skiela1
05.07.06, 13:33
Twórcy Parady Równości chcą, aby w przyszłym roku władze stolicy włączyły się
w organizację imprezy, bo Parada przynosi miastu zyski - pisze "Metro".
Według wyliczeń Fundacji Równości chodzi tu nawet o 1,2 mln zł. Skąd ta suma?
Na paradę do stolicy przyjechało blisko tysiąc zagranicznych gości. Ponad 400
z nich zamieszkało w warszawskich hotelach. To oni zostawili w mieście sporo kasy.
Każdy z zagranicznych gości przez weekend wydał w Polsce blisko 300-400 euro.
Zarobiły na tym nie tylko hotele, ale restauracje i puby - wylicza Tomasz
Bączkowski, prezes Fundacji Równości. I faktycznie. W hotelach brakowało
miejsc, a taksówkarze nie mogli wyrobić się z obsługą pasażerów.
Te wyliczenia organizatorzy parady już niedługo przedstawią władzom Warszawy.
Po co? Chcą, by dołożyły się w przyszłym roku do kolejnego marszu, podobnie
jak to się dzieje w innych europejskich krajach, np. w Londynie czy Berlinie.
Jeśli włodarze stolicy będą kierowali się dobrem miasta, a nie ideologią
partii, to myślę, że wspomogą naszą paradę. To przecież oznacza miliony euro
zostawione w Polsce przez zagranicznych gejów i lesbijki - przekonuje Łukasz
Pałucki z fundacji.
Tymczasem stołeczni urzędnicy stukają się w czoło i traktują ten pomysł jako
kompletną bzdurę: Parada Równości to promowanie organizacji gejowskich, a nie
miasta - twierdzi Mirosław Kochalski, prawicowy komisarz Warszawy. Kryje się
za nią tylko demoralizacja i zagrożenie dla mieszkańców miasta.
Nie zgodzimy się na to - wtóruje mu Witold Kołodziejski, przewodniczący
miejskich rajców. I wylicza, że miasto nie tylko na Paradzie nie zarobiło,
ale... wręcz straciło. Bo dwa tysiące policjantów przez trzy godziny
ochraniało jej uczestników. To jego zdaniem niepotrzebnie nadszarpnęło budżet
stolicy - pisze "Metro". (PAP)
wiadomosci.wp.pl/kat,41794,wid,8379895,prasaWiadomosc.html?rfbawp=1152099042.616&ticaid=11e85