m.cobra
28.08.03, 12:32
Za kilka dni wyjeżdżam.Jak każdy normalny człowiek organizuję sobie podręczną
apteczkę"na wrazie czego"żeby w środku nocy nie szukać apteki gdzieś po
górach.Jakieś plastry,środki na zatrucia,tabletki na bóle itd.
Wchodzę do apteki-"Dzień dobry,poproszę to i to i tamto"w międzyczasie
zadzwonił mi telefon,więc szybko pobiegłam do wózka(w którym siedział mój
podopieczny-zniecierpliwiony)i szybko wyłączyłam szalejący
telefon.Zapłaciłam,podziękowałam,pożegnałam sie i wyszłam.Kiedy poszłam się
przejść z dzieckiem,dotarło do mnie,że wzięłam nie to co trzeba.Wkurzyłam się
na siebie,że pomyliłam nazwy leków.Szybko poszłam do tej samej apteki,bo
wiedziałam,że nie ma problemów z wymianą-zwłaszcza,że miałam paragon i 15
minut wcześniej tu byłam.Wózek zostawiłam przed wejściem.Jak na złość była
kolejka-a mój podopieczny nie lubi sam zostawać.Wystałam się swoje-podchodzę
do okienka i tonem prawie,że błagalnym mówię co się stało i co
chodzi.Aptekarka spojżała na mnie wzrokiem głodnego lwa.Tonem obrażonej,pod
nosem(dosyć głośno)jęknęła"o Boże!!"Popatrzyła na pudełko,na paragon i ze
skwaszoną miną (i tonem)powiedziała:"musi pani zaczekać!!!"obsłużyła jeszcze
jedną kobitkę.We mnie sie zagotowało.Zabrała się z łaską do mojej
wymiany.Dała to co chciałam.Podziękowałam i wyszłam.Ona nawet nie
odpowiedziała...
I co z tą kultutrką??osoba,która pracuje w takim miejscu powinna być na
poziomie.Okazuje się jednak,że to zwykły prostak i cham