sibeliuss
12.05.07, 01:54
Pani Julia Andraszak mieszka przy ul. Złotej 73, w domu sąsiadującym z dawną
szkołą. Codziennie musi przejść obok straszącego wypalonymi oknami budynku.
- Wieczorem serce podchodzi mi do gardła, bo już nieraz byłam zaczepiana o
pieniądze na alkohol przez oprychów kręcących się koło szkoły -mówi kobieta.
Mieszkańcy: żyjemy w strachu
Według policji budynek na Złotej stał się największą meliną w mieście.
Ściągają do niej nawet bezdomni z innych miast województwa. Szkoła jest też
popularną kryjówką dla złodziei i bandytów.
Straż Miejska i policja każdego dnia odbierają telefony od wystraszonych sąsiadów.
- Jesteśmy przerażeni - mówią państwo Krzyżanowscy, młode małżeństwo idące z
wózkiem. - Aż strach tutaj wychowywać dziecko. Wieczorami dochodzi do
dantejskich scen. Na dodatek tuż obok działa całodobowy sklep monopolowy.
Budynek, w którym pod koniec lat 90. mieściła się szkoła, jest w opłakanym
stanie. W ubiegłym roku Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego nakazał
właścicielowi zabezpieczenie gmachu przed katastrofą budowlaną. Teraz jednak
do środka może wejść każdy. Drzwi są wyłamane, w oknach brakuje szyb. W wielu
miejscach widać ślady po pożarze. Złomiarze wyrwali grzejniki i rury, nie
oszczędzili nawet elektrycznych kabli.
Policja: mamy dosyć
Kiedy wchodzimy do środka z policjantami z wolskiego komisariatu, szczury
grzebiące w walających się wszędzie śmieciach uciekają w popłochu. Trzeba
uważać, żeby nie wdepnąć w fekalia.
- Mamy już dosyć tej rudery w naszej dzielnicy - mówi asp. sztab. Krzysztof
Nowak z wolskiej komendy policji. Mundurowi alarmują, że zamiast zajmować się
utrzymaniem porządku w innych rejonach Woli, po kilka razy dziennie muszą
przyjeżdżać do opuszczonej rudery, a wystarczyłoby zamurować drzwi i okna.
- Pijaństwo, pobicia to tutaj chleb powszedni - mówi Nowak.W ostatni weekend
kwietnia policjanci patrolujący opuszczoną szkołę natrafili na kompletnie
pijaną kobietę "opiekującą się" dwuletnią córką. 39-letnia Marzena J. miała we
krwi 2,5 promila alkoholu.
Ale to jeden z najlżejszych przypadków ze Złotej. W czerwcu 2006 roku pijani
bandyci skatowali w szkole bezdomnego mężczyznę. Zmasakrowane zwłoki schowali
w nieczynnej lodówce w byłej stołówce w piwnicy. Sprawcami okazali się
dwudziestokilkuletni mieszkańcy blokowisk na Tarchominie. Do drugiego
morderstwa doszło w grudniu. Ofiara podczas imprezy przyznała się do
pedofilskich skłonności. Kompani natychmiast wymierzyli po swojemu
sprawiedliwość i śmiertelnie pocięli mężczyznę nożami.
Na terenie szkoły dochodzi też do innych ciężkich przestępstw. - Mieliśmy
jedno zgłoszenie gwałtu zbiorowego na bezdomnej, ale prawdopodobnie było ich
tu więcej -stwierdza Krzysztof Nowak.
Pełne ręce roboty mają też strażnicy miejscy. Tylko w ciągu ostatnich trzech
miesięcy interweniowali przy ul. Złotej 72 aż 126 razy.
Urzędnicy: nic nie możemy
Za bałagan w centrum miasta dostaje się władzom Woli.
- Otrzymujemy mnóstwo telefonów i listów. Ludzie mają do nas pretensje, ale
niesłusznie - broni się zastępca burmistrza dzielnicy Marek Lipiński. - Nasza
władza kończy się na parkanie ogradzającym teren. Budynek nie jest nasz.
Większościowym właścicielem spółki Sedeco, do której należy teren, jest
miasto. Urzędnicy z ratusza od lat nie kwapią się jednak do rozwiązania
problemu opuszczonej szkoły. - Sytuacja jest patowa - tłumaczy dyrektor Biura
Nadzoru Właścicielskiego Jarosław Kochaniak. Według niego miasto nie
kontroluje już Sedeco. - Mamy w spółce ponad 99 proc. udziałów, ale nie możemy
podejmować samodzielnie żadnej decyzji, np. przy zabezpieczaniu budynku na
Złotej, bo zarząd spółki nie funkcjonuje. Zresztą kontakt z dwoma pozostałymi
udziałowcami Sedeco jest bardzo utrudniony. Na razie zaproponowaliśmy im
spotkanie w sprawie zabezpieczenia szkoły i czekamy na pisemną odpowiedź. Sami
nie możemy ot, tak po prostu, wejść i zamurować drzwi i okien.
/ www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_070511/warszawa_a_1.html /