Gość: Jerzy
IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se
07.11.03, 22:03
Profesorskie wypociny…
Na stronach "Arabii", islamistycznego pisemka ,wydajacego sie byc tuba
polskiego oddzialu Al-kaidy, popelnil ostanio potezne "pyf" niejaki "prof.
dr hab.Marek M. Dziekan (kierownik Zakładu Bliskiego Wschodu i Północnej
Afryki Uniwersytetu Łódzkiego - lodzianie:uwaga)w artykuliku
zatytulowanym : "Saddam Husajn: megalomania i terror".
Artykulik ten jest napisany w wyjatkowo nedznym stylu - ale przeciez
wydaje jak "najlepsza" opinie o tym "profesorze", ludziach, ktorzy go
forowali do tego stanowiska i ludziach, stojacych ( i finansujacych)
dzialanosc polskiej Al-Kaidy.
Bo tak nalezy ocenic dzialanosc tego pisemka w Polsce.
Wielokrotnie zwracalem uwage forumowiczow na propagandowa prace
tzw. "intelektualistow" (w tym takze polskich) - ludzi slabych, pozbawionych
wiary i politycznej wyobrazni a sklonnych poddawac sie (czy moze
raczej "oddawac") kazdemu totalizmowi. Kiedys byl to nazizm, pozniej komunizm
a dzis totalizm islamistyczny. Ludzie ci maja za cel glowny przedstawic
obrone "Swiata Zachodniego" przed islamizmem za "daremny i niepowazny
wysilek", wolac rozprawiac(macac Polakom w glowach) o "dobroci islamu" a
tzw."euroislamu" - w szcegolnosci.
Nie bede owijal w bawelne: dla mnie ten "profesor" (i jemu podobni) sa
agentami Al-kaidy - niekoniecznie platnymi: jeszcze grozniejsi sa ci, ktorzy
to robia z przekonania i bez zaplaty, nienawidzac naszej cywilizacji. Bo taka
wlasnie jest ich zaplata za robote: nienawisc do rodzimej, przepieknej
cywilizacji. Najlepszej, jak Europa do tej pory zaznala.
Ten typ, podpisujacy sie jako "prof" M.Dziekan napisal juz druga czesc,
stanowiaca "podsumowanie" rozmyslan al -kaidowca o krwawym mordercy, Saddamie
Hussajnie. Warto przeczytac cala czesc druga aby sobie wyrobic jasna opinie.
Zwroce tylko uwage na jedno: ani w cz.I ani w cz.II "profesor" nie wspomina o
zakulisowej (i jawnej) dzialalnosci Zwiazku Sowieckiego na terenie
Miedzyrzecza(Mezopotamii) - cale zlo ucielesniaja USA. Saddam takze jawi sie
czasami jako brutalny co prawda typ (opowiesci o torturach "pochodza z
drugiej reki" lub od samych "poszkodowanych", co w jego pojeciu "ujmuje im
obiektywizmu" -a wiec kto powinien o nich opowiadac aby byly "obiektywne"?,
itp.) ale takze jako prawdziwy wodz i budowniczy nowego Iraku, znawca
architektury, sybaryta z basni "Tysiac i jednej nocy"…
Zupelnie taki sam, jak…. Stalin - opisywany z uczuciem przez podobnych,
niezyjacych juz intelektualistow zachodnich.
Stwierdze krotko: sa to wypociny bydlaka.
Zainteresowanych odsylam do calej czesci II-giej: Oto Link:
www.arabia.pl/article.php?id=7542
A jako ilustracje pogladow tego typa zalaczam obszerny cytat, stanowiacy
zakonczenie "pracy zleconej", zat: "Konkluzja".
Oto on:
"Konkluzja
Powyżej starałem się wskazać na elementy, które wyniosły Saddama do władzy
oraz na stosowane przezeń metody jej utrzymania. Na pierwszym miejscu bez
wątpienia stoi terror i strach, zaraz potem jednak niezwykle
rozbudowana „propaganda sukcesu”. Sądzę, że ten drugi element był
wykorzystywany dużo szerzej niż pierwszy. I to właśnie temu drugiemu
aspektowi poświęciłem najwięcej miejsca, wydawało mi się to bowiem dużo
ciekawsze niż opisywanie tortur stosowanych przez irackie służby
bezpieczeństwa. Metody z tej dziedziny nie różnią się zbytnio w rozmaitych
kulturach i systemach politycznych, poza tym ich opisy przekazywane są
zazwyczaj przez poszkodowanych, co w moim pojęciu – z całym szacunkiem dla
ofiar tych tortur – ujmuje im obiektywizmu. Metody propagandowe natomiast w
znacznym stopniu można prezentować i analizować w miarę obiektywnie, tym
bardziej że obserwowałem je na własne oczy.
Saddam chciał być wielki, chciał, by jego kraj był wielki, by wielki i
bohaterski był jego naród. W rzeczywistości Saddam był wielki wielkością
swojego kraju, i takim pewnie by pozostał, gdyby nie Stany Zjednoczone, które
uczyniły zeń symbol wszelkiego zła. Gdyby nie Amerykanie, świat pewnie
zapomniałby o Saddamie zaraz po obaleniu go przez samych Irakijczyków, do
czego bez wątpienia by doszło, choć pewnie nie w roku 2003. Saddam został
wyniesiony do wielkości Nerona, Hitlera i Stalina, choć w rzeczywistości był
małym człowiekiem o wielkich ambicjach, których bez pomocy świata zachodniego
na pewno nie udałoby mu się spełnić. W dodatku upadek irackiego prezydenta
przyczynił się do, krótkotrwałej zapewne, mody na „saddamiana”. W cenie są,
obecnie wycofywane z obiegu, banknoty z jego portretem i najrozmaitsze jego
podobizny, które znikają z bagdadzkich sklepików niczym ciepłe bułeczki.
Wbrew zdrowemu rozsądkowi Saddam stał się na swój sposób wielki i trafi
prawdopodobnie nawet na karty polskich podręczników historii. "
(J)