Dodaj do ulubionych

LICEUM RUY BARBOSA

25.04.05, 15:22
Jeśli ktoś tu chodził, niech napisze swoje wspomnienia, a jeżeli chodzi to
opowie jak tam jest...
Obserwuj wątek
      • Gość: Elżbieta Liceum Ruy Barbosa IP: *.warszawa.vectranet.pl 18.05.15, 19:22
        Jestem weteranką, do liceum chodziłam w latach 1959-1963. Było to wówczas liceum żeńskie, przeniesione z Konopackiej do nowo wybudowanego budynku szkolnego.
        Obiektywnie mogę stwierdzić, że szkoła zatrudniała wielu fantastycznych pedagogów, którzy byli nie tylko znawcami swojego przedmiotu, ale tez potrafili swoją wiedzę przekazać uczennicom.
        Faktem jest, że każda z nas, jeśli tylko zdawała na uczelnię, to zdawała w cuglach egzaminy wstępne i była przyjęta bez najmniejszych problemów. A obiektywnie rzecz ujmując, dostać się wtedy na studia, nie było prostą rzeczą.
        Szkoła miała kilka klas pierwszych, wówczas określanych jako VIII-e. Podział podyktowany był tym, jaki język, oprócz rosyjskiego, był nauczany. I tak, ja byłam w klasie VIIIa, w klasie z językiem łacińskim. Łaciny uczyła nas p. Sadowska, wiekowa wówczas dama, o ogromnej wiedzy i ogromnej erudycji. Miała też niestety nieznośne zwyczaje, z których jeden był szczególnie wkurzający, a mianowicie, już od progu swoim piskliwym głosem krzyczała: Głowy do góry!
        Ze szczególną satysfakcją kwitowała naszą nieznajomość tematu, krzycząc: O ciemnogród!, O ciemna masa!, Lufę dostaniesz, lufę!. Śmiejąc się przy tym długo, serdecznie, perliście...
        Patrzyłam na jej zachowanie jak na spektakl teatralny, ale faktem jest, że się jej bałam i uczyłam się tej łaciny jak szalona...

        I jeszcze jedno, kazała nam na lekcjach siedzieć z założonymi rękami (skrzyżowane na plecach). Wiem, to brzmi niewiarygodnie, ale tak właśnie było...

        O innych nauczycielach napiszę w następnych postach, o ile znajdę czas...


        Nauczyciele - różni, pamiętam:
        - dyrektorkę szkoły, p. Alodię, piękną wówczas kobietę, modnie ubraną i kokietującą mężczyzn,
        nie uczyła mnie niczego,
        - jej zastępcę, p. Rabcewicza (chyba), który był przeciwieństwem eleganckiej p. Alodii, uczył nas WOP - u, gruby, nudny jegomość,
        - p. Gierżod - wspaniały matematyk, wspaniały pedagog, wspaniały człowiek. Każda z nas, zdająca matematykę na studia wyższe, zdawała ją śpiewająco, bez najmniejszych problemów,
        - p. Niemierko, nauczycielka biologii, legenda szkoły, fantastyczny pedagog, fantastyczna, piękna kobieta,
        -
    • warunia Re: LICEUM RUY BARBOSA 09.05.05, 14:33
      ja też mile je wspominam, chociaż to było dawno 1995-1999, mnóstwo fajnych
      nauczycieli, ale też trochę fatatyków i świrów.
      Teraz tam zdawała maturę córka mojego znajomego - wiele podobno się zmieniło,
      nawet to liceum jest uznawane za dobre w rankingach, a dyrektor to mój
      ulubieniec, ale za moich czasów też był fajny - chociaż był postrachem całego
      liceum

      ja tam pamietam wagary w Ebro - chyba już nie istnieje, to było fajne czasy
      • pra_gosia Re: LICEUM RUY BARBOSA 09.05.05, 18:18
        Czy możecie wyświadczyć mi przysługę i przypomnieć nazwiska wszystkich
        nauczycieli (tylko napiszcie jakich przedmiotów uczyli)? Zapomniałam
        nazwisko Stułbi i pani od fizyki (lubiącej ubierać się na fioletowo).
        O dyrekcji też nie zapomnijcie. Zginęły mi wszystkie zapiski o nauczy-
        cielach (m.in dzienniczki!), a pamięć do nazwisk mam krótką. Tym bardziej,
        że chodziłam do tego liceum tylko dwa lata.
        • wug1 Re: LICEUM RUY BARBOSA 10.05.05, 09:21
          Nauczycielka od fizyki to p.Miłosz. Śpiewaliśmy: "Miłosz ci wszystko wybaczy..."

          Była jeszcze profesor bodajże od chemii z niezapomnianym stałym tekstem, który
          wygłaszała po naszych mniej lub bardziej zawiłych tłumaczeniach o
          nieprzygotowaniu do lekcji: "Mój kochany, ja ciebie rozumiem, ale ciebie to nie
          ominie."
        • Gość: slawekp Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.eds.net 10.05.05, 11:10
          Witam,
          Na początek polemika w sprawie nauczycielki od fizyki. Nie wiem jak Pani
          profesor Miłosz (pamiętam, pamiętam) ale fiolecik lubiła również pani profesor
          Blikowska.
          Lista nauczycieli (wg przedmiotów)
          Dyrekcja:
          Alodia Łoniewska (geografia, astronomia)
          prof. Rabcewicz (łacina)
          śp Andrzej Dubielak (matematyk - postrach szkoły)
          poloniści - prof. Romanowska prof. Lewicka (??)
          matematycy = prof. Łabanowska prof. Gierżod
          fizycy prof. Rytter (ksywa śledź), prof. Miłosz, prof. Blikowska
          chemicy prof. Stankiewich (ksywa Stułbia), prof Michniewicz,
          angliści prof. Wanacki, prof. Węgierska
          rusycyści prof. Panczyszyn prof. (??? - uleciało, a byłem jej uczniem)
          germanistka prof. Madejska
          historycy prof. Godlewski, prof. Strzelec, prof. Majorkiewicz,
          biolodzy prof. Niemierko, prof. Stankiewicz
          wuefiści prof. Kiegiel, prof. Komorowska1
          przysp obronne prof. Kulczycki, prof. Samborski
          geografowie prof. Stawska, prof. Komorowska2
          śpiew prof. Dzwonek
          rysunek prof. Chmielewska
          Tylu pamiętam z lat 1968-1972
          Pozdrawiam
          • warunia Re: LICEUM RUY BARBOSA 10.05.05, 11:41
            Jezu, to niektórzy z nich tyle lat uczyli - teraz się nie dziwię, że mieli świra
            Ja oczywiście z tej starości tak sobie odjęłam lat, że wyszło na to, żem taka
            młodziutka. Ja chodziłam do liceum w latach 1985-89.
            Nauczyciele, których pamiętam, a mnie uczyli to:
            śp Dubielak - sporadycznie matma (był dyrektorem - postrach z fajką)
            matma - Witek (młoda laseczka)imienia nie pamiętam
            polski - Ślęzakowska (trochę nawiedzona)
            fizyka - Miłosz (ofkors)
            chemia - Witkowska
            rosyjski - Sobczak
            angielski - Zalesińska (super babeczka, chociaż z pozoru wredny babsztyl)
            geografia - Komorowska
            historia - nie pamiętam
            PNOS - jakiś mały babbsztylek, zupelnie nie pamiętam
            technika - Tokarski (kto go nie pamięta)
            biologia - wydawało mi się, że Blikowska (ale chyba jakoś inaczej się nazywała)
            PO - ciemnowłosa kobita
            śpiew i rysunek zupełnie czarna dziura, ale śpiewam tylko po pijaku, a co do
            rysunku ...

            Tyle pamiętam, jest ktoś z okolic mojego rocznika? Może odświeży moją pamięć!
            Pozdr
            • Gość: slawekp Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.eds.net 10.05.05, 12:03
              Jeszcze dwa nazwiska.
              polonistka prof. Jankowska - starsza pani chyba do Twoich lat już na emeryturze
              rosyjski (moja czarna dziura) - prof Serzysko
              technika - Tokarski (ofkors) - uczył mnie jeszcz w podstawówce (258)
              Blikowska to zdecydowanie fizyka - za to dam sobie rękę odrąbać
              Większość nauczycieli oceniam bardzo pozytywnie. Zero problemów z maturą i
              dostaniem się na studia.Atmosfera w szkole super. I na koniec dwie anegdoty o
              śp. Dubielaku.
              1. Przełom lat 60/70 big beat, długie włosy itp. W szkole powstał i gra zespół
              Full Light Blues Band. W składzie zespołu ("full wypas" jeżeli chodzi o
              wizerunek sceniczny) gra Zdziś. Zdziś nosi brodę. Jego wychowawczyni (x) jest
              przerażona co na to powie Dubielak. Na spotkaniu nauczycieli (x) "włazi w
              tyłek" Dubielakowi próbując uprzedzić jego zarzuty:Panie dyrektorze, no są
              pewne problemy wychowawcze; uczniowie noszą długie włosy, a niektórzy nawet
              brody. Na to Dubielak: Jacy uczniowie. Ja widzę tylko jednego.Czy pani profesor
              nie podoba się Zdziś z brodą? Przecież to taki przystojny chłopak. Więc będzie
              tę brodę nosił tak długo jak JA mu będę pozwalał.

              2.Dubielak znany był z opryskliwości połączonej czasem z arogancją. Nie zawsze
              zachowywał formy towarzyskie wobec kobiet. Pewnego dnia zderzył się z tą samą
              (x) w drzwiach ponieważ się "zapomniał". W wyniku zderzenia od fajki, którą
              trzymał w ręku odpadł cybuch i D. pozostał z ustnikiem fajki w ręku. (x) z
              przerażeniem i uniżeniem: och panie dyrektorze, najmocniej przepraszam
              uszkodziłam pańską cenną fajkę. Na to D rozbawiony; Nie szkodzi będę miał za to
              gwizdek.
              Pozdrawiam
              • warunia Re: LICEUM RUY BARBOSA 10.05.05, 12:11
                zamęczy mnie ta bilogia, taka stara panna, ale zupełnie wyleciało mi z głowy,
                muszę poszukać starych świadectw
                ja chodziłam do podstawówki 285, ciekawe co?

                anegdoty pamiętam!
                A teraz hit dnia dzisiejszego, siedzę w pracy w pokoju z dziewczyną, która
                również skończyła nasze liceum i dopiero dziś się zgadałyśmy, ale jest trochę
                młodsza - Miłosz oczywiście pamięta!!!!
                • Gość: slawekp Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.eds.net 10.05.05, 12:16
                  Musi to być prof. Stankiewicz ksywa Stułbia. Niewysoka, niezbyt atrakcyjna
                  (oględnie mówiąc), lekko mówiąca przez nos, w okularach o silnych szkłach.
                  Nikt inny tylko ona.
                  Altrnatywa to prof. Niemierko, ale ona była mężatką, miała dzieci. Szkolna
                  legenda. W szkole było wielu laureatów olimpiad biologicznych
                  pozdro
              • Gość: Ali Re: LLO IP: 136.2.1.* 29.08.06, 19:12
                Zajrzalem na to forum po dluzszej przerwie, prawie rok, no i z przykroscia
                stwierdzam, ze watek przymiera. Dobrze wiec jest od czasu do czasu podbic go
                na liscie watkow praskich, moze ktos sobie przypomni albo natknie sie pierwszy
                raz na ten temat i doda swoj wklad do reanimacji wspomnien z LLO.
                Zobaczymy.
            • tredive_nelliker Re: LICEUM RUY BARBOSA 16.05.05, 00:29
              Witek-miała na imie (bodajże)Anita
              Ślęzakowska- miała na imię Ragna- uczyła mnie jeszcze w podstawówce
              Komorowska- uczyła mnie- postrach szkoły, starsza ,dystyngowana pani
              Tokarski- doprowadził mnie do łez, każąc rysować rzut poprzeczny schodów
              Sobczak-uczyła mnie, miło ją wspominam

              Czy ktoś pamięta braci Jastrzębskich ?
              Waldemar był od WF, Zbigniew od j.polskiego
              Za moich czasów w szatni był napis : uwaga! latają Jastrzębie !!


              • guapo_chico Re: LICEUM RUY BARBOSA 03.09.05, 16:24
                tredive_nelliker napisała:

                > Witek-miała na imie (bodajże)Anita
                > Ślęzakowska- miała na imię Ragna- uczyła mnie jeszcze w podstawówce
                > Komorowska- uczyła mnie- postrach szkoły, starsza ,dystyngowana pani
                > Tokarski- doprowadził mnie do łez, każąc rysować rzut poprzeczny schodów
                > Sobczak-uczyła mnie, miło ją wspominam
                >
                > Czy ktoś pamięta braci Jastrzębskich ?
                > Waldemar był od WF, Zbigniew od j.polskiego
                > Za moich czasów w szatni był napis : uwaga! latają Jastrzębie !!
                >
                >
                Pamiętam prof Witek! Miło wspominam i pozdrawiam jak to czyta!!!
            • Gość: Wisienka Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.range81-156.btcentralplus.com 01.06.05, 23:15
              Prof.Zalesinska byla totalnie super babeczka. Dzieki niej gadam jak native
              speaker. Swietna nauczycielka.
              Pamietam jak kiedys, blisko matur, mialysmy w klasie studentke na praktykach.
              Pytala ona nas o plany na przyszlosc. Zalesinska w tym czasie siedziala z tylu
              i sluchala lekcji. Jednej z panienek nieco sie pomylilo i zamiast powiedziec,
              ze chcialaby "pass" the matura exam wymknelo sie jej slowo "fail". Zalesinskiej
              riposta byla natychmiastowa. Mrozacym krew w zylach szeptem powiedziala
              tylko "Nie martw sie - ja ci pomoge". Super babka - zlego slowa o niej sie nie
              da powiedziec.
    • Gość: d Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.crowley.pl 13.05.05, 12:23
      ja tez tam bylam 1988-92
      przypomina mi sie prof. Ewa Milewska od niemieckiego, cudowna mila i delikatna
      osoba, ktora potrafila sprawic ze nie nienawidzialm lekcji jezyka, ktorego nie
      znosilam
      bardzo dziekuje
      no i prof. Puchalska od hostorii, no comments
      oczywiscie profesor Milosz, ale my bylismy humanistyczna, wiec patrzyla na nas z
      "pogarda"
      nasza wychowawczyni prof. Dantuta Lewicka bez wyrazu, ale jesli ktos jej sluchal
      to duzo mogl sie nauczyc
      od rosyjskiego taka mloda miala na imie Ryszarda:)
      nazwiska nie pamietam, choc wczesneij w pierwszej klasie cudowna osoba ale tez
      nie pamietam nazwiska w sredenim wieku, czarne wlosy, okraglawa, ale nie gruba
      byla tez w pierwszej klasie dzieczyna zaraz po studiach, od laciny, niepiekna
      (okropne lydki, chlopcy mowili na Nia Darek Wdowczyk) ale wspaniale sparwiedliwa
      ogolnie wspaniale lata, bez problemu na studia i w ogole
      z sentymentem:)
    • Gość: aga matura 1985 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 23:08
      Wspomnienia bardzo różne. Pani prof Szyszko wmawiała nam na historii, że
      Piłsudski nie stworzył legionów, a za udział w pogrzebie ks Popiełuszki grozili
      niedopuszczeniem do matury. Pamiętam też nerwy przed fizyką z P.Blikowską.
      Twardowską widuję do dziś. Niewiele się zmieniła
    • Gość: slawekp Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.eds.net 24.05.05, 09:36
      Opowiem kolejną anegdotę. Nie wiem czy wyda Wam się śmieszna, ale....
      W trakcie mojej kadencji (1968-1972) przypadała rocznia 100 lecia emigracji
      polskiej do Brazylii. Zorganizowano uroczystą akademię. Zaproszono wielu gości
      w tym z ambasady brazylijskiej, a także oczywiście dzielnicowe władze partyjne.
      przemówienia, dusery, wspomnienia. Przemawia sekretarz Komitetu Dzielnicowego.
      Gada nawet z sensem, przykuwa uwagę słuchaczy i kończy gromkim "Niech żyje
      przyjaźń polsko-radziecka". Na sali konsternacja - gobowa cisza i po chwili
      wszyscy wstają i nagradzają sekretarza gromkimi oklaskami.
    • Gość: Wisienka Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.range81-156.btcentralplus.com 01.06.05, 23:04
      Za moich czasow, podczas ustnych matur, odwiedzili szkole Izaura i Aloncio.
      Szkola byla totalnie oblegana przez publike. Doszlo do tego, ze niektorzy
      maturzysci mieli klopot z dostaniem sie do budynku. Sama pamietam, ze w czasie
      mojego egzaminu ktos podskakiwal za oknem, zeby w koncu wymamrotac pytanie "Czy
      Aloncio juz przyjechal?" Kompletna zalamka. Niezapomniana matura (lato 1985) -
      lza sie w oku kreci. ;O)
      • jacekm72 Re: LICEUM RUY BARBOSA 28.08.05, 21:42
        Matura'1991
        i tak:
        warunia: ta ciemnowłosa kobita od PO to Zofia Szatkowska,miałem tylko przez rok
        mieć zajęcia z tą panią. Zakładanie masek p-gaz na głowę szczególnie przez
        dziewczyny było fajne. No i strzelanie z kbksu na strzelnicy w
        Konstancinie_jeziornej.
        d: profil humanistyczny...chyba największa zaleta to fizyka na tym profilu,
        żadnych zadań, tylko historia fizyki z prof.Miłosz. Uff, jak nam zazdrościli
        znajomi z klas ogólnych że nie mamy na fizyce zadań. Mój kolega, kończyl w
        1990r. fizyke miał z Blikowską (pseudo Blekota),na własne oczy widziałem jak
        klasa wchodziła na zajęcia i dziewczyny się modliły.
        geografia to prof.Komorowska-nie zdawałem na maturze geografii a miałem taki
        plan,chodziły słuchy że u Komorowskiej maturę zdaje sie na 5 albo na 2.
        Znajomi z biolchemu bardzo miło wspominali fizyka Muszyńskiego.
        Tokarski to był dopiero model. Nie zapomnę jak po dzwonku wyganiał wszystkich
        pierwszaków z szatni wołając "wynocha grubasy z pierwszej klasy!".No i na
        lekcjach jak sobie wychodził na papierosa to mówił "jak mnie ktoś bedzie szukć
        to jestem u wuefiarzy". :))
        Z pania Romankiewicz miałem historię przez cztry lata.Fajne lekcje. ;)
        Polski to Zenon Wolski zwany Breżniewem. Typ którego nie można
        zapomnieć.Pamiętam lekcję polskiego,temat "Kontrola znajomości problematyki
        przedstawiona w książce B.Prusa "lalka"", i każdy po kolei wg listy podchodzi
        do tablicy i wysłuchuje dwóch pytań dot. w/w książi. Tak było z większościa
        lektur u Breżniewa.W czwartej klasie sprawdzał nam nawet zeszyty i wystawiał
        oceny,qrcze- na biegu od dziewczyn porzyczałem okładkę. dzieki !!
        Dobry nauczyciel.(już nie uczy w LLO).
        PNOS/WOS;Maria Szyszko=PZPR. Po wielu latach, w mojej obecnej pracy spotkałem
        osobę która także kończyła LLO,(obstawiam maturę w latach 80)i opowiadała mi
        jak pani Szyszko uparcie twierdziła że zbrodnia katyńska to dzieło hitlerowców.
        Pani Szyszko była obiektem drwin Pani Romankiewicz.
        Z kolei w latach 80 zajęcia z PO odbywały się także w terenie. Opowieść o tym
        jak to wraz z koleżankami siedziały gdzieś w krzakach w okolicach ul.
        Ratuszowej przy ZOO w maskach p-gaz bo miał byc pozorowany atak chemiczny. No i
        jeszcze zostały zrugane przez nauczyciela że dały się zauważyć osobom
        postronnym.
        Dyr Wiesiek Włodarski (obecnie) ma się dobrze, Pamiętam jak przemieszczał się
        po dzwonku po korytarzach,blisko ściany, i szlifował sobie paznokcie. I te
        dyżury, to była fajna sprawa bo jak ktoś wcześniej zdzwonił to Włodar
        opierdzielał że 15 sek. za wcześnie dyżurny zadzwonił na przerwę. Lekcje
        matematyki u dyr.Dubielaka znam tylko z opowieści,mn. pani Romankiewicz, i
        historie o 100 czy 200 zadaniach są jak najbardziej prawdziwe. Dubielak miał
        matmę z matfizem i jak były dwie lekcje pod rząd to nie wypuszczał na przerwę.
        A dyzurnych wyganiał. Dobry facet.
        jęz.angielski to Lucjan Konczalski. Największy "model". Czy ktoś pamięta jak on
        sprawdzał obecność? :)) i jak zawsze wychodził do kibla to mówił, że wychodzi
        do dyrektora w sprawie jednego niesfornego ucznia. No i jak pojawiła się
        telewizja satelitana to w każdej klasie wyznaczał tzw. aparatowych, ludzi do
        wystawienia telewizora na korytarz i właczenia kanału MTV. Znajomi z klasy
        ogólnej z jęz. angielskim mieli przyjemność mieć go za swojego wychowawcę.
        opowieśc kumpla że na godz.wychowawczej jedna z dziewczyn przedstawiła
        dzienniczek z usprawiedliwieniem podpisanym przez mamę, że "...nie była na
        zajęciach z powodu złego samopoczucia". Konczal usprawiedliwił nieobecność.
        Przez rok też uczył nas anglika Andrzej Zawadzki. Dużo wymagał, dobry facet.

        Tyle opowieści że można by było długo pisać..... :)
        o rusycystce nie wspomnę, (imię i nazwisko do wiadomości) napiszę tylko że po
        zakończeniu 4 klasy spaliliśmy książkę do ruska i na scianie niedaleko szkoły
        powstał napis sprayem który zawierał treść "...rusken lehreren WON !!!". Co to
        była za baba, nigdy nie mogłem zrozumieć i zawsze "podziwiałem" ludzi którzy na
        jednych zajęciach potrafili otrzymać dwie oceny niedostateczne. Zrozumiałem jak
        sam otrzymałem dwie lufy w ciągu 45 minut. :(
        Cafe Ebro to już tylko wspomnienia.Pamiętam czasy jak było napisane że alkohol
        podajemy od godz. 13:00, a i tak piło się tlko coca-cole.
        Pozdrowienia dla wszystkich!



        • Gość: mimam Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.sggw.waw.pl 16.09.05, 12:38

          rowniez Matura 1991 (biol-chem)
          doloze jeszcze nauczycielka biologii - ele Rutkowska (potem zmienila chyba
          nazwisko). byla moja wychowawczynia; bardzo sympatyczna ale biologii to mnie nie
          nauczyla;) uczy chyba do tej pory, odwiedzilam ja w szkole jakies 4-5 lat temu.
          i powiem, ze ucieszyl mnie nawet widok innych nauczycieli: Romankiewicz (ktorej
          nie znosilam), Wlodarskiego i WF-iarki (nazwiska nie pamietam).
          milo powrocic na chwile do tamtych czasow.

          pzdr dla wszystkich,
          • Gość: dokos Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: 217.153.88.* 09.11.05, 12:01
            Cześć
            również matura 91 i biol-chem. Więc szczególnie pozdr dla mimam.
            Ela Rutkowska teraz Zalewska - uczy nadal, bardzo milo ją wspominam i czasami
            spotykam, z tego co się dowiedzialam po latach (od kolegi z humanistycznej)
            chlopcy z innych klas zazdrościli nam takiej wychowawczyni.
            Byłam ostatnio w LLO i stwierdzam, że zdecydowanie nowoczesniej wygląda.
            • Gość: mimam do dokos IP: *.sggw.waw.pl 07.12.05, 15:45
              witam serdecznie,

              ja tez jakis czas temu bylam w naszej szkole u Eli, rozmawialam tez z
              Romankiewicz i Wlodarskim. poza tym mam bliski kontakt z kilkoma osobami z
              naszej klasy, moze wiec skontaktujemy sie na priva w celu "powspominania"
              starych czasów?

              aska
    • Gość: Agata Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: 217.8.186.* 30.08.05, 09:21
      Pamiętam unoszący sie zapach tytoniu dyr. Dubielaka.
      Niezwykle długie nogi Smoczyńskiego, które nijak nie chciały zmieścić się pod
      biurko.Profesor Smoczyński był nie tylko człowiekiem rosłym, ale również
      obdarzonym niezwykłym poczuciem humoru.
      Nie mniej błyskotliwy był Pan Jastrzębski. Po jego odejściu lekcje prowadziła
      pani Kurylska, po której w pamięci pozostało mi tylko jedno powiedzenie: Byli
      to Ludzie przez duże C"
      Języka rosyjskiego uczyła mnie pani Chmiel, lekcje te były dla mnie
      pierwszymi spotkaniami z balladą rosyjską.
      Dzięki pani Komorowskiej do dziś potrafię bezbłędnie rozpoznawać skałki.
      Historii i wosu uczyła nas Pani Szyszko. W naszej klasie trafiła się osoba,
      która historię współczesną widziała nieco inaczej niż Pani Profesor, a że swoje
      przekonania opierała również na rozległej wiedzy, nie wahała sie głosić ich na
      lekcjach, co spotykało się z wielka dezaprobatą Pani Profesor.
      Chemię miałam z Panią Szelążek, która na swoich lekcjach uczyła nas nie tylko
      chemii ale również tej historii , której nie było w podręcznikach.
      Niezapomiana postać o wysokiej kulturze osobistej i niezwykłej przychylności
      dla uczniów Pan Muszyński od fizyki.

      Po lekcjach , albo w trakcie były wz w Ebro i coca cola.
      Dobra czasy, miłe wspomienia.....

      • tredive_nelliker Re: LICEUM RUY BARBOSA 31.08.05, 00:32
        Gość portalu: Agata napisał(a):

        > Pamiętam unoszący sie zapach tytoniu dyr. Dubielaka.
        ** oj, tak.Piekny zapach tytoniu...Amphora chyba

        > Niezwykle długie nogi Smoczyńskiego, które nijak nie chciały zmieścić się
        pod
        > biurko.Profesor Smoczyński był nie tylko człowiekiem rosłym, ale również
        > obdarzonym niezwykłym poczuciem humoru.
        ** szkoda,że przestał uczyć w L Lo.Pamiętam jego teksty z lekcji łaciny..

        > Nie mniej błyskotliwy był Pan Jastrzębski.
        ** O którym Jastrzębskim mowa:o Waldemarze od WF,czy Zbigniewie od j.polskiego?
        Zbigniew był moim wychowacą.



        > Dzięki pani Komorowskiej do dziś potrafię bezbłędnie rozpoznawać skałki.
        ** ta kobieta doprowadzała mnie do histerii niemalże.Ale trezba przyznać,że
        miała klasę kobieta.


        > Niezapomiana postać o wysokiej kulturze osobistej i niezwykłej przychylności
        > dla uczniów Pan Muszyński od fizyki.
        ~~ Co za fantastyczny facet był z niego.Podobno został Rzecznikiem Praw Dziecka

        >
        > Po lekcjach , albo w trakcie były wz w Ebro i coca cola.
        > Dobra czasy, miłe wspomienia.....
        ~~ Ebro,cola, wz-ki...Łza się w oku kręci.


        pozdrowienia dla absolwentów L LO
    • academique Re: LICEUM RUY BARBOSA 04.09.05, 13:03
      Chodziłem całe trzy lata bo w pierwszej klasie uczyłem się we Władysławie IV no
      i Dubiel wynalazł dla mnie xywe akademik dlatego że przyszedłem do 'Rudego
      Barbossa' z akademi (czyli WIV) a On "w dostojnych murach tej akademi miał
      zaszczyt kasłać przez trzy lata". Jako mat-fiz graliśmy na polskim u prof.
      Lewickiej w brydża pokera i inne gry hazardowe lektur prawie nikt nie czytał.
      Miano nas za humanistycznych inwalidów a my nie chcieliśmy wyprowadzać z
      błędu:) sam zresztą potem skończyłem kierunek raczej humanistyczny. Czuliśmy
      się w taki luźny sposób dumni że chodzimy do Pięćdziesiątki to była po prostu
      szkoła dosyć 'cool'. Maturę zdawałem w 84 uuuu ale to było dawno jest tu ktoś z
      mojego rocznika? Pozdrawiam wszystkich ludzi z Pięćdziesiątki
    • Gość: Majka 1991-1995 IP: *.localdomain / 217.198.33.* 05.09.05, 11:36
      Poczytałam wszystkie wiadomości. Fantastycznie sobie przypomnieć nazwiska i
      anegdoty teraz po latach (matura 1995), choć moje wspomnienia nie należały do
      najmilszych! Matmy uczyła mnie Anita Witek - wiecznie obrażona kokietka, jakbym
      nie chodziła na kursy to z pewnością nic bym się nie nauczyła, nie mówiąc o
      dostaniu na studia. W ogóle wspomnienia mam jakieś - bezbarwne.
      Polskiego uczyła mnie Jolanta Kurylska (sympatyczna i miła), angielskiego -
      Andrzej Zawadzki, niemieckiego - Ryszarda Kamińska, historii - Romankiewicz (no
      comments!), fizyki - Miłosz, chemii - Ewa Ojdym, biologii - ???, Geografi ???
      (młoda i wysoka). Był jeszcze Tokarski, Szyszko.
      Nie byłam zachwycona tą szkołą. Dużo uczyłam się sama, niektóre lekcje to była
      strata czasu.
        • Gość: asia Re: Wspomnienia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.05, 17:04
          Echchch......
          Wspomnień czar..........
          Chodziłam do 50-tki w latach 1990-1994.
          Język polski - Ragna Ślęzakowska ogólnie spoko, choć czasem była wrednawa
          matma - Stecka (moja wychowawczyni - byłam na mat-fizie)- tłuste, polepione
          strąki ALWAYS
          historia Romankiewicz zawsze zgrywała "alfe i omegę", może właśnie dlatego, że
          (jak ktoś wcześniej napisał) była tępa. Raz na jakiś czas lubiła 'zmieszać nas
          z błotem', że w ogóle się nie uczymy, na klasówkach same głupoty wypisujemy
          itp.
          geografia Ewa Kosińska nie cierpiała mnie od samego początku ot tak za nic jak
          to się mówi za twarz. Z miną anioła tępiła mnie. Miałam z nią dużo problemów...
          biologia Agnieszka Żebrowska jednym słowem 'piła'. Lubiła stawiać pały, co tu
          kryć...
          j. rosyjski Serzysko stara małpa...
          j. angielski Zawadzki nie mam o nim dobrego zdania
          chemia Renata Żochowska kto nie umiał miał przerąbane. Siała postrach...Nie
          lubiła kujonów i podlizusów (takie odnosiłam wtedy wrażenie). Na perwszy rzut
          oka sprawiała wrażenie luzaczki.
          fizyka Wróbel - kiepski pedagog...pamiętam oczywiście panią Miłosz- miałam z
          nią w I klasie. Zasadnicza kobieta.
          WoS Szyszko no comments strasznie wredny i głupi babsztyl
          Pamiętam oczywiście chama Tokarskiego, Włodarskiego (wtedy był vicedyr. ). Na
          jednej z ławek było wyryte _ SPRZEDAM PSA GOŃCZEGO RASY WŁODAR...
          PO mieliśmy z takim starym dziadkiem, nie pamiętam nazwiska, strasznie u niego
          ściągaliśmy na chama dosłownie...
          Młodość chmurna i durna...
        • piniek Re: Wspomnienia 15.09.05, 18:30
          No to ja się jeszcze "ujawnię" :) 1990-1994. Mat-fiz. Wychowawczyni - E. Stecka.
          Chyba największa tragedia tej szkoły. Miałem cichą nadzieję, że jej kariera
          wychowawcza zakończy się na naszej klasie, ale z tego co widzę, to nie. Nudna
          była do wyrzygania. Przepraszam, ale inaczej się nie da tego opisać. Przez
          cztery lata udało nam się pojechać na aż dwie wycieczki (jedna w ramach j.
          polskiego). W Górach Świętokrzyskich chcieliśmy wejść na jeden ze szczytów (nie
          pamiętam który to był), skoro już przy nim byliśmy. Pani wygłosiła wtedy swój
          życiowy tekst: "No jak tam nie ma żadnego baru albo sklepu, to nie wiem jaki
          sens jest tam wchodzić". Na zieloną szkołę nie pojechaliśmy jako jedyna klasa,
          bo pani uznała to za stratę czasu. Zorganizowaliśmy wtedy kilka akcji -
          "oflagowaliśmy" klasę napisami "zielona szkoła", jednego dnia przyszliśmy
          poubierani na zielono, innego w beretach (to był nieodłączny element ubioru
          wyjściowego p. E.S.)...
          Gdyby nie to, że w podstawówce miałem dobrą matematyczkę, to chyba
          znienawidziłbym matematykę do końca życia.

          Z ciekawszych postaci, jakie mnie uczyły to p. Romankiewicz od historii, p.
          Wróbel od fizyki (ile to myśmy filmów obejrzeli na fizyce...) i chyba największa
          gwiazda tej szkoły - p. Tokarski. Teksty i wejścia miał nieprzeciętne. "Prymityw
          przenno-buraczany" to jeden z lżejszych epitetów, jakimi nas obdarzał. Fajne
          rzeczy się na tym WT robiło - mi się trafiło z kolegą wiercenie dziury w
          sosnowych drzwiach wiertarką udarową z krzywym wiertłem do betonu. Inni koledzy
          z "lewej" wkładki do drzwi (zamek + klamka) mieli zrobić "prawą". Wieszaliśmy
          szafki w kuchni. Przycinaliśmy drzwi na pile tarczowej (w ostatniej chwili ktoś
          zauważył, że na drodze cięcia są gwoździe). Szlifowaliśmy różne rzeczy na
          szlifierce. Szlifierka była tak wyważona, że wibracje było czuć w całej szkole.
          No i niezapomniane opowieści p. Tokarskiego, jak to zimą po "nitkach Mazurskich"
          maluchem jeździł. Opowiadając słaniał się ze śmiechu :-)

          Ech, były czasy...

          P.I.nie.K.
          • piniek Re: Wspomnienia 15.09.05, 22:06
            "(...)przenno-(...)"

            Aaaaaa.... jak mogłem.... oczywiście miało być "(...)pszenno-(...)". I na co
            były te lata nauki ;-)

            P.I.nie.K.
      • jacekm72 Re: LICEUM RUY BARBOSA 17.09.05, 17:03
        Ja pamietam, niestety nie miałem przyjemności uczestniczyć w zajęciach z
        bilogii. Podobno hodował biologiczne swierszcze. Tak słyszałem... :))
        Biologia przez cztery lata z panią Rutkowską. Fajna babka.
        Wracając do Jurka Tokarskiego, można by książkę napisać, pamiętam jak pewnego
        razu mieliśmy w planach zajęć z wychowania technicznego pracę na tokarce. Tylko
        z taką różnicą że chłopcy mieli coś obtoczyć w metalu, a dziewczyny w drewnie.
        Ogólnie najfajniejsze lekcje z w.t. to lekcje przed akademiami. wtedy szło się
        na salę gimn. i mocowało się na flagi biało-czerwone.
        W pierwszej klasie na jesieni mieliśmy alarm ewakuacyjny, kilka sygnałów
        dzwonkiem i wszyscy wybiegali na teren przed szkołą. Po czym wyszedł Włodar z
        zegarkiem i poinformował że w porównaniu do ostatniego testu tym razem wypadło
        znacznie gorzej. Qrcze, szkoda że tylko raz, później odeszła dyrekcja od
        próbnych ewakuacji.
        Moja historyczka, Romankiewicz jak już wspomniałem. 17/09/2005, idę o zakład że
        w poniedziałek wszyscy na lekcjach mają pogadankę nt.tragicznej historii
        naszego kraju.
        A informatykę ktos pamięta? Drzwi do pracowni komputerowej miały chyba ze
        cztery zamki.
        Pozdrowienia!
        • Gość: ...---... Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 18:18
          Można pomysleć, że dla Was szkoła to tylko pedagodzy. Z pewnoscią grono
          pedagogiczne moze byc z tego dumne. Dla mnie wspomnienia z ogólniaka to przede
          wszystkim przesiadywanie w Ebro, ew. Filipince, poniedziałkowe wspominki
          poimprezowe, wycieczki szkolne, "zielona szkoła" itp. Reszta to nuda...
          PS. Swoja drogą p. Romankiewicz to rzeczywiście niezły model. Była moja
          wychowawczynią. Ale czuliśmy z nia więź duchową -> kończyła oczywiście "50-
          tkę"...
    • Gość: Dorota Re: LICEUM RUY BARBOSA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.05, 15:40
      ja chodzilam w latach 92-96 (klasa b - sa jacys wspolwiezniowie???) i niestety
      mialam watpliwa przyjemnosc bycia klasa p. Romankiewicz (te jej teksty - Kuba
      zaraz cie walne mimo ze nie nawiazuje stosunkow z uczniami :)) kobieta byla
      straszliwa, uczyc wogole nie umiala... ale na pare wycieczek nas zabrala
      Wlodar - za moich czasow byl jeszcze wice, ale nie zapomne tego krzyku -
      dyzurni co z tym dzwonkiem i synchronizowania zegarkow :) aha i ganial nas za
      jezdzenie winda
      fizyka - niezapomniany p. Wrobel - z mojej klasy fizyke rozumialy tylko 2
      osoby, reszta otwarcie przyznawala sie do "nie kumania" czego chyba najlepszym
      dowodem byla klasowka - zaraz przed swietami - grupa 1 miala napisac zyczenia
      dla pana profesora, grupa 2 czego sobie zyczy - ja sobie zazyczylam 4 na
      polrocze i dostalam :)
      polski - p. Wolski - obnizyl mi zachowanie bo nie chcialam w olimpiadzie
      startowac
      angielski - p. Konczalski (facet byl rewelacyjny, mimo ze nie nauczyl nas
      niczego),za to po p. Zawadzkim chyba cos w glowach zostalo (plotka niesie ze
      siedzi za wypadek po pijaku - ktos moze potwierdzic?)
      biologia - p. Oleczek - i dopisywanie ocen w dzienniku ;) potem jakas pani, nie
      pamietam, ale sympatyczna byla
      chemia - taka starsza pani niestety nie pamietam nazwiska - swietna kobieta, wg
      mnie doskonaly pedagog i uczyla fantastycznie, niestety kartkowki co 2 tyg.
      dawaly w kosc
      matematyka - p. Stecka - wlosy i styl ubierania faktycznie fatalne, ale ja nie
      mialam problemow z matematyka, wiec na nia jako nauczyciela zlego slowa nie
      powiem
      rosyjski - Serzysko, mnie tam nauczyla, ale trzeba sie przyznac ze chyba jedna
      z ulubienic bylam :)
      technika - z Tokarskim rozne dziwne przedmioty sie robilo - za przyniesienie
      szajby wojlokowej (do tej pory mam w pamieci ta nazwe) dostalam 6
      a wf uczyla mnie pani Arazny - tylko czemu zostala vice??????
      i niemiecki - p. Milewska - rewelacyjna kobieta, mimo ze jezyk skonczylam w 3
      klasie, do tej pory cos mi sie w glowie ostalo - i wielki plus za wyjazd do
      Niemiec
      wiecej grzechow nie pamietam
      • emka_waw Re: LICEUM RUY BARBOSA 25.10.05, 16:00
        > ja chodzilam w latach 92-96 (klasa b - sa jacys wspolwiezniowie???)

        90-94

        i niestety
        > mialam watpliwa przyjemnosc bycia klasa p. Romankiewicz (te jej teksty - Kuba
        > zaraz cie walne mimo ze nie nawiazuje stosunkow z uczniami :)) kobieta byla
        > straszliwa, uczyc wogole nie umiala... ale na pare wycieczek nas zabrala

        Potrafiła zacząć od Kleopatry i kończyć na Stalinie :)

        > Wlodar - za moich czasow byl jeszcze wice, ale nie zapomne tego krzyku -
        > dyzurni co z tym dzwonkiem i synchronizowania zegarkow :) aha i ganial nas za
        > jezdzenie winda

        Mój matematyk - nauczył mnie tego przedmiotu, i to dobrze. Pamiętam, jak kiedyś
        na pożegnanie klas czwartych wjechał do auli na wrotkach w krótkich spodenkach,
        w ramach kabaretu. W sumie dał się lubić.

        > fizyka - niezapomniany p. Wrobel - z mojej klasy fizyke rozumialy tylko 2
        > osoby, reszta otwarcie przyznawala sie do "nie kumania" czego chyba
        najlepszym
        > dowodem byla klasowka - zaraz przed swietami - grupa 1 miala napisac zyczenia
        > dla pana profesora, grupa 2 czego sobie zyczy - ja sobie zazyczylam 4 na
        > polrocze i dostalam :)

        Zrzuta na prasę przed klasówką, Wróbel za stertą gazet, hulaj dusza, piekła nie
        ma :)

        > polski - p. Wolski - obnizyl mi zachowanie bo nie chcialam w olimpiadzie
        > startowac

        W ogóle nie przerobił z nami literatury międzywojnia, obiecał, że nie będzie z
        tego pytał na maturze, i oczywiście skłamał.

        > angielski - p. Konczalski (facet byl rewelacyjny, mimo ze nie nauczyl nas
        > niczego),za to po p. Zawadzkim chyba cos w glowach zostalo (plotka niesie ze
        > siedzi za wypadek po pijaku - ktos moze potwierdzic?)

        !!! Nie daj Bóg, tylko dzięki Zawadzkiemu i jego dodatkowym kursom nauczyłam
        się tego języka i zdałam FCE, bo to, co do nas trafiało w
        charakterze 'wykładowca' to były pomyłki wszechświata.

        > biologia - p. Oleczek - i dopisywanie ocen w dzienniku ;) potem jakas pani,
        nie
        >
        > pamietam, ale sympatyczna byla

        P. Twardowska... No, nie nauczyła biologii.

        > chemia - taka starsza pani niestety nie pamietam nazwiska - swietna kobieta,
        wg
        >
        > mnie doskonaly pedagog i uczyla fantastycznie, niestety kartkowki co 2 tyg.
        > dawaly w kosc

        U mnie na chemii była p. Żochowska. Kobieta tak cudownego charakteru, że
        koleżanka z klasy żyły sobie przez nią podcięła.

        > matematyka - p. Stecka - wlosy i styl ubierania faktycznie fatalne, ale ja
        nie
        > mialam problemow z matematyka, wiec na nia jako nauczyciela zlego slowa nie
        > powiem

        Stecka to legenda szkoły :))) Czasem ją widuję tam pod szkołą - NIC się nie
        zmieniła. Ani na jotę :)

        > rosyjski - Serzysko, mnie tam nauczyla, ale trzeba sie przyznac ze chyba
        jedna
        > z ulubienic bylam :)

        Ten język mnie ominął...

        > technika - z Tokarskim rozne dziwne przedmioty sie robilo - za przyniesienie
        > szajby wojlokowej (do tej pory mam w pamieci ta nazwe) dostalam 6

        Tudzież za spódniczkę mini każda dziewczyna mogła dostać. Nie cierpiałam go.

        > a wf uczyla mnie pani Arazny - tylko czemu zostala vice??????

        Cholera, nie pamiętam swojej WF-istki...?

        > i niemiecki - p. Milewska - rewelacyjna kobieta, mimo ze jezyk skonczylam w 3
        > klasie, do tej pory cos mi sie w glowie ostalo - i wielki plus za wyjazd do
        > Niemiec

        Czy to ta, u której nie dało się za nic ściągnąć? Jeśli tak, to też moja
        nauczycielka.
    • tribeka Re: LICEUM RUY BARBOSA 27.10.05, 23:55
      Poczytałam i pośmiałam się miło wspominając, jestem z rocznika 1995-1999.
      Wychowawcą naszym była Szyszko - od hist. i wosu, straszna babka, beznadziejny
      pedagog, w tych latach prowadziła lekcje hist. ze starego podręcznika, który
      przekłamywał fakty - chwaląc komunistów. Należałam raczej do grupy mniej
      grzecznych wychowanków... było wesoło oj było... Zaraz do Szyszko może dołączyć
      Twardowska - biolog - stara panna lekko psychiczna. Do tych pozytywnych postaci-
      mających kontakt z uczniami, wymagających, ale jednocześnie potrafiących
      czegoś nauczyć należą: P.KURYLSKA - świetna polonistka z poczuciem, chumoru,
      P.ŻOCHOWSKA chemiczka, kobieta "na poziomie" super babka - mała wstręt do
      kujonów i lizusów, P.OFRECH - to była matematyka - już nigdy nikt tak mnie nią
      nie zainteresował, specjalistaka-serio. Były tez postacie zabawne wołające o
      litość, taki gość od ang. co mówił "fazer end mazer"<tata i mama>hihihihi
      P.OWOC od niemca - miał chyba z 95 lat!! Sprawdzenie listy trwało 30min a
      napisanie tematu na tablicy 15min!! Gwiazda szkolna P.TOKARSKI teksty jego
      nadal brzmią w moich uszach... "chamy pszenno-buraczane", "wy grubasssy"
      stawiał stopnie w "grupach" czyli po 3-5 ocen na raz, na jedynki mówił
      sztachety!! było tak "sztacheta za ten rysunek rzutu drabinek na boisku,
      sztacheta za marnotractwo kartki, no i sztachety dwie "jeszcze dla ciebie"
      czasami znikał na dłuuugie chwile na zapleczu... co się tam działo każdy
      wtajemniczony wie :-) Po przeczytaniu wszystkiego tu byłam zdziwiona ze tak
      mało jest o fizyku P.WRÓBEL, to był gość, jak chciał fizykę tłumaczył suuuper -
      serio suuuper jednak zazwyczaj chciał być poprostu świetnym pedagogiem! Można
      było z nim pogadać, pośmiać się - super człowiek. Trzymał zawsze raczej z
      tymi "czarnymi owcami" z klasy i wierzył w nas - powiem jedno miał racje!
      Wiedział ze bycie kujonem nic nie mówi o człowieku - mieliśmy naganne z
      zachwania a dziś robimy kariery... aaa i jeszcze jedno P.ARAŹny! - <chyba gdy
      byłam w 3 klasie została z-cą dyr> przez 4 lata szkoły była dla mnie
      beznadziejną osobą, wredną i fałszywą a tu proszę przyznam - pomyliłam się i
      wielkie ukłony dla tej PANI!! Dzięki niej moje życie wygląda dziś tak jak
      wygląda czyli pozytywnie,podała mi rękę w krytycznym momencie! mogę tylko
      podziękować kolejny raz! I powiedzieć iż uratowała zbłąkaną dusze... Pani prof.
      tak trzymać - warto naprawdę!! MIMO IŻ MIAŁAM WIELE JEDYNEK I NAGAN, WIELE RAZY
      WŁODAR MÓWIŁ:DZIEWCZYNO ZMIEŃ SZKOŁE!!: oj miłe lata to były
      • emka_waw Re: LICEUM RUY BARBOSA 28.10.05, 08:41
        > P.ŻOCHOWSKA chemiczka, kobieta "na poziomie" super babka - mała wstręt do
        > kujonów i lizusów,

        No to jej się chyba charakter zmienił, za moich czasów otwarcie mówiła, że ma
        bogatego męża a w szkole pracuje dla zabawy, dla zabawy dręczyła uczniów tak,
        że jedna dziewczyna sobie podcięła żyły przez nią, miała swoich faworytów i
        ulubieńców, którzy oczywiście dostawali najlepsze oceny, a jak wypadali z łask,
        to ledwo przechodzili do następnej klasy. A najbardziej nie znosiła jednego
        mojego kolegi, który nie dość, że był inteligentny, nie dość, że łapał w lot, o
        co chodzi w tym przedmiocie, nie dość, że w końcu znał ten przedmiot lepiej od
        niej samej, to miał CZELNOŚĆ jej to udowodnić na oczach całej klasy. Próbowała
        go zostawić na drugi rok, ale spokojnie stwierdził, że on zdawać może nawet
        przed komisją z kuratorium, i zrobi to tak, że ona będzie miała potem kłopoty.
        I spuściła baba z tonu. W sumie była to najgorsza menda wśród wszystkich moich
        nauczycieli licealnych.
        • tribeka Re: LICEUM RUY BARBOSA 28.10.05, 11:20
          no to chyba trochę sobie odpuściła potem, miałam w pierwszej klasie jedynkę u
          niej na półrocze więc nie pisze z perspektywy lizuska :-) Serio była ok,
          wymagająca ale ok. Wczesniej ktoś napisał ze "koleżanka z klasy podcieła sobie
          żyły przez nią" nie wiem o co chodzi, pierwszy raz słyszę ale może to ją
          zmieniło?