Gość: Łukasz
IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl
01.10.02, 08:51
Granice kultury...
To, co wczoraj wieczorem wydarzyło się w filharmonii narodowej
przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Mieliśmy wczoraj do czynienia z dwoma skrajnymi obrazami
kultury. Pierwszy i najważniejszy, ten który wszyscy obecni na
sali zapamiętają zapewne na lata, to oczywiście cudowny koncert
Wielkiego Mistrza... i tu nie ma w zasadzie nad czym
dyskutować. Warto by się natomiast zastanowić nad drugą
skrajnością.
Wczorajsze wydarzenia przed kasą filharmonii przeszły chyba
wyobrażenie wszystkich którzy wczoraj tam przybyli.
Dla osób, które nie tego nie widziały, napiszę w ten sposób:
Wyobraźcie sobie państwo, że otworzono okienko, w którym
pierwszym 20 osobom zupełnie za darmo rozdawano po 5000 PLN, z
tym, że chętnych było kilka setek osób, które swoje dobre
maniery i wychowanie zostawiły w domu, a przed okienkiem
panowała jedna tylko zasada: KTO PIERWSZY TEN MA!
Nie twierdze, że jestem lepszy.... mi się udało... kupiłem
wejściówkę... wszedłem na koncert.
Jednakże wczorajszy wieczór powinien dać chyba wiele do
myślenia dyrekcji filharmonii. Gdzie były służby porządkowe,
gdy jakieś (przepraszam za wyrażenie) dwie młode niunie,
wyciągnęły z kieszeni zmiętą kartkę papieru (lista społeczna) i
uzurpowały sobie prawa do ustawiania osób w kolejce. Wspierane
przez kilku krzykaczy doprowadziły do tego, że ogonek ludzi
stojących kulturalnie w kolejce przerodził się w jedno wielkie
zamieszanie i bajzel.
Nie rozumiem też, dlaczego przy tak wielkim zainteresowaniu nie
było limitu wejściówek sprzedawanych jednej osobie. Efekt był
taki, że ludzie kupowali czasem po 10 wejściówek których nie
starczyło już nawet dla tych stojących całkiem blisko okienka.
Nie rozumiem też, dlaczego nie odejdzie się w końcu od systemu
sprzedawania wejściówek na godzinę przed koncertem. Wszak to
bilet jak każdy inny, tyle że stojący i można je przecież
rozprowadzić w przedsprzedaży... w miarę kulturalnie.
Odnośnie kultury to mam jeszcze jedną uwagę... to o czym
pisałem wyżej, to nic w porównaniu z zachowaniem niektórych
VIPów z pierwszych rzędów, którzy nie raczyli poczekać, aż
ARTYSTA pierwszy zejdzie ze sceny i już podczas owacji
wychodzili z sali aby jak najszybciej odebrać z szatni swe
ubranka... by broń boże nie stać w kolejce.
Moim zdaniem, było to chamstwo najwyższego lotu, dużo większe
od tego przed kasą, bo wyrachowane. Ale jak komuś słoma z butów
wystaje, to i frak mu nie pomoże.