andrzej_b2
27.04.09, 17:13
wyborcza.pl/1,94898,6534559,Spalony_rekopis_slownika_przy_ul__Piusa_XI.html
J. Majewski napisał:
„... Obiady podawano mu [Ludwikowi Simonowi] w kuchni restauracji >Simon i
Stecki< [...] kelnerzy i kucharze dbali o utrzymanie swego chlebodawcy”.
Nie znalazłem potwierdzenia, żeby L. Simon był czyimkolwiek chlebodawcą.
Prawdopodobnie był spadkobiercą części interesu po desperackim kroku swego
ojca, lecz żeby „chlebodawcą”, to chyba przesada. Ale nie uprzedzajmy faktów.
W okresie międzywojennym firma „Simon i Stecki – Handel Win i Wódek” mieściła
się przy Krakowskim Przedmieściu 28, obok Kuriera Warszawskiego. Po I wojnie
firmę prowadził Edward Simon (sędzia handlowy) a udziałowcami byli: Edward,
Gustaw i Alicja Simonowie oraz Klara Badior i Felicja Landau (obie z Simonów).
Interes nadwątlony wojną szedł słabo. Aby go rozruszać, około 1924 r., Simon
postanowił do spółki włączyć Józefa Jordana, doświadczonego handlowca,
właściciela Hotelu Angielskiego i Domu Eksportowo-Importowego (w hotelu
Bristol). W 1925 r. w oficynie domu urządzono restaurację. Udziałowcami firmy
wtedy zostali: Edward Simon, Józef Jordan, Jan Galewski i Eugeniusz Burczenik.
Simon źle czuł się w nowej roli knajpiarza. Nie lubił trunków i nie znosił
pijackiej atmosfery. Na każdym kroku dystansował go Jordan, lubiany przez
klientelę. Restauracja miała duże powodzenie. Interes rozwijał się, obroty
rosły i nikt nie spodziewał się że główny udziałowiec targnie się na swe
życie. Pewnej nocy, po zakończeniu pracy, Simon opuścił lokal i kazał zawieźć
się na most Poniatowskiego. Tam odprawił dorożkę i odtąd wszelki ślad po nim
zaginął. Rano na moście znaleziono tylko palto. Być może wówczas Ludwik Simon
został spadkobiercą części fortuny, chociaż 100 % pewności nie ma.
Tymczasem w knajpie pozostał Jordan, który (jak podaje wspomniany już
Wiernicki) spłacił udziałowców, stając się właścicielem firmy.
O Ludwiku, jako o współwłaścicielu, nigdzie nie wyczytałem, tymbardziej że
głowy do interesu nie miał zupełnie; ale o tym już wiemy z felietonu. Jak to
więc na prawdę było?
Pozdrawiam :-)