kixx
21.06.11, 18:43
Czyli krótka przypowieść o tym, kto jest właścicielem stadionu przy Łazienkowskiej 3.
Własność - prawo do rozporządzania rzeczą z wyłączeniem innych osób, w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego. - Słownik Języka Polskiego PWN
W granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego właściciel może, z wyłączeniem innych osób, korzystać z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem swego prawa, w szczególności może pobierać pożytki i inne dochody z rzeczy. W tych samych granicach może rozporządzać rzeczą. - art. 140. Kodeksu Cywilnego
Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności. - art. 64 pkt 3 Konstytucji RP
Na początek kilka truizmów, żeby uporządkować fakty. Fakt nr 1: w ekstraklasie grają dwa kluby w Warszawy - Polonia i Legia. Fakt nr 2: Polonia gra w Warszawie od 100 lat, Legia od 91 (z dwudziestoletnią przerwą). Fakt nr 3: Polonia, to drużyna z tradycją niepodległościową; współczesną mutację Legii zakładali radzieccy generałowie, a gra ona z herbem stalinowskim na koszulkach. Fakt nr 4: w ostatnich latach Legia dostała od miasta nowoczesny stadion za pół miliarda; Polonia nie może się doprosić o wymianę fatalnej murawy, a jej kibice podczas meczów korzystać muszą ze śmierdzących Toi-toiów.
Jeśli komuś ciśnie się na usta słowo "niesprawiedliwość", musi posłuchać tłumaczeń Prezydent Warszawy, która rozgłasza na prawo i lewo, że nie, Legia nic nie dostała. Za dzierżawę płaci miastu i to miasto pozostaje właścicielem stadionu przy Łazienkowskiej. A na Polonię przecież wydawane są cały czas pieniądze. Pojawiły się nawet piłkochwyty...
Można się spierać w nieskończoność na temat wszystkich tych tłumaczeń. Można podnosić argument, że suma niespełna 4 milionów złotych za roczną dzierżawę jest śmieszna wobec 5 milionów rocznie, które Legia wkrótce zainkasuje za prawo do nazwy. Można tłuc do znudzenia argument o niesymetryczności kwot wydawanych na oba kluby. Można ciągle przypominać o licznych przykładach kompromitujących zachowań kiboli znad kanałku - w Wilnie, na Starówce, w Bydgoszczy; każdy rok przynosi nowe przykłady. Można wreszcie krzyczeć, że Gronkiewicz publicznie obiecała pięć lat temu oddanie do użytku nowego stadionu Polonii, a zamiast tego blokuje jego budowę przez właściciela klubu i ze środków właściciela klubu wszelkimi zgodnymi i niezgodnymi z prawem metodami. To i tak na nic. A czemu? Bo Gronkiewicz Prezydentem miasta jest tylko na papierze. W rzeczywistości Warszawą rządzi Staruch. Wypada się zastanowić: czemu?
Jednym z najważniejszych, konstytucyjnych praw, jest w Polsce prawo własności i wynikające z niego praktyczne konsekwencje. Warszawa zastrzegła sobie w umowie z Legią możliwość korzystania z "miejskiego" stadionu przez kilka dni w roku (bodajże 6, chociaż pojawiają się informacje o 5 i 7). Zredukowane do 1/60 prawo własności stanowiło od początku koronny argument obrońców karkołomnej tezy, że stadion przy Ł3 nie był gigantyczną daniną mieszkańców Warszawy dla hordy podmiejskich barbarzyńców. W Średniowieczu serwowano smokom urocze dziewice, w czasach cywilizowanych, wobec praktycznego braku dostępnych dziewic, buduje się stadiony bandytom. Przynajmniej w Warszawie. Po co budować je przyzwoitym mieszkańcom. Wszak w Średniowieczu nie dawano im dziewic, bo nie pluli ogniem... Nawet ten argument pada jednak pod naporem praktycznych argumentów.
Oto najstarszy istniejący klub Warszawy, prześladowany przez komunę, wytrwale pielęgnujący tradycję patriotyczną i niepodległościową, konsekwentnie warszawski wobec "wszechmazowieckości" sąsiada, obchodzi stulecie istnienia. Jak każdy szanujący się stulatek, chciałby je obejść godnie i hucznie. Najlepiej na własnych śmieciach. Problem polega na tym, że są one śmieciami w sensie dosłownym. Wprawdzie dzielny Kopaniak heroicznie usuwa jakieś baraki, jednak niewiele to zmienia. Na skutek kolejnych kłamstw i oszustw Gronkiewicz stadion ma pojemność niespełna 7 000 widzów. Nie ma za to toalet, zaplecza gastronomicznego, odpowiedniej liczby bramek wejściowych, nagłośnienia, trybun za bramkami, sklepiku z pamiątkami, miejsca na siedzibę klubu, bezawaryjnego systemu sprzedaży biletów, murawy, boisk treningowych, telebimu... Nie ma niczego, jak mawia niedawny prowadzący doping nad kanałkiem - Krzysztof Kononowicz. Oczywiście Gronkiewicz nie widzi w tym nic zdrożnego.
Taka sytuacja uniemożliwia zorganizowanie hucznych obchodów przy K6. Czy ktoś sobie wyobraża mecz Polonia - Boca Juniors na stadionie, na którym nie ma niczego poza wiernymi kibicami, będącymi z klubem wbrew niszczącej polityce Stalina, Bieruta i Gronkiewicz? Nie wyobraża sobie tego właściciel klubu - Józef Wojciechowski. I słusznie. Dlatego zdecydował, że mecz stulecia odbędzie się na Stadionie Narodowym. Wielki, piękny, nowoczesny stadion, na którym cieknie dach i schody grożą zawaleniem, miał być oddany do użytku już wkrótce. Pomijam tu fakt, że mieliśmy nań dojechać gotowym już wkrótce metrem, bo miała je zbudować Gronkiewicz, co jak wiadomo oznacza, że metra nie będzie. W każdym razie z pewnością nie będzie w terminie. Nie bądźmy jednakowoż małostkowi. Są autobusy, tramwaje, samochody, rowery. Na Stadion Narodowy dotrzeć można. Tylko po co, skoro ten również gotowy być nie zamierza. W każdym razie z pewnością nie w terminie...