sturbow
05.06.06, 15:15
Mnie często (choć już coraz rzadziej, staram się go omijać) straszy sklep
spożywczy przy skrzyżowaniu woronicza z wołoską, na rogu bełskiej - top market
czy jakoś tak. Myślałam, ze PRL w handlu to już przeszłość - tam się
przekonuję, że jednak nie. I co najdziwniejsze, pracują tam same młode
dziewczyny. Mieszka tam mnóstwo starszych ludzi, a one po nich jadą okropnie
("to sie niech pan zdecyduej w końcu co chce!"" niech pan nie mruczy tak pod
nosem!"). ceny zwalają z nóg (czasami za najprostrze produkt do kilku złotych
drożej, niż w innych sklepach!), a poza tym wiecznie są inne od tych, które
mają w systemie (oczywiście wszstko na ich korzyść). Jak się człowiek
spostrzeże, to zero przepraszam, tylko "płaci czy nie płaci?"
No i syf w dodatku, wiecznie coś spleśniałego się trafia. A sklep spory, tych
sprzedawczyń też sporo. A jak cudownie potrafią sie kłócić na cały głos, przy
klientach (przy okazji rzucając niemal towarem w nieszczęśnika, który śmiał
coś kupić).
Mam go dość, ale że jest jedyny w pobliżu (następny sporo dalej), to nadal
zdarza mi sę do niego chodzić. Ale chyba przestanę od dzisiaj.