa wyzszego w USA, ktore kojarzy nam sie glownie z takimi
          uniwersytetami jak Harvard, Princeton, Yale, Columbia, Stanford czy MIT. W
          rzeczywistosci czolowka ta stanowi ok. 3 proc. w morzu 2.500 uniwersytetow
          amerykanskich, na ktore pozwolic sobie moze jedynie elita finansowa
          spoleczenstwa. Co prawda przy pomocy stypendiow miejsca te nie sa zarezerwowane
          jedynie dla najbogatszych, ale i tak pozostaja dostepne dla niewielu.
          Najwazniejsze dwie
          rzeczy, jakie nalezy wiedziec o szkolnictwie w USA, to: 1. studia sa platne, 2.
          cena studiow zalezy do jakosci uniwersytetu, np. rok uniwersytecki na
          Harvardzie kosztuje 15 tys. dol., a w Wellesley College - 1,5 tys. dol. (tytul
          magistra w Wellesley College upowaznia absolwenta co najwyzej do wstepu na
          Harvard).
          Komercjalizacja studiow
          wyzszych powoduje, ze kieruja sie one zasadami rynku i figuruja na trzecim
          miejscu przemyslu narodowego USA. Uniwersytety, ale tylko te najlepsze,
          sa "przedsiebiorstwami" sprzedajacymi "produkty". Sa w stanie zatrudnic
          najwybitniejszych pracownikow na najlepszych warunkach, np. poczatkowa pensja
          docenta wynosi od 100 do 150 tys. dol. rocznie. Jaki uniwersytet w Europie moze
          pozwolic sobie na taki wydatek?
          Tym nalezy tlumaczyc
          zjawisko "brain-drain" czyli "odplywu umyslow" do USA. Dosc powiedziec, ze
          wsrod kadry profesorskiej na katedrze matematyki uniwersytetu w Berkeley az 75
          proc. stanowia nie Amerykanie, lecz Chinczycy, Koreanczycy, Polacy, Rosjanie
          itd.
          Z kolei na
          uniwersytetach przecietnych, gdzie za rok akademicki placi sie od 5 do 8 tys.
          dol., poziom nauczania jest tak niski, ze porownac go mozna z poziomem polskich
          maturzystow.

          HUMANIZM TO NIESZCZESCIE

          Wiekszosc uczelni
          nie dba bowiem o jakosc wyksztalcenia, lecz o stworzenie perspektyw zawodowych
          na przyszlosc. Oto fragment calostronicowego ogloszenia w "New York Times":
          "Wszystkie znane uniwersytety obiecuja swoim studentom dobre wyksztalcenie
          ogolne. Jednak humanistycznie ukierunkowany absolwent, nie posiadajacy
          wyksztalcenia, z ktorym moglby zarobic pieniadze, nie jest czlowiekiem
          szczesliwym. Jego rodzice tym bardziej, bo inwestuja swe ciezko zarobione
          pieniadze (...) Uniwersytet w Bridgeport widzi swoje zadanie w zapobieganiu
          takiemu nieszczesciu".
          Wypowiedz jest jasna:
          wyksztalcenie humanistyczne oznacza "nieposiadanie wyksztalcenia", co wiecej -
          jest "nieszczesciem"! Nic wiec dziwnego, ze rosnie pogarda dla przedmiotow
          humanistycznych, ktore nazywane sa "akademickim cyrkiem", a najwiekszym
          zainteresowaniem ciesza sie takie kierunki, jak businness, medycyna i prawo.
          W rzeczywistosci
          uniwersytety staly sie dzis w USA sluzami spoleczenstwa: sprzedaja bilety
          wstepu (czyli dyplomy) do srednich i wyzszych warstw spoleczenstwa, do bardziej
          intratnych zawodow i dobrobytu. Wydaje sie, ze pokonywanie kolejnych szczebli
          edukacji zastapilo marzenia o granicy posuwania sie osadnikow jako srodka
          ucieczki z nedzy, ponurych fabryk i zatloczonych miast Wielkiej Brytanii.
          Mozliwosc dazenia do wiedzy dla samej wiedzy, a nie dla pozniejszych mozliwosci
          zarobkowania, zostala zepchnieta na margines. Humanistom, ktorzy chca sie
          ubiegac o stypendia, radzi sie, aby nie podkreslali, ze badania sprawiaja im
          przyjemnosc, poniewaz wyglada to podejrzanie i od razu zmniejsza szanse na
          pozytywne zalatwienie sprawy.

          CZY BATMAN BYL HOMOSEKSUALISTA?

          Oto kilka konkretnych przykladow z uniwersytetow USA, charakterystycznych dla
          przecietnych tego typu instytucji:
          brak myslenia krytycznego i wiedza nadajaca sie do telewizyjnych quizow, np.
          studenci znaja kazdy fakt otaczajacy zrzucenie bomby na Hiroszime (nazwisko
          pilota, ciezar bomby, rodzaj samolotu, liczbe ofiar etc.), ale nie maja nic do
          powiedzenia w dyskusji, czy bomba powinna zostac zrzucona, czy tez nie;
          studenci pierwszego roku nie zauwazaja wewnetrznej sprzecznosci w wypowiedziach
          typu: "nie powinno byc uprzedzen wobec czarnych i innych nizszych ras";
          relatywizm, ktory zaklada, ze "ja mam swoja prawde i pan profesor ma swoja",
          doprowadza do tego, ze profesor nie ma prawa oceniac wypowiedzi studentow,
          poniewaz wszystkie poglady sa rownouprawnione;
          ow relatywizm powoduje, ze powstaja dysertacje o tym, ze "Jadro ciemnosci"
          Josepha Conrada jest dzielem rasistowskim, ze "Ulisses" Jamesa Joyce�a jest
          powiescia o kolonializmie i alienacji w kapitalizmie, ze dramaty Szekspira
          stanowia manifestacje brytyjskiego imperializmu, patriarchatu, europejskiego
          rasizmu, logocentryzmu etc. Powstaja tez takie prace doktorskie, jak
          np.: "Czytanie Batmana w swietle jego stosunku do Robina. Czy Batman byl
          homoseksualista?".

          DZIEDZICTWO 1968 ROKU

          Kryzys
          uniwersytetow wiaze sie ze zmianami, jakie dokonaly sie po II wojnie swiatowej.
          Do tego czasu byly to instytucje elitarne, zarezerwowane wylacznie dla
          establishmentu. W 1944 r. Kongres USA uchwalil "GI Bill", uprawniajacy do
          studiow weteranow wojennych. Ekonomiczny boom nastepnych lat zmniejszyl liczbe
          osob w sektorze produkcji, a powiekszyl liczbe tych, ktorzy mogli pozwolic
          sobie na studia. Coraz mniej osob mialo do czynienia z gleba, cegla czy stala,
          coraz wiecej z papierem. W 1954 r. zniesiono doktryne "separate but equal",
          ktora otworzyla uniwersytety dla czarnych. W 1957 r. USA przezyly "sputnik
          shock", w wyniku czego panstwo i armia zaczely pom
    • Gość: mic Re: Debil amerykanski. IP: *.dip.t-dialin.net 06.04.03, 11:15
      Dobry tekst. Odlozylem do archiwum. Od czasu do czasu trzeba podsuwac go na
      poczatek, zebysmy mieli przed oczami to, co nas czeka.

      Dobrze ukazuje powody popularnosci Busha. Cwoki kochaja cwoka.
      • Gość: rynek pracy Bezrobotny geniusz polski szuka kazdej pracy. IP: *.rasserver.net 06.04.03, 11:23
        • heimer Re: Bezrobotny geniusz polski szuka kazdej pracy. 06.04.03, 12:18
          Jak geniusz to czemu szuka?
          Jak szuka to znaczy ze nie geniusz!
      • Gość: hawk Re: Debil amerykanski. IP: *.vc.shawcable.net 06.04.03, 11:27
        Brawo As, jestes naprwde asem!. No coz, ciemnota jest najlatwiej rzadzic,
        ciemnota kroczy tam gdzie sie ja prowadzi i nie zadaje pytan.
        U ma racje, to jest zaplanowane, im narod glupszy tym lepiej nim rzadzic, a
        osobista wolnosc ucznia to tez plan, po co miec wplyw na ksztaltowanie sie
        mlodego czlowieka?, dac mu wolnosc niech robi co chce, i niech wyrosnie na
        bydlaka, bez kultury bez wiedzy, bez oleju w glowie, ale za to dobre muskuly do
        roboty.
        Okazuje sie ze wiekszosc tak zwanych osiagniec, ameryka zawdziecza emigrantom,
        kupuje specjalistow gdzie sie tylko da, najlepsi specjalisci to emigranci,
        poczynajac od wykladowcow na uczelniach, inzynierow w fabrykach az do tych na
        najnizszych stolkach.
        NIe wiem, ale nie lubie ameryki, dla mnie to dzungla, jak bym mial tam mieszkac
        to juz wole w Polsce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka