pan_pndzelek
04.12.04, 01:21
O Widackim takie moje wspomnienie. Piszę to tylko dlatego, że wielu
obszczymurów aspiruje by go oceniać dziś.
W 1991 r byłem na Litwie, to było chwilkę po tzw. wydarzeniach pod wieżą
telewizyjną, byłem tam dłuższy czas. Litwini właśnie skończyli ze Związkiem
Sowieckim i nastąpiło odbicie w stronę nacjonalizmu. Powołano pierwszą od
dawna "rdzennie litewską" jednostkę wojskową - Gelezinas Wilkas (Żelazny
Wilk) nawiązującą do tradycji m.in. Szaulisów. Ponieważ na Litwie
zamieszkiwali Polacy, Rosjanie i Białorusini kryterium przyjmowania była
narodowość litewska by nie wdarli się "obcy". Chłopcy z tej jednostki mocno
byli "rozrywkowi" i "lubiali" się bić...
Tyle tytułem przydługiego wstępu. Gelezinas pewnego razu niedaleko Ostrej
Bramy zaczęli bić pod knajpą dziewczynę, pewnie Rosjankę albo Polkę. Pojawił
się Pan Widacki, wówczas konsul polski lub ambasador (po prostu przechodził
tamtędy). Stanął w jej obronie nie pytając kto ona i zaczął się bić, oberwał
paskudnie bo siła przeciwników była sporo większa ale... ale kto z tych
ćwoków politycznych dzisiejszych umiałby tak zareagować? No kto? Peerelowska
gnida-prokuratorzyna waserman? Czy może ten z Downem chłopiec czyli
P.i.e.r.d.y.c.h. syn komunistycznego służalca czynownika?! Ten pewnie
machałby immunitetem? Bo nie wiem czym innym potrafiłby się zasłonić.
W życiu jest tak, że pewne zdarzenia dużo mówią o ludziach, którzy byli ich
uczestnikami... Pan Widacki mógł tamtego dnia pójść mimo nie zauważając tego
co się obok niego dzieje... Mógł a nie przeszedł...