Gość: wujek Władek
IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl
10.07.03, 11:07
był taki czas, że bałem się wchodzić do sklepów Royal Collection -
wystarczyło na moment zatrzymac się przy jakimś wieszaku czy ubraniu, a już
stał obok sprzedawca i "W czym mogę pomóc?". no właśnie - w czym? dobierze mi
kolor gaci pod kolor oczu czy lepiej wie, jaka koszula mi się podoba? a w
dodatku po grzecznej odpowiedzi "nie, dziękuję", nadal stał metr dalej,
patrząc niby to gdzieś w bok, a jednocześnie gapiąc się na mnie. niemożebnie
mnie to wnerwia, czuję sie wtedy jak jaki złodziej czy inny lump. w
przebieralni jeszcze dobrze nie założyłem koszuli czy spodni, a już słyszałem
zza zasłony "no i jak te spodnie, dobre?". krew mnie zalewa na takie
natręctwo! ekspedienci w RC musza mieć jakieś specjalne szkolenia pt. Jak
narzucać się klientowi czy Jak być natrętnym.
co gorsza tak samo dzieje się we wszystkich sklepach. rozumiem, że o klienta
się dba, ale bez przesady!