edek40
30.07.12, 13:32
Kolejna straszna tragedia, ktora dla mnie, piewcy nieskrepowanego przesuwania sie do przodu jest kompletnie nie zrozumiala. Powody sa dwa
1. pociag jest wielki i oswietlony - jak go mozna nie zauwazyc?
2. ten konkretny pociag jechal okolo 30 km/h, wiec dosc trudno wyobrazic sobie, ze wyskoczyl z nienacka i w ulamku sekundy byl juz na przejezdzie.
Jedyny, przy danych ktore posiadamy, wniosek: kierowca w ogole nie spojrzal.
Dlaczego nawiazalem do mojego kultu predkosci? Ano dlatego, ze nie jeden raz spieralismy sie, ze ograniczenie predkosci do 70 km/h z okazji skrzyzowania z (nieomal) polna spowoduje, ze zaczna rodzic sie ludzie. Hm.... A jesli bedzie jechal TIR, te 70 km/h, i rownie kontaktowo wyjedzie pod niego jakis kuzyn kierowcy feralnego auta z tego przejazdu? Ze niby TIR staje w miejscu niby porsche? Powiedzmy. Jednak aby doszlo do kraksy wjezdzajacy pod TIRa nie moze mu dac szansy nawet na reakcje. Jak widac z kolejnej tragedii na przejezdzie takie zupelnie slepe wjazdy kontaktowe wcale nie naleza do rzadkosci. Co z setkami tysiecy skrzyzowan NIESTRZEZONYCH na naszych drogach?
A moze niepotrzebnie sie martwie, bo ludziska skrzyzowan sie boja - nie boja sie tylko przejazdow kolejowych?