kubek145
24.08.07, 20:40
ciao, jak niektorzy moze pamietaja, wybieralem sie na przejazdzke po europie w czerwcu. no wiec bylem :) postanowilem sie podzielic doswiadczeniami. w sumie byl to wypad na 6tyg, ale wakacjowalem troch tu i tam, wiec nie caly czas w drodze. ale od poczatku.
sprzet: cbr600f4`01, nowe pilot road 2 przed wyjazdem, naciagniecie w miare nowego lancucha, nowe klocki przod, zestaw toreb oxford humpback, puszka ceramicznego smaru do lancucha, mapka z viamichelin.com.
etap1 UK(lnd)-PL(wwa), do dover jest 165km, droga spoko jak juz z M25 sie zjedzie, bo koncza sie fotoradary. Prom, rezerwowany z 3tyg wyprzedzeniem w jedna strone 24funie. Godzinka drzemki, i dalej przez francje. Dobrze oznakowane autostrady, przelotowa 150-160. rowno i sprawnie, ale zaczyna padac :/, zwalniam do 110-120, spod tirow ciagnie woda. jak przestaje padac, znow 160 na zegar i jazda. nagle widac znak, "witamy w holandii" delikatny prog w poprzek autostrady, i droga z rownej i szarej, przechodzi w nawierzchnie o fakturze blatu stolu i czarna jak smola :) no to sprawdzam ze przy 220 juz zdrowo szarpie torbami, wiec utrzymuje 180-190. przez holandie bardzo przyjemnie, sloneczko, wszyscy zapylaja pod 150 wiec sprawnie idzie, nie trzeba zwalniac. Ale do czasu, zaczyna znow padac, i pojawiaja sie duuze i ciemne chmury, wiec na kombi wciagam wodoodpornego spiocha. zaczyna padac tak ze widocznosc 30-40m, rzeka zamiast autostrady i jazda przez sciane wody.. trwa to jakies 40minut. buty zaczynaja przesiakac wiec kitram sie na stacji. chmury ida w dobrym kierunku, wiec ognia dalej. Rzesza - lekka zmiana w sposobie oznaczania autostrad, wiecej samochodow, ale za to jeszcze szybciej jada wiec, staram sie jechac 190-200 (jak wszyscy to wszyscy ;])przy tankowaniu wychodzi ze na baku 17l robie srednio 250km. mowie srednio, bo generalnie na autostradach stacje sa rzadko, i lepiej zjechac na ta wczesniejsza niz na ta nastepna. wiem co mowie bo juz dojezdzajac do berlina byla spora przerwa miedzy stacjami, a ja sie w czas nie zorientowalem i po zwolnieniu do 120-140 na oparach dojezdzam do stacji - na baku zrobilem 284km, jak zajrzalem to bylo sucho :) za frankfurtem nad odra, nocleg w hotelu (i tak zaczynalo padac a tam sie trfila mila ruda barmanka). jak zegar wskazuje od wyjechania z domu o 8 rano do postoju o 22 zrobilem 1152km, rano w 20min do granicy, przebitka pod szlaban miedzy sznurkiem tirow i katamaranow, daje paszport, koles looka, oddaje i macha jedz! tu chcialem zaznaczyc, ze mialem na sobie kask, kominiare i okulary przeciwsloneczne, czyli moglbym byc osama i tez by sie nie zorientowali, to po kiego ... kaza sie zatrzymywac, jestemy w unii, nie? ale do rzeczy, zaczyna sie robic ciekawie, wiecej tirow niz osobowek, koleiny jak okopy w czasie wojny, jednopasmowka przez wsie.. do A2 to raczej powoli, bo spory ruch, potem juz mozna wrocic do przelotowej rzedu 180-190, pomijajac durnie czesto ustawione bramki i zwezenia na dlugich odcinkach, jakos sie jedzie. pozdrowienia dla chlopakow z zielonej audioli, dzieki nim spory odcinek moglem leciec 230 za nimi i nie szarpalo tak bardzo bagazem. po A2 do wawy to sami wariaci na 3 ciego wyprzedzajacy i jeszcze wieksze koleiny (przyznam ze nie jestem do nich przyzwyczajony) wiec 150 to granica. na granicy o 10 w domu o 16, troche ponad 500km delikanej walki o zycie, ale jest ok. home sweet home.
cdn..