Gość: dana33
IP: *.adsl.actcom.co.il
15.08.03, 00:23
tak dla waszej informacji, my wiemy, czas zebyscie wy
tez wiedzieli. artykul jest bardzo dlugi, wiec macie
tylko urywki, ale powinno wystarczyc:
Książka Jana Tomasza Grossa budzi sprzeciw, bo stawia
pod znakiem zapytania przekonanie o niewinności
Polaków. Esej Joanny Tokarskiej-Bakir
....Chodzi o zjawisko poniekąd optyczne. Z bliska, a
zwłaszcza od środka, pewnych rzeczy po prostu nie
widać. Nie widać polskiej obsesji niewinności. Nie
widać reguł, które rządzą polską debatą publiczną i
prywatną, przez powyższy przymus niewinności
kontrolowaną. Przede wszystkim jednak nie widać, że to,
co Thomas Merton nazywał "żałosną odmową spojrzenia w
głąb siebie", jest widoczne dla wszystkich poza nami
samymi.....
.....Historyk, podobnie jak każdy inny uczony, chce być
przede wszystkim "poważny". "Poważny" znaczy w Polsce
"niekontrowersyjny". Niekontrowersyjny polski historyk,
gładząc się po brodzie, z pobłażaniem popatruje na
tych, którym się spieszy. Co z tą niespiesznością
historyków zrobić w kraju, w którym wymierają ostatni
świadkowie wojny i Holocaustu, nie bardzo wiadomo.
Dalszą perspektywę zarysował cytowany na początku
Günter Grass - wygląda na to, że także polskie dzieci i
wnuki będą wspominać w zastępstwie milczących ojców i
dziadków. Nie niepokojeni przez historyków, świadkowie
ci zabiorą ze sobą do grobu wszystko, co byłoby jeszcze
do opowiedzenia o szmalcownictwie i granatowej policji,
o formacji Baudienst, w której służyła polska młodzież,
o warszawskim pogromie wielkanocnym 1940 roku, o
wydawaniu Żydów przez księży po spowiedzi (mówił o tym
Marek Edelman w wywiadzie zamieszczonym w książce Anki
Grupińskiej "Po kole. Rozmowy z żołnierzami getta
warszawskiego"), o Jedwabnem i Radziłowie, o niewinnym
obrzędzie "palenia Judasza" w czasie wojny (wywiady
terenowe w Archiwum Katedry Etnologii UW), o szklankach
wody, sprzedawanych za złote monety Żydom, stłoczonym w
"pociągach śmierci". Także o "akcji kolejowej" z roku
1945, w ramach której partyzanci Narodowych Sił
Zbrojnych wyciągnęli z pociągów i rozstrzelali około
200 repatriantów Żydów, przesiedleńców ze wschodu
(Hasło "pogrom" w "Historii i kulturze Żydów polskich"
A. Całej, H. Węgrzynka i G. Zalewskiej), o powojennych
zabójstwach Żydów wracających z wygnania do domów, o
pogromie kieleckim i krakowskim i o setkach innych
nierozpoznanych donosów wojennej i powojennej
rzeczywistości. Stanie się tak niechybnie - chyba że
pozostawiając historyków ich własnej powadze, postąpimy
jak Jan Tomasz Gross i jednak zaczniemy o tym
rozmawiać......
....Pamięć zbiorowa gwiżdże sobie na fakty i apele.
Choćby fakty te były dla historyków nie wiem jak
oczywiste, ludzkiej pamięci do niczego nie zobligują. I
znów przykładem mogą być Niemcy. Społeczeństwu temu
należy się szacunek ze względu na pracę nad sobą, jaką
podjęło po wojnie. Wystarczy jednak popatrzeć na
reakcję tłumów w pewnych momentach niemieckiej
historii, by zwątpić w efekt owej gigantycznej,
ponadpięćdziesięcioletniej autoresocjalizacji. Gdy w
roku 1998 w kościele św. Pawła we Frankfurcie Martin
Walser skończył mowę, w której protestował przeciw
masochistycznym praktykom "nieustannego prezentowania
niemieckiej hańby", przeciw "instrumentalizacji pamięci
o Auschwitz", obecni, wśród których niemal w komplecie
stawiły się tutejsze elity polityczne i intelektualne,
uczcili mówcę długotrwałą owacją. Ci ludzie znali fakty
aż nadto dobrze. To właśnie przeciw nim protestowali,
żądając wytchnienia od prawdy, "prawa do odwracania
wzroku"
Jedyną osobą, która wówczas nie wstała i nie
oklaskiwała Walsera, był sędziwy Ignatz Bubis,
przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech.....
.....Prawdziwy polski dyskurs o antysemityzmie zawiera
listę tematów dyżurnych, specyficznie polskich "żywych
obrazów". Hasło "Holocaust" automatycznie uruchamia ich
projekcję. Myliłby się ten, kto spodziewałby się
znaleźć tu jakieś okropności Zagłady. Projekcja
rozpoczyna się od kilku starych klisz kościelnych,
takich jak "Krew Jego na nas i na głowy synów naszych "
albo: "Módlmy się za Żydów wiarołomnych ". Długiemu
trwaniu tych klisz doprawdy trudno się dziwić, skoro
przypominano je rokrocznie w czasie wielkopiątkowego
nabożeństwa. Dalej wyświetla się obrazek z
przedwojennym Żydem-chałaciarzem, rozpierającym się w
Ogrodzie Saskim koło fontanny, tak jakby zabierał się
już do spełniania obietnicy: "Wasze będą ulice, nasze
kamienice". Na kolejnym obrazku inni Żydzi-chałaciarze
chlebem i solą witają najpierw Rosjan, potem Niemców, a
następnie znowu Rosjan. Dalej przywleczeni przez
Sowietów Żydzi-polakożercy obnoszą swój komunizm i
żydowskość w powojennym UB. Następnie Żydzi, tym razem
już ukryci pod polskimi nazwiskami, wysysają krew z
Polski gomułkowskiej i gierkowskiej, a po roku 1989 z
właściwą sobie chucpą zajmują najważniejsze stanowiska
w mafiach finansowych.....
....Polska "spowiedź z cudzych grzechów" kończyć się
musi pokutą, oczywiście także cudzą. Penitent zostaje
zobowiązany do niewygadywania głupstw o rzekomym
polskim antysemityzmie. "Sama Redakcja wie, ile polski
antysemityzm przyniósł szkody sprawie polskiej za
granicą. Czy rozdmuchując go sztucznie na nowo - ma
zamiar szkodę tę naprawić?" - pytał korespondent
"Kultury" Aleksander Grobicki w roku 1957. Pytanie to
do dziś powraca w licznych głosach Polaków w kraju i na
emigracji, by wspomnieć choćby ostatnie noworoczne
orędzie prezesa amerykańskiego Kongresu Polonii Edwarda
Moskala. Problem jednak w tym, że ów motywowany obroną
polskiej opinii w oczach świata postulat milczenia o
polskim antysemityzmie pojawia się nie tylko w
wypowiedziach antysemitów.....
....Czym bowiem jak nie ucieczką od problemu i
zaprzeczaniem jest uporczywy odruch przypisywania
pogromów "mętom" (jaka jest proporcja mętów do niemętów
w społeczeństwie, w obrębie którego na obszarze samej
tylko Małopolski na listach AK odnotowanych było około
60 tys. szmalcowników - jak pisze w liście do "Gazety"
Jacek Myczka?). Czym jest empatyczne domniemywanie
krzywd, jakich musieli doznać od Żydów najaktywniejsi w
pogromie bracia Laudańscy, wczuwanie się w atmosferę
Jedwabnego ("niewielkiego, może oszalałego z bólu
miasteczka", w którym przed wojną żaden "aryjski sklep
nie mógł się [ ] utrzymać"), a także spekulowanie, jak
trudno było się przeciwstawić morderczym instynktom
współobywateli, którzy właśnie postanowili wymordować
sąsiadów? ....
....Najczęstszy sposób samooszukiwania się - mówił
dalej Tischner - polega na rozgrzeszaniu siebie, a
obwinianiu innych. W naturze sumienia leży jednak
paradoks - wprawdzie jest ono owym głosem moralnym,
który nawołuje do zachowania niewinności, ale zarazem
jest też głosem religii, która uczy czegoś zupełnie
odwrotnego: "Największy święty czuje się największym
grzesznikiem". I wreszcie konkluzja: "Gdyby Polacy byli
naprawdę religijni, nie próbowaliby na siłę przekonywać
innych i siebie, że są niewinni". Amen.