Gość: fanclub
IP: *.bzmw.gov.pl / *.crowley.pl
17.02.05, 11:10
Musiało się stać coś naprawdę dramatycznego. Adam Michnik niespodziewanie
wrócił do kraju. I spotkał się z Jerzym Urbanem w restauracji orientalnej na
warszawskim MDM. W spotkaniu uczestniczyła żona naczelnego "Nie", Małgorzata
Daniszewska.
Michnikowi dopisuje apetyt - podczas spotkania jadł dania tajskiej kuchni,
pił do obiadu czerwone wino. Niestety, nadal pali dużo papierosów.
Przyjacielska pogawędka skrzyła się historyjkami w rodzaju tej o przypadkowym
spotkaniu małego Adasia z przerażającym płk. Józefem Światło (wicedyrektorem
Departamentu X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego). Światło zatrzymał
małego Adasia, gdy ten przechodził przez ruchliwą ulicę. Wydobywszy z
przyszłego opozycjonisty adres i nazwisko rodziców, odprowadził go pod drzwi
mieszkania. - Przerażona matka myślała, że to po ojca przyszli - wspominał
Michnik, trzęsąc się ze śmiechu.
Urban opowiadał Michnikowi o bankietach i rautach, na których bywa. - A czy
Toeplitz [Krzysztof Teodor] był na tej imprezie? - dopytywał Michnik. - A jak
w tym wszystkim Józio? - interesował się. - Raz jest czuły, raz nie. Nie ma z
nim tyle rozrywki co kiedyś - odparł Urban. Humor zepsuły biesiadnikom teczki
SB. Michnik opowiedział, że zobaczył w telewizji Puls rozmowę na temat
lustracji i dekomunizacji, gdzie wypowiadał się "młody gnój": - Coś
strasznego. Oni wszyscy się nazywają: Warzecha, Paliwoda, Perzyna, Jeżyna... -
I Semka - dorzucił Jerzy Urban.
W sobotę wieczorem zapytaliśmy naczelnego "Nie", czy był pierwszą osobą, z
którą Adam Michnik zjadł obiad po powrocie do kraju. Urban rzucił do
słuchawki: "A ch.. komu do tego, z kim ja jem obiad, i to jest cały mój
komentarz". Nie udało nam się porozmawiać z Michnikiem.