marcin_osikowicz
01.01.07, 21:56
Nówka sztuka nie śmigana
- Sądziłbyś, że dożyjemy takiej chwili? – zapytałem podtrzymując gołymi
rękami nieheblowaną deskę.
- Nie. Właściwie nie.
Powoli sprowadzaliśmy motocykl z furgonetki. W końcu obydwoma kołami stał na
ziemi, a my gapiliśmy się na ten bardzo drogi przedmiot pożądania. Mały jakiś.
- Nigdy nie miałem nowego motocykla. Tylko motorynkę, dwadzieścia lat temu –
siąknąłem nosem, bo nagle złapał mnie katar.
- To piękne uczucie – powiedział Mariusz. – Pamiętam jak w sześć lat temu
kupiłem WR-kę 400.
Było cicho. Wiejący od dwóch tygodni halny przestał rozgrzewać ziemię, która
stygła i tężała teraz na dobre. Delikatna mgiełka nie miała siły ani się
podnieść ani przesunąć. Tkwiła w bezruchu między nienaturalnie długą
jesienią, a nieuchronnym atakiem najdłuższej nocy roku.
- No i to grafitowe malowanie. Najładniejsze. Widziałem ten model w srebrnym
kolorze i to było nic w porównaniu.
- No. Wpadniesz na herbatę?
- Nie. Wiesz jak to jest przed świętami. Cieszę się, że kupiłeś u mnie.
Uścisnęliśmy sobie ręce i zatrzasnął drzwi samochodu. Po chwili klekot diesla
ucichł w oddali i słychać było tylko dyskretny warkot nie dotartej
sześćsetki. Pogłaskałem tylną oponę i urwałem jeden z gumowych frędzelków.
Był twardy ale i tak smakował lepiej niż żelowe misie Haribo. Trzeba będzie
poczekać do wiosny. Nie mogę przecież jeździć nie zarejestrowanym motocyklem
bez ubezpieczenia. No i zimno jest. Pięć stopni, może sześć. A ja się łatwo
przeziębiam.
Poszedłem po kombinezon.
- Jaka jest? – zapytała wieczorem Kasia.
- Słodka.
- Cieszę się, że ją masz.
Naciągnąłem trzeci koc na przemarznięte nogi i spojrzałem w niebo nad
łóżkiem. Mgła zwinęła się jak teatralna dekoracja i ktoś zaczął zapalać
gwiazdy. Coraz więcej i więcej. Tyle, ile rat mojego kredytu.