Dodaj do ulubionych

Kocie łby, książę, Muz. Narodowe...

11.11.07, 12:14
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=437&w=71690597&a=71755376
erazm1 napisał:
>kocie łby od Chełmskiej po plac Bernardyński, pamietam były jeszcze w 1972 roku!)

Te kocie łby na zawsze będą mi się kojarzyć z ... pogrzebem ks. Janusza
Radziwiłła z Nieborowa i Ołyki, w 1968 r. Uczestniczyłem wtedy w kondukcie
pogrzebowym za trumną Księcia od pl. Bernardyńskiego na cmentarz przy
Powsińskiej. Nie wiem, czy dziś władze zgodziłyby się na taką demonstrację?.
Akurat wypadło mi podążać za Jacklin Kennedy (podziwiając przy okazji jej
zgrabne nóżki), która idąc w szpileczkach niemiłosiernie wykręcała je na owych
kocich łbach.
Akurat z tematem pośrednio wiąże się zdjęcie, które znalazłem w swych zbiorach
(nie znam autora?), z otwarcia Muzeum Narodowego w 1938 r. Jest na nim właśnie
ks. Janusz – to ten trzeci od lewej.
Dla porządku wymienię osoby, które poza nim rozpoznałem w I rzędzie. Patrząc
od lewej, pierwszy I. Mościcki, piąty E. Kaliński – minister poczt, ostatni
(czyta) S. Starzyński. Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby ktoś zidentyfikował
pozostałe osoby na zdjęciu?
Pozdrawiam

Obserwuj wątek
    • andrzej_b2 Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 11.11.07, 15:50
      A oto zdjęcie z otwarcia muzeum Narodowego:
      foto2.m.onet.pl/_m/a786f107d5e34ecf85cd830addc14342,21,19,0.jpg
    • horpyna4 Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 11.11.07, 17:48
      He, he, pamiętam, że wtedy prasa podała wiadomość o przylocie
      Jacqueline na ten pogrzeb (nawet zamieszczono jej zdjęcie) i polazły
      tam ogromne tłumy gapiów właśnie ze względu na nią. Czy to prawda,
      że po uroczystości tłum ruszył w jej stronę i musiała salwować się
      ucieczką, wskakując do tramwaju?
      • andrzej_b2 Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 12.11.07, 16:14
        horpyna4 napisała:

        > He, he, pamiętam, że wtedy prasa podała wiadomość o przylocie
        > Jacqueline na ten pogrzeb (nawet zamieszczono jej zdjęcie) i polazły
        > tam ogromne tłumy gapiów właśnie ze względu na nią. Czy to prawda,
        > że po uroczystości tłum ruszył w jej stronę i musiała salwować się
        > ucieczką, wskakując do tramwaju


        Nie sądzę, żeby wyłącznie dla niej „polazły tam ogromne tłumy gapiów”. Część
        ludzi istotnie znalazła się po to, aby ujrzeć na własne oczy b. pierwszą damę
        USA, ale część, by zobaczyć jak wygląda w komunie pogrzeb książęcy. Publikę
        robili też tajniacy, stanowiący co najmniej drugą połowę, których zadaniem było
        śledzić zachowanie, nastroje, podsłuchiwać komentarze tłumu – z zasady wrogiego
        władzy ludowej. Do zadań ich ponadto należało zwracanie uwagi, czy nie ma
        proamerykańskich transparentów, antyludowych haseł, a gdyby takie pojawiły się,
        natychmiastowa likwidacja. W latach komuny ten pogrzeb stanowił precedens, do
        którego władza starannie była przygotowana, robiąc wszystko, aby zdeprecjonować
        całe wydarzenie.
        Ja, ze swego punktu widzenia nie potwierdzam, żeby wokół Jacqueline były tłumy,
        nie widziałem też żadnej rzucającej się w oczy obstawy, ani mundurowej milicji.
        Nikt nie dbał o zachowanie jakichś dworskich zasad, a i ona nie była już na
        świeczniku. To były inne czasy, i inne społeczeństwo.
        Jak pamiętam, po uroczystości na przystanku zebrał się tłum oczekujących, wśród
        których była i wdowa po J. Kennedym. Gdy wreszcie tramwaj przyjechał, wszyscy
        zaczęli się pchać do środka a z nim i żona b. prezydenta USA. Pismacy, aby
        usatysfakcjonować swych chlebodawców, robili wszystko, żeby ośmieszyć całą
        sytuację i każdy krok Jacqueline.
        Dziś widać, że osiągnęli cel!
        Pozdrawiam
    • bim.bam.bom Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 11.11.07, 20:38
      a czy szósty pan (stojący troszkę bokiem)
      to nie jest dyrektor MN prof. Lorentz?
      • andrzej_b2 Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 11.11.07, 22:04
        bim.bam.bom napisała:

        > a czy szósty pan (stojący troszkę bokiem)
        > to nie jest dyrektor MN prof. Lorentz?

        Ten szósty pan to chyba jednak nie dyr. Lorenc, bo ten na obrazku ma wąsy i
        krótką bródkę. Profesor nie nosił zarostu i miał wydatniejszą łysinę. Link
        pokazuje St. Lorentza z lat znacznie późniejszych, ale daje pewną ofiętację:
        http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.fotoinfo.pl/sob_042e.jpg&imgrefurl=http://www.fotoinfo.pl/sobstr042.htm&h=250&w=229&sz=35&hl=pl&start=1&tbnid=fVXJcbWGOZs5OM:&tbnh=111&tbnw=102&prev=/images%3Fq%3D%2522stanis%25C5%2582aw%2Blorentz%2522%2Bmuzeum%2Bnarodowe%26gbv%3D2%26svnum%3D10%26hl%3Dpl%26sa%3DG
        Przyjaciele mi podpowiadają (bez żadnej pewności), że to może być syndyk Rzymu,
        jako że Rzym i Warszawa były bratnimi miastami.

        Jestem także zaskoczony, że na zdjęciu nie widać dyr. Lorenca, i już zaczynam
        wątpić czy to jest uroczystość otwarcia Mu. Narodowego?
        • andrzej_b2 Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 11.11.07, 22:09
          Link jest b. długi, może teraz wejdzie?
          http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.fotoinfo.pl/sob_042e.jpg&imgrefurl=http://www.fotoinfo.pl/sobstr042.htm&h=250&w=229&sz=35&hl=pl&start=1&tbnid=fVXJcbWGOZs5OM:&tbnh=111&tbnw=102&prev=/images%3Fq%3D%2522stanis%25C5%2582aw%2Blorentz%2522%2Bmuzeum%2Bnarodowe%26gbv%3D2%26svnum%3D10%26hl%3Dpl%26sa%3DG

          • andrzej_b2 Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 11.11.07, 22:23
            Ten krótszy ink do St. Lorentza, z pewnością wejdzie:
            www.fotoinfo.pl/sob_042e.jpg
            • bim.bam.bom Re: zdjęcie profesora z 45r. - link 12.11.07, 00:45
              www.przesieka.pl/ciek_stara9.html
              ma brodę równie wystającą jak ten
              pan na zdjęciu z otwarcia muzeum
              stąd moje przypuszczenie
              • andrzej_b2 Konferansjerzy 12.11.07, 17:11
                bim.bam.bom., dziękuję za zaangażowanie. Spróbujmy kontynuować identyfikację osób.

                Na moim zdjęciu jest pewien ważny szczegół techniczny – mikrofon radiowy. Widać,
                że uroczystość jest transmitowana w jednym z programów PR. Podziwiać należy
                czułość mikrofonu, który jest oddalony od mówiącego na około 1 metr (dziś musi
                być przy ustach). W bezpośrednim sąsiedztwie mikrofonu stoją dwie osoby, zapewne
                prowadzący konferansjerkę: spiker i być może aktorka, która w stosownym momencie
                odczytuje jakiś tekst (poetycki?) z trzymanej w ręce teczki-aktówki.
                W końcu lat 30-tych w PR pracowało trzech spikerów: Świętochowski, Bocheński i
                Przybora. Bocheński nosił okulary i był niefotogeniczny (ułomny), więc może to
                być tylko jeden z dwóch pozostałych. Stawiam na Jeremiego Przyborę!
                Z identyfikacją aktorki mam ogromny kłopot Nie wiem, może to jest Smosarska,
                może Malicka, może Batycka? Dużo było młodych, ładnych i popularnych aktorek, a
                wszystkie z oddali do siebie podobne.
                Pozdrawiam
                • bim.bam.bom Re: niestety, chyba nie pomogę wiele 12.11.07, 21:15
                  w identyfikacji
                  znalazłam informację, że Przybora wygrał konkurs na spikera radiowego
                  w 1937 roku.
                  www.teatry.art.pl/portrety/przybora_j/jeremip.htm
                  Swiętochowski to raczej blondyn o jasnej karnacji
                  a to zdjęcie z MN jest takie, że trudno powiedzieć
                  czy ten pan jest ciemny bo zdjęcie tak zrobione
                  czy rzeczywiście jest brunetem. Wtedy, przypuszczam,
                  używano magnezji do robienia zdjęć w pomieszczeniach
                  i dlatego wyszedł taki straszny kontrast
                  spikerzy PR przed 39 r.
                  Halina Sztompkówna, Tadeusz Bocheński, Zbigniew Świętochowski
                  są tu na zdjęciach
                  historiaradia.neostrada.pl/Polskie%20Radio%20Warszawa.html
                  I to samo z paniami
                  mam wrażenie, że Smosarska miała brwi ciensze i twarz troszke
                  pełniejsza, no ale ta fotografia może mylic
                  zresztą prosze zobaczyc:
                  Jadwiga Smosarska
                  www.filmpolski.pl/fp/index.php/25472
                  Maria Malicka
                  www.filmpolski.pl/fp/index.php/21849
                  I jako starsza już pani
                  ww2.tvp.pl/6316,20060421331389.strona
                  Zofia Batycka
                  www.filmpolski.pl/fp/index.php/211001
                  www.misspolonia.com.pl/gallery/panteon/2a_batycka.jpg
                  a może Muzeum narodowe ma w swoich archiwach
                  zdjęcia z otwarcia i to z podpisem kto jest kto?

                  przykro mi, że panu nie pomogę
                  ale frajdę miałam szukając
                  pozdrawiam
                  bbb
                  • bim.bam.bom Re: bardzo przepraszam - oczywiscie 12.11.07, 21:17
                    Panu
                    gdy za szybko piszę klawisz shift zle naciskam
        • ryszard.maczewski Niewysoki pan z bródką 10.12.07, 10:59
          andrzej_b2 napisał:

          > bim.bam.bom napisała:
          >
          > > a czy szósty pan (stojący troszkę bokiem)
          > > to nie jest dyrektor MN prof. Lorentz?
          >
          > Ten szósty pan to chyba jednak nie dyr. Lorenc, bo ten na obrazku
          > ma wąsy i krótką bródkę. Profesor nie nosił zarostu i miał
          > wydatniejszą łysinę.

          Znajoma twierdzi, że to może być Feliks Kopera, dyrektor Muzeum Narodowego w
          Krakowie - ja niestety nie dotarłem do żadnego zdjęcia pana Kopery, więc nie
          jestem w stanie tego zweryfikować.
    • akcja1 Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 13.11.07, 15:04
      Przepraszam ale chyba nastąpił błąd, bo z relacji jakie czytałem na
      temat pobytu Pani Kennedy to ona chyba przyleciała na pogrzeb Edmunda
      Radziwiłła w 1971 roku a nie jego ojca Janusza w 1967.
      Pogrzeb Janusz Radziwiłła rzeczywiście odbył się na cmentarzu
      czerniakowski ale po paru latach został ekshumowany i pochowany w
      nowym większym grobowcu w Wilanowie, gdzie pochowano Edmunda. No chyba
      że była na obu pogrzebach?
      • urzykowski Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 20.11.07, 20:56
        Rzeczywiście, pani Kennedy przyjechała na pogrzeb Edmunda Radziwiłła
        i był to początek lat 70. Edmund był bowiem szwagrem Jacqueline
        Kennedy (jej siostra - Lee i jego brat - Stanisław byli
        małżeństwem). O pogrzebie z udziałem tak sławnej osoby opowiadali
        nam na cmentarzu w Wilanowie, gdzie leżą Radziwiłłowie, uczestnicy
        naszego spaceru trasą „Spacerownika” po tej części Warszawy.
        Wspominali, jak to pani Kennedy kryła się przed fotoreporterami.
    • bim.bam.bom Re: Kocie łby, książę, Muz. Narodowe... 13.11.07, 15:52
      Ze względu na własne pochodzenie i zainteresowania, Tadeusz Świątek
      poświęcił najwięcej czasu na znanych arystokratów. Mówił m.in. o
      Radziwiłłach, których kilkakrotnie odwiedzali w domu na Okrężnej
      krewni z rodziny Kennedy. Byli wśród nich: była żona słynnego
      prezydenta USA Johna Kennedy’ego - Jacqueline Kennedy-Onassis oraz
      jej młodsza siostra - Caroline Lee Bouvier, znana jako Lee
      Radziwill, która w roku 1959 r. wyszła za księcia Stanisława
      Radziwiłła, będącego synem mieszkającego na Mokotowie seniora rodu –
      księcia Janusza Franciszka Radziwiłła. To właśnie na pogrzeb tego
      ostatniego w październiku 1967 r. przybyły obie panie po raz
      ostatni. Jacqueline Kennedy-Onassis musiała się wtedy salwować
      ucieczką przed natrętnymi reporterami przez pola buraków, rosnące w
      miejscu obecnego centrum handlowego Sadyba Best Mall. Podobno na jej
      przyjazd wyasfaltowano ul. Morszyńską, która przebiega w pobliżu
      domu Radziwiłłów. Tadeusz Świątek przypomniał przy tej okazji, że
      jeszcze za życia seniora rodu Radziwiłłów, w czerwcu 1964 roku,
      odwiedził go w małym dwupokojowym mieszkanku w Warszawie brat Johna
      Kennedy’ego – senator i prokurator generalny Robert Kennedy wraz z
      żoną Ethel, trójką dzieci i… lampartem-pupilkiem dzieci, który
      zajmował ostatnią limuzynę w orszaku.


      www.miasto-ogrod.sadyba.waw.pl/index.php?op=articles&opa=display&id=24&SESJA=ca033af0660fed77ec34278eaacbf49b
      • andrzej_b2 Uzupełnienie relacji 13.11.07, 19:07
        Pozwólcie, że uzupełnię relację p. Świątka.

        Ks. Janusz Radziwiłł Powstanie Warszawskie spędził w swym pałacu przy ul.
        Bielańskiej (ob. adres al. Solidarności). Po opanowaniu tego rejonu przez
        Niemców został przez nich aresztowany i więziony w Berlinie. Jeszcze przed
        ofensywą styczniową 1945 niespodziewanie zwolniony, zatrzymał się w Walewicach w
        majątku pp. Grabińskich. Tu został aresztowany przez NKWD, wywieziony do Moskwy
        i do 1947 więziony w obozie w Krasnogorsku. Po powrocie do Warszawy został
        ponownie zatrzymany, tym razem przez UB, i przez 3-tyg. poddawany śledztwu w
        areszcie na Cyryla i Metodego. Z niewiadomych powodów został z dnia na dzień
        zwolniony, ale poddany inwigilacji. Zamieszkał wówczas krótko na Saskiej Kępie,
        w Dąbrówce k. Warszawy, następnie do końca życia w mieszkaniu 2-pokojowym przy
        ul. Bałuckiego 35, przydzielonym przez kwaterunek. Za obrazy z pałacu przy
        Bielańskiej, zdeponowane w 1939 w Muz. Narodowym, otrzymał od dyr. Lorentza w
        1948 sumę, która stanowiła podstawę jego egzystencji. Później zresztą Profesor
        miał duże nieprzyjemności z tego powodu.
        W latach 1947-67 ks. Janusz wyłącznie wiódł życie w gronie rodziny.
        Pozdrawiam :-)
        • andrzej_b2 Wróćmy jednak do zdjęcia: 14.11.07, 18:57
          foto2.m.onet.pl/_m/a786f107d5e34ecf85cd830addc14342,21,19,0.jpg
          Na ostatnim planie widać metalowy odlew rzeźby Józefa Piłsudskiego. Podobnych
          realizacji było wiele, zwłaszcza po 1935, że wymienię choćby takich twórców jak
          Wittig i Ostrowski. Czyjego dłuta może być widoczna na zdjęciu rzeźba?
          Pozdrawiam
          • michel9 Re: Wróćmy jednak do zdjęcia: 16.11.07, 12:46
            Stanisław Lorentz miał w 1938 roku 39 lat, a pan na zdjęciu jest chyba wyraźnie
            starszy. Na zdjęciach w książce "Album wileńskie" z 1930 Lorentz ma dość bujną
            fryzurę.
          • ryszard.maczewski Re: Wróćmy jednak do zdjęcia: 17.11.07, 22:27
            andrzej_b2 napisał:

            > <a
            href="foto2.m.onet.pl/_m/a786f107d5e34ecf85cd830addc14342,21,19,0.jpg"
            target="_blank">foto2.m.onet.pl/_m/a786f107d5e34ecf85cd830addc14342,21,19,0.jpg</a>
            > Na ostatnim planie widać metalowy odlew rzeźby Józefa Piłsudskiego. Podobnych
            realizacji było wiele, zwłaszcza po 1935, że wymienię choćby takich twórców jak
            Wittig i Ostrowski. Czyjego dłuta może być widoczna na zdjęciu rzeźba?

            Podobno właśnie Wittig jest autorem tego odlewu. I podobno jest on zachowany -
            tylko ze stoi w części administracyjnej muzeum.
            Informacje jeszcze wymagają sprawdzenia - jak będę wiedział coś więcej i
            pewniej, to dam znać.
            • andrzej_b2 Re: Wróćmy jednak do zdjęcia: 18.11.07, 12:49
              ryszard.maczewski napisał:

              > Podobno właśnie Wittig jest autorem tego odlewu. I podobno jest on
              zachowany -
              > tylko ze stoi w części administracyjnej muzeum.
              > Informacje jeszcze wymagają sprawdzenia - jak będę wiedział coś
              więcej i
              > pewniej, to dam znać.

              To ważna deklaracja, dziękuję.
              Na marginesie naszych dociekań przyznam, że także pomyślałem, iż
              rzeźba może być dziełem E. Wittiga. Był on przecież b. modny i
              popularny i tonie tylko na niwie artystycznej, ale także społecznej.
              Od 1917 radny m.st. Warszawy, (1923-24) prezes AZS a później
              zasłużony członek związku, współzałożyciel i działacz Aeroklubu RP,
              prezes Oddz. Warsz. YMCA, (1927-35) założyciel i wiceprezes Tow.
              Polsko-Greckiego. To nie wszystkie jego zajęcia, do tego jeszcze
              czynny artystycznie. Chciałoby się powiedzieć: kiedy on miał na to
              czas?
              St. Łoza w 1938, wśród twórczości Wittiga, wymienia pod datą 1919
              popiersie J. Piłsudskiego, wykonane dla Państwowego Banku Rolnego i
              replikę dla Muzeum Wojny w Paryżu. Wiadomo, że na tym nie koniec
              realizacji artysty. Było sporo mniejszych rzeźb, o których nie
              wspominają biografie, choćby taka nieduża z holu MPiH przy
              Elektoralnej. Popiersie ze zdjęcia ma dwa istotne szczegóły. Są to:
              gwiazda Krzyża Wielkiego Virtuti Militari na piersi Piłsudskiego
              www.grawerapanasiuk.pl/virtuti_pliki/vm00.jpg
              stanowiąca uzupełnienie tego najwyższego odznaczenia wojennego,
              którym został udekorowany (chyba?) waz z nominacją na Marszałka w
              1920 r. oraz wysoki kołnierz w mundurze taki, który noszono w WP
              przed reformą mundurową na pocz. lat 30-tych. Stąd wniosek, że
              rzeźba prawdopodobnie została wykonana między 1920 a 1930 r. i że z
              pewnością nie to popiersie wymienia Łoza.
              Akurat dobrze się składa, gdyż trwa w Muzeum Narodowym wystawa
              częściowo wiązana z tematem
              www.zw.com.pl/zw2/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=8&news_id=173126&layout=2&page=text

              Pozdrawiam :-)
              • ryszard.maczewski Re: Wróćmy jednak do zdjęcia: 18.11.07, 22:21
                andrzej_b2 napisał:

                > Akurat dobrze się składa, gdyż trwa w Muzeum Narodowym wystawa
                > częściowo wiązana z tematem
                >
                www.zw.com.pl/zw2/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=8&news_id=173126&layout=2&page=text
                >

                Gwoli ścisłości wystawa jest w Muzeum Wojska Polskiego - a mimo że oba się
                mieszczą w jednym budynku, to jednak są to dwa odrębne muzea.
              • fima Wróćmy jednak do rzeźby: raczej po 34 roku 20.11.07, 23:50
                i czy na pewno Wittig?

                > ryszard.maczewski napisał:
                > > Podobno właśnie Wittig jest autorem tego odlewu.
                (.....) andrzej_b2 napisał:
                rzeźba prawdopodobnie została wykonana między 1920 a 1930 r. i że z
                > pewnością nie to popiersie wymienia Łoza.


                Rzecz jest rozmiarami na tyle znacząca, że powinien o niej wspomnieć
                Wacław Husarski, krótko omawiający temat "Józef Piłsudski w sztuce" -
                "Idea i czyn Józefa Piłsudskiego" - Biblioteka Dzieł Naukowych,
                Warszawa 1934 rok.
                Nie ma tam jednak innej wzmianki, prócz "Całkowicie już monumentalna
                jest głowa w marmurze Edwarda Wittiga ujęta z właściwem temu
                artyście uproszczeniem formy."
                Ciekawe, bo załączona ilustracja różni sie nieco szczegółami
                anatomicznymi głowy Modela (układ kości policzkowych) od tej ze
                zdjęcia w Muzeum. Może to jednak nie Wittig jest autorem?
                Powinna to rozstrzygnąć sygnatura autora z istniejącego ponoć
                odlewu, niepodobna żeby jej nie było?

                Nawiasem mówiąc, jeszcze większym "właściwym artyście uproszczeniem
                formy" cechowało się popiersie autorstwa Alfonsa Karnego.

                Drugim nawiasem: czemuż to tak monumentalne dzieło stoi sobie "w
                części administracyjnej muzeum"?. W dzisiejszych czasach nie trzeba
                już ratować wizerunków Marszałka przechowywaniem po piwnicach i
                innych ciemnych kątach, duży popyt na nie powoduje stawianie jakichś
                straszydeł w rodzaju "parkingowego" przy Europejskim.

                Trzecim nawiasem: Husarski nadmienia "Jedną wreszcie z najbardziej
                syntetycznych podobizn dał Jan Szczepkowski projektując pomnik w
                Ostrowiu Mazowieckim". To musiała być piękna rzecz, co się z nią
                stało? Czy dzieje?
                • ryszard.maczewski Re: Wróćmy jednak do rzeźby: raczej po 34 roku 21.11.07, 08:20
                  fima napisała:

                  > Powinna to rozstrzygnąć sygnatura autora z istniejącego ponoć
                  > odlewu, niepodobna żeby jej nie było?

                  Dostałem potwierdzenie, że to Wittig, ale jeszcze wobec powyższego pytania
                  poprosiłem o sprawdzenie czy na odlewie znajduje się sygnatura Wittiga.

                  > Drugim nawiasem: czemuż to tak monumentalne dzieło stoi sobie "w
                  > części administracyjnej muzeum"?. W dzisiejszych czasach nie trzeba
                  > już ratować wizerunków Marszałka przechowywaniem po piwnicach i
                  > innych ciemnych kątach,

                  Z tego co wiem to Piłsudski nie stoi w piwnicy ani w w żadnym ciemnym kącie,
                  tylko gdzieś na pierwszym piętrze w skrzydle najbardziej zachodnim.
                  Podobno odlew był wystawiany w zeszły roku w ramach jakiejś wystawy w Muzeum i
                  każdy mógł go sobie obejrzeć z każdej strony.

                  > Trzecim nawiasem: Husarski nadmienia "Jedną wreszcie z najbardziej
                  > syntetycznych podobizn dał Jan Szczepkowski projektując pomnik w
                  > Ostrowiu Mazowieckim". To musiała być piękna rzecz, co się z nią
                  > stało? Czy dzieje?

                  W Ostrowi Mazowieckiej, a właściwie w leżącym obok Komorowie (jeśli dobrze się
                  orientuję) w koszarach jest cykl pomników "Wielcy Polacy".
                  Być może chodzi o ten pomnik:
                  my.opera.com/Cz%C4%99stochowa%20Moje%20Miasto/albums/showpic.dml?album=207974&picture=3131190
                  my.opera.com/Cz%C4%99stochowa%20Moje%20Miasto/albums/showpic.dml?album=207974&picture=3131239
                  i wygląda że wciąż stoi.

                  Cała galeria jest tutaj:
                  my.opera.com/Cz%C4%99stochowa%20Moje%20Miasto/albums/show.dml?id=207974
                  a tu komentarz wlasciciela strony:
                  "Zdjęcia zamieszczone w tym albumie nie mają nic wspólnego z Czestochową .
                  Zamieszczam je bo to ciekawe miejsce , ładne pomniki na których upamiętniono
                  kawał historii Polski ."
                  • andrzej_b2 Re: Wróćmy jednak do rzeźby: raczej po 34 roku 21.11.07, 09:07
                    ryszard.maczewski napisał

                    > Dostałem potwierdzenie, że to Wittig, ale jeszcze wobec powyższego pytania
                    > poprosiłem o sprawdzenie czy na odlewie znajduje się sygnatura Wittiga.

                    No to prawie mamy zagadkę wyjaśnioną. Skoro tak, to w MN powinni mieć ten obiekt
                    skatalogowany i wobec tego może zechcieliby podać trochę więcej szczegółów:
                    tytuł rzeźby, rok wykonania, rok odlewu, gdzie była rzeźba wystawiana, firma
                    odlewnicza, historia rzeźby, i in.
                    Wtedy byliby wiarygodni.
                    Pozdrawiam :-)
                    • ryszard.maczewski Piłsudski w MNW 21.11.07, 09:39
                      andrzej_b2 napisał:

                      > No to prawie mamy zagadkę wyjaśnioną. Skoro tak, to w MN powinni
                      > mieć ten obiekt skatalogowany i wobec tego może zechcieliby podać
                      > trochę więcej szczegółów: tytuł rzeźby, rok wykonania, rok odlewu,
                      > gdzie była rzeźba wystawiana, firma odlewnicza, historia rzeźby, i
                      > in. Wtedy byliby wiarygodni.

                      Podaję namiary znalezione na stronie muzeum. Może ktoś z Koleżanek i Kolegów ma
                      ochotę się tym zająć, bo ja się nie podejmuję wyciągania tych informacji od MNW:

                      Główny Inwentaryzator
                      Lidia Karecka
                      Lkarecka@mnw.art.pl

                      Z-ca Gł. Inwentaryzatora
                      Roman Olkowski
                      Rolkowski@mnw.art.pl

                      tel. 022 622 57 28

                    • andrzej_b2 Wróćmy do gł. bohatera zdjęcia 21.11.07, 10:04
                      W oczekiwaniu na wyjaśnienie sprawy autorstwa rzeźby J. Piłsudskiego podywagujmy
                      nt. S. Starzyńskiego, głównego bohatera zdjęcia.

                      Wszystko chyba już o Starzyńskim dziś jest wiadome, ale warto przypominać jego
                      zmagania z korupcją – temat, który mimo upływu lat jest ciągle aktualny.
                      Początki tej jego obsesji sięgają bodaj 1924 r., gdy Wł. Grabski wicepremier i
                      min. skarbu zatrudnił go swym resorcie jako urzędnika sekretariatu Komitetu
                      Ekonomicznego Rady Ministrów. Polecił mu wtedy zbadanie sprawy „Guzohanu”,
                      spółki zajmującej się zakupami żywności dla wojska, a w szczególności
                      wyjaśnienie układów korupcyjnych w tej instytucji. Na stanowisku tym Starzyński
                      usiłował wyegzekwować należności dla Skarbu Państwa od...posłów uwikłanych w
                      korupcyjne działania „Guzohanu”, blokując im wypłatę diet poselskich. Powstała
                      wielka wrzawa, a nowy minister J. Zdziechowski, uznał taką niekonwencjonalną
                      metodę za niedopuszczalną i, zwolnił Starzyńskiego z pracy.
                      Pozdrawiam :-(
                  • ryszard.maczewski Jednak nie Wittig 21.11.07, 12:24
                    ryszard.maczewski napisał:

                    > fima napisała:
                    >
                    > > Powinna to rozstrzygnąć sygnatura autora z istniejącego ponoć
                    > > odlewu, niepodobna żeby jej nie było?
                    >
                    > Dostałem potwierdzenie, że to Wittig, ale jeszcze wobec powyższego > pytania
                    poprosiłem o sprawdzenie czy na odlewie znajduje się
                    > sygnatura Wittiga.

                    Czujność Fimy doprowadziła do ustalenia, że Piłsudski jest jednak innego
                    autora. Sygnatura artysty: H. KUNA | 1938 znajduje się u dołu po prawej stronie
                    posągu, który został odlany w zakładzie brązowniczym Kranc i Lempicki.
                    Przepraszam za wprowadzenie Koleżanki i Kolegów w błąd.
                    • andrzej_b2 Re: Jednak nie Wittig 21.11.07, 21:46
                      ryszard.maczewski napisał:

                      > Czujność Fimy doprowadziła do ustalenia, że Piłsudski jest jednak innego
                      > autora. Sygnatura artysty: H. KUNA | 1938 znajduje się u dołu po prawej stroni
                      > e
                      > posągu, który został odlany w zakładzie brązowniczym Kranc i Lempicki.


                      W imieniu własnym, a sądzę, że i Kolegów, wielkie dzięki za informację. Na
                      marginesie ciśnie mi się pytanie: dlaczego takich danych nie można uzyskać przez
                      kliknięcie klawiszem komputera?
                      Pozdrawiam :-)
                    • fima Kuna, Starzyński, Ostrów Mazowiecka, dzięki 23.11.07, 23:38
                      ryszard.maczewski napisał:> Przepraszam za wprowadzenie Koleżanki i
                      Kolegów w błąd.

                      Nie ma za co przepraszać, p.Ryszardzie, wszyscy (prócz osób bardzo
                      starych) na ogół w sprawach historycznych zdani jesteśmy na czyjeś
                      informacje. Starzy zreszta też bywają strasznie niemiarodajni.

                      Tak, teraz łatwo już mądrzyć się że jak na Wittiga, za mało ten
                      Piłsudski dynamiczny i "tektoniczny" i że wyraz zadumy postaci
                      bardziej odpowiada stylistyce Kuny. A Husarski też prędzej by omówił
                      dzieło Kuny niż Wittiga, choćby po znajomości z "Rytmu".

                      Ustalenie przez Pana autorstwa rzeźby może mieć jeszcze znaczenie
                      dla rozszyfrowania składu osobowego tej fotografii wykonanej w
                      Muzeum zapewne 18 czerwca 1938 roku.
                      Sądzę, że osobą obok
                      Starzyńskiego może być właśnie Henryk Kuna (jedyny w tak ścisłym
                      gronie niewyfraczony), zaproszony jako autor pomnika, zaprzyjaźniony
                      zarówno z Lorentzem jak i Starzyńskim. Lorentz znał Kunę osobiście,
                      z Wilna, gdzie rzeźbiarz był profesorem na wydziale sztuk pięknych,
                      a Starzyński przyjaźnił się z artystami, u których zamawiał dzieła
                      sztuki dla miasta. Bywał gościem w pracowni Kuny (zamówił u niego
                      pomnik dla Parku Żeromskiego), bardzo często odwiedzał Ludwikę
                      Nitschową w jej pracowni na terenie Filtrów. Jest całkiem
                      prawdopodobne spotkanie czterech postaci w tak uroczystym dniu
                      Muzeum: Lorentza, Starzyńskiego, Kuny i... Piłsudskiego.
                      Potwierdzenie tej hipotezy to już doskonała robota dla p.Andrzeja.

                      Czuję wdzięczność za podanie mi adresu ze zdjęciami z Ostrowi
                      Mazowieckiej. To wspaniała galeria rzeźby, nic mi o niej dotąd nie
                      było wiadomo, fascynująca kolekcja w otwartej przestrzeni, wielka
                      atrakcja niewielkiego miasta. Czy jest ona ogólnodostępna? Czy
                      rzeźby są należycie konserwowane? Czy miasto jest świadome
                      posiadania tak znacznej atrakcji turystycznej?
                      Natomiast pomnik Szczepkowskiego lekko mnie rozczarował. Jeszcze
                      końska grzywa jest taka "szczepkowska", reszta mniej. Lepiej byłoby
                      to kiedyś obejrzeć w plenerze, tyle że to tak daleko...

                      • andrzej_b2 Re: Kuna, Starzyński, Ostrów Mazowiecka, dzięki 24.11.07, 11:35
                        fima napisała:

                        > Sądzę, że osobą obok
                        > Starzyńskiego może być właśnie Henryk Kuna (jedyny w tak ścisłym
                        > gronie niewyfraczony), zaproszony jako autor pomnika, zaprzyjaźniony
                        > zarówno z Lorentzem jak i Starzyńskim. Lorentz znał Kunę osobiście,
                        > z Wilna, gdzie rzeźbiarz był profesorem na wydziale sztuk pięknych,
                        > a Starzyński przyjaźnił się z artystami, u których zamawiał dzieła
                        > sztuki dla miasta. Bywał gościem w pracowni Kuny (zamówił u niego
                        > pomnik dla Parku Żeromskiego), bardzo często odwiedzał Ludwikę
                        > Nitschową w jej pracowni na terenie Filtrów. Jest całkiem
                        > prawdopodobne spotkanie czterech postaci w tak uroczystym dniu
                        > Muzeum: Lorentza, Starzyńskiego, Kuny i... Piłsudskiego.


                        Wątek tych przyjaźni jest jak najbardziej prawdziwy, tylko, że naszym zdjęciu
                        bazowym niestety nie widać Henryka Kuny (1881-1945). Ten mężczyzna z prawej to z
                        pewnością nie on. Łatwo się o tym przekonać oglądając choćby dwa zdjęcia
                        (pochodzące z ADM):
                        foto2.m.onet.pl/_m/e649706e762a753d5276db32bc81948a,21,19,0.jpg',0,1
                        foto0.m.onet.pl/_m/90ed7475f4a1814f048249ca1b62e3d8,21,19,0.jpg',0,1
                        Ponadto, chciałem zauważyć, że Kuna w 1938 r. miał 57 lat, a ów mężczyzna ma na
                        moje oko ok. 40.

                        Zdjęcie górne jest jeszcze o tyle ciekawe, że obok artysty widać Ewę Kuninę z d.
                        Krauze żonę artysty i ich jedynego syna Jacka. Pani Ewa była znaną artystą
                        dramatyczną. Przed wojną występowała m.in. w teatrach: Polskim, Kameralnym,
                        Małym i w Redutcie. Po wojnie wyróżniała się znakomitą odtwórczynią ról „matek”.
                        Może warto w tym miejscu wspomnieć, że opiekowała się również Domem Artysty
                        Weterana Scen Polskich w Skolimowie. Z jej inicjatywy i dzięki jej staraniom dom
                        powiększył się o nowy pawilon.
                        Jacek ur. 1918, jako żołnierz AK zginął Warszawie w 1944.
                        Henryk Kuna i Ewa Kunina spoczywają na Powązkach w Al. Zasłużonych (250/34).

                        To, że na zdjęciu bazowym nie widać Lorentza, Kuny, być może Gembarzewskiego i
                        in. nie powinno nas zniechęcać w poszukiwaniach. Zapominajmy, że wszyscy są
                        zgromadzeni wokół stołu, a fotograf z przyczyn technicznych objął obiektywem
                        tylko połowę gości. Uznał widocznie, że to ujęcie będzie jak najbardziej
                        „poprawne”, bo są i obydwaj prezydenci i Kaliński, któremu wówczas PR (potęga!).
                        podlegało Przypominam, że uroczystość jest transmitowana przez radio.
                        Pozdrawiam :-)
    • bim.bam.bom Ciekawostka o prezydencie, profesorze i MN 18.11.07, 17:18
      znalezione niechcący i chociaz nie na temat wątku -
      za co przepraszam - ale tak mi sie spodobało
      to co napisała Ewa Berberyusz
      więc wklejam

      PRZEGLĄD POLSKI on-line (dodatek Nowego Dziennika)
      Ewa Berberyusz - Kartki ze skażonej strefy

      Ostatniego prezydenta Warszawy z prawdziwego zdarzenia, Stefana
      Starzynskiego, mielismy przed wojna. Byl prezydentem nie z wyboru,
      ale komisarycznym. Okazal sie swietnym administratorem. Opowiadal mi
      profesor Lorentz (ten, ktory w czasie okupacji ocalil wiele z
      najcenniejszych zbiorow naszej sztuki), ze kiedys Starzynski wezwal
      go do siebie, zaprowadzil na puste pole i powiedzial: "Za dwa lata
      stanie tu Muzeum Narodowe, czy godzi sie pan je objac?". "Zgodzilem
      sie, ale nie wierzylem".
      I stalo sie. Dzisiaj rzecz nie do pomyslenia. Nie sadze, zeby dzis
      znalazl sie czlowiek, ktory nie opuscilby stanowiska przy biurku w
      ratuszu i nie salwowal sie ucieczka w sytuacji, gdy miasto opanowali
      nazisci. Szukam w pamieci wspolczesnego polityka, szukam wsrod
      najszlachetniejszych. Przykro mi. Nie znajduje. Podobnie jak do dzis
      nie znaleziono grobu Stefana Starzynskiego.
      Warszawa, lipiec 2003 r.

      www.dziennik.com/www/dziennik/kult/archiwum/07-12-03/pp-07-11-03.html


      • ryszard.maczewski Re: Ciekawostka o prezydencie, profesorze i MN 18.11.07, 22:50
        bim.bam.bom napisała:

        > Ostatniego prezydenta Warszawy z prawdziwego zdarzenia, Stefana
        > Starzynskiego, mielismy przed wojna. Byl prezydentem nie z wyboru,
        > ale komisarycznym. Okazal sie swietnym administratorem. Opowiadal
        > mi profesor Lorentz (ten, ktory w czasie okupacji ocalil wiele z
        > najcenniejszych zbiorow naszej sztuki), ze kiedys Starzynski wezwal
        > go do siebie, zaprowadzil na puste pole i powiedzial: "Za dwa lata
        > stanie tu Muzeum Narodowe, czy godzi sie pan je objac?". "Zgodzilem
        > sie, ale nie wierzylem". I stalo sie.

        Anegdotka ładna - ale chyba nieprawdziwa skoro budowa Muzeum, którego
        inwestorem był Magistrat, rozpoczęła się w 1927, a Starzyński w tym czasie, w
        okresie październik 1926 - grudzień 1932 piął się po szczeblach kariery w
        Ministerstwie Skarbu, a potem pełnił funkcję wiceprezesa BGK.
        Boczne skrzydła i skrzydło równoległe do Al. Jerozolimskich zostały oddane do
        użytku w 1932 czyli dwa lata przed mianowaniem Starzyńskiego komisarzem w
        sierpniu 1934.
        Ponadto prof. Lorentz objął funkcję dyrektora Muzeum Narodowego w 1935, a więc
        trzy lata po oddaniu pierwszego etapu budowy do użytkowania.

        Generalnie w anegdotce nic się nie zgadza, za wyjątkiem faktu, że Starzyński był
        komisarycznym prezydentem, a prof. Lorentz był dyrektorem Muzeum Narodowego.
        • andrzej_b2 Re: Ciekawostka o prezydencie, profesorze i MN 19.11.07, 10:38
          ryszard.maczewski napisał:

          > Generalnie w anegdotce nic się nie zgadza, za wyjątkiem faktu, że Starzyński był
          > komisarycznym prezydentem, a prof. Lorentz był dyrektorem Muzeum Narodowego.

          Wątki łączące obydwu panów są dość liczne w biografiach obydwu. Zastanawia mnie
          gdzie tkwią ich korzenie? Przecież nie może być przypadkiem propozycja, jaką
          Starzyński w 1935 r. złożył Lorentzowi objęcia Muzeum Narodowego, skoro ten
          ostatni już od od 1929 pracował jako konserwator wojewódzki w Wilnie – bądź co
          bądź na prowincji. Aż nadto widać, że chodziło o ściągnięcie „swoich ludzi” do
          Warszawy. (Skąd my to znamy?)Różnica wieku wynosząca 6 lat - Lorentz młodszy -
          wskazuje, że znajomość nie była z ławy szkolnej. Innym miejscem wspólnych
          powiązań mogła być służba wojskowa, ale o karierze wojskowej Lorentza wiadomo
          tylko, że brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej i wyszedł z wojska w stopniu
          ppor. rezerwy.
          Wiadomo, że Starzyński, warszawiak z urodzenia, później mieszkaniec ul. Dobrej
          był kolekcjonerem i miłośnikiem starej Warszawy. W 1935 r. powołał Komisję
          Opieki nad Zabytkami W-wy pod przewodnictwem...St. Lorentza. Kiedy w 1936
          założono Muzeum Dawnej Warszawy, jako oddział Muz. Narodowego, sfinansował z
          budżetu miasta zakup trzech kamienic na Rynku Starego Miasta. W 1939 obydwaj
          zadbali jak tylko mogli o zbiory Muzeum Narodowego. W obliczu zbliżającej się
          wojny Starzyński sporządził testament, który złożył na ręce Lorentza, zapisując
          swą kolekcję artystyczną i posiadane dokumenty Muzeum Narodowemu. Te związki
          można by jeszcze ciągnąć, ale gdzie był ich początek?
          Pozdrawiam :-)
        • ryszard.maczewski Prof. Lorentz 19.11.07, 11:39
          ryszard.maczewski napisał:


          > Ponadto prof. Lorentz objął funkcję dyrektora Muzeum Narodowego w
          > 1935, a więc trzy lata po oddaniu pierwszego etapu budowy do
          > użytkowania.

          Według historii Muzeum Narodowego na stronie muzeum:
          www.mnw.art.pl/gfx/muzeum/files/muzeum_narodowe_18622004__do_druku_.pdf
          profesor został mianowany wicedyrektorem muzeum dopiero w 1936 r. a funkcję
          dyrektora objął dopiero w 1938 r.
          • andrzej_b2 Prof. Lorentz i płk Gembarzewski 19.11.07, 19:51
            ryszard.maczewski napisał:

            > Według historii Muzeum Narodowego na stronie muzeum:
            >www.mnw.art.pl/gfx/muzeum/files/muzeum_narodowe_18622004__do_druku_.pdf
            > profesor został mianowany wicedyrektorem muzeum dopiero w 1936 r. a funkcję
            > dyrektora objął dopiero w 1938 r.

            Przy całym szacunku dla p. dr D. Folgi-Januszewskiej, ale nie mogłem doszukać
            się źródła pochodzenia tych informacji, i co ważniejsze, dane różnią się od
            innych autorów.
            Niezastąpiony St. Łoza w1938 r. podaje bowiem:” ...[St. Lorentz] od 1935
            wicedyrektor, od 1936 dyrektor Muzeum Narodowego...” i sądzę, że te info są
            najbardziej wiarygodne, gdyż pochodzą od świadka wydarzeń, a poza tym są zgodne
            z innymi biografami Profesora.

            Chronologia podana przez Łozę wynikała stąd, że od 1916 r. dyrektorem Muzeum
            Narodowego był płk Bronisław Gembarzewski, który do września 1936 stanowisko to
            łączył unią personalną z kierowaniem Muzeum Wojska Polskiego. To właśnie z
            inicjatywy dyr. Gembarzewskiego stanął w latach 1931-36 (wg innych 1927-32) nowy
            gmach MN.
            Gdy S. Starzyński został komisarycznym prezydentem Warszawy postanowił podnieść
            status obydwu muzeów i rozłączyć je. Oznaczało to oddzielenie sąsiadujących obok
            siebie gmachów i dobudowę dla MN nowego budynku głównego. W tej sytuacji płk
            Gembarzewski do 1936 pozostawał dyr. MN, potem wyłącznie dyr. MWP (1920-39).
            Prof. Lorentz początkowo był wicedyr. MN (1935) a następnie jego dyr. (1936).
            Inaugurację w 1938 nowego gmachu MN dyr. Lorentz uświetnił wystawą „Warszawa
            wczoraj, dziś i jutro”, co prawdopodobnie widzimy na zdjęciu.

            Na podstawie:
            1. W.L. Tomiewicz (biograf B. Gembarzewskiego). PSB, T. VI, s. 372-373
            2. R. Jarocki: „Na przekór historii. Wspomnienie refleksyjne o St. Lorentzu”.
            Rocz. Warsz. XXIX s15-42
            • ryszard.maczewski Kolejność budowy Muzeum Narodowego 20.11.07, 15:04
              andrzej_b2 napisał:

              > To właśnie z inicjatywy dyr. Gembarzewskiego stanął w latach
              > 1931-36 (wg innych 1927-32) nowy gmach MN.

              Lata 1927-32 to pierwszy etap budowy muzeum.
              Lata 1935-38 to drugi etap budowy muzeum.
              Etapy budowy można dość dobrze prześledzić na zdjęciach:
              www.warszawa1939.pl/zdjecia/3maja/old/mini/narodowe_budowa.jpg
              Wszystkie te cztery daty znajdują potwierdzenie w przewodniku wydanym w 1938
              roku (str. 4 i 5): www.varsaviana.pl/czytelnia.php?numer=00005
            • ryszard.maczewski MNW i MWP 20.11.07, 15:53
              andrzej_b2 napisał:

              > Gdy S. Starzyński został komisarycznym prezydentem Warszawy
              > postanowił podnieść status obydwu muzeów i rozłączyć je. Oznaczało
              > to oddzielenie sąsiadujących obok siebie gmachów i dobudowę dla MN
              > nowego budynku głównego. W tej sytuacji płk Gembarzewski do 1936
              > pozostawał dyr. MN, potem wyłącznie dyr. MWP (1920-39).
              > Prof. Lorentz początkowo był wicedyr. MN (1935) a następnie jego
              > dyr. (1936).

              Na stronach Muzeum Wojska Polskiego jest taki akapit:
              "Muzeum Wojska zostało powołane do życia rozkazem Marszałka Józefa Piłsudskiego
              z dnia 22 IV 1920 r.
              Początkowo mieściło się, wspólnie z Muzeum Narodowym (oczekującym na wzniesienie
              nowego gmachu), w Pałacu Bazylianów przy ul. Podwale 15.
              Budynki dla Muzeum Narodowego zlokalizowano na początku ówczesnej al. 3 Maja i
              wznoszono je etapami w latach: 1927-1932 i 1932-1938, według znakomitego
              projektu Tadeusza Tołwińskiego i konstrukcji Stefana Bryły. Warto dodać, iż
              budowę dokończono pod kierunkiem Antoniego Dygata.
              W 1934 r., do świeżo ukończonego wschodniego skrzydła zespołu budynków Muzeum
              Narodowego wprowadziło się, na pobyt tymczasowy - do momentu wybudowania własnej
              siedziby - Muzeum Wojska, otrzymując adres al. 3 Maja 13."

              W tym świetle wygląda raczej, że w ramach budowy gmachu w alei 3-ego Maja
              najpierw przeniesiono z Podwala część Muzeum Narodowego, potem przeprowadzono
              też z Podwala Muzeum Wojska Polskiego, a dopiero potem (w 1935) Starzyński
              zdecydował o intensyfikacji prac przy budowie dwóch wewnętrznych skrzydeł.

              I to raczej nie Starzyński postanowił podnieść status Muzeum Narodowego, tylko
              jego poprzednicy wmurowujący w 1927 r. kamień węgielny pod budowę nowego gmachu,
              który miał być w całości zajmowany przez Muzeum Narodowe.

              • andrzej_b2 Re: MNW i MWP 20.11.07, 19:09
                ryszard.maczewski napisał:

                > I to raczej nie Starzyński postanowił podnieść status Muzeum Narodowego, tylko
                > jego poprzednicy wmurowujący w 1927 r. kamień węgielny pod budowę nowego gmachu,
                > który miał być w całości zajmowany przez Muzeum Narodowe


                Może i tak, ale realizacji dokonał Starzyński, czego nikt nie może
                zakwestionować. A to się liczy, a nie tablice i szumne deklaracje.

                W tym momencie trzeba sobie uświadomić bariery, które uniemożliwiały
                wcześniejsze urzeczywistnienie tej wielkiej sprawy.
                Stan finansów miasta 2 marca 1934, gdy Starzyński obejmował stanowisko
                komisarycznego prezydenta, był katastrofalny. Wszelka naprawa była możliwa
                wyłącznie drogą autorytarnych decyzji. A było to b. trudne, bowiem prezydent
                miał przeciwko sobie większość aparatu administracyjnego i wielu polityków.
                Niechęć pogłębiały zmiany kadrowe i zwolnienia w zarządzie miasta, prowadzone
                pod hasłem walki z korupcją i upartyjnienia stanowisk.
                Na początku 1934 zadłużenie miasta stanowiło 80% budżetu gminy, co powodowało
                całkowity zastój finansów miejskich. W związku z tym konieczne były radykalne
                cięcia. W trybie nagłym dokonano rewizji istniejących umów i wprowadzono znaczne
                ich korekty. Drogą procesu sądowego odebrania koncesjonariuszom Elektrownię,
                której ogromne zyski omijały dotąd kasę miejską. Zaniechano fatalnej polityki
                dzierżawy lokali szkolnych, wybudowanych przez miasto, różnym przedsiębiorstwom
                bogacącym się kosztem miasta. Dokonano redukcji wydatków administracyjnych,
                wprowadzono obniżkę uposażeń urzędniczych i wysokich odpraw oraz emerytur, które
                wprowadziły poprzednie zarządy.
                Okazało się, że już w 1935 r. uregulowano część deficytu drogą zaciągnięcia
                przez miasto długoterminowych pożyczek i konwersji kredytów króto- na
                długoterminowe. Olbrzymie znaczenie miało zwiększenie podatku od użytkowania
                nieruchomości, co w innych miastach od dawna funkcjonowało. Starzyński mógł to
                wszystko przeprowadzić tylko dlatego, że uzyskał niezwykle szerokie uprawnienia.
                W tej sytuacji już w 1938 r. kasa miejska osiągnęła całkowitą płynność
                finansową.. Umożliwiło to nawet obniżkę niektórych opłat miejskich, np. za
                przejazdy tramwajowe, taryf za elektryczność, wodę, gaz, za użytkowanie
                szaletów, za wszelkie urządzenia kulturalne i oświatowe. Wprowadzono też
                bezpłatny wstęp do Muzeum Narodowego!

                O tym i o innych problemach miasta w odczycie S. Starzyńskiego pt. „Rozwój
                Stolicy”, wygłoszonym dn 10 czerwca 1938 na zebraniu Oddziału Stołecznego
                Związku Rezerwistów.
                Pozdrawiam :-)
                • ryszard.maczewski Elektrownia 20.11.07, 20:13
                  andrzej_b2 napisał:

                  > Drogą procesu sądowego odebrania koncesjonariuszom Elektrownię,
                  > której ogromne zyski omijały dotąd kasę miejską.

                  Z Elektrownią to w ogóle było strasznie ciężko już od 1915 r.
                  W 1915 Towarzystwo Elektryczne porzuciło elektrownię, a w 1918 odmówiło
                  przejęcia przedsiębiorstwa pod swoją administrację. W związku z powyższym został
                  ustanowiony zarząd państwowy.
                  Dopiero w 1924 Towarzystwo przejęło elektrownię. Jak się potem okazało, zwłoka w
                  przejęciu majątku była spowodowana pomyślnie zakończonym procesem uzyskania
                  przez Towarzystwo od Niemiec odszkodowania za rzekomo utracony w wyniku wojny
                  zakład.
                  W 1926 Towarzystwo wystąpiło z żądaniem przedłużenia koncesji i ustalenia cen od
                  odbiorców.
                  To rozpoczęło długoletni spór z miastem, najpierw u międzynarodowego rozjemcy w
                  Amsterdamie, a potem od grudnia 1935 przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Decyzją
                  Sądu z maja 1936 r. cały majątek elektrowni został przekazany miastu, które
                  obniżyło ceny oraz rozpoczęło akcję propagandową elektryczności, np. poprzez
                  Salon Demonstracyjny w Domu Hersego przy Marszałkowskiej.

                  > O tym i o innych problemach miasta w odczycie S. Starzyńskiego pt. > „Rozwój
                  Stolicy”, wygłoszonym dn 10 czerwca 1938 na zebraniu
                  > Oddziału Stołecznego Związku Rezerwistów.

                  ... dostępnym pod adresem www.biblioteka.warszawa1939.pl/show_book.php?id=4

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka