deresa
15.06.05, 20:51
Prezydent ma problem za Nową Gazetą Praską
Można powiedzieć więcej, Lech Kaczyński ma wiele problemów. W swojej kampanii
trzy lata temu obiecywał bardzo wiele. Srogo potępiał swoich poprzedników,
nie zostawiając na nich suchej nitki. Wszystko było źle. Część warszawiaków,
pewnie w myśl zasady, iż w stosunku do władzy należy zawsze być w opozycji
wskazała kandydaturę Lecha Kaczyńskiego: polityka, który rzadko do tej pory
był na pierwszej linii frontu, kryjąc się za plecami Wałęsy i Buzka. Od czasu
do czasu wychylał się z cienia, by krytykować swoich promotorów, za co z
miejsca był wywalany z posad. Teraz sam Kaczyński jest szefem i skutecznie
ogranicza możliwości krytyki, płynące z własnego środowiska, dobierając sobie
ludzi bezwolnych, niekreatywnych, w pełni poddających się jego decyzjom.
Sztuką samą w sobie jest wyszukać takich. Tu prezydent osiągnął sukces, lecz
koszty tego ponosi cała Warszawa. Mój szanowny kolega z Sejmiku Maciej
Białecki w poprzednim numerze NGP raczył podsumować strategię Pana Prezydenta
w zakresie budowy Mostu Północnego. Zgadzam się z całą jego analizą,
dotyczącą stosunku do poprzedników i próby wykreowania przez Pana Prezydenta
na tym tle własnego wizerunku. Osobiście wysnuwam jednakże inne wnioski.
Gdyby Most Północny był tylko jedną jedyną porażką Prezydenta Kaczyńskiego,
można by mówić o pechu, lecz tych porażek jest więcej:
- nieudane podejście do zagospodarowanie Placu Piłsudskiego
- slimacząca się rozbudowa I linii metra i próby zmiany przebiegu II linii
metra, by całość inwestycji odsunąć w czasie
- zastój prac na Trasie Siekierkowskiej
- odwlekana przebudowa ronda Starzyńskiego
- porażka w walce w Waparkiem, agencjami towarzyskimi, handlem ulicznym,
supermarketami
To tylko niektóre tematy ogólnomiejskie. W każdej z dzielnic można by znaleźć
podobne przykłady na mniejszą skalę. Z czego one wynikają? Właśnie z
negatywnego doboru kadr, braku decyzyjności i skomplikowania wewnętrznych
procedur. Wraz z Panem Prezydentem do samorządu warszawskiego przyszła
znacząca grupa osób, która nigdy z samorządem nie miała nic do czynienia.
Ekipa z Najwyższej Izby Kontroli, byli działacze Solidarności - to nie są
ludzie kreatywni, raczej podejrzliwi. Ten mechanizm szybko się rozwinął, a
gdy doda się do tego inercję urzędniczą - skutek jest widoczny. Najlepiej nic
nie robić, wtedy nie ma podejrzeń. I to moim zdaniem jest prawdziwa diagnoza
obecnej sytuacji w Warszawie. Najlepiej centralizować, tworzyć papiery,
zasady, procedury, wydawać nic nie wnoszące zarządzenia (sam burmistrz
dzielnicy Praga Północ wydał w ciągu niespełna trzech lat grubo ponad 100
zarządzeń). Niewiele z tego wynika, a procesy inwestycyjne leżą. Posłużę się
konkretnym przykładem z Pragi Północ. W kwietniu ubiegłego roku z pompą
ogłoszono wynik konkursu na budowę hali sportowej przy Szkole Podstawowej 127
przy Kowieńskiej 12/20. Do dziś trwa tworzenie papierów związanych z tą
inwestycją. Być może, jak dobrze pójdzie, na jesieni poznamy wykonawcę prac.
Półtora roku na przygotowanie procesu inwestycyjnego przy szkolnej hali
sportowej to - moim zdaniem - zdecydowanie za długo. Zaczynają się mnożyć
zjawiska, które Pan Prezydent mocno krytykował - aneksowanie terminów
wykonania wynikających z umów. Spośród niewielu zamierzeń inwestycyjnych
poślizg z tego powodu będą już miały na Pradze przebudowa ulic Letniej,
Stolarskiej i Lęborskiej oraz budowa sali gimnastycznej przy VIII LO im.
Władysława IV, ponieważ wykonawcy nie zdążyli w czasie wynikającym z
pierwotnie podpisanej umowy wykonać dokumentacji.
Pan Prezydent ma świadomość, że w pewnym momencie będzie musiał złożyć
warszawiakom sprawozdanie ze swoich dokonań. Radnych w stolicy, dających mu
absolutorium można ? przekonać?. W tym ekipa Pana Prezydenta była świetna,
dokonując kolejnej wolty politycznej i uzyskując poparcie od ekipy dotychczas
opluwanej. Tego manewru nie uda się powtórzyć z mieszkańcami, którzy nie
odczuwają wielkiej poprawy życia w mieście zarządzanym przez Kaczyńskiego.
Jedynym manewrem, który pozostał, jest ucieczka do przodu w kierunku po
prezydenturę kraju. To najnowsza strategia i chyba jedyna, która pozostała.
Problem Pana Prezydenta polega na tym, że prowadzona przez niego gra jest
nazbyt czytelna i w toku walki wyborczej o miano pierwszego obywatela RP
wielokrotnie jego nieudolne zarządzanie miastem będzie mu wytykane.
Pozostaje pytanie, będące problemem wyborców. Co będzie mniejszym złem:
Kaczyński pozostający do października 2006 roku prezydentem Warszawy, czy
Kaczyński obejmujący urząd prezydenta RP. Ja nie mam wątpliwości. Pozwólmy
Lechowi Kaczyńskiemu dożyć swych politycznych dni na stołecznym urzędzie i
rozliczmy jego czteroletnie dokonania.
Ireneusz Tondera
radny woj. mazowieckiego
przewodniczący klubu radnych SLD