Gość: franz
IP: *.ustronie.pw.edu.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
02.11.04, 03:32
Niech zamawiają autobusy, ale niech już nikt nie sprowadza tych
beznadziejnych produktów polskiego przemysłu - M181M i jeszcze gorszych
M121M. Nie wiem jak można się tym w artykule chwalić.
Taki bubel ten M121M, niewymiarowe okna, ZF szarpie przy przekładaniu biegu
(może to i wina kierowcy, ale jakoś każdemu się to zdarza), a jak sie stoi na
przystanku koło tylnej szyby to bębenki pękają od tego hałasu. I ten
rozregulowany zawór bezpieczeństwa od butli ze sprężonym powietrzem, kicha
jak chory. Trafna jest jedynie jego przezwisko - GNIOT. Tani gniot, mam
nadzieje, że został zakupiony jedynie ze względów ekonomicznych.
A jego większy braciszek - słaby silnik w pupci, że zdejmiesz noge z gazu to
od razu przełącza na mocniejszy bieg bo inaczej to by pewnie zdechł, gdyby
nie ten ZF(czy tam Voith-nie pamietam).
Nie lepiej poprosić węgierski przemysł żeby wygrzebał jakies 280.70 z
magazynu, moze jeszcze zostały:) albo mocniejsze 280.37 - może i hałasuje,
ale za to powera ma, że się rączkami rurek trzymać trzeba; na E-2 w sam raz
dla Redutowej lub Chełmskiej.
A co do 280.26 to fakt - zajechać trzeba do Woroniczej i powywalać te
zdezelowane sztuki. Ponitowane, pordzewiałe, z ledwo żywym silnikiem - oni
tam takie lubią trzymać.
Neoplanom też dziękujemy - amortyzatory zchrzanione jakby nadwozie z
podwoziem zespawane było, rurki w rezonans wpadają przy postojach, że się
drgawicy nabawić można, silnik w pionie jakimś na końcu, trzęsie się to,
żarem bije latem jak od pieca - co za badziewie !!!!
Solarisy lepiej wypadają, ale się łamią w połowie - taka "mocna" konstrukcja
jak kratownica w Peerach (PR110) z czasu gierkowskiego socjalizmu.
A już napewno atutem każdego niskopodłogowego pojazdu (Neoplany, Solarisy 15
i 12, Many NG 313, i te wczesniej opisane "odkurzacze" i "gnioty") jest ich
pojemość - dubeltowe siedzenia przy oknach pozostawiają "dużo" miejsca dla
stojących, którzy mają "pełną swobodę" w dotarciu do najbliższego dziesięcio
centymetrowego kawałka rurki - zwłaszcza ci przy drzwiach (nie dotyczy M181M
i M121M) i na przegubach; oraz "szeroko" otwierane okna, dzięki czemu latem
podróż to czysta "przyjemność" zwłaszcza gdy wsiądzie jakiś pan myjący się
wyłącznie w czasie świąt. Ogólnie mowiąc - nie ma to jak dobrze zchrzaniony
tani wytwór "nowoczesnego" przemysłu. Przecież te pojazdy nie są
przystosowane do tak dużego oblężenia ze strony pasażerów jakie występuje w
Warszawie. Osobom, które nie wiedzą o czym pisze proponuję przejażdzkę
autobusem 171 (gdy Connex wysyła swoje szybkie "solniczki").
Sądze, że najlepszym rozwiązaniem dla lini w godzinach szczytu to Ikarusy
280.70 (i mocniejsze 280.37) sprowadzone pod koniec lat 90 (poczatek 90 ale
po naprawie głownej każdy) ciche , wyciszony silnik (manowski głośny
niewyciszony, ale mocny) dosyć silny, dużo miejsca , skajowe wygodne
siedzienia, szerokie okna, ręcznie otwieranie szyberdachy, automaty,
dobre "ururkowanie" autobusu - dobre miejsca stojące. Wadą jest na pewno
wysoka podłoga-ale jak mowie-tylko dla godzin szczytu i dla bardzo obleganych
lini; za duża elastyczność przyczepki przez co rzuca pasażerami, ale to juz w
rękach kierowcy(:)).
280.37 pasuje najlepiej dla pośpiechów i lini ekspresowych.
Wszystkie powyższe uwagi to efekt obserwacji. Są to moje obserwacje więc
ocena subiektywna. Proszę ewentualnych czytelników forum o skomentowanie .
Z góry dzięki.
Pozdro wszystkim.
franz