Gość: ToJa
IP: 195.94.218.*
10.07.02, 17:51
chcialbym podziekować ochronie pubu "Lolek" za
uchronienie mnie od popelnienia strasznej gafy. W
zeszly piatek, po spektaklu ulicznym na Polach
Mokotowskich chcielismy cos zjesc i czegos sie napic.
Dwoch goryli na bramce wpierw wg normalnej procedury
spytalo o wiek (ktory jeszcze zyskal aprobate - 2x29 i
1x23). Gdy zaczelismy wchodzic, uwage jednego z nich
przykul moj plecaczek. "Co tam jest w srodku?" - padlo
pytanie. Dalem pomacac. "To chyba sa paluszki!"
wykrzyknal goryl. Otworzylem plecak - istotnie,
zapomnialem, znajdowal sie w nim pierniczek torunski,
waga 50 gramow. "Z tym pan nie wejdzie, trzeba oddac do
depozytu!" stwierdzil ochroniarz, po czym otworzyl
skrzynie przy wejsciu, wskazujac mi gdzie mam polozyc
pierniczek. Po moim "Idziemy stad" uslyszalem (pierwszy
raz grzeczne) "Do widzenia panstwu". Wrociwszy do
poczatku opowiesci - przyznaje sie bez bicia, ze wcale
nie zamierzalismy w "Lolku" zjesc czegos z grilla ani
wypic kilku piw. Naszym jedynym, glownym celem bylo
usiasc we trojke przy stoliku i rzucic sie na
przemycony przeze mnie pierniczek (jakies 16 gramow na
osobe, chyba ze ktos bylby zreczniejszy w rzucaniu
sie).
Slawek
PS: moja noga wiecej w tej budzie nie postanie!