Gość: WesołyMotocyklista
IP: *.NET / *.stella.net.pl
07.09.05, 00:27
Mało się nie rozsmarowałem na szosie - złapałem uślizg tylnego koła.
Najlepsze, że wywinąłbym szlifa przed rowerzystą. Skręcałem w lewo, w boczną
uliczkę, z przeciwka jadą samochody, więc nie mam za bardzo czasu, a
dodatkowo nie zwalniłem wystarczająco. Kątem oka dostrzegam rowerzystę, który
chce wjechać w drogę w którą ja skręcam! - kurs kolizyjny! No i chwila
niepewności - mojej i jego! który z nas przed którym wjedzie!?
W końcu widzę niepewność w oczach kolarza i wiem, że muszę to wykorzystać
(trwało to wszystko bardzo króko, ale w takich sytuacjach czas ulega
rozciągnięciu)! Odkręcam! Obroty ponad 8 tysięcy, motocykl zbiera momentalnie
a ja czuję, że tył zaczyna mnie wyprzedzać! Nie wiem jak się udało, ale się
udało i to jest najważniejsze!
Potem miałem dziwne przeczucie, że coś złego się dziś wydarzy... Więc
jechałem bardzo ostrożnie, co nie znaczy wolno (prędkość oscylowała w
okolicach 200 km/h /in plus/).
Wymijam na drodze 4 samochody pod rząd. Ostatni już na trzeciego. W oddali
pojawia się zakręt w lewo, do którego z prawej dochodzi droga. Na tej drodze
widzę że zatrzymują sie 2 samochody. Domyślam się ze będą skręcali przede
mną. Włączam długie światła w motorze i modlę się by jednak poczekali.
Czekają! uffff!
Niestety, moja radość nie trwała zbyt długo - zaaferowany samochodami na
podpożądkowanej nie zauważyłem maszyny rolniczej koszącej pobocze. Pomimo
tego że moje hamulce nie są w gumowym oplocie, jestem pewien, że zrobiłem
piękne endo! Wyhamowałem do 120 km/h i jakoś wcisnąłem się między TIR-a a ten
traktor.
Potem długa! Redukcja 3 w dół (do trójki) i już mnie nie ma. Za chwilę budzik
nowu pokazuje okolice 210 km. Długa prosta, znowu zakręt w lewo, składam się
i... po prawej kończy się osłona lasku i mam szczere pole, silny podmuch
wiatru prawie podnosi mój motocykl! Z przeciwka ciągle sznur samochodów, ja
nie wiem czy utrzymam się na pasie, ciągle mnie znosi, ale na szczęście w
prawy, więc zabiję siebie i nikogo nie skrzywdzę... W końcu wiatr jakby się
osłabia, a ja jestem w za dużym złożeniu! za bardzo zbliżam się do jadących z
przeciwka! Łapa na hamulcu i _d e l i k a t n i e!!!! Motor się prostuje,
zostaje na swoim pasie. Ktoś z przeciwka nie wytrzymał napięcia i usuwa się
do swojego pobocza. "Już nie trzeba." myślę sobie, ale wiem że przed chwilą o
to własnie sie modliłem. Znowu prosta, do czerwonego jeszcze sporo więc
manetka odkręcona. Z prawej jakiś dupek ładuje się przede mnie mimo że daję
znaki, iż powinien czekać (włączam i wyłaczam długie - w zasadzie mógł źle
zrozumieć). Za chwilę jestem z niz zrównany. Popierniczony tatuś w oplu
astrze clasic wiezie z tyłu dwójkę małych dzieci! Gdyby się zdarzyło.... w
gazetach znów przeczytalibyście ze szaleniec na motorze zabił dzieci. Trochę
ręce mi opadają, jak mujam debila to wciskam sprzęgło, a silnik wkręca się na
czerwone. Mam nadzieję, że idiota w puszce się przestraszył, a następnym
razem pomyśli 3 razy i przed motocykl się nie właduje. Ale już nie mam czasu
na zastanawianie się nad tym. Wjeżdżam w teren zabudowany. Dwa ciągi
samochodów. Jedem w moim kierunku, drugi z przeciwka. Pomiędzy nimi ja.
Prędkość 160 km/h. Kilkakrotnie minimalnie mijam lusterka. Światła długie mam
już włączona na stałe. Kilku gości w samochodach usuwa się na pobocze - tak
można jechać. Z przeciwka jakiś motocykl. Podnosze łapę w geście
pozdrowienia. Nie mam zasu się przyglądać co to i kto to. Ten drugi
motocyklista nie podnosi ręki, a gdy go mijam kątem oka dostrzegam, że to
jakiś dziadzio na wuesce. Pomyślałem sobie, że w zasadzie to mam inne rzeczy
na głowie niż się przygladać jakiemuś motocykliscie.
Dojeżdżam do mostu. Podwójna ciągła a ja nie chcę się wlec! Chcę wyprzedzać!
Blacha podgięta, więc ryzyko w zasadzie nie istnieje.
Licznik znów wkręca się w okolicie 200km.
Za mostem jeszcze większy ruch, ale niestety, droga gorsza. Zwalniam do 140.
potem do 100 bo katamaryniarze nie zjeżdżają! Zatem ja zjeżdżam. Na prawo i
prawą stroną wyprzedzam "nauczycieli". Czasami wciskam się między nie a
rowerzystów (chciałbym zobaczyć ich miny).
Potem fajnie było jak w zakręcie w prawo wyprzedzam autobus a z przeciwka
jedzie ciężarówka. Jechała za blisko! czuję na ciele ciepło buchające z
autobusu. Ciężarówka przemyka jakieś pół metra ode mnie. Dobrze, ze nie było
czasu na strach. W końcu wyprzedzam wszystkich. Jestem sam na pasie. Redukcja
i... opór!
W oddali z prawej wjeżdża ciężarówka. Fajnie! Z przeciwka pojawiają się
samochody, znowu będę mijał na trzeciego!
Zbliżam się do TIR-a, i już wiem ze z mijanki na grubośc lakieru nic nie
będzie - jest trochę przestrzeni, z przeciwka nic nie jedzie. GAZ!!!!!
Zaczynam mijać TIR-a, a on w lewo! na mnie! odbijam na tyle na ile mogę, a za
duzo nie moge bo ta przerwa między samochodami jadącymi z przeciwka nie jest
taka duża!
Na szczęście kierowca ciężarówki mnie widzi i hamuje. znowu ufffff! Okazało
się, że TIR korzystajac z przecinki ;) chciał ominąć rowerzystów! Zaczęla się
szkoła i dzieciaki na rowerach pojawili się na ulicach! Cholernie
niebezpieczne te dzieciaki ;).
Dobra, nie ma się co zastanawiać, trzeba jechać! Znowu przekraczam podwójną
ciągłą przy wyprzedzaniu, znowu moja minimalna przędkść jest 3 razy wyższa od
dopuszczalnej! mijam samochody w miejscu gdzie stoi fotoradar. Widzę go z
daleka więc jadę w uśmiechem na buzi. Pstryk! mam fotkę! Kierowca samochodu
który mijam pewnie też! Ciekawe czy policja nie wyśle fotki właśnie jemu?
Zaraz jest zakręt w prawo i na tym zakręcie mijam samochód podczas gdy z
przeciwka ktoś jechał! Było jednak trochę miejsca. Za chwilę miajm 2
ciężarówki z piaskiem. Hamują, skręcają w prawo. W zasadzie mógłbym poczekać,
bo i tak zwolniłem, ale... wyprzedzam! W tym momencie widzę, ze przez okno
kierowca mi macha bym się zatrzymał. Po chwili już wiem czego! Ciężarówki
skręcały w prawo, a z prawej wyjeżdżał passat. Ciężarówki nie mogłby by
wjechać tam gdzie chciały dopóki pasek tam stał, więc go puściły!
Na kursie kolizyjnym był więc pasek, i byłem ja. Na szczęście manetka miał
jeszcze trochę ruchu. Odruchowo podniosłem prawą nogę :) tak jakbym miał za
chwilę poczuć na niej zderzak passata.
Dwieście metrów dalej światła. Te inteligentne - jak nikt nie jedzie to
zmienija się na czerwone. Przecież dla motocykla nie zmienią się na zielone.
Zresztą, i tak by nie zdąrzyły. Uważam na lewą stronę i... przejeżdżam. Na
drugim pasie widzę, że stoi sporo samochodów. Kierowcy patrza na mnie jak na
nienormalnego. Nie dziwię się im. Odkręcam gaz. Wśród samochodów stoi
samochód policyjny. Nie wiem czy ma znaczek "R" - drogówka, czy "P" -
prewencja. Jakie to ma znaczenie? Silnik wkręca się pod czwerwone, bieg w
górę, zostaje mi jeszcze jeden. Mijam kolejny fotoradar, koło szpitala, ten
też robi mi fotkę. Tym razem się nie uśmiechałem - musiałem wcelować w dziurę
między samochodami, które stały na kolejnych światłach. Trafiłem. i to w
chwili gdy zmieniały się na zielone. Fajnie! Niestety, kolejne światła były
koloru czerwonego. Ale nie chciało mi się hamować. Wycelowałem między
pieszych. Piesi chyba wyczuli moje zamiary i trochę mi pomogli rozpierzchajac
się we wszystkie strony. I to w zasadzie koniec, bo potem już nie działo się
nic ciekawego. Szosa szeroka, po dwa pasy w każdą stronę w dodatku kierunki
jazdy rozdzielone pasem zieleni... Polatałem po mieście, zaprowadziłem
motocykl do garażu i to koniec na dzisiaj. Jutro nie będe miał czasu na 2oo.
Może tylko przejadę się zatankować paliwo.
Uważajcie na siebie, warto żyć chociażby po to by sobie ostrzej polatać. ;-D
Pozdrawiam, wszystkich którzy jeżdża bo lubią.