Dodaj do ulubionych

Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!!

26.09.07, 12:22
Witam koledzy,

Zakończyłem właśnie kurs i przymierzam się do pierwszego moto. Wiem
już, że będzie to Fazer F6-S2 600, czyli miejski naked. Mam jednak
dylemat. Dopiero zaczynam jeździć (pomimo, że mam 29 lat), jeżdżę
samochodem od 10 lat i świadom jestem ryzyka związanego z
poruszaniem się na dwóch kółkach. Mam też dużo szacunku do sprzętu
moto więc dużą uwagę zwracam na to, na co wsiądę.

Przygotowałem się na F6-S2 78 KM, jednak kumple którzy jeżdżą już
ponad 10 lat namawiają mnie na mocniejszą maszynę F6 -S2(98 KM),
twierdząc, że spokojnie nauczę się na niej jeździć a moc, którą
zamierzałem nabyć, szybko mi się znudzi.

Co brać? Poradźcie...
Obserwuj wątek
    • Gość: mad Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.07, 13:49
      ja jestem zdania, że warto stopniować sobie trudność. to nie będzie
      twój jedyny motor w życiu, więc "znudzeniem" się nie martw bo awans
      z 600 na 800 czy litr jest normalne i prędzej czy później nastąpi.
      ja kolejny rok jeźdzę na 650 i mam "tylko" 70 KM i starcza mi niemal
      do wszystkiego (trochę za słabo radzi sobie na bardzo krętych
      drogach, gdzie przydałby się szczyt momentu niżej, ale nie dotyczy
      to praktycznie Polski).

      nie wiem jak się jeździ na fazerze s2. może da się na nim łatwo
      rozgraniczyć szybką, dynamiczną jazdę od spokojnej początkującej (w
      niektórych moto jest to trudne).

      ostatecznie najwięcej kontroli powinienieś mieć nad sobą.. to
      pierwsza rzecz niezbędna do zachowania życia na drodze :)

      jeśli miałbym doradzać, to przejedź się na jednym i drugim jak masz
      okazję. a kolegami się przejmuj. próba dogonienia ich na mocnym
      sprzęcie będzie ryzykowna sama w sobie..


      pozdro
      doctormad@gazeta.pl
      • Gość: Andrzej Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.07, 14:53
        Wez sobie Z750 110 KM w tej samej cenie a frajda z jazdy duzo wieksza :D
      • manekin1 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 26.09.07, 15:05
        Dzięki serdeczne mad za tak wyczerpującą odpowiedź. Spoko z Ciebie
        gość.

        Potwierdziłeś moje spostrzeżenia i pogląd. Motocykl zmienię jeszcze
        nie raz więc ta fazerka na pewno ma mnie nauczyć opanowania moto.
        78 kucy to bardzo duża moc i nie sądzę, żeby na początek była mi
        potrzebna większa.

        A z głową u mnie wszystko w porządku. Kiedy jeszcze nie jeździłem
        miałem okazję wybrać się parę razey na zajęcia FAR (Fundacja
        Aktywnej Rehabilitacji) gdzie znajomi składają do kupy chłopaków,
        którzy mieli pecha i już nie będą chodzić. Daje do myślenia.

    • Gość: tomi Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: *.karoo.KCOM.COM 26.09.07, 15:47
      Mialem podobnie. Najpierw kurs, potem troche na etce potem kilka lat nic bo nie
      bylo czasu i w tym ezonie dopiero cbr 600. Niby 110 koni ale zanim sie
      rozhulaja to trzeba dociagnac do 11k czyli jak nie krecisz na czerwone to
      specjalnych fajerwerkow nie ma. A i wtedy wiekszy efekt daje ryk silnika niz ta
      szalona i niemozliwa do okielznania moc maszyny. Jedyne co mnie zaskoczylo w tym
      roku to fizyka :) co sie skonczylo klasyczna gleba parkingowa. Poza tym
      przymierz sie do kilku motocykli. Ja swoj bede wymienial po sezonie bo troche za
      maly mi sie wydaje- chodz mi o wielkosc, choc sam mam tylko 180 cm. Gdybym mial
      kupowac jeszcze raz pewnie wybralbym vfr wiec cokolwiek wezmiesz to i tak
      bedziesz mial frajde z jezdzenia i przynajmniej zorientujesz sie co wybrac w
      nastepnym sezonie.
    • Gość: azann Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: *.futuro.pl 26.09.07, 19:41
      Kurs w czerwcu, całe moje doświadczenie z moto. Wcześniej nawet nie dotykałem jakiegokolwiek sprzętu. Samochodem jeżdżę od 96 roku, pierwszy motocykl to Bandit 600, czyli 78 kucyków i 230 kg. Pierwsze km to prawdziwy szok :) na co ja sie porwałem. Jednak jak masz trochę oleju w bani i wiesz na co mozesz sobie pozwolić to myślę że spokojnie sobie poradzisz. Na pewno na początku radzę szacunek dla manetki gazu, reszta przyjdzie stopniowo z kilometrami. Teraz codziennie latam, i nie straszne mi korki ( na razie ostroznie się przeciskam ), czasami trochę podkręcę, ale nie przeginam. Wiem co potrafię i na razie jestem zaj... zadowolony z tej klasy sprzętu.
      Myślę że jeśli nawet zafundujesz sobie 100 konną maszynę to reszta zalezy od ilości oleju w głowie. Ja mam 34 lata i rodzinka była w szoku jak dowiedziała się o motocyklu.
      Na razie zrobiłem w 2 mce prawie 1800 km, zero przygód. Po prostu powolna nauka i zdobywanie doświadczenia.

      pozdro
    • manekin1 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 26.09.07, 19:59
      Dzięki serdeczne chłopaki!

      Dzięki za rady, nie spodziewałem się aż takiego odzewu ;) fazerka 78
      KM na początek, za parę sezonó może większe moto.

      Z innej beczki... Szczerze mówiąc, jestem w szoku, mało śmigam po
      forach, nie mam specjalnie czasu, zdarzyło mi się parę razy wejść na
      auto-moto samochodowe i tam wszyscy obrzucają się wiadrami pomyj.

      Jest coś takiego w sportach wiążących się z niebezpieczeństwem, że
      zbliżają ludzi jak cholera i uczą szacunku do partnerów, czy to z
      szosy czy innych cxiekawych miejsc ;) Od wielu lat nurkuję i urzeka
      mnie podobieństwo zachowań ludzi, którzy pasjonują się dwoma kółkami
      do mojej ukochanej dyscypliny sportu.

      Szerokości!!!
      • Gość: transplant Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.07, 20:25
        Nie mow hop. Udzielaj sie czesciej na forum to troche pomyj tez
        zobaczysz ;) Szczerze polecam przygode z motocyklami- super
        sprawa ;). Najlepszy przyklad to ostatni motobajzel we Wrocku- tyle
        wiary w jednym miejscu a wszystko za sprawa 2 kolek. Szerokosci.
      • lis-33 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 27.09.07, 19:01
        Witam kolegę płetwonurka - bo ja również od paru lat daje nura, a
        żeby było śmieszniej jutro wybieram się po pierwszy po nastoletniej
        przerwie motocykl....Czy to sie nazywa kryzys wieku średniego???
        hehehhe
        • manekin1 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 27.09.07, 22:58
          Gdzie ten nur?

          Wody jasne czy ciemne? ;)

          JakA F?
          • lis-33 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 27.09.07, 23:01
            niestety częsciej na ciemnych...
            • manekin1 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 30.09.07, 20:43
              Lisie, im ciemniej tym przyjemniej ;)

              Sam trenuję dużo w ciemnych wodach, uważam że 50m w Posce to tak jak
              150 w Egipcie, Chorwacji czy innym "bananowym kraju". Najważniejszy
              szacunek do włąsnych umiejętności, potem do sprzętu i Twoich ludzi
              po wodą.
    • Gość: kroll Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: *.zabki.net.pl 26.09.07, 22:20
      > Zakończyłem właśnie kurs i przymierzam się do pierwszego moto...
      Mialem podobny dylemat w zeszlym roku, wczesniej byly tylko malutkie moce WSK a
      potem dlugo, dlugo nic.
      Po przemysleniach i dyskusjach z ludzmi ktorzy duza jezdza wybralem FZ6 Fazer
      98KM i po roku moge powiedziec ze byl to dobry wybor.
      Zrobilem w sumie przez rok 10 tys. km w tym Chorwacja 4 tys. km.

      > Przygotowałem się na F6-S2 78 KM, jednak kumple którzy jeżdżą już
      > ponad 10 lat namawiają mnie na mocniejszą maszynę ...
      Potwierdzam, wiedza co mowia ;-). Jezeli "masz glowe na karku" to lepiej wybrac
      98KM bo bedzie pozniej wieksza frajda z jazdy. U mnie to przyszlo po roku i 10
      tys km ale nadal mam szacunek do sprzetu ;-) ...

      FZ6 98KM do 8 tys. obrotow jest spokojne i do opanowania czego sam
      doswiadczylem, mozna jedzic turystycznie. Po kilku wypadach na zamkniete
      lotnisko i teningach mozna opanowac zakres powyzej 8 tys. obrotow a wtedy to sie
      dzieje ...

      Brac 98KM jak masz szacunek do sprzetu ...


    • Gość: Zmud600f Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: 80.50.232.* 26.09.07, 22:51
      ja bym bral wersje mocniejsza na twoim miejscu,chociaz jak koledzy pisza nie
      przejmuj sie znudzeniem,bo i tak pojdziesz wyzej,ale wez wersje mocniejsza:)pozdr:)
      • Gość: baba_zanetti Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: *.subscribers.sferia.net 26.09.07, 23:20
        chyba lepiej wziąc mocniejszą, moc to "tylko" prędkosć maxymalna, a
        jak nie odkręcisz to nie pojedziesz, a widać że masz poukładane. PZDR
        • manekin1 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 27.09.07, 14:51
          Qrka... !!!

          Znów się zacząłem zastanawiać! Chyba nie obejdzie się bez kilku jazd
          próbnych... ;))


          • Gość: mad rozwiązanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.07, 16:05
            w obliczu zalewu propozycji z różnych stron sugeruję co następuje:

            dowiedz się w ASO yamahy czy można wersję 98KM zdławić, jeśli tak,
            to do ilu i ile to kosztuje.

            może się opłaci. wygasisz swoje obawy a i moto starczy na długo :)

            pozdro
            Mad
            • Gość: Akira 77 Re: rozwiązanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.07, 17:22
              Podobny efekt da skrocenie linki gazu, a bedzie tansze i prostsze -
              taka rade uslyszal kiedys kumpel od mechanika w serwisie Hondy. Nie
              slyszalem zeby ktos robil cos podobnego, ale brzmi to sensownie i
              daje efekt dokladnie taki sam jak zdlawienie silnika - nawet przy
              odkreceniu do konca nie osiagasz czerwonego pola...

              Z drugiej jednak strony wydaje mi sie ze duzo bardziej niebezpieczne
              od jezdzenia z predkoscia maksymalna i krecenia do czerwonego jest
              nagle przyspieszanie, rozne sytuacje powodujace panike i przede
              wszystkim hamowania awaryjne. Wiec tak czy siak glowa na karku jest
              najlepszym zabezpieczeniem bo krzywde mozna zrobic sobie na dowolnym
              motocyklu o dowolnej mocy.

              Moja osobista rada to brac na poczatek slabszego fz6 - roznica 20
              koni nie zrobi roznicy przez pierwsze 2 sezony, poza tym moment
              kiedy bedziesz mial go opanowanego w 100 % i w kazdych warunkach nie
              nastapi predko, a kiedy juz nastapi bedziesz mogl spokojnie wsiadac
              na 120 - 130 konna maszyne. Poza tym moze okazac sie ze dany typ
              motocykla nie podejdzie ci do konca i bedziesz chcial go i tak
              zmienic...

              pozdrawiam
          • ireo Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 27.09.07, 19:00
            manekin1 napisał:

            > Qrka... !!!
            >
            > Znów się zacząłem zastanawiać! Chyba nie obejdzie się bez kilku
            > jazd próbnych... ;))
            >

            tak jest, od tego należałoby zacząć. "chłopaki" zawsze mówią: -
            bierz mocniejszy, bierz mocniejszy! - od tego są chłopakami, ale to
            nie ich pieniądze i d., tylko Twoje, więc przede wszystkim sprawdź
            osobiście, który motocykl lepiej Ci leży

            (typowa rozmowa z kolegą:
            K.: - ile koni ma ten twój motor?
            Ja: - 70.
            K.: - o, to niedużo. mój kumpel ma takiego, co ma 140
            Ja: - i co?
            K.: - no, na kole nim jeździ. a ty jeździsz na kole?
            itd.)

            i tak masz szczęście, że na razie bierzesz pod uwagę tylko 2 modele,
            ale jest taka zasada, że jeśli sytuacja staje się bez wyjścia, to
            trzeba do niej wprowadzić nowy element

            uniwersalna odpowiedź jest jedna - jeździć, jeździć, jeździć. im
            więcej jeździsz, tym bardziej wiesz, co wybierasz
            • manekin1 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 27.09.07, 19:45
              Kolejna dobra rada...

              To prawda, że nie ich dupa ;) Do chłopaków mam zaufanie, jeden z
              nich jest trochę wariat ale z kolei drugi to 44 latek z rodziną i
              ponad 15 lat na moto (teraz hornet 2006 900-tka, śliczna maszyna), z
              jego opinią liczę się bardziej.

              Taka typowa rozmowa młodego sportowca-neofity z kolegą jest bardzo
              częsta, nie tylko w przypadku motocykla. Ale ja na szczęście mając
              30stkę na karku nie muszę sobie już przedłużać JJ'a ;) jeżdżę dla
              siebie a nie dla kumpli. A to co najskuteczniej zabija, to nie
              motocykl a głupota, nawet przy jeździe taczką.

              Dylemat wziął się stąd, że różnica między tymi fazerkami to tylko
              3000,00 PLN (chcę kupić nowy), Pozbywając się tego moto po roku-
              dwóch i kupując mocniejszy stracę pieniądze na tym interesie.

              Pozostają chyba dwa wyjścia: 1 - kupić używkę (choć 78 KM jest
              stosunkowo rzadko spotykana) to byłby właśnie trzeci element, 2 -
              pójść na całość i łyknąć mocniejszy (ktoś pisał, że ta różnica koni
              jest widoczna tylko w V max) więc może to nie jest zły pomysł. Tak
              czy inaczej, trzeba się przejechać (i to kilka razy) i sprawdzić to
              empirycznie.
    • lechube Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 28.09.07, 09:39
      Witam wszystkich
      Mam 32 lata i kończę właśnie mój pierwszy sezon motocyklowy. Śmigam
      na GSX600F. Przymierzając się do moto brałem pod uwagę nie moc
      motocykla, tylko jego właściwości jezdne i to czy nadaje się do
      nauki jazdy. Miałem wybór między 600 (86 KM) a 750 (92 KM), ponieważ
      tylko "jajko" według mnie wchodziło w rachubę. Trafiła się akurat
      600. Po przejechaniu bezpiecznie paru tysięcy kilometrów stwierdzam
      że był to bardzo dobry wybór. Pomimo tego iż uważam że mam duuuużo
      oleju w głowie i wielki szacunek i respekt do motocykla to i tak nie
      raz byłem mocno zaskoczony. Nie wiedziałem na przykład że przy
      bardzo gorącym asfalcie w moim motocyklu potrafiło zablokować się
      przednie koło przy ostrym awaryjnym hamowaniu, do tego stopnia, że
      poszedł z niego dym. Było wiele innych sytuacji, które groziły co
      najwyżej lekkim ślizgiem, gdyż jak wspominałem olej w głowie jest
      prędkość była dostosowana do warunków. Ten motor WYBACZA BARDZO
      WIELE BŁEDÓW! Zawsze zachowywał się stabilnie, pewnie i mogę
      powiedzieć że sam pomagał wychodzić z opresji, dobra sprawdzona
      konstrukcja. Moc i maksymalna prędkość mają zatem niewiele wspólnego
      z prawdziwym podejściem do bezpieczeństwa. Jeśli masz głowe na karku
      i rozumiesz sprzęt, jest on Twoim "przyjacielem", to jeżdzisz w
      miarę bezpiecznie. Manetki nie musisz odkręcać do końca, to nie jest
      przecież włącznik. Ja moim sprzętem mogę jeżdzić z dowolną
      prędkością dzięki elastyczności silnika, a moc czasami się przydaje,
      np. przy wyprzedzaniu, albo jeśli jedziesz w trasie, powiedzmy stałą
      prędkością 160 - 180 km/h a jakiś matoł w "puszce" siedzi Ci na
      ogonie, dosłownie metr za Tobą, bo dla niego jest frajdą "pościgać"
      się z motorem. W takich sytuacjach "moc jest z Tobą".
      Moja rada zatem to kup mocniejszy sprzęt, tylko rozsądnie z niego
      korzystaj. No i zwróc uwagę na to aby był bezwypadkowy i w dobrym
      stanie technicznym, szczególnie jeśli chodzi o bezpieczeństwo
      (opony, hamulce itp.), ale Ciebie to niedotyczy, bo kupujesz
      przecież nówkę.
      Sprzęt zmienisz jeszcze nie raz, wtedy będziesz szukał mocniejszych
      maszyn. Moim marzeniem jest hayabusa, ze względu właśnie na moc i
      wielkość, ale ten motocykl podobno nie wybacza żadnych błędów, więc
      to dopiero za kilka lat jak będę do tego gotowy.
      Życzę wielu niezapomnainych podróźy, i nie zapominaj "machać" innym
      motocyklistom, bo to jest naprawdę zintegrowany Świat.
      • manekin1 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 30.09.07, 20:51
        Lechu,

        Duży, duży szacunek!!!

        Dzięki za dobry tekst i przemówienie do wyobraźni.

        Głowa na karku to jedno, sprawny sprzęt drugie, umiejętność jazdy
        trzecie, szczęście (co w jeździe na moto istotne) czwarte ;)

        Stosunek odpowiedzi na korzyść 98 KM jest zdecydowany, rozmawiałem
        wczoraj z instruktorem i potwierdził te opinie. 98 KM i duża
        ostrożność przy zabawie manetką.

        Ten motocykl będzie na jakieś 3 lata więc chyba jedna (pomimo
        wcześniejszych deklaracji) wziąć bardziej rozwojową wersję. I
        opanować się czyli jak top mówią ogarnąć ;) Z tym nie powinno być
        problemu.

        Zyskałem zapewnienie, że 98 KM nie ucieknie mi spod du.py jak go
        odkręcę i to mi wystarcza. Resztę opanuję.
    • egipcjanin.shinue Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 28.09.07, 11:59
      A ja napiszę Ci coś innego niż przedmówcy.
      78 KM na pierwzy motocykl to za dużo. Maksymalnie moim zdaniem 70
      KM, choć optymalnie to 50 - 60 koni. W sytuacjach ekstremalnych,
      nietypowych, gdy brakuje Ci doświadczenia (mimo że masz głowę na
      karku), może być to niebezpieczne i skończyć się źle szczególnie w
      polskich warunkach (nieprzewidywalna pogoda, fatalna nawierzchnia
      dróg, chamskie zachowanie samochodziarzy).

      Ja sam jeżdzę trzeci sezon motocyklem o mocy 60 kucy i mi WYSTARCZA.
      Jeżdżę w trasy, z pasażerem, bagażem i mi WYSTARCZA. Nie potrzebuję
      więcej.
      Moim zdaniem teksty typu "szybko ci się znudzi" można między bajki
      włożyć. Prawdziwemu motocykliście sprzęt nie znudzi się nigdy, nudzą
      się tylko pozerzy i szpanerzy dla których jazda na motocyklu to
      wyśmienita okazja do szczeniackich wygłupów i podrywania panienek.
    • Gość: tatajacek Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! IP: *.Red-83-59-26.dynamicIP.rima-tde.net 28.09.07, 15:25
      Moc moze przydac sie do szybkiego pokonywania dalszych tras, do
      jazdy z pasazerem do z..nia po torze ale i, czesciej, po drogach,
      przepraszam za wyrazenie, publicznych.
      Sorki, ale nie piszesz o planach turystycznych ani o jezdzie we
      dwoje wiec pozostaje fun. Jedyna roznica, jaka podajesz pomiedzy
      wersja slabsza i mocniejsza jest to ze slabsza "sie znudzi" - fun
      spowszednieje rozumiem. To Ty, moze, kup sobie ta slabsza pokico.
      A moze cos innego, 4fun, slabszego, uzywanego (tutaj sie
      nieoceniona, fachowa rada bardziej doswiadczonych kolegow przyda
      niechybnie), naucz sie tym poruszac, a jak Ci sie znudzi (a sie
      znudzi, wszystko sie nudzi), albo mocy zacznie brakowac, albo moze
      zbrzydnie jakos tak, to bedziesz wiedzial na co chcesz zmienic a i
      wybor szerszy mial bedziesz.
      Warto zauwazyc, ze rozstanie po roku, czy pol, z nowka niesmigana
      jest trudniejsze z powodow ambicjonalno-sportowych. Nikt tracic nie
      lubi i kazdy lubi byc ale najmadrzejszy i wybierac od razu swietnie.
      No i w mysl nieomylnosci sie tak juz kula tym co kupil.

      Ja zrobilem w lutym tylko troche inaczej (inne potrzeby) i jest ok
      niby, ale... no zmienilbym juz.

      pzdr ;)
      • manekin1 Re: Dylemat nowicjusza... Help!!! Help!!! Help!!! 30.09.07, 20:52
        tatajacku ;)

        Dzięki za poradę, wszystko co ode mnie na ten temat wyżej w poście
        do Lecha.

        Wezmę mocniejszą.
        • ireo (jedna uwaga) 30.09.07, 22:06
          cytat:
          > ...z powiedzmy stałą
          > prędkością 160 - 180 km/h a jakiś matoł w "puszce" siedzi Ci na
          > ogonie, dosłownie metr za Tobą, bo dla niego jest frajdą
          > "pościgać" się z motorem. W takich sytuacjach "moc jest z Tobą".
          >

          "w takich sytuacjach" to ja z w a l n i a m i zjeżdżam bliżej
          pobocza, niech sobie ten wsiowy testosteron jedzie przodem, byle
          daleko ode mnie. i tak go wyprzedzę w swoim czasie. wielu już dało
          się sprowokować głupszym od siebie i skończyli w szpitalu, albo
          jeszcze dalej
          • lechube Re: (jedna uwaga) 01.10.07, 10:32
            Witaj. Ja też zjeżdżam na bok jak tylko mogę, dobrze mówisz. Często
            jednak zdarza się tak, że lepiej mu po prostu odjechać. Zwalniasz
            puszczasz go, on jedzie a za chwilę go doganiasz, bo moto jednak
            sprawniejsze w ruchu ulicznym. I sytuacja się powtarza, wyprzedzasz
            gościa i znów wchodzisz mu na ambicje i znów siedzi Ci na ogonie.
            Tak jak napisałeś, dzieje się że i tak wyprzedzisz go w swoim
            czasie. I nie chodzi o to, aby dać sie prowokować, aby sie ścigać z
            samochodami. Chodzi o "wolność" i mozliwość jazdy swoim tempem,
            takim jakim chcesz i jakie sprawia Ci przyjemność i jest w zakresie
            Twoich możliwości. Moc, przyśpieszenie powinna Ci pomagać w
            kryzysowych sytuacjach. A przecież w kwestii wyboru kolegi nie jest
            np R1 jako pierwszy motor, to można mu doradzać mocniejszy, bardziej
            elastyczny sprzęt. Ireo ma rację, nie wolno dac się prowokować!
            Chciałbym, aby wszyscy dobrze mnie zrozumieli, nie chcę wchodzić w
            polemikę z słusznymi wypowiedziami, tylko kazdy przecież wie, że
            jest jak jest, prędkość sprawia przyjemność, każdy motocyklista
            czasami przesadza, czasami jedzie szybko, czasami ma sytuację w
            której nie ma innego wyjścia, tylko po prostu odkręcić na max i po
            prostu odjechać, sytuacje sa różne. Dlatego myslę, że lepiej jest
            mieć trochę więcej niż mniej. Ale może się mylę? Mam przecież w
            sumie niewielkie doświadczenie... Pozdrawiam wszystkich, a przede
            wszystkim Ireo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka