b-e-e
26.10.10, 16:29
Bynajmniej nie jest to wpis pochwalny - raczej przestroga.
W nocy z niedzieli na poniedziałek, gdy lekarzami dyżurującymi byli p. Sławomir Olszyn oraz Łukasz Bęben, zgłoszono przypadek psa z objawami skrętu żołądka. Kto się spotkał z taką przypadłością, ten wie co to oznacza. Kto nie wie: www.vetopedia.pl/article57-1-Skret_zoladka.html
Jeden z panów po uzyskaniu od zdenerwowanej i przejętej cierpieniem psa kobiety informacji, że w tej właśnie chwili nie jest w stanie opłacić wizyty ale zrobi to niezwłocznie, dając "w zastaw" swój dowód, ODMÓWIŁ pomocy, powołując się na przykazanie od szefa. W wyniku tego pies zdechł w ogromnym cierpieniu na podłodze w łazience. Dodam, że wykonany został kolejny telefon, w którym próbowano dotrzeć do sumienia jednego z panów. Przecież nikt nie powiedział, że te pieniądze nie zostaną wpłacone - zastawienie dowodu miało gwarantować wpłatę. I znów - odmowa, z jednoczesnym potwierdzeniem wzięcia odpowiedzialności za nie tyle zdrowie, co życie psa.
Moją intencją, jako że jestem osobą z otoczenia, byłych niestety, właścicieli psa i ofiara była mi dobrze znana, jest nagłośnienie tej skandalicznej sprawy. Ci ludzie mianują się dumnym tytułem "lekarza"? Co z tego, że nie od ludzi - mają takie same obowiązki co lekarze "ludzcy". Nieprzypadkowo umieściłam ludzcy w cudzysłowie, gdyż ich zachowanie było bardzo nie-ludzkie.
Czy fakt braku pieniędzy, dodajmy, że sporych w tym przypadku, musi oznaczać zgon zwierzęcia? Dla "lekarzy" z tfu tfu kliniki VETS najwyraźniej tak.
Teraz w domu za ukochanym pupilem płacze trójka dzieci. Ciężko im będzie wytłumaczyć, że to Przyjaciele Czworonogów sprawili, że jest o jednego z Czworonogów mniej.