d.z
20.05.02, 09:16
Ach no i jest. A ile wcześniej było pisania, mówienia, przedstawiania projektów
oraz wizji. Niemal układ cały komunikacyjny miasta miał się zmienić, a wszystko
za sprawą nowej pętli przy Dworcu Centralnym.
No i co? Ano jest. Nawet nie wszystkie linie z E. Plater tam trafiły. A przy
okazji zrobiono tylko jedną rzecz, która ostatnio ZTM wychodzi najlepiej -
ścięto częstotliwość kursowania paru linii.
Jak długo jeszcze ZTM będzie mamil nas wszystkich kolejnymi świetlnymi wizjami
warszawskiej komunikacji? Jak długo jeszcze ten (niczym z poprzedniej epoki)
twór będzie jedynym, słusznym, nie znoszącym sprzeciwu decydentem w sprawach
mających podstawowe znaczenie dla funkcjonowani miasta?
Jak to jest, że ZKM Gdynia (mające znacznie mniej linii do obsługi) w
stosunkowo, krótkim czasie potrafiło doprowadzić do ostrej konkurencji
(wpuszczając do swojej sieci 11 przewoźników) skutkującej lepszą obsługą i
niższymi kosztami.
Jak to jest, że w Gdyni dzięki tym działaniom już na żadnym całodziennym
zadaniu przewozowym nie spotka się autobusu wysokopodłogowego (a w niedzielę i
święta tylko niska podłoga)?
Jak to jest, że po Gdyni pietrus może jeździć, a po Warszawie nie?
Jak to jest, że po Gdyni mogą jeździć mikro i midi busy, a po Warszawie nie?
Jak to jest, że w Gdyni (myśląc już o konieczności zmian czasu pracy kierowców -
wymóg UE) potrafią już teraz eksperymentować z wymianą kierowców przy
jednoczesnym zachowaniu niemal bezpostojowego kursowania autobusów na linii?
Jak to jest, że w Warszawie stolicy dużego europejskiego miasta, ZTM
(odpowiedzialny za jedną ze strategicznych dziedzin funkcjonowania miasta) nie
potrafi zadbać nawet o własne interesy?
Może by tak ZTM rozpędzić "na cztery wiatry" a za zaoszczędzone pieniądze
zatrudnić paru specjalistów, którzy sprawdzili się już gdzie indziej z
powodzeniem?