Gość: pinki
IP: 213.17.245.*
13.07.05, 19:46
taka mala dygresja - wczoraj bylismy w restauracji tajskiej dong nam przy Pl.
Konstytucji - zebralo nam sie na wspominki i chcielismy po raz kolejny
skosztowac tajskiej kuchni. zarcie nie powiem smakowalo, ale dlaczego tak
drogo ? to nie restauracja z bialymi obrusami, krysztalowymi kieliszkami i
srebrnymi kandelabrami tylko zwykla knajpka, do ktorej wskakuje sie na
kolacyjke. a ceny dan glownych zaczynaja sie od 35 zl... + w cene nie jest
wliczony np. ryz i trzeba oddzielnie zamowic, co powoduje ze cena calego
dania glownego wychodzi od 40 zeta od lebka..
wszystko bym rozumiala, ze moze knajpa oblegana, ze chca ograniczyc przyplyw
gosci bo sie nie wyrabiaja z praca, ale w knajpie bylismy absolutnie SAMI.
przez ponad dwie godziny tam siedzielismy i nikt wiecej sie nie pojawil !
jakos nie bardzo rozumiem jaka strategie marketingowa maja takie miejsca -
gdyby zarcie bylo tansze, to chetnie bysmy czesciej sie pojawiali, ale skoro
sa tam takie ceny, to uwazam, ze jak na zwykla kolacje, to lekka przesada.
czy w takich knajpach naprawde oplaca im sie siedziec i czekac na tego
jednego klienta w ciagu dnia, zeby mu zlupic portfel, zamiast obnizyc ceny i
cieszyc sie coraz wieksza popularnoscia restauracji ????
tym bardziej przy azjatyckiej kuchni, gdzie wlasciwie wszystko miesza sie na
raz w woku i dania nie sa zbyt bardzo pracochlonne...
wytlumaczy mi ktos polityke funkcjonowania takich miejsc ??
pozdr,
pinki