jadzia_z_bufetu
13.09.02, 08:15
No rano ja dziś wstała bo do bufetu czas.
Idem do ubikacji, światło zapalam a tu żarfuka siem przepaliła. No to idem ja
do pokoju do szufladki pod telewizorem po nowom zarufkie. Jakrzem pociągła za
uchwyt to mię się cała szulada wywaliła i żarufkiem stłukłam ale drugom tyż
miałam i wziełam. Idem do ubikacji odkrencam kolsz i on mie wypadł z ronk.
Spadł na spłuczkie porcelanowom i sam siem stłukł i spłuczkie też. Woda siem
lać zaczela na to ja kranik chciałam zakrencić i on mię się urwał i woda siem
leje. Budzem ja Rysia mego a on marudzi, ze za wcześnie. Jak nogamy w wodem
stanoł to siem rozbudził zara. I w te pendy głufny kran zakrencać siem
rzucił. Urwał sie mu ten kran i woda już leje siem okropnie. No to pobiegł
muj Rysio do piwnicy kran głufny zamykać. A ja wodem zbierać bo siem leje.
Ile on tam w tej piwnicy był to nie wiem ale cały mokrysieńki wrucił i za
telefon po pogotownie wodniackie dzwonić. Wody już wszendzie pełno i sunsiady
siem pobudziły i krzyk okropien się zrobił bo woda do prundu siem dostała i
światło zgasło. Jadzie to wodniackie pogotowie i jak raz śmieciara na
podfurku sie rozłożyła. Jak siem nie pukli to siem cos w tej smietnikowej
maszynie porobiło i podniosło siem do gury i całe śmiecie siem wysypali.
Jezusicku! Wody pełno prondu nie ma smrud od śmieciów na ulicy straszny. Jak
tu w piątek tzynastego nie bać siem z domu wychodzić?