manonthemon 19.04.06, 23:41 miasta.gazeta.pl/gorzow/1,35211,3292917.html Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: yamasz eeehhh, szkoda słów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.06, 13:34 taa, wpóścić chamstwo na salony, następnym razem to niech sie łepek do aeroxa dorwie a nie do R1, to może zdąży docheblować przed rondem. szkoda tylko laski. PZDR Yamasz Odpowiedz Link Zgłoś
cien1100 Re: speed kills 20.04.06, 17:08 Proponuję najwyższy wymiar kary,jaki przewiduje w tym przypadku KK i codzień porządny wpier.... od brata. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pawlo Re: speed kills IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.06, 19:57 To nie pierwszy i nie ostatni raz jak młody łeb przed laską chciał zaimponować. W tym przypadku to żadne kary od ludzi nie zrobią tyle co poczucie winy i świadomość iż zabił przez głupotę. Niech to będzie przestrogą dla tych co drwią z szybkości i myślą iż są panami dróg. Odpowiedz Link Zgłoś
yamasz speed kills?! 20.04.06, 21:42 a ja się tak właśnie zastanawiałem, jak to jest z motonitami za kółkiem, duzo słyszałem o tym że motocyklista to się bezpiecznie (patrz: wolno) porusza puszką. według mnie to jedna wielka bzdura (wniosek z własnego doświadczenia). Człowiek, który przesiada się z nagle R1 do toyoty corolli verso i jedzie z rodziną na piknik na pewno nie będzie jechał wolno. Ja wielokrotnie dusiłem kaszola prubójąc zaznać choć odrobine tego co na DT. a jak to jest z wami za kółkiem? :::PZDR Yamasz::: :::Puści klamę, ruszy i na horyzoncie zniknie::: Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mrmisquamacus Re: speed kills?! IP: *.popl.cable.ntl.com 20.04.06, 21:53 jezeli mam byc calkiem szczery to jak jezdze autem, to z reguly jezdze wolniej/spokojniej niz na moto, ale to chyba tylko dlatego, ze wiem iz chocbym nie wiem jak dusil to i tak nic sie nie wydarzy :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pete_blue Re: speed kills?! IP: *.spray.net.pl 26.04.06, 00:21 Jak przesiadam sie z cebeery do puszki, to wyprzedzają mnie nawet faceci w kapeluszach ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waps Smierc ktorej nie da sie zapomniec IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 21.04.06, 00:55 Kto jest za to odpowiedzialny? Wlasciciel motocykla, a dopiero pozniej ten idiota. W Skandynawii dozywotnio pozbawiono by go prawa do prowadzenia pojazdow, a na dodatek trafilby do wiezienia na najmniej dwa lata. NIGDY NIE POZYCZAJCIE MOTA, NIKOMU, NAWET KOMUS, KTO MIAL/MA MOTO!!! Widzialem jak koles z mojej szkoly pozyczyl koledze z klasy Cezete 350 na jedna rundke alejka prowadzaca na plac apelowy. Rundka miala lacznie moze 100 metrow i byla ostatnia rundka w zyciu chlopaka. Widzialem to na wlasne oczy. Wsiadl na moto, wystartowal i odtad tylko przyspieszal. Motocykl go poniosl, realnie i bezwzglednie. Chlopaka zupelnie sparalizowalo, zero proby hamowania, wcisniecia sprzegla, zmniejszenia gazu, proby skretu, polozenia mota. Przez plac przelecial na pelnym gazie. Sami wiecie jak brzmi dwusuw na maksymalnych obrotach na pierwszym biegu. Wszystko zakonczylo sie na scianie budynku szkoly. Po walnieciu totalna cisza. Nawet nie mial kasku. Bezposrednio przed uderzeniem odruchowo wyciagnal reke, zeby uchronic sie przed uderzeniem. Na scianie zostal slad po tej rece, ktory pozniej staral sie zmyc wozny. Chlopak mial praktyke na warsztatach i rece mial pobrudzone jakimis smarami. Nigdy nie zapomne huku zelaza walacego w mur, a potem widoku lezacego nieprzytomnego chlopaka. Z nosa, ust i uszu grubymi strugami plynela mu krew. Polowa glowy i twarzy zmasakrowana. Mial drgawki rak i nog. Facet od PO, ktory przez dwa lata uczyl nas jak celnie strzelac z kabekaesu, udzielac pierwszej pomocy brudnemu manekinowi i chronic sie przed wybuchem atomowym owijajac workiem papierowym, okazal sie zupelnym dupkiem i nawet nie probowal pomoc czlowiekowi umierajacemu na naszych oczach, duszacemu sie wlasna krwia. Stal jak slup wykrzywiajac swoja krzywa gebe zawodowego sluzbisty. Wlasciciel Cezety blady i w totalnym szoku zupelnie oblednie ubolewal nad rozbitym motocyklem. Chodzit w te i z powrotem, od ciala do tego co zostalo z motocykla. Wymachiwal rekami, to wkladal je pod pachy, to zakrywal nimi twarz lub chwytal sie za glowe. Karetka przyjechala po dziesieciu minutach, mimo ze szpital byl oddalony o zaledwie kilometr. Mlody lekarz w tanim polprzezroczystym nylonowym kitlu, pewnie na praktyce, przylozyl sluchaweczke i zbadal puls. Jego wymieta socjalistyczna twarz nie wyrazala zupelnie niczego, poza wlasciwym jej wyrazem znudzenia. Rzeznicy z karetki beznamietnie wciagneli cialo na nosze i wepchneli do Poloneza. Polonez odjechal zasmradzajac plac apelowy. My rozeszlismy sie do klas. Tak zginal chlopak, ktory mial moze 17 lat. Przez glupote swojego kolegi. Czegos takiego nigdy sie nie zapomina. Nikomu nie zycze takiego widoku. Po czyms takim czlowiek staje sie i madrzejszy i ostrozniejszy. Smierc jest zawsze czyms potwornym. Najpotworniejsza jest smierc spowodowana glupota i brakiem odpowiedzialnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
ferryt Re: Smierc ktorej nie da sie zapomniec 21.04.06, 12:24 Waps, ale przyłożyłeś, aż ciarki przechodzą po plecach. Stare powiedzenie riderów: motocykla i kobiety się nie pożycza okazuje się zawsze aktualne. Pozdrawiam i oby nigdy nam się nic podobnego nie przytrafiło. Odpowiedz Link Zgłoś
baba_zanetti Re: Smierc ktorej nie da sie zapomniec 21.04.06, 14:08 O tak, aż mnie sparaliżowało! Podobna sytuacja miała miejsce trzy lata temu w mojej bliskiej okolicy, młody chłopak porzyczoną ZX9r chciał rownież zaimponować dziewczynie, na wiejskim odcinku drogi, nie złożył się w zakręt przy szacowynych 80km/h (w miarę łagodny)wjechał prosto w wyskoki krawężnik, w który dziewczyna uderzyła głową, bez kasku.... jemu nic ona zgineła na miejscu... Nie wiem jak można żyć z takim sumieniem(?) Najgorsze jest to że takie przypadki można mnożyć:( Odpowiedz Link Zgłoś
deviant.rr zawsze się tak mówi... 21.04.06, 16:24 a zastanawiałem się co bym zrobił ze sobą, gdyby mnie się coś takiego stało, gdyby osoba, która ze mną jechała zginęła - co ja bym wtedy zrobił? Odpowiedz Link Zgłoś
ireo Re: Smierc ktorej nie da sie zapomniec 26.04.06, 10:53 Gość portalu: waps napisał(a): > ... Z nosa, ust i uszu grubymi strugami plynela mu krew. Polowa glowy i > twarzy zmasakrowana. > Mial drgawki rak i nog. Facet od PO (...) okazal sie zupelnym > dupkiem i nawet nie probowal pomoc czlowiekowi umierajacemu na naszych oczach, > duszacemu sie wlasna krwia. (...) Karetka przyjechala po dziesieciu > minutach, mimo ze szpital byl oddalony o zaledwie kilometr. Mlody lekarz (...) > przylozyl sluchaweczke i zbadal puls. Jego wymieta socjalistyczna twarz nie > wyrazala zupelnie niczego, poza wlasciwym jej wyrazem znudzenia... > bardzo zaangażowany tekst, waps, tylko chciałbym Ci realistycznie uświadomić, że w opisanym przypadku i warunkach skuteczna metoda pierwszej pomocy nie istniała (o ile nie koloryzowałeś) choćbyś się nie wiem jak wyżywał w kąśliwości pod adresem postaci drugoplanowych występujących w scence, nie zmieni to faktu, że żadne działania "faceta od PO", właściciela motocykla (który nawiasem mówiąc był w szoku i też kwalifikował się do zabrania karetką) ani lekarza stwierdzającego zgon nic by tu nie zmieniły Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waps Re: speed kills IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 21.04.06, 19:55 Masz racje Ferryt. Pozdrawiam i zycze jedynie przyjemnych doznan, no i wytrwalosci. Posiadanie i jezdzenie motem to duza odpowiedzialnosc. Czasem trudno wytlumaczyc znajomym dlaczego nie chce sie pozyczac mota nawet na chwile. Doloze jeszcze jedna historie, tym razem sprawe znam z relacji znajomego. Koles jezdzil motem o malej pojemnosci, zdaje sie, ze nawet przez kilka lat. Nie pamietam jaki mial motocykl, chyba cos w granicach 125. Pozyczyl od znajomego wieksze moto, na chwile, zeby zobaczyc jak to jest, jakiego ma kopa i w ogole, bo wlasnie rozwazal zakup czegos wiekszego. Trase i zycie zakonczyl na przyczepie traktora. Nawet nie wiadomo jaka byla tego przyczyna, bo jedynym swiadkiem byl traktorzysta, ktory akurat niewiele widzial. Jak sie okazalo chlopak nawet nie mial prawa jazdy. Mialo to miejsce pod Augsburgiem, choc miejsce nie ma tu wiekszego znaczenia. Potem ciagali faceta po sadach za to, ze pozyczyl moto dobremu koledze, choc, jak sugerowano, z pewnoscia wiedzial o tym, ze nie mial prawa jazdy. Ja mysle, ze tu nawet nie chodzi o to czy koles mial prawko, czy nie. I nawet nie o to, ze chlopak klamal. Wsiadl na moto, ktorego nie znal, dal w rure, bo jak sie pozycza cudze i na chwile, to z zasady trzeba przylozyc. Swoim jezdzi sie ostrozniej. Na dodatek totalnie nie znal mota/przyspieszenie, dozowalnosc sprzegla, hamulcow itp. I jeszcze jedna historia. Znajomy mial Cezete 350, kurka znowu Cezeta. Tym razem zdarzenie bylo mniej dramatyczne. Pozyczyl od kumpla Jawe 350, bo byla nowsza i chcial zobaczyc jakiego ma kopa itd. Wypierniczyl sie na pierwszym zakrecie. Dlaczego? Podobno bylo slisko. Co prawda mial na glowie kask, ale tylko zwyklego orzecha. Nieszczesliwie przywalil w asfalt twarza i wybil sobie cztery zabki na gorze i chyba tyle samo na dole. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yamasz Re: speed kills IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.06, 20:25 a najgorsze jest to że nawet jak ktoś ci się rzuci pod koła, to odpowiadasz za nieumyślne spowodowanie śmierci. A takich Dżakasów (bez obrazy) jest coraz więcej. PZDR Yamasz Puści klamę, ruszy i na horyzoncie zniknie. Odpowiedz Link Zgłoś
wielki_czarownik Nie rozumiem 21.04.06, 20:21 Wszyscy tu mówicie, że to głupota, debilizm itp. Ale kto w takim razie szaleje na motorach? Bo tu na forum sami święci a co widzę jednoślad na ulicy to pędzi niczym rakieta. Więc kto tymi motorami jeździ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NYorker Re: Nie rozumiem IP: 70.19.14.* 21.04.06, 21:26 odpowiedz jest prosta bo zawarta w pytaniu. zle zreszta zadanym, a raczej przed niewlasciwym audytorium. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: s. Re: Nie rozumiem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.04.06, 20:54 To nie szybkość robi wypadki. Wypadki robią kierowcy którzy myślą, że są Dobrymi kierowcami(przez duże D) a wtedy traci się czujność a to niszczy refleks, koncentrację i przeczucia. Co mogło zawinić w tym przypadku? Da radę R1 140 zrobić rondo? Odpowiedz Link Zgłoś
peefjot Re: Nie rozumiem 23.04.06, 14:51 Szczególnie wśród początkujących zdarzają się przypadki tracenia głowy w trakcie jazdy bez wyraźnej przyczyny. Dawno, dawno temu miałem ok. 10-ciu, może 12-tu lat i starszego brata, właściciela WSK 125. Mieliśmy układ: kiedy brat wracał do domu pozwalał mi na przydomowym placyku wyjeździć benzynę z komory pływakowej. Potem brałem szmatę i czyściłem mu motor.Za którymś razem jechałem sobie gdy nagle doznałem czegoś w rodzaju paraliżu. Nie mogłem skręcić, zahamować ani nawet ująć gazu. Trwało to moment i na szczęście w odpowiednim momencie ustąpiło. do dziś pamiętam rosnącą przed oczami stertę desek. Gdyby to nie była WSK tylko R1?Drugi przykład. Dawno temu miałem CZ 350, kolega Jawę 350. Czasami dawaliśmy razem czadu po mieście.Później kolega sprzedał motor a ja po kilku latach zamieniłem CZ na CB 900.Dałem się koledze przejechać.Zrobił rundkę po okolicznych ulicach, z dumną miną wjechał na podwórko i zamiast zahamować otworzył gaz. Wyhamował centymetr przed ścianą.Trema przy spotkaniu z ciężkim sprzętem? Przykład kolejny. Dealer słynnej japońskiej marki zorganizował próbne jazdy. Parę motocykli, jakieś quady. Miejsce akcji: plac do nauki jazdy na rowerach. Spory teren poprzecinany asfaltowymi dróżkami pełen skrzyżowań i znaków drogowych. Panienka po podpisaniu stosownych oświadczeń wsiadła na moto i ruraaa!!! Wśród okrzyków "hamuj! hamuj!" popędziła na przełaj przed siebie. Na szczęście w pobliżu była trawiasta skarpa na której się wyłożyła i obyło się bez strat w ludziach. Był to najbardziej spektakularny przypadek na imprezie, osób kiepsko sobie radzących ze sprzętami było na niej więcej. Wniosek: gdyby być konsekwentnym zasada "nie pożyczaj" powinna dotyczyć także dealerów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waps Re: speed kills IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 23.04.06, 19:03 Wyobraz sobie peefjot, ze mialem podobne odlaczenie od zasilania na - o zgrozo - pozyczonym od dziadka komarku. Jak cos takiego w ogole moze czlowieka sparalizowac, nie mam najmniejszego pojecia. Prawie wypieprzylem w krag betonowy, ktory spokojnie czekal przed domem dziadka na wkopanie w ziemie. Mialem wtedy jakis 10 lat. Kolejny raz zdarzylo mi sie to podczas stuntow na wsk 125. Wszystko zaplanowane w najdrobniejszych szczegolach. Jazda miedzy drzewami, pelen gaz, hamowanie i postawienie mota bokiem na zamknietym kole na samej krawedzi wykopu. A jak mi poszlo? Gaz do konca, paraliz, lot o watpliwej urodzie, lomot w dno wykopu i pelna geba piasku. I tak mialem szczescie, bo nie mialem najmniejszej kontroli nad tym co sie dzialo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yamasz Re: speed kills IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.06, 21:24 Ja jadąc dziś jakieś 40-50km/h po bliżej nieznanym polu zauważyłem przed sobą dosyć stromą skarpe, więc wiechałem na nią z rozpędu, a za skarpą- zonk- płynie smródka, naszczęście jakoś odruchowo zacisnołem tylny hebel i położyłem sprzęta. zatrzymałem się ok. 2m od dosyć wysokiego brzegu. Nie wiem jak to możliwe ale moto lecąc na lewą strone spowodowało że metalowa stopka wbiła mi się troche poniżej kolana. Niby nic a noga cholernie piecze nawet teraz :) auu... Co do paraliżu to muszę powiedzieć że zdarzyło ni się kilka razy iż wchodząc za szybko w winkiel niedstatecznie sie położyłem i wtedy właśnie następowało ów dziwaczny moment. Jednak z takich sytuacji wychodzę poprostu redukując bieg. PZDR Yamasz :::Puści klamę, ruszy i na horyzoncie zniknie::: Odpowiedz Link Zgłoś