Gość: MZ
IP: *.pwpw.pj / 217.168.193.*
20.01.06, 09:00
Superpociąg ze złomu
Czy przetarg na zakup pociągów dla Szybkiej Kolei Miejskiej był ustawiony?
Przedstawiamy niejasne kulisy tego zamówienia
Pociągi SKM święcą pustkami. Władze Warszawy chcą zachęcić pasażerów do
korzystania z SKM, zwiększając częstotliwość kursowania i kierując składy na
nowe trasy
(c) JERZY DUDEK
Kursująca od trzech miesięcy SKM miała być komunikacyjnym hitem rządzącej
stolicą ekipy Lecha Kaczyńskiego. Kolej wystartowała z sześcioma pociągami,
teraz chce pozyskać 12 nowych - może je kupić lub wziąć w leasing. Decyzja
zostanie podjęta do końca marca.
Sześć pierwszych pociągów SKM władze miasta kupiły na przełomie 2004 i 2005
roku za 55 mln zł w zakładach ZNTK Nowy Sącz (obecnie pod nazwą Newag).
Prezes firmy Zbigniew Konieczek zaprzeczył w rozmowie z "Rz", że prowadzi
rozmowy w sprawie kolejnego zamówienia. Wiele wskazuje jednak na to, że
właśnie ten producent ma największe szanse na kontrakt.
- Jeśli nowo kupiony tabor będzie tego samego typu, niższe będą koszty
obsługi i utrzymania - przyznaje Jerzy Obrębski, prezes SKM. - Na razie nie
zapadła jednak żadna decyzja.
Przypadkiem mieli projekt
Tymczasem już kulisy pierwszego kontraktu dla zakładów w Nowym Sączu kryją
sporo znaków zapytania. Warunki zamówienia zawarte w specyfikacji
przetargowej okazały się wyjątkowo wyśrubowane: na przedstawienie projektu
firmom dano tylko miesiąc od podpisania umowy, a na zakończenie dostaw -
niespełna rok.
- Miesiąc na przygotowanie projektu to warunek nierealny. Producent
potrzebuje na to co najmniej kilku miesięcy. A zanim ruszy produkcja, upływa
co najmniej półtora roku - mówi Karol Szyndzielorz z koncernu Siemens.
Według informacji "Rzeczpospolitej", ZNTK Nowy Sącz wcześniej przygotowywał
projekt reklamowy prototypu nowocześnie wyglądającego pociągu.
- Każdy producent pracuje przecież nad różnymi projektami - wyjaśnia ten
zbieg okoliczności Zbigniew Konieczek, prezes zakładów z Nowego Sącza. - A
tak się akurat zdarzyło, że jeden z naszych był zbieżny z potrzebami stolicy.
Wystarczyło go po prostu zaadaptować do wymagań przetargowych.
Czy uzyskaniu zlecenia pomogły ZNTK powiązania personalne? Za komunikację
odpowiadał w ratuszu za czasów Kaczyńskiego wiceprezydent Andrzej Urbański, w
1997 roku redaktor naczelny "Życia Warszawy". Właścicielem nowosądeckich
zakładów jest zaś Zbigniew Jakubas - do 2000 roku właściciel tego dziennika.
Czy ta znajomość ułatwiła producentowi zdobycie warszawskiego zamówienia -
tego nie udało nam się ustalić.
Wagony po czterdziestce
Pociągi dla warszawskiej SKM powstały na bazie starych składów EN-57
kupionych od SKM z Trójmiasta (z nich pochodzą ramy wózków jezdnych i
przestarzała konstrukcja układu napędowego).
- Nowy Sącz kupił od nas zrujnowane pociągi z lat 60., wycofane z użytku.
Część była spalona - mówi Paweł Wróblewski, rzecznik SKM Trójmiasto. -
Uznaliśmy ich remont za nieopłacalny. Stary tabor sprzedaliśmy na przełomie
2004 i 2005 roku za 1,64 mln zł - wyjaśnia.
- Protestowaliśmy przeciwko sprzedaży tych spalonych pociągów jako bazy do
wyprodukowania nowych. Mieliśmy wątpliwości, czy będą bezpieczne dla
pasażerów - mówi Stanisław Kogut, senator PiS, przed wyborami szef
kolejarskich związków zawodowych.
W stołecznym przetargu ZNTK Nowy Sącz wystartował jako jedyny oferent. Nasz
informator z branży kolejowej twierdzi, że karty zostały rozdane przed
ogłoszeniem przetargu.
- Władze Warszawy chciały wykazać się zleceniem dla upatrzonego zakładu.
Stare, spalone pociągi stały w trawie w oczekiwaniu na nabywcę z Nowego
Sącza, który je później przebudował. A prawo zamówień publicznych? No cóż,
musieli odgrywać ten cały teatr z przetargiem - mówi nasz informator.
Zwycięzca przed startem?
Warunki przetargu tak określono, że nowe pociągi nie miały szans ze względu
na czas wykonania zlecenia, kwotę przeznaczoną na zakup i sposób punktacji
ofert (70 proc. za cenę).
- Nie mieliśmy starego taboru do modernizacji, a nowy nie miał szans na
wygranie przetargu. A używanego taboru nie sposób kupić, bo kolej sprzedaje
tylko pociągi przeznaczone na złom - mówi Tomasz Zaboklicki, prezes zakładów
PESA Bydgoszcz.
Slavomir Mamatej, prezes ZNTK Mińsk Mazowiecki: - Dopiero kilkanaście dni
przed otwarciem ofert przedstawiciele komisji przetargowej powiedzieli, że to
mogą być także zmodernizowane stare pociągi. Dali nam też do zrozumienia:
jeśli złożycie ofertę, nie mając taboru do modernizacji, nie uwzględnimy jej.
Próbowaliśmy go znaleźć, ale było za mało czasu.
Sęk w tym, że ZNTK Nowy Sącz też oficjalnie nie był właścicielem taboru przed
złożeniem oferty, ale mimo to została ona przyjęta. Szef zakładów Zbigniew
Konieczek nie odpowiedział nam na pytanie, czy przed rozstrzygnięciem
warszawskiego przetargu jego firma miała z trójmiejskiej SKM gwarancje
sprzedaży wycofanych składów.
Menedżer jednej z firm z branży kolejowej: - Jeśli ZNTK Nowy Sącz wystartował
w przetargu, to albo ten używany tabor już miał, albo ktoś mu już go obiecał.
Przetarg opiewał tylko na sześć pociągów, bo Nowy Sącz nie zdobyłby więcej
używanego taboru.
Upudrowali trupa
Oficjalnie umowa z ZNTK Nowy Sącz została podpisana w styczniu 2005 roku. Już
we wrześniu pierwszy pociąg woził pasażerów. Rekordowe tempo uruchomienia
miejskiej kolejki kilkakrotnie zachwalał w rozmowach z dziennikarzami
Sławomir Skrzypek, wiceprezydent Warszawy i jeden z pomysłodawców SKM (dziś w
zarządzie PKOBP).
Suchej nitki nie zostawił na SKM Bogusław Kowalski (LPR), szef Sejmowej
Komisji Infrastruktury, do września wicemarszałek województwa.- Warszawa dała
55 mln zł za upudrowanego trupa. Wydano na ten projekt duże pieniądze, a
technologicznie pociąg nic się nie zmienił. Napęd jest dalej według myśli
technicznej z lat 50. Przyspieszenie i droga hamowania pozostały takie same
jak wtedy.