choclo
01.10.04, 01:47
Ostatnio byłam kilka razy świadkiem, a nawet ofiarą niezrównoważonych,
agraesywnych dziadków. W ciągu dwóch tygodni dwa razy widziałam, jak
staruszek w tramwaju zdenerwował się, że nikt mu w porę nie ustąpił miejsca -
w obu przypadkach wraży dziadzio wybierał sobie ofiarę, wyzywał ją od pier..
k... i okładał po głowie.
Kilka dni temu sama stałam się ofiarą ataku, kiedy szłam po chodniku przy
żoliborskim ratuszu. Najpierw zaatakowała mnie babcia, krzycząc, że to
prywatny chodnik i skopie mi d..., jak nie przejdę na drugą stronę ulicy,
następnie do boju ruszył jej sędziwy mąż - uderzył mnie kilka razy pięściami
w głowę i zwyzywał od starych piz... Bo to ich prywatny chodnik. I co z
takimi robić? Bić się przecież nie będę, bo mnie wychowano w szacunku dla
starszych, dyskutować też nie bardzo, bo trzeba by najpierw przestudiować
wnikliwie słownik wulgaryzmów, a jak się ma pod opieką 12-latka to i tak nie
bardzo... A znowu puszczać to płazem - jakoś nie mogę - ja spokojny człek
jestem, ale jak ktoś tak do mnie, to nawet jak matuzalem, to czuję, jak mi
obcy rośnie i czort wie, co z niego w końcu wyrośnie.