Dodaj do ulubionych

Jazda w grupie

19.08.21, 13:46
Cześć,

chcę się podzielić moim ostatnim doświadczeniem, trochę się wyżalić, a trochę poznać punkt widzenia innych osób.
Wybrałam się z chłopakiem na trzydniowy wyjazd z grupą (jego znajomi - klub motocyklowy). 8 motocykli, 11 osób. My byliśmy na oddzielnych motocyklach, a kilku facetów z klubu wzięło swoje córki/żony.
- Planu za specjalnie nie było - totalny spontan. W praktyce wyglądało to tak, że wieczór przed nie było wiadomo, gdzie i o której rano najpierw jedziemy. Więc np. z rana się dowiadywał człowiek, że za chwilę ma być gotowy do wyjazdu, bo za godzinę otwierają jakąś atrakcję gdzieś tam. Potem na bieżąco musiał się dopytywać przewodników wycieczki, czy już wiedzą, gdzie następnie jedziemy. Jak jechaliśmy autostradą, to pytałam na postoju, gdzie będzie następny - nie wiadomo. W efekcie jak jechaliśmy obwodnicą jakiegoś miasta i grupa zaczęła gdzieś skręcać i kluczyć, to był stres, żeby nie stracić ich z oczu.
- Nikt nie miał interkomu i nie odbierał telefonu w czasie jazdy. Raz grupa zaczęła nagle zawracać, nie wiadomo czemu. Jeden motor się wtedy wywalił. Nikt nie zwrócił uwagi i nie poczekał (oprócz mnie i chłopaka). Powiedziałam delikwentowi, że trzeba ustalić, gdzie reszta pojechała - a on zaczął cisnąć przed siebie. Pojechaliśmy za nim, myśleliśmy, że wie co robi. W końcu się zatrzymał i zadzwonił. Okazało się, że grupa gdzieś zaraz skręciła, więc trzeba było dymać z powrotem. Czyli skręcili, czekali gdzieś tam, ale nikt nie wyszedł na główną drogę, żebyśmy zobaczyli gdzie skręcili, ani nie próbowali zadzwonić ani wysłać smsa. Ja ustaliłam z przewodnikiem przez telefon, że spotkamy się już na miejscu, ale zanim zdążyłam to przekazać tamtemu gostkowi, to on już zaczął dymać z powrotem, nie czekając na nas. Tak że tak...
.... generalnie właśnie nigdy nie było wiadomo, czy ktoś poczeka, czy nie. Ktoś skoczył na minutę do toalety to grupa odjechała, a nie było wiadomo, gdzie jest następny postój (i weź ich teraz goń). Raz jak się ubierałam i zaciął mi się suwak, wszyscy już siedzieli z odpalonymi maszynami (a ja cały czas się zastanawiałam, czy pojadą czy poczekają na mnie). Innym razem staliśmy pół godziny na stacji i już chcieliśmy jechać, i jakiś typ nagle stwierdził, że sobie kupi loda... Wszyscy czekali aż zje. Jeszcze innym razem ktoś został w tyle bo dłużej zwiedzał atrakcję. Wszyscy się ubrali i stali w upale, czekając na tego gościa (mimo że ktoś proponował, żeby mu wysłać pinezkę następnego postoju i tyle). Innym razem znowuż nie poczekali minuty na mnie i chłopaka, jak już dochodziliśmy do motocykli. Jeszcze innym razem czekali rano na typka, który nagle stwierdził, że weźmie kąpiel, mimo że wszyscy już stali gotowi do wyjazdu... Krótko mówiąc, w działaniach tych ludzi nie było żadnej logiki i przewidywalności. Miałam poczucie kompletnego chaosu.
- Chcieli sobie cyknąć fotkę pod jakimś mostem, tylko trzeba było przejechać przez masakryczne błota i kałuże, a motocykle wszyscy mieli szosowe. Ja nie zamierzałam tam wjeżdżać, stanęłam wcześniej, żeby dojść mały kawałek na piechotę. Oni wjechali, jeden typ się wywalił w błocie z pasażerem, połamał lusterko. Było do przewidzenia. A z lewym lusterkiem klejonym na taśmę kiepsko się jeździ na urlopie. Jeszcze koleś wiózł swoją córkę.
-Ostatniego dnia rozważali całkiem na serio jechać 200 km do atrakcji w stronę przeciwną do domu. Czyli nawinęliby 400 km, żeby zobaczyć tę atrakcję, a potem mieliby jeszcze 300 do domu. 700 km jednego dnia. Ostatecznie tego nie zrobili, ale że w ogóle coś takiego rozważali, mnie przeraziło - będąc grupą ludzi o różnym doświadczeniu, wytrzymałości, z różnymi sprzętami i plecakami, które na co dzień nie jeżdżą.
Ostatniego dnia już miałam dosyć tego wszystkiego, zresztą próba dowiedzenia się, gdzie jest planowany pierwszy przystanek skończyła się informacją: "zaraz ruszamy". Tak więc razem z chłopakiem machnęliśmy ręką i pojechaliśmy na własną rękę do domu. Oni o tym nie wiedzieli, ale nic już nie pisali i nie byli zainteresowani czy żyjemy w ogóle. Taka to wycieczka w grupie.... Niby jedziemy ekipą, a nie ma żadnego planu, podstawowej komunikacji, uważania na siebie. Trochę jakby każdy sobie rzepkę skrobał.
Co o tym sądzicie? Jakie macie sami doświadczenia?
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka